POLECAMY

Kryzys w związku - czy jest jeszcze jakaś szansa?

Jak poradzić sobie z partnerem, który nie angażuje się w związek i nie okazuje uczuć? Psycholog, Jacek Gientka z Przystani Psychologicznej, odpowiada na list naszej użytkowniczki.

Kryzys w związku - czy jest jeszcze jakaś szansa? fot. Fotolia

Witam!

Piszę do Państwa, ponieważ mam problem ze swoim partnerem, jesteśmy ze sobą ponad 3 lata, we wrześniu planujemy się pobrać, on teraz jest poza granicami Polski, wyjechał na pół roku i wraca w maju. Od początku naszego związku zawsze między nami była odległość, ze względu na to zaczęłam studia bliżej niego i przez 2 lata widywaliśmy się na weekendy - weekendowy związek, oczywiście spędzaliśmy razem czas przy wszelkich okazjach - urlop, święta itp. W każdym bądź razie, od pewnego czasu powstał problem - JA, mój partner zaczął mi zarzucać, że jestem egoistką, że moje musi być zawsze na górze, że nie liczę się z jego zdaniem, że go nie słucham, że nie szanuje. Wiele razy mówiłam, że się zmienię, ale jak się starałam wszystko wychodziło na odwrót, ja widziałam, jak się staram on w ogóle. Usłyszałam wiele nieprzyjemnych słów na swój temat oraz to, że on nie wierzy w moje zmiany, że nie wierzy w obietnice, że się zmienię.

Szczerze mówiąc to w pewnym momencie zauważyłam że stoimy w miejscu, siedzimy obok siebie on gra w jakieś gierki ja siedzę przed tv, razem ale osobno, gdy zacznę jakiś temat jeśli coś mu się nie spodoba on się obraża, oj obrażanie się on chyba ma we krwi, co nie zrobiłam nie tak, czy czegoś nie powiedziałam, zawsze się obrażał, potrafił nawet przez tydzień się nie odzywać, nie zawsze było tak źle był czas, gdy postanowiliśmy być ze sobą szczerzy aż do ból mówić o najmniejszej błahostce w wyniku czego nie kłóciliśmy się, było naprawdę super, ale szybko się skończyło. Prosiłam go wiele razy, żeby nie obrażał się a mówił otwarcie, jestem osobą która się nie obraża, ja muszę wykrzyczeć swoje myśli a za 2 min nie pamiętam o co się pokłóciliśmy, podchodzę i całuje, a on się odwraca i się nie odzywa. Głównym problem jest teraz, przed wyjazdem zarzuciłam partnerowi, że nie jest czuły, że woli siedzieć przed komputerem niż ze mną, gdy go całowałam mówił "weź", gdy siadałam na kolanach "zejdź" traktował mnie w dzień jak znajomą w nocy natomiast oczekiwał czułości i sexu, poirytowana takim zachowaniem powiedziałam "nie". Co było gwoździem do trumny.

Zaczęło się moje piekło - zarzucił mi, że nie spełniam jego potrzeb, że zawsze tak było, nic się nie zmieniłam, nawet wyjeżdżając nie przytulił, pocałował, odjechał mówiąc do widzenia. Przebolałam, nie odzywał się chociaż pisałam, dzwoniła, przez jakieś 2 tyg. Jak mu przeszło postawił warunek - muszę się zmienić, kocham go i chcę z nim być, przepraszałam, obiecywałam, kontrolowałam się, bo jestem dość nerwowa, przytakiwałam, powiedział, że teraz się wszystko zmieni i już nie będzie taki jak zawsze będzie tym złym, nasze rozmowy polegają na tym, że ja piszę, pytam się co u niego on odp "wszystko ok" czasem coś więcej napisze, na to co ja mu piszę odpowiada "yhy" gehenna trwa miesiąc. Gdy tylko zaistnieje jakiś problem, jakieś sprzeczne zdania podczas rozmowy on pisze "nara bo się zaczyna" nie odzywa się przez dzień dwa, przy czym podkreśla, że się nie zmieniłam, nie zaczepiam drażliwych tematów, przytakuje. Ostatnio straciłam nadzieje na wszystko, ni z tego ni z owego mój partner zaczął na to co pisze, być strasznie chamski i nie wytrzymałam, posypało się, puszka pandory została otworzona i nie utrzymałam nerwów na więzi, nie to że go obrażałam, ale wykrzyczałam mu, że po co psuje skoro jest dobrze, nie kłócimy się, że po co sprawdza moją cierpliwość, że znoszę wszystko, i bach dostałam po głowie, że się nie zmieniła, że on nie wierzy już w to, że wiecznie moje na górze, że go nie szanuje i że on chce przeżyć życie z kimś kto będzie go szanował a ja go w ogóle nie szanuje, i teraz wszystko zależy ode mnie czy będziemy razem.

Jestem na skraju załamania, bo tak naprawdę to nie wiem co mam już robić żeby było dobrze, siedzę i płaczę, wiem, że potrzeba czasu, ale ta odległość nie jest moim sprzymierzeńcem, nie widzę świata po za nim, chciałabym żeby było dobrze, on się mną nie interesuje, nie pyta co u mnie, bo stwierdził, że okazał by słabość i ja to bym wykorzystała, mam istne pranie mózgu... Kocham go, nie potrafię odejść, chcę założyć z nim rodzinę, ale nie wiem jak uratować NAS, pisałam mu że sama nie dam rady, że on musi też się postarać ale bez skutku. Co robić?   Tereska

Szanowna Pani,

budowanie relacji z drugą osobą wymaga dużo pracy, zrozumienia i chęci ze strony obojga partnerów. Nie da się przy tym uniknąć mniejszych lub większych nieporozumień, bo przecież jedna osoba nie siedzi w głowie drugiej, chociaż na początku większości związków zakochanym wydaje się, że są do siebie bardzo podobni, że są przysłowiowymi połówkami tego samego owocu. Państwo też różnicie się między sobą i teraz właśnie te różnice dają o sobie znać w sposób, który jest dla Pani – i przypuszczalnie też dla Pani partnera - bardzo dotkliwy.

Pisze Pani, że partner oczekuje, że to Pani ma się odmienić. Nakazanie jednej ze stron w parze, żeby się zmieniła, nie przyniesie raczej żadnych pozytywnych rezultatów, bo w każdym związku mamy do czynienia z relacją pomiędzy dwiema osobami i to właśnie nad taką relacją należy pracować. Państwo niestety nie mieliście zbyt wielu okazji, żeby budować swój związek, skoro do tej pory spędzaliście ze sobą tylko weekendy, urlopy czy święta. Związki na odległość na dłuższą metę napotykają na wiele trudności, z czego prawdopodobnie zdaje Pani sobie sprawę, bo dąży do tego, aby być bliżej partnera również w tym dosłownym sensie zmniejszenia odległości fizycznej.

Zobacz także: Kryzys w związku - kompendium wiedzy

Z listu wynika, że stara się Pani zmieniać, dopasować do oczekiwań partnera, jednak nie czuje Pani, aby dawało to Pani satysfakcję. Czuje Pani raczej, że to tylko od Pani oczekuje się działania, podporządkowania jego potrzebom. Gdy miała Pani chęć na okazywanie czułości w ciągu dnia, nie spotkało się to z jego pozytywną reakcją – odnosi Pani wrażenie, ze komputer jest dla niego ważniejszy - za to wieczorem to on ma chęć na seks. Oznaczać to może, że w Państwa życiu pojawiła się rutyna, która może się pojawić w każdym związku, ale z którą warto walczyć. Może są takie rzeczy, które moglibyście Państwo robić wspólnie i obojgu sprawiałyby taką samą radość?

Z pewnością nie da się uniknąć przeprowadzenia z partnerem poważnej rozmowy o Państwa związku. Proszę w spokojnej atmosferze powiedzieć mu o swoich wątpliwościach co do Waszej relacji, zapewnić o chęci wprowadzenia zmian, które będą uwzględniały również jego potrzeby. Proszę podkreślać, że oboje macie na uwadze dobro Waszego związku, oboje chcecie, aby się rozwijał. Kiedyś już ustaliliście Państwo, że wspólnie będziecie omawiać nieporozumienia dotyczące Waszego związku i, jak Pani pisze, przynosiło to dobre rezultaty. Dlaczego nie spróbować ponownie czegoś, co było dobre?

Zobacz także: Kryzys - przegadać czy przemilczeć?

Jeśli Pani partner też dostrzegł wtedy zmianę na lepsze, pewnie nie będzie miał nic przeciwko temu, żeby spróbować raz jeszcze. W miarę możliwości finansowych i czasowych moglibyście zdecydować się na wspólny wyjazd, może to być rodzaj „podróży przedślubnej”, w czasie której moglibyście w oderwaniu od codzienności, bez pośpiechu, poukładać sobie wasze relacje, spędzając dużo czasu na rozmowach o sobie, swoich uczuciach, na okazywaniu sobie czułości i po prostu byciu razem. Wyjazd taki jest oczywiście tylko jedną z możliwości, ważne, abyście Państwo oboje wyrazili chęć na niego, żeby żadne z Państwa nie poczuło się zmuszane do robienia czegoś na siłę, wbrew sobie i potem nie mogło pomyśleć, że od początku nie miało na to ochoty.

Zobacz także: Kiedy warto się rozstać?

Przed Panią ważne wydarzenie, postanowiliście Państwo za kilka miesięcy się pobrać. To również może sprawiać, że zastanawia się Pani, czy to na pewno właściwa decyzja, bo tego typu kroki wydają się być nieodwołalne i ostateczne. Podejmowanie każdej decyzji wiąże się z wieloma wątpliwościami, z zastanawianiem się nad wszystkimi za i przeciw. Niewykluczone, że Pani partner też ma wątpliwości co do wspólnej przyszłości. Wielu współczesnych ludzi u progu takiej zmiany doświadcza podobnych zawahań. Dobrym pomysłem może być w Państwa sytuacji udanie się do psychologa prowadzącego terapię dla par. Skorzystanie z tego typu pomocy wymaga chęci obydwu stron, dlatego dobrze, aby Pani partner był przekonany, że warto tam wspólnie się wybrać. Terapeuta pozwoli Wam odkryć drogę do usprawnienia komunikacji w związku. Komunikacji, w której mówienie jest tak samo ważne, jak słuchanie, komunikacji, w której obie strony bez problemu mówią o swoich uczuciach.

Zobacz także: Brak ochoty na seks - z czego to może wynikać?

Bardzo Pani zależy na związku, kocha Pani swojego partnera i chce założyć z nim rodzinę. Może jednak okazać się, że Wasz związek się wypalił. Wtedy terapia par pomoże ustalić zasady w miarę bezbolesnego rozstania, w którym nie dominuje poczucie niesprawiedliwości. Takiego, po którym jest się w stanie nie mieć ciągłego żalu do byłego partnera o to, że dopuścił się krzywdy, ani do samego siebie, ze popełniło się błąd. W każdym związku warto stawiać na szczerość i bezpieczne wyrażanie potrzeb i uczuć obojga partnerów. Wymaga to chęci obydwu stron, ale warto się starać, spędzać ze sobą jak najwięcej czasu i - nie rezygnując z siebie - rozumieć drugą osobę. To niemal stuprocentowa gwarancja udanego życia we dwoje.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)