Seks nastolatków

Są wakacje, więc temat seksu nastolatków jest na czasie. Jak to naprawdę jest z seksem nastolatków?

fot. Panthermedia
Pigułek hamujących popęd seksualny jeszcze nie wymyślono. Popędu u nastolatków nie zauważa Ministerstwo Edukacji. Muszą więc z nim jakoś sobie radzić rodzice wychowawcy kolonijni i pracownicy telefonów zaufania.

"Miałam plemniki na brzuchu. Czy mogłam zajść w ciążę?", "Całowaliśmy się w ubraniach. Czy możliwa jest wpadka?" – z takimi pytaniami 16-latki dzwonią w czasie wakacji do telefonu zaufania grupy edukatorów seksualnych Ponton. Brak im elementarnej wiedzy, ale zdaniem specjalistów i tak jest lepiej niż kilka lat temu. Kiedyś do Zbigniewa Lwa-Starowicza przyszła po wakacjach nastolatka w piątym miesiącu ciąży. – Nie miała pojęcia, że spodziewa się dziecka. Podczas wyjazdu została pozbawiona dziewictwa. Sądziła jednak, że pierwszy stosunek nie może zakończyć się zapłodnieniem – mówi seksuolog.
Dziś wiedza młodzieży na temat seksu wydaje się dużo większa. Opowiadają sobie o najbardziej wymyślnych technikach seksualnych, znają mnóstwo określeń na męskie i żeńskie narządy. Problem w tym, że niezmiennie jest to wiedza bardzo powierzchowna. Doktor Krzysztof Nowosielski ze Śląskiej Akademii Medycznej podczas pogadanki w jednym z liceów usłyszał od 18-letnich dziewczyn, które rozpoczęły już współżycie płciowe, że kobieta ma dni płodne podczas krwawienia miesięcznego.

W wakacje iskrzy

Największym problemem jest jednak brak poczucia odpowiedzialności u nastolatków. Z badań profesor Barbary Woynarowskiej wynika, że 10 procent 15-letnich dziewczynek i 20 procent chłopców w tym samym wieku ma już "pierwszy raz" za sobą. Z kolei jak wynika z wyliczeń firmy medycznej Schering AG, średni wiek inicjacji seksualnej stołecznych nastolatków to 15,5 roku. Aż 52 procent młodych po raz pierwszy uprawiało seks właśnie na wakacjach. Jesienią w gabinetach ginekologicznych pojawia się znacznie więcej niż w innych porach roku młodych dziewcząt spodziewających się dziecka bądź cierpiących na choroby przenoszone drogą płciową. Doktor Alicja Długołęcka przyznaje natomiast, że zauważyła, iż co roku część z jej 20-letnich studentek ma wyznaczony termin porodu na dziewięć miesięcy po wakacjach.

Na koloniach i młodzieżowych obozach bywa różnie, bo tak naprawdę wszystko zależy od tego, z jakich środowisk pochodzi spędzająca wakacje młodzież. Wyjazd, na którym "nie iskrzyłoby", trudno jednak znaleźć.
– Chłopcy bawią się na przykład w maliniaki, czyli zakładają się, który z nich będzie miał na sobie większą kolekcję zrobionych przez dziewczyny malinek – mówi Marcin Kucharzewski, który młodzieżą w różnym wieku opiekował się przez 12 turnusów. – Jednak tak naprawdę dla nich ważniejszy jest alkohol, dobra zabawa w gronie kolegów, możliwość zaimponowania im – opowiada.
Jak pomóc piersiom wrócić do formy po ciąży i karmieniu piersią?

Inaczej jest z dziewczynkami. Te są kochliwe. Często uciekają do pobliskich miejscowości, żeby tam poznać mężczyzn, zazwyczaj znacznie od siebie starszych. Ci natomiast z chęcią spotykają się z gimnazjalistkami, zwłaszcza że obecnie nie wyglądają one jak dzieci, ale jak młode kobiety.
Inny wychowawca przyznaje, że musiał odesłać do domu jednego z kolonistów. Powodem był fakt, że 10-latek molestował seksualnie swoje koleżanki. – Zakradł się do pokoju dziewczynek podczas poobiedniej ciszy. Położył się na jednej z nich i zaczął dotykać jej intymnych miejsc. Dziewczynce (miała zaledwie dziewięć lat) udało się wyrwać i przybiec do nas – opowiada Jakub Gładysiak, kolonijny opiekun. – Na początku chłopiec do wszystkiego się przyznał. Tłumaczył, że to była tylko zabawa. Kiedy sprawa przybrała poważniejszy obrót, bo o wszystkim poinformowaliśmy rodziców oraz kuratorium oświaty, zaczął się wypierać. Twierdził, że zorganizowano na niego nagonkę. Mimo to odesłaliśmy go do domu – dodaje Gładysiak.
Również fora internetowe pełne są opowieści na temat wakacyjnych przygód. "Pewnego dnia, gdy bolała mnie głowa, postanowiłam nie iść na »zwiedzanie«. Było mi niedobrze, więc weszłam do łazienki. Nagle spostrzegłam, że ktoś za mną idzie. To był Kamil. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Było cudownie, gdy zaczął mnie rozbierać, nie miałam nic przeciwko temu. Kochaliśmy się ponad dwie godziny. Nie żałowaliśmy tego i do dziś jesteśmy szczęśliwą parą" – chwali się w portalu edukacyjnym szkoła.net 13-letnia Kinga.

A może pigułka?

Aby ustrzec młode dziewczyny i ich rodziców przed dramatem na lata, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny zaproponowała, żeby na zorganizowanych wyjazdach lekarze lub pielęgniarki mieli w pogotowiu tak zwane pigułki postkoitalne, których przyjęcie w ciągu 72 godzin po stosunku zapobiega zajściu w ciążę.
– Dziewczęta powinny je dostawać w sytuacjach awaryjnych – uważa Wanda Nowicka, przewodnicząca federacji. Organizacja wysłała w połowie czerwca list w tej sprawie do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Walczy nie tylko o pigułki, ale także o wprowadzenie na koloniach zajęć z edukacji seksualnej oraz wpisanie do programu kursów dla wychowawców i kierowników kolonii "zasad dotyczących bezpieczeństwa seksualnego młodzieży".

Płacą za kolonijne ciąże

– Nieważne, jak będzie się pilnować wychowanków. Oni zawsze znajdą miejsce i czas, żeby robić to, czego im nie wolno – przyznają wychowawcy. Mimo to na koloniach nie prowadzi się pogawędek o seksie.
– Rozmawiamy z młodzieżą o higienie osobistej, zdrowym żywieniu czy bezpieczeństwie, ale o seksie raczej nie – mówi Elżbieta Olczyk-Szum, wychowawczyni, kierowniczka i organizatorka wyjazdów z dziećmi. – Czasem robi to tylko młoda kadra, ale dopiero wtedy, gdy zaprzyjaźni się z grupą. To jednak dość ryzykowne, bo każdy nastolatek inaczej odbiera takie pogadanki. Dla jednych może to być coś naturalnego, dla innych – krępującego.
Żeby zminimalizować ryzyko uprawiania seksu przez kolonistów, wychowawcy starają się zająć im każdą chwilę. W ciągu dnia młodzież zabierana jest nad wodę czy na spacery, a wieczorem organizowane są dyskoteki. – To wentyl bezpieczeństwa – mówi Kucharzewski. – Co prawda można powiedzieć, że właśnie na wieczornych spotkaniach młodzież się w sobie zakochuje, ale tak naprawdę chodzi o to, żeby zmęczyć kolonistów. Dzięki temu, zamiast kombinować, jak przedostać się do innych pokoi, będą w nocy spać.

To zapewni też spokojny sen dorosłym, którego często im brakuje z powodu obowiązującego rozporządzenia MEN, zgodnie z którym jeśli dziewczynka zajdzie w ciążę na kolonii, alimenty może płacić nie ojciec dziecka, ale właśnie obozowy wychowawca! To on w myśl przepisów czuwa nad higieną, zdrowiem, wyżywieniem oraz innymi czynnościami opiekuńczymi. To właśnie niedopełnienie obowiązków w zakresie wspomnianych wyżej "innych czynności" jest podstawą do zasądzenia alimentów. Żeby nie dopuścić do takiej sytuacji, wychowawcy wykupują sobie ubezpieczenia OC, które mają chronić ich przed tego typu nieplanowanymi wydatkami. To jednak wciąż nie daje gwarancji, że uda się uciec przed roszczeniami ze strony rodziców kolonistki. Umowa zawierana z ubezpieczycielem jest bowiem tak skonstruowana, że trzeba najpierw udowodnić, że ciąża jest "uszkodzeniem ciała lub rozstrojem zdrowia" nastolatki, aby spłacił on alimenty. Nawet jeśli się to uda, firma wypłaci tylko tyle pieniędzy, na ile opiewa umowa (to kwota od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych).
Teoretycznie więc kolonijni opiekunowie powinni być zwolennikami łatwej dostępności pigułek postkoitalnych. Ale ich zdaniem byłoby to równoznaczne z cichym przyzwoleniem na uprawianie seksu przez nastolatki. Podobnego zdania jest seksuolog profesor Violetta Skrzypulec ze Śląskiej Akademii Medycznej. – Nie należy wkładać synowi do plecaka prezerwatywy, a córce pigułki typu morning after pill, bo wygląda to tak, jakbyśmy mówili: "wykorzystaj wolność". Lepiej porozmawiać o zagrożeniach. Zacząć od tego, że nie powinno się pić podanych przez kogoś otwartych napojów, ponieważ może być do nich dosypany narkotyk, że podobnie należy się zachować, kiedy ktoś proponuje nam swojego drinka. Potem można przejść do miłości, ale mówić o uczuciu, sympatii, a nie tylko kwestiach fizycznych.

Nie pouczać, tylko rozmawiać

Zdaniem profesor Skrzypulec najlepszą osobą do poprowadzenia rozmowy z córką będzie matka, a z synem – ojciec. Warto też położyć nacisk na ewentualne konsekwencje współżycia płciowego. I nie chodzi tu tylko o ciążę, lecz także o choroby przekazywane drogą płciową. – To oczywiście możliwość zakażenia wirusem HIV, ale również wirusem HPV, który prowadzi do raka szyjki macicy u dziewcząt – zauważa profesor Skrzypulec. – Nie trzeba też dziecka zbytnio straszyć, lepiej je po prostu ostrzec.
– Nie ma wątpliwości co do tego, że między rodzicem a dzieckiem istnieje seksualne tabu. Żeby młodzi ludzie nie czuli się skrępowani, rozmowy z nimi mogą przeprowadzić jakieś ciotki czy wujkowie. To są zazwyczaj ludzie młodsi od rodziców, a więc łatwiej im będzie nawiązać dobry kontakt z nastolatkami – uważa doktor Alicja Długołęcka. – Oprócz tego dzieciom trzeba zaufać! Jeśli tak się stanie, będą zobligowane do odpowiedzialności. W pewnym momencie zapali im się czerwona lampka i zrezygnują z realizacji jakiegoś niemądrego pomysłu.

Specjaliści radzą, żeby rozmawiać z nastolatkami jak z dorosłymi. Nie pouczać ich tonem mędrca, nie używać zwrotów: "Nikt w naszej rodzinie tak nie postępuje!", "Ja w twoim wieku.." czy: "A teraz zapamiętaj sobie raz na zawsze". Nie wolno również wyliczać jakichś starych przewinień dziecka, ponieważ może to wzbudzić w nim poczucie winy i uniemożliwić dialog. Trzeba z uwagą słuchać tego, co mówi, i dopiero potem formułować odpowiedź, a nie – jak spora część rodziców – uparcie prowadzić monolog osoby mądrzejszej i doświadczonej.
Nie ma co liczyć na poczucie odpowiedzialności nastolatków wyniesione ze szkoły. W tej chwili w polskich placówkach prowadzone są bowiem tylko nieobowiązkowe zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, w których w zeszłym roku szkolnym na 6,5 miliona młodych osób uczestniczyło jedynie 3,7 miliona. Część z pewnością rezygnowała nie z własnego wyboru. Powód? Takie lekcje prowadzone są tylko w części szkół. Poza tym wiele zajęć tego typu sprowadza się do mówienia o seksie półsłówkami.

Na program socjalny, dzięki któremu nastolatki miały przestać uprawiać seks, rząd USA od 1998 roku wydał miliard dolarów. Na ulicach zawisły plakaty, w telewizji można było obejrzeć spoty, a seksualni edukatorzy ruszyli do młodzieży, by przekonywać ją do abstynencji. Akcja zakończyła się fiaskiem. Okazało się, że średni wiek inicjacji seksualnej nastolatków objętych programem to 14,9 roku – tyle samo, co w przypadku nastolatków, którzy nie brali udziału w programie. Wniosek nasuwa się więc jeden: z popędem nastolatka walczyć po prostu nie ma sensu. Pozostają tylko rozmowy, i to im częściej prowadzone, tym lepiej. Bo tylko tak zwiększymy szansę na to, że czerwona lampka w tym odpowiednim momencie rzeczywiście się zapali.

Katarzyna Jaroszyńska/ Przekrój
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (21)
serca /8 miesięcy temu
Jestem ładnym wysokim chłopakiem
eeeeeeee???????????/rok temu
WDŻ powinien być obowiązkowy i prowadzony przez osoby lubiane przez młodzież. HIHI "wójkowie" :)
mycha/2 lata temu
Ludzie skończcie gadać głupoty. Ja mam 15 lat i 2 miesięczną córeczkę i daje sobie rade, tylko trzeba umieć przyjąć na siebie odpowiedzialność z opieką nad takim maluszkiem. Więc na prawdę ja nie pouczam bo sama zrobiłam głupotę tylko przestrzegam młode dziewczyny żeby pomyślały jakie mogą być konsekwencje z współżycia w tym wieku ... I nie żebym żałowała tego że urodziłam ale na prawdę gdybym mogła cofnąć czas to bym się w życiu nie zdecydowała na pierwszy raz dzień po 14 urodzinach - Chcesz iść na imprezę - słyszysz : Twoja młodość się właśnie skończyła, ,masz dziecko to się nim zajmuj
POKAŻ KOMENTARZE (21)