POLECAMY

Nowoczesna naturalna antykoncepcja - czy skuteczna?

Kobiety marzą o antykoncepcji, która jest korzystna dla obojga i nie ingeruje w organizm. Naukowcy badają i tworzą coraz to nowsze środki hormonalne. Z pomocą także przyszli informatycy, tworząc minikomputerki wyznaczające dni płodne i niepłodne. Mechanizm ich działania jest różny. Jedne badają materiał biologiczny, inne temperaturę...

Kobiety marzą o antykoncepcji, która jest korzystna dla obojga i nie ingeruje w organizm. Naukowcy badają i tworzą coraz to nowsze środki hormonalne. Z pomocą także przyszli informatycy, tworząc minikomputerki wyznaczające dni płodne i niepłodne. Mechanizm ich działania jest różny. Jedne badają materiał biologiczny, inne temperaturę...

Strona techniczna – czyli jak to działa?
Katarzyna Ziaja
Dostępne są na naszym rynku następujące przyrządy: Persona, Lady-Comp, Baby-Comp i Pearly. Poniżej krótka charakterystyka wymienionych mierników.

Nowoczesna naturalna antykoncepcja - czy skuteczna?

Persona
Jest małym urządzeniem, które ma pomagać w zapobieganiu ciąży. Stanowi metodę naturalną, nie oddziałującą na organizm kobiety i mężczyzny w żadnym stopniu. Persona monitoruje zmiany stężeń hormonów, prognozując dni płodne, określane jako „czerwone dni”. Badaniu podlega mocz, z pierwszej porcji oddanej po odpoczynku sennym. Producent podaje wysoką skuteczność metody, sięgającą 94% (wskaźnik Pearla równy 6,0). Persona jednak nie jest dla wszystkich. Nie powinny jej stosować kobiety:

  • mające cykl miesiączkowy krótszy od 23 dni lub dłuższy od 35
  • prezentujące objawy przekwitania
  • karmiące piersią
  • stosujące hormony (antykoncepcja, HTZ, leczenie niepłodności)
  • przyjmujące leki na bazie tetracykliny (Tetraciclinum, Polcortolon TC)
  • mające problemy z wątrobą i nerkami
  • z zespołem policystycznych jajników
  • nie przekonane do metody

Kobieta może mieć z obsługą Persony pewne problemy, ale z biegiem czasu, wszystko można opanować. Trzeba przede wszystkim szczegółowo przeanalizować ulotkę i instrukcję urządzenia. Istotną uwagą są np. podróże do krajów o innej strefie czasowej. Wymaga to korekty czasu w Personie. Ponadto należy pamiętać o każdorazowym wprowadzeniu danych o wystąpieniu miesiączki, za pomocą odpowiedniego guzika. Zawsze trzeba poddawać badaniu pierwszą porcję moczu po obudzeniu. Analizy dokonywane przez Personę trwają kilka minut.

Lady-Comp, Baby-Comp i Pearly
To urządzenia działające na podobnych zasadach. Wszystkimi mierzy się temperaturę, o dziwo, w ustach. Są one wyposażone w czujniki sygnalizujące m.in. że czas pomiaru był za krótki. Skuteczność podawana przez producenta jest wysoka, konkurująca z tabletkami hormonalnymi. Wskaźnik Pearla wynosi 0,7 (skuteczność 99,3%). Urządzenia te precyzyjnie wyliczają dni płodne (czerwona dioda), niepłodne (zielona dioda) i samą owulację (migająca czerwona dioda).
Lady i Baby-Comp mają wbudowany akumulator, tak więc można je ładować. Poprzednie urządzenia są na baterię, którą trzeba systematycznie zmieniać. Urządzenia te mogą stosować kobiety z nieregularnym cyklem i w menopauzie. Nie są polecane osobom z chorobowo zmienionym cyklem miesiączkowym, PCOS oraz tych, u których ciąża stanowi duże ryzyko zdrowotne. Baby-Comp poza tym, stanowi urządzenie pomagające w zaplanowaniu ciąży. Natomiast Lady-Comp dzięki zmianie oprogramowania może zmienić się w Baby-Comp. Urzadzenia te są zatem uniwersalne.

Chyba jeszcze mało wiemy na temat tych maleńkich komputerków. Niewątpliwie jeżeli są tak skuteczne, stanowią świetną alternatywę dla antykoncepcji hormonalnej. Nie trzeba się nastawiać do nich wybitnie sceptycznie, czy też specjalnie ubóstwiać. Odstrasza ich cena. Jednak jest to inwestycja na lata. Niestety, jak każde urządzenie – i to może zawieść. Metody te są odpowiednie dla kobiet preferujących naturalne planowanie rodziny. Ich stosowanie dopuszcza Kościół Katolicki i niektóre kultury.

Urządzenia te nie dają 100% zabezpieczenia przed ciążą. Podobnie jest z resztą metod antykoncepcyjnych. Zaniedbania zarówno w pomiarach, jak i stosowaniu tabletek (zapominanie), skutkować mogą poczęciem dziecka. Jedyny wielki plus tych metod to brak ingerencji w układ hormonalny.

Okiem krytycznym…
Agata Chabierska

Każda reklama antykoncepcji jest piękna - obiecuje spokój, radość, bezpieczeństwo i zero skutków ubocznych. I choć łykanie hormonów latami nie może się nikomu podobać, na naturalne metody antykoncepcji patrzę jednak z grozą…

Urządzenia typu Persona, Lady-Comp czy Pearly mają dać kobietom wolność bez obciążania ich organizmów tabletkami, od których wiadomo: bolą głowy, chorują pęcherze, rosną brzuchy, psują się wątroby, rozmnażają grzyby i robią żylaki. Wrażenie po pierwszej przeczytanej od A do Z ulotce plastrów antykoncepcyjnych było dla mnie faktycznie piorunujące i gdyby nie stan zakochania, to wpadłabym od razu w hipochondryczną czarną rozpacz. Tymczasem jednak, antykoncepcję hormonalną stosuję z niewielkimi przerwami od lat 13 i nachwalić się nie mogę - nie cierpię, nie narzekam na brak libido ani nadmiar kilogramów, cieszę się miłością w pełnej beztrosce. W metody naturalne… po prostu nie wierzę.

Po pierwsze, bo pomiar temperatury czy hormonów, jako wskaźnika mówiącego o płodności budzi jednak kontrowersje. Nasze ciała narażone są obecnie na tysiąc bodźców nienaturalnych i zachowują się w tej mieszaninie stresów, toksyn, leków i promieniowania mało przewidywalnie. Tak upadła metoda kalendarzykowa, którą teraz próbuje się zastąpić elektronicznym gadżetem. Producent sam pisze, że tej ochrony nie poleca się kobietom z problemami dotyczącymi cyklu i zaburzeniami równowagi hormonalnej… to od razu wyklucza połowę damskiej populacji, a nieświadomym zwiększa ryzyko dzidziusia do wcale pokaźnych rozmiarów. Brzemienne w skutkach błędne odczyty mogą być spowodowane lekami, dietą, okolicznościami stresującymi… mało kto jest w stanie wszystkie czynniki ryzyka wykluczyć.

Po drugie, owa radość i wolność, które serwuje nam antykoncepcja naturalna mają bardzo duże „ALE”. Otóż przez około tydzień w każdym miesiącu czerwone lub żółte światełko mówi, że dziś nie wolno. Chyba że z prezerwatywą, której nikt nie lubi. A tak się składa, że w bardzo nastrojowym cyklu kobiety dni wokoło owulacji pchają i gnają do łóżka, bo libido rośnie, żądza rozpiera, ba, nawet atrakcyjność kobiecego ciała jest najwyższa. I wtedy właśnie masz usiąść, policzyć do 10 i zrobić krzyżówkę, bo kochać się nie wolno. Jak się do tego doda, ok. 7 dni miesiączki, podczas której w większości par ona albo on protestują na pomysł współżycia, to z tego seksu zostaje człowiekowi niewiele.

Podsumowując, dla lubiącej erotykę nowoczesnej kobiety rozwiązanie obarczone niekontrolowanym do końca ryzykiem (pt. coś mi podniosło temperaturę) i ograniczające ją dwóch tygodni radości w miesiącu jest pomysłem bardzo mało atrakcyjnym.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (36)
/6 miesięcy temu
Tak się zastanawiam, na czym ta krytyka Pani Agaty jest oparta? Jak się coś krytykuje, warto wytoczyć jakieś konkrety, a nie tylko "mnie się wydaje, ja uważam, ja wierzę, ja nie wierzę". Nie ustosunkowuje się Pani do żadnych badań, indeksu Pearla - niczego, poza własnym "wydaje mi się". Pisze Pani o "tysiącu bodźców" jakie oddziałują na organizm, o tym że tak naprawdę cokolwiek może nam podnieść temperaturę... Ciekawa jestem, ile wykresów cyklu przeprowadziła Pani w swoim życiu i jakie ma Pani pojęcie o metodach interpretacji tych wykresów? Pewnie niewielkie, skoro jak Pani informuje, od 13 lat już jedzie Pani na syntetycznych hormonach. Ja prowadzę monitoring cykli od 3 lat i jeszcze nie zdarzyło się, żebym niepoprawnie wyznaczyła owulację. Ale owszem - ryzyko niepowodzenia jest, tak jak przy każdej metodzie. Nie wiem czy Pani wie, ale te "stresy, toksyny i leki" o których Pani pisze i które ponoć tak łatwo manipulują PTC (podstawowa temperatura ciała), tak samo wpłynąć mogą na skuteczność tabletki - wystarczy zwykła niestrawność, wymioty, interakcja z jakimkolwiek związkiem chemicznym (w końcu tyle tych "toksyn" wszędzie) i już tabletka nie daje pełnej ochrony. Tak można gadać o WSZYSTKIM. Wypowiada się Pani również negatywnie o konieczności czasowej wstrzemięźliwości - na dodatek w czasie, kiedy najbardziej się chce. Wydaje mi się, że jako "nowoczesna i lubiąca erotykę kobieta", jak Pani się określa, powinna Pani wiedzieć, że seks to duuużo więcej niż tylko penetracja... no ale co ja tam wiem ;). Osobiście wolę przez ten tydzień pieścić się z mężem na inne sposoby i z niecierpliwością czekać na "zielone światełko", niż być utrzymywana latami w stanie hormonalnej menopauzy - no na logikę, jak tu mieć libido takie, jak przy naturalnym cyklu? No ale co kto lubi. Na przyszłość proszę postarać się o krytykę popartą bardziej solidnymi argumentami.
/9 miesięcy temu
Również polecam Lady Comp, mam i stosuję od 5 lat.
/rok temu
Używam Lady Comp ponad 10 lat i jestem zadowolona, nigdy mnie nie zawiódł.
POKAŻ KOMENTARZE (33)