„Moja przyjaciółka straciła rozum, kiedy urodziła dziecko. Nie da się z nią rozmawiać, bo ciągle zachwyca się małą”

Młoda mama nie ma czasu dla przyjaciółki fot. Adobe Stock
Ucieszyłam się, gdy Malwina oznajmiła mi, że jest w ciąży. Gdybym wiedziała, jakie będą tego konsekwencje…
/ 23.02.2021 12:58
Młoda mama nie ma czasu dla przyjaciółki fot. Adobe Stock

Wczoraj znowu próbowałam umówić się z Malwiną. Mam jej tyle do opowiedzenia. Właśnie wróciłam z fantastycznego, pełnego miłych niespodzianek urlopu. Chciałam jak dawniej zdać jej ze wszystkiego relację, podzielić się wrażeniami. Zwłaszcza że, uwierzcie mi, jest o czym opowiadać. Poszaleliśmy z mężem, oj poszaleliśmy… Kiedyś po telefonie z takimi wieściami nie wytrzymałaby z ciekawości nawet godziny. Natychmiast zasypałaby mnie pytaniami albo rzuciłaby wszystko i zameldowała się u mnie za kwadrans. A teraz?
– Przepraszam cię, kochana, ale nie dam rady się wyrwać. Zadzwoń jutro. Może będę trochę wolniejsza i uda nam się zobaczyć… – rzuciła do słuchawki.
– Jasne, jak zwykle. Czekaj tatka latka – mruknęłam zezłoszczona. Nawet nie wiem, czy usłyszała, bo bardzo szybko się rozłączyła. Zachowuje się w ten sposób od roku. Dokładniej mówiąc od dnia, w którym została matką.

Byłyśmy nierozłączne, a teraz?

Ile lat znam Malwinę? Chyba z piętnaście. W pierwszej klasie liceum usiadłyśmy w jednej ławce, bo jako jedyne nie miałyśmy nikogo znajomego do pary i szybko się zaprzyjaźniłyśmy. Miałyśmy podobne zainteresowania, więc razem spędzałyśmy wolny czas, chodziłyśmy do kina, buszowałyśmy po sklepach. Wspierałyśmy się nawzajem w trudnych chwilach, przeżywałyśmy miłości, radości i smutki. Byłyśmy jak papużki nierozłączki.

Oczywiście, gdy powychodziłyśmy za mąż, sytuacja trochę się zmieniła, ale nadal widywałyśmy się prawie codziennie. A jak się nie udawało, godzinami wisiałyśmy na telefonie. Wszystko musiałyśmy omówić, skonsultować. Mężowie od początku wiedzieli o naszej przyjaźni i, chcąc nie chcąc, musieli ją zaakceptować. Byłam pewna, że nie ma takiej siły, która mogłaby nas rozdzielić. Niestety okazało się, że jest. Ma na imię Zosia i jest córeczką Malwiny.

Odkąd pamiętam przyjaciółka zawsze marzyła o dzieciach. Planowała, że będzie miała ich dwoje lub nawet troje. Niestety, długo nie mogła zajść w ciążę. Leczyła się, początkowo bezskutecznie. Prawie już traciła nadzieję. Wspierałam ją wtedy, podtrzymywałam na duchu, zapewniałam, że wszystko będzie dobrze, mówiłam, żeby się nie poddawała. I kiedy wreszcie jej się to udało, cieszyłam się razem z nią. Biegałyśmy razem po sklepach w poszukiwaniu wyposażenia do pokoiku dziecka, wybierałyśmy śpioszki i butelki. Nie podejrzewałam jednak, że gdy już ten wyczekany maluch pojawi się na świecie, Malwina prawie zapomni o moim istnieniu. A tak się niestety stało…

Przez dziecko straciłam przyjaciółkę

Ilekroć do niej dzwonię, nigdy nie ma czasu. Choć próbuję o różnych porach dnia. Zawsze musi coś przy małej zrobić. A to ją nakarmić a to przewinąć, a to znowu wykąpać, ułożyć do snu. I tak w kółko. Ja tu się dopiero rozkręcam, zaczynam temat, a ona co robi po góra pięciu minutach?
– Chętnie bym z tobą dłużej pogadała, ale muszę już niestety kończyć, bo… – tu pada przyczyna i zanim zdążę zaprotestować, wyłącza telefon.

Gdy uda nam się wreszcie spotkać, wcale nie jest lepiej. Malwina potrafi mówić tylko o Zosi. Jej zupkach, kupkach, nowych umiejętnościach, inteligencji. I tak dalej… Kiedy próbuję zejść na inny temat, od razu traci zainteresowanie. Zwariować można. Na dodatek w ogóle nie obchodzą jej moje problemy. Ot, choćby kilka tygodni temu. Pokłóciłam się z mężem i chciałam wypłakać się jej w mankiet. Sprawa naprawdę była poważna, bo miałam wrażenie, że Wiktor za bardzo interesuje się swoją nową sekretarką. Wpadłam do niej zdenerwowana i rozżalona. A ona co? Niby słuchała, potakiwała, ale przez cały czas wodziła wzrokiem za córką.
– Zobacz, zobacz, jak Zosia już świetnie chodzi, jak odważnie stawia kroczki. – zaczęła się zachwycać w pewnym momencie.

Myślałam, że mnie szlag trafi. Ja tu się wywnętrzam, opowiadam, że mój Wiktor ma być może kochankę, a ona wyjeżdża z jakimiś kroczkami.
– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – ryknęłam zdenerwowana.
– Staram się, naprawdę… Ale nie mogę się na nią napatrzeć… Ona jest taka śliczna i mądra. Gdybyś miała własne dziecko, to byś wiedziała, o czym mówię – uśmiechnęła się przepraszająco. Wyszłam po pół godzinie, bo uznałam, że dalsza wizyta nie ma sensu. Ile można mówić do ściany?

Wiem, wiem, co teraz powiecie… Że jestem głupio zazdrosna, że powinnam zrozumieć przyjaciółkę, bo przecież dziecko to jej cały świat. Zwłaszcza takie upragnione i długo wyczekiwane. Uwierzcie mi, rozumiem. Długo cierpliwie znosiłam fakt, że przyjaciółka odstawiła mnie na boczny tor. Ale Zosia ma już rok. Malwina miała mnóstwo czasu, by się nią nacieszyć, przyzwyczaić do jej obecności, trochę ochłonąć z macierzyńskiej euforii. Zresztą ma córeczkę dla siebie przez 24 godziny na dobę.

Już najwyższy czas, żeby w tym całym szaleństwie znalazła wreszcie też chwilę dla mnie. Marzę o tym, by poświęciła mi trochę uwagi, zapytała, co u mnie słychać, zatroszczyła się, czy nie mam jakichś problemów. Nie chcę, by była na każde moje zawołanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że małe dziecko wymaga mnóstwo troski. Ale mogłaby od czasu do czasu zostawić Zosię pod opieką męża, wyrwać się z domu na kilka godzin i pogadać ze mną jak za dawnych czasów. Nawet dobrze by jej to zrobiło. W każdym poradniku dla młodych mam jest napisane, że dla własnego dobra powinny oderwać się od codziennych obowiązków. Ale ona chyba nie ma takiej potrzeby.

Próbowałam z nią na ten temat porozmawiać. I to nie raz. Mówiłam, że czuję się przez nią zaniedbana i porzucona. Wytknęłam, że nigdy nie ma dla mnie czasu. I że jest mi z tego powodu przykro. Nie powiem, przejęła się. Nawet przepraszała. Ale i twierdziła, że wszystkie młode matki zachowują się w ten sposób i nie powinnam się obrażać. Koniec końców obiecała jednak, że już wkrótce wszystko się zmieni, że będziemy gadać jak kiedyś. Ale gdy przychodziło co do czego, wykręcała się albo mówiła o tych kupkach i zupkach.

Naprawdę nie wiem już, co robić. Wiktor twierdzi, że powinnam poszukać sobie innej przyjaciółki. Ale jakoś nie potrafię. Przecież byłyśmy kiedyś tak blisko. Nie umiem o tym zapomnieć. Tęsknię za naszymi pogaduszkami, za jej towarzystwem, wsparciem. I ciągle mam nadzieję, że ona czuje to samo. Może kiedyś sobie o tym przypomni?

Więcej listów do redakcji:„Wybaczyłam mężowi zdradę, bo przecież ślubowałam mu miłość, wierność i oddanie. Jak mogłabym teraz uciec?”Córka uciekła z domu, bo mąż faworyzował drugie dziecko. „Myślałam, że mnie nie chcecie” - list do redakcji„Pamiętaj, że ON zawsze znajdzie lepszą. Jeśli nie akceptuje twoich niedoskonałości, nie myśl, że nagle mu się odmieni!”

Redakcja poleca

REKLAMA