Złe skutki wakacyjnego weekendu

Niewinna impreza za miastem zakończyła się sprawą w sądzie. A wszystko przez draństwo mojego narzeczonego.

Skutki wakacyjnego weekendu
fot. Panthermedia

Coraz bardziej zaniepokojona patrzyłam na Norberta, który sączył już drugie piwo. Moim zdaniem nie powinien był nawet otwierać pierwszego, skoro wiedział, że to on musi prowadzić, kiedy będziemy wracali z lipcowego grilla u znajomych. Ja przecież nie tylko bałabym się usiąść za kierownicą jego ukochanego wielkiego samochodu, ale też nie wzięłam okularów potrzebnych mi do jazdy, szczególnie nocą.
Tymczasem mój ukochany zdawał się w ogóle nie zauważać moich znaczących spojrzeń, tylko w najlepsze żartował sobie z kolegami przy grillu. Wiedziałam, że jeśli podejdę i zwrócę mu uwagę, to się na mnie obrazi. Jednak musiałam to zrobić.
– Kochanie, nie zapomniałeś, że to ty wracasz dziś autem? – zaszczebiotałam w możliwie najbardziej neutralny sposób.
– Sklerozy nie mam! – burknął, wlewając w siebie resztkę trunku, po czym celnym rzutem umieścił puszkę w wystawionym na tarasie koszu na śmieci.
– Widzisz? Trafiłem za pierwszym razem! Nie jestem pijany! – obwieścił mi zadowolony.
„Mam taką nadzieję… – pomyślałam smętnie – bo inaczej jestem ugotowana”.
Wiedziałam, że nikt ze znajomych nie będzie jechać w kierunku miasta, bo większość z nich była sąsiadami gospodarzy, a reszta, wykorzystując ich gościnność, postanowiła przespać się na miejscu. Ja tymczasem musiałam być w mieście nazajutrz wczesnym rankiem, bo miałam ważne spotkanie. Norbert zgodził się mnie odwieźć.

Po alkoholu włączał mu się tryb „macho”

Nie wiem, co bym poczęła, gdyby teraz zmienił zdanie, twierdząc, że pił… Choćby tylko z zemsty, że go pouczam! Taksówka stąd kosztowałaby mnie majątek.
W końcu przestałam za Norbertem chodzić i sprawdzać, czy znowu sięgnął po jakiś trunek. Wiedziałam, że to go tylko wkurzy. Postanowiłam zawierzyć rozsądkowi swojego mężczyzny.
Kiedy zbliżała się godzina dwunasta, dyskretnie dałam Norbertowi do zrozumienia, że już na nas czas. Pożegnał się z przy-
jaciółmi niechętnie, jednak w sumie nie robił żadnych trudności.
Odetchnęłam.
Kiedy wyjechaliśmy z bocznej drogi na główną, Norbert przyspieszył, jak to ma w zwyczaju. Spojrzałam zaniepokojona na licznik, na którym strzałka niebezpiecznie zbliżała się do 100.
– Kochanie, jesteś pewien, że nie będą tutaj stali z radarem? – zagaiłam niby obojętnie.
– Nie o tej godzinie! – usłyszałam, po czym Norbert mocniej nadepnął na gaz, jakby chciał mi udowodnić, że to on ma rację.
Skuliłam się w swoim fotelu i zamilkłam, bo zrozumiałam, że każda moja rozsądna uwaga odniesie odwrotny skutek. Ten facet już bowiem tak miał, że nie lubił być pouczany, a na pewno nie wtedy, gdy wypił alkohol.
W takich momentach włączał mu się w głowie tryb „macho”.
Przymknęłam lekko oczy, z radia płynęła cicha muzyczka i zrobiło się nawet dość przyjemnie. Chyba przysnęłam, kiedy…
Potężne uderzenie i huk prawie wyrwały mnie z fotela! Pasy napięły się do niemożliwości, gniotąc mi klatkę piersiową,
i zanim przerażenie wypełniło całe moje ciało, passat Norberta wylądował na poboczu w rowie.
Milczałam przerażona, zastanawiając się, czy to, że nie czuję żadnego bólu, oznacza, że nie odniosłam obrażeń, czy też po prostu jestem w szoku i prawdziwy ból dopiero nadejdzie.
W tej samej chwili rozległ się przestraszony głos Norberta.
– Chyba przejechałem człowieka! – zawołał.
W pierwszej chwili kompletnie do mnie nie dotarł sens jego słów. A w drugiej poczułam, jakbym dostała obuchem w głowę!
– Przejechałeś… człowieka? – powtórzyłam jak echo.
– Potrąciłem jakiegoś pijaka na rowerze! Jechał bez świateł, a kiedy się do niego zbliżyłem, wrąbał się wprost pod koła! To nie była moja wina! – zawył.
„Jasne, tylko że ty także piłeś” – przebiegło mi przez głowę.
W tym momencie Norbert musiał zdać sobie sprawę z tego samego, bo chwycił mnie za rękę.
– Ula, musisz mi pomóc! Powiemy, że to ty jechałaś, dobrze?
Wzdrygnęłam się, jakbym dotknęła węża. Zresztą jego ręka dokładnie taka mi się w tamtej chwili wydawała – zimna jak skóra gada i dziwnie spocona.
Ja jechałam? Owszem, nie piłam, bo chciałam mieć pewność, że wyśpię się dobrze i na spotkaniu następnego dnia nie będzie mnie męczył żaden kac, ale czy z tego powodu miałam na siebie wziąć występek Norberta? Odpowiadać przed policją za zabicie człowieka? Zepsuć sobie reputację, może nawet pójść do więzienia, bo kto wie, jak taka sprawa może się skończyć?
W końcu Norbert jechał ewidentnie za szybko, a policja z pewnością zmierzy dokładnie drogę hamowania i wszystko im wyjdzie czarno na białym!
Nie dam się wrobić! Są granice...
Wyrwałam rękę z dłoni Norberta. Jak on w ogóle mógł żądać ode mnie takiego poświęcenia? Nagle z całą jasnością zobaczyłam egoizm mojego ukochanego. Zawsze celował w tym, aby się dobrze urządzić.
Od początku naszego związku układałam nasze plany tak, żeby jemu było wygodnie, ja się do niego dostosowywałam. Zawsze robiłam to, czego sobie zażyczył.

Urszula
Oceń artykuł 14 głosów
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj
Wypowiedz się!
Nick:
Opinia:
Opinie
Gość2012.08.10 06:52
Powiem szczerze, że jseetm pod wrażeniem, fajne te ślubniaczki, takie dynamiczne, przyjemne, i przede wszystkim nie nudne, gdyż obejrzałam wszystkie z ciekawością, a jest ich całkiem sporo. Generalnie gratuluję, bo naprawdę fajnie udało Ci się uchwycić chwilę, no i same koncepcje też świetne, jest niebanalnie :) Jestem przekonana, że młodzi także byli zadowoleni :) Pozdrawiam!
Gość2012.07.16 10:10
jak widać, prędzej czy później prawda wychodzi na jaw.
Raport specjalny
Oblicz Dni płodne

Podaj pierwszy dzień ostatniej miesiączki

Okres Rok
Miesiąc Dzień
Oblicz