POLECAMY

Dziecko z cukrzycą w przedszkolu

Dlaczego przedszkola niechętnie przyjmują dzieci z cukrzycą? Jak należy się opiekować małym diabetykiem? Kto może, a kto nie może podawać dziecku leki? Jak powinna wyglądać współpraca rodziców małych "cukiereczków" z personelem przedszkolnym?

Dziecko z cukrzycą w przedszkolu

W ogólnopolskich mediach co rusz słyszymy o kolejnym przykładzie dyskryminacji. „Nie przyjęto dziecka do przedszkola, bo ma cukrzycę”. Na forach internetowych aż roi się od smutnych historii rodziców, pozostawionych z problemem cukrzycy samym sobie. W konsekwencji, powrót rodziny do w miarę normalnego funkcjonowania po zdiagnozowaniu cukrzycy u dziecka, może być bardzo trudny. A czy za sukces należy uznać takie (spotykane w Polsce) rozwiązanie, że przedszkole zgodzi się na przyjęcie małego diabetyka, ale pod warunkiem, że insulinę do posiłków podawać mu będzie opiekun? Tylko który pracodawca przystanie na to, by jego pracownik kilka razy dziennie wychodził do przedszkola? Która rodzina podoła tym wyzwaniom?

Dziecko z cukrzycą w przedszkolu

Pani Karolina, mama 3-letniej Leny, o poszukiwaniach przedszkola zaczęła myśleć dość wcześnie. – Lena zachorowała w wieku 18 miesięcy. Moja znajoma, wówczas mama 3-letniej dziewczynki z cukrzycą, miała duże problemy ze znalezieniem przedszkola. Jedyna placówka, która zgodziła się przyjąć jej córkę znajduje się na warszawskiej Woli (przedszkole nr 58 im. Cz. Janczarskiego, w którym dyrekcja i nauczycielki postanowiły same, na własną rękę dowiedzieć się, jak pomagać dzieciom z cukrzycą i w którym co roku przyjmowanych jest kilkoro małych „cukiereczków” – przyp. red.). Problem tylko w tym, że rodzina mieszka w zupełnie innej części Warszawy.

Dlatego postanowiłam działać wcześniej – opowiada pani Karolina. – Najpierw dzwoniłam do różnych przedszkoli, mówiąc, że mam dziecko z cukrzycą i czy byliby w stanie się nią (czyli cukrzycą) zająć. Usłyszałam wiele odpowiedzi negatywnych. Argumentowano to tym, że nie są przedszkolem integracyjnym, nie mają diet i nie mogą podawać leków – wspomina. Te argumenty nie wzięły się jednak znikąd.

Odpowiedzialność nauczyciela

Zgodnie z przepisami, świadczenia zdrowotne (działania służące profilaktyce, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia oraz inne działania medyczne) mogą być udzielane tylko i wyłącznie przez osoby wykonujące zawód medyczny. Nauczyciel w szkole czy przedszkolu, podobnie jak opiekun na obozie lub kolonii, nie mają prawa do podania dziecku leku, nawet przeciwbólowego. Co więcej, gdyby opiekun taki lek podał, a okazałoby się, że dziecko ma uczulenie na jeden z jego składników i wyniku czego pogorszyłoby się zdrowie dziecka, opiekun odpowiada prawnie za to pogorszenie.

Patrząc z perspektywy nauczyciela, nie może dziwić jego lęk przed opieką nad dzieckiem, które musi przyjmować leki kilka lub nawet kilkanaście razy dziennie (jak ma to miejsce np. w cukrzycy).

W sytuacji, gdy rodzic chciałby posłać dziecko do danej placówki, jednocześnie wymagając opieki w zakresie podawania insuliny i ewentualnego wstrzyknięcia glukagonu, jedynym logicznym rozwiązaniem wydawałaby się obecność pielęgniarki. Tyle tylko, że w polskich szkołach stała obecność przedstawicieli zawodu medycznego należy do rzadkości. Problem spada więc na nauczycieli i dyrektorów. Z punktu widzenia placówki najprościej jest powiedzieć – „czemu chore dziecko ma być właśnie u nas?”. I rodzicom po prostu odmówić.

Warto wiedzieć: Jak może się objawiać alergia na leki?

Walka z przepisami

Choć zdeterminowanym rodzicom często udaje się znaleźć dla dziecka miejsce w szkole czy przedszkolu, jest to jednak wynikiem wielu starań i żmudnych poszukiwań. W dużym mieście jest jeszcze w czym wybierać. A w mniejszych miejscowościach? Wszystko zależy od woli nauczycieli i dyrekcji. Dlatego rodzice postanowili walczyć, by ów stan rzeczy zmienić odgórnie, czyli na poziomie prawa.

Grupa rodziców dzieci z cukrzycą (…) rozpoczęła starania o zmianę sytuacji rodzin z dziećmi chorymi przewlekle. Od kilku lat piszą listy do Ministerstwa Zdrowia, Pełnomocnika Rządu ds. Równego Traktowania, Ministerstwa Edukacji czy Rzecznika Praw Dziecka.

Każdy z nich wydaje swoje stanowisko, które jest małym kroczkiem do sukcesu: według stanowiska Ministerstwa Zdrowia, leczenie w chorobie przewlekłej (np. wykonanie pomiaru glikemii i podanie insuliny) nie jest czynnością medyczną a techniczną, którą wykonywać mogą także osoby bez medycznego wykształcenia, pod warunkiem jednak ich zgody, zgody rodziców, oraz odpowiedniego przeszkolenia w tym zakresie. To już dużo, ale takie stanowisko nie jest niestety prawem. Rodzice zresztą chcieliby więcej: aby taka opieka nie była zależna od woli nauczycieli, ale żeby była ich obowiązkiem, a także by do placówek wróciły pielęgniarki.

Zastrzyk z glukagonem

Obserwując fora internetowe (…) można wysnuć wniosek, że w dużej mierze batalia o „być albo nie być” w danej szkole lub przedszkolu wiąże się z podaniem – bądź nie – glukagonu w przypadku ciężkiego niedocukrzenia. Nawet gdy dziecko zostanie już przyjęte, mało kto chce podpisać zobowiązanie do podania glukagonu.

Rodzice chcieliby mieć pewność, że gdy u ich dziecka dojdzie do utraty przytomności z powodu niedocukrzenia, ktoś wykona „ratujący życie” zastrzyk, nie czekając na przyjazd pogotowia. Zwłaszcza, że każda minuta takiego niedocukrzenia może być ważna dla pracy mózgu i całego organizmu, a w najbardziej dramatycznych przypadkach, przy braku jakiejkolwiek reakcji, może skończyć się śmiercią.

Nauczyciele do pomarańczowego pudełeczka z glukagonem podchodzą zazwyczaj jak pies do jeża. Zrobić obcej osobie zastrzyk i to w sytuacji, gdy kontakt z igłą miało się tylko na obowiązkowych szczepieniach? Tak namacalnie mieć w swoich rękach życie dziecka? I kto miałby ten zastrzyk zrobić, gdyby wszyscy mieli taki obowiązek!? Nauczyciel może być zaniepokojony. I pytanie, czy to przypadkiem nie lęk właśnie przed taką stresującą sytuacją powoduje, że nie chce się brać odpowiedzialności za dziecko z cukrzycą? Czy wymuszenie na pracownikach placówek zobowiązania do podania leku nie będzie skutkowało jeszcze większą niechęcią?

Dowiedz się: Jak podaje się insulinę?

Szukamy złotego środka

– Boję się takiego regulowanego prawem zmuszania do podawania dzieciom leków. Zazwyczaj jest tak, że to, do czego nas przymuszają, budzi największy sprzeciw – mówi przedstawicielka „tej drugiej strony”, pani Justyna Kacprzyk, dyrektorka Przedszkola Integracyjnego nr 394 w Warszawie. – Proszę pamiętać jednak, że ta niechęć nauczycieli do podania leków, to też obawa przed zrobieniem krzywdy – przekonuje.

Wprawdzie podanie glukagonu poważnej krzywdy nie wyrządzi, ale trzeba wiedzieć, że samo zrobienie zastrzyku może okazać się niewystarczające. Glukagon nie zawsze działa (m.in. po bardzo dużym wysiłku, w infekcji czy po alkoholu), dlatego nieodzowne jest wezwanie pogotowia, a to już traktowane jest jako udzielenie pierwszej pomocy.

W sytuacji niebezpiecznej, telefon na pogotowie powinien być absolutnie podstawową czynnością wykonywaną przez personel. Bo choć najlepiej byłoby, gdyby jedna osoba dzwoniła, a druga robiła zastrzyk, w praktyce panika i stres, poszukiwanie glukagonu, ustalenie kto zrobi zastrzyk itp. mogą trwać tyle, ile przyjazd karetki.

W Stanach Zjednoczonych za wykonanie zastrzyku odpowiada przeszkolona w obsłudze glukagonu pielęgniarka, a w razie jej nieobecności – dwóch wyszkolonych przedstawicieli szkoły, tzw. woluntariuszy. W sytuacji, gdy nikogo nie ma, wezwanie karetki jest obowiązkiem każdego pracownika. Pytanie, czy to wystarczy, i czy faktycznie musi dojść do sytuacji utraty przez dziecko przytomności w ogóle musi dojść?

Trzeba szkolić personel

Profesor Ewa Pańkowska, pediatra diabetolog, wielokrotnie prowadziła szkolenia w zakresie opieki nad dzieckiem z cukrzycą. – W mojej ocenie, znacznie ważniejsze niż problem użycia bądź nie glukagonu, jest zwrócenie uwagi na objawy niedocukrzenia, obserwacja dziecka, kojarzenie faktu, że jeśli dziecko zachowuje się inaczej, może to być związane z niskim stężeniem cukru we krwi – podkreśla prof. Pańkowska. I dodaje: – Najbardziej istotna jest wiedza jak uniknąć poważnego powikłania, jakim jest utrata przytomności, jakie objawy sygnalizują hipoglikemię i co w przypadku ich pojawienia należy zrobi. Personel żłobków, przedszkoli i szkół powinien się skupić na bacznej opiece nad małym diabetykiem, polegającej głównie na obserwacji. I właśnie w tym kontekście przede wszystkim można i powinno się liczyć na pomoc nauczycieli. Szkolenia w zakresie opieki nad dzieckiem z cukrzycą zdecydowanie powinny być obligatoryjne również z innej perspektywy: najwięcej lęku wzbudza nieznane. W związku z tym już samo zapoznanie dyrektorów, nauczycieli placówek oświatowych z cukrzycą, pokazanie na czym polega życie rodziny z tą chorobą i ukazanie, że tak naprawdę dziecko z cukrzycą jest takie samo, jak jego rówieśnicy, może „odczarować” temat. Takie działanie może też sprawić, że w samych nauczycielach znajdzie się więcej woli, by pomagać. A tej, przynajmniej w niektórych przypadkach – nie brakuje.

Przeczytaj: Dziecko z cukrzycą - poradnik dla rodziców

Przyjąć dziecko? Jasne. Ale co dalej?

– Nie miałam najmniejszych wątpliwości, czy przyjąć Lenkę do przedszkola. Było to dla mnie oczywiste – zapewnia pani Justyna Kacprzyk, dyrektorka Przedszkola Integracyjnego nr 394 ze stołecznego Ursynowa, do którego, po długich poszukiwaniach, trafiła córeczka pani Karoliny. – Nie godzę się na to, by dziecko z cukrzycą było skazane na siedzenie w domu tylko dlatego, że my, dorośli czegoś się boimy. Myślę, że brak kontaktów z rówieśnikami to dla małego diabetyka i jego rodziny dodatkowe i niestety kolejne złe doświadczenie w życiu – argumentuje swoje stanowisko dyrektorka. – Wątpliwości dotyczyły jednak tego, czy temu wyzwaniu sprostamy – zaznacza. – Ponieważ miałam bardzo małą wiedzę na temat cukrzycy, szukałam informacji w internecie i trafiłam na szkolenie dotyczące opieki nad dzieckiem w przedszkolu. Potem poprosiłam, by podobne szkolenie – organizowane przez Edu-Cukrzycę – odbyło się w naszej placówce. Ta wiedza naprawdę była bardzo pomocna, rozjaśniła moje wątpliwości i uspokoiła... – mówi pani Justyna. Ale największa praca trwa teraz, na co dzień, gdy Lenka w przedszkolu już jest.

Jak to wygląda w praktyce?

Pani Karolina na początku każdego tygodnia analizuje jadłospis, wylicza wymienniki i potrzebną na nie ilość insuliny, w zależności od poziomu glikemii i planowanej aktywności – te informacje przekazuje w specjalnym zeszycie. W drugim panie nauczycielki notują pomiary glikemii i podane dawki insuliny. Opiekunki dzwonią do niej za każdym razem, gdy coś się dzieje – cukier jest zbyt wysoki lub za niski.

Każdy – nauczyciel, pielęgniarka, dietetyczka – wie gdzie jest glukagon, do czego służy i jak go używać. Ale to mniej ważne – najistotniejsze jest to, że każdy wie, co robić, by do utraty przytomności w ogóle nie doszło. – Widzę, że te panie bardzo się starają, zastanawiają się dlaczego jest taki poziom cukru, a nie inny, ważą wszystko co do grama – zachwala personel pani Karolina. – Jeszcze trochę się stresują, ale myślę, że z czasem obie strony będą spokojniejsze. Codziennie omawiam z nimi jadłospis i dawki insuliny, a pani dietetyk doradza co ewentualnie zmienić lub sugeruje wymianę pewnego produktu na inny. Nie mogłabym sobie życzyć lepszej kadry – zapewnia mama Lenki.

Dyrektorka przedszkola – pani Justyna – podkreśla zaś, że podstawą w takiej sytuacji jest po prostu współpraca. – Musi być i to bardzo ścisła. Najlepiej określona w umowie, podpisanej przez obie strony i dla dobra dziecka ściśle przestrzeganej – zaznacza. Dodaje, że Lenka przetarła szlaki i że teraz przedszkole jest otwarte także dla innych, małych „cukiereczków”.

Przykład małej Lenki jest na pewno budujący. Wprawdzie ktoś może stwierdzić – to przedszkole integracyjne, a w takim to tak właśnie musi być. Ale taki rodzaj współpracy zdarza się także w „zwykłych” przedszkolach. Wszystko zależy od woli obu stron, a tę trudno nakazać. To, co możemy zrobić, dopóki przepisy się nie zmienią (o ile w ogóle się zmienią), to opowiadać o życiu z cukrzycą, ciągle ją „odczarowywać” i… nie straszyć. Próbujmy tłumaczyć jak można pomóc, niekoniecznie do tego zmuszając.

Polecamy: Czy niedocukrzenie jest groźne?

Autor: Katarzyna Gajewska

Artykuł pochodzi z magazynu "Cukrzyca" (2/ październik 2011); tytuł oryginalny "Wola (do) przedszkola". Publikacja za zgodą wydawcy.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/rok temu
Ludzie tylko udają że mają cukrzycę. To jest żałosne.
/5 lat temu
Polecam wszystkim rodzicom których dzieci chorują na cukrzyce ,padaczkę zresztą wszystkim Opaskę ratunkowa SOS .Opaska dostępna na ww.opaskiratunkowe.pl
/5 lat temu
_________________________________________________________ PRZY CUKRZYCY WAŻNYM JEST, ABY DOSTOSOWAĆ ODŻYWIANIE DO TABEL Z TZW. NISKIMI WĘGLOWODANAMI: Są to węglowodany, które po spożyciu podnoszą poziom cukru we krwi maksymalnie do 26% wzrostu, czyli nie nadwyrężają trzustki. Jemy niskotłuszczowo, 0% negatywnych toksyn, energetyczne węglowodany wyłącznie nie przekraczające po spożyciu dozwolonej granicy; czyli 26% wzrostu. Pokarmy o właściwym doborze białek, oraz co niezmiernie istotne, nie zawierające toksyn spowalniających i zatruwających nasze organizmy. CHORUJĄC NA CUKRZYCĘ POWINNIŚMY ZATEM, REALIZOWAĆ DIETĘ: Wg tzw. NISKICH WĘGLOWODANÓW TJ. DO 26% WZROSTU, i nie chodzi bynajmniej o ilość czy o to, że są cukry proste lub złożone. Chodzi o to, aby klasyfikować węglowodany wg wzrostu poziomu cukru jaki powodują we krwi po spożyciu. Nie uwzględniają tego wymienniki ww węglowodanowe, które pokazują wyłącznie ilości węglowodanów jako ilości, a nie uwzględniają jakości. TABELE; DOZWOLONE ORAZ ZAKAZANE DOPEŁNIAJĄ WŁAŚCIWEJ IDENTYFIKACJI PRAWD PRZYRODNICZYCH: Dostosowanie się do tabel zalecane i dozwolone pozwala w 2-3 dni ustabilizować poziom cukru we krwi i nie jest to trudne. PAMIĘTAJMY, ŻE POZIOM CUKRU WE KRWI NIE PODNOSI ANI POWIETRZE, ANI WODA MINERALNA, LECZ ZJADANE WĘGLOWODANY: Taki sposób odżywiania jest skuteczny i warto go zastosować od zaraz. Ostatnie słowo, co oczywiste należy zawsze do naszego lekarza rodzinnego. WAŻNE. GLUKOZA NATURALNA; TO RYŻ, WSZYSTKIE KASZE, OWOCE, WARZYWA: Logika myślenia, postęp i spokój. Także wypowiadanie słów, które mają merytoryczną wartość. Wskazane są produkty zalecane i dozwolone wg tzw. INDEKSU ŻYWIENIOWEGO TJ. IŻ PRODUKTU. ***** GLUKOZA NIENATURALNA; TO MĄKA I CUKIER: Irracjonalne zachowania, częsta zmiana nastroju, nerwowość. Również wypowiadanie słów, które nic nie znaczą. ZOBACZ TAKŻE; CUKRZYCA TYPU 2, WG: IRL KRAKÓW. _________________________________________________________