POLECAMY

nerwica natręctw

napisał/a: joannawilk87, 2009-08-25 17:44
Cześć,sama nie wiem od czego mam zacząć mam nadzieje że ktos odpowie na mój post, nigdy nie myslałam tak o swoich ze tak napisze nawykach ze to może byc nerwica lekowa albo nerwica natrectw dlatego chciałabym sie dowiedzieć czy to moze byc to,prosiłabym o pomoc,wiec zaczne od opisania swoich dziwnych zachowan :
- mam manie do liczb 2 i 4 i 7 bo myśle ze te liczy przynoszą mi szczescie i każdą czynność staram sie robic tyle razy a liczba 3 jest dla mnie pechowa
- musze 4 łyzeczki cukru wsypać do herbaty
- jaka kolwiek czynność musze powtarzac 4 razy bo boje sie ze spotkać moze mnie jakiś pech, czynność to np wychodzenie z łązienki przez drzwi musze wyjść 4 razy za drzwi i wejść albo wpisuje 4 razy a nawet 7 hasło do komputera
- boje sie pisać literki "c" bo boje sie ze to cyfra 3 i ze przyniesie mi pecha
BOJE SIE ZE JEŚLI NIE BEDE TYCH I INNYCH RZECZY ROBIĆ TYLE RAZY TO SPOTKA MNIE COS ZŁEGO W ŻYCIU, nie wiem co mam robic prosze o pomoc
napisał/a: Passiflora, 2009-08-25 18:37
Idź do psychiatry i to wszystko mu opowiedz. To raczej nie są zwykłe nawyki. I przestań sypać tyle cukru do herbaty, bo to prosta droga do cukrzycy.
Z pewnością nie spotka Cię w życiu nic złego jeśli nie wyjdziesz z łazienki 4 razy, psychoterapia powinna Ci pomóc.
napisał/a: jjj3, 2009-09-01 22:56
Passiforo prosto jest powiedzieć nie syp tyle łyżeczek! Przechodze podobny problem tylko inne mam nawyki. A co do tych liczb, to nie wiem, ale to może być także problem duchowy. Tzn. mogłaś wkroczyć kiedyś na praktyki, które prowadzą do zniewolenia. Jednakże nie jestem w tym ekspertem, to nie powiem Ci nic na 100%.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-09-02 20:28
Witam Cie Joanno, Witam Wszystkich.
Ponieważ miałam do czynienia z nerwicą natręctw ( oprócz lękowej) , wiec szukałam materiałów, zeby sobie pomóc.Nie zebrałam ich za wiele ( tych odnoszących sie konkretnie od natręctw myslowych) , ale napiszę o tym , co zebrałam.Napiszę też , jak ja sobie interpretuję po latach powody wystapienia natrectw myslowych, ( po mojemu , oczywiscie).Dodam, ze natrectwa myslowe pojawiły sie w moim zyciu w lutym 1981r. MOŻE TE MATERIAŁY, KTÓRE PRZYTOCZYLAM WYDADZA SIE WAM " nie z tego swiata", ale JA NIE MAM WATPLIWOSCI, ŻE CO SIEJEMY ,( w głowie , w sercu) ,TO ZBIERZEMY.Dlatego radze powybaczać WSZYSTKO _ WSZYSTKIM ( dla swojego dobra , nie czyjegoś). PRZYJRZYJCIE SIĘ SWOIM DOTYCHCZAS produkowanym ( żywionym) myślom , przeszłości, przekonaniom, a tam znajdziecie odpowiedź na to, DLACZEGO DOŚWIADCZACIE NATRĘTNYCH MYŚLI , na takie właśnie tematy, takiego rodzaju, jak opisujecie.
1) Z artykułu poświęconego polskiej jasnowidzącej Agnieszce Pilchowej przytoczę informacje na ten temat : Otóż Agnieszka Pilchowa twierdziła, ze nasze myśli i emocje mają sprawcza moc.Namiętności ludzkie doprowadzają do powstania zmaterializowanych myśli.
SILNE, NEGATYWNE UCZUCIE STWARZA W)G PILCHOWEJ " elemental" , rodzaj zarodka " złego Ducha".Pilchowa wyjaśnia, ze żywią sie one złymi emocjami, dlatego SIANIE ROZPACZY I NIENAWISCI jest głównym zajęciem bytów, które tradycyjnie nazywamy " Diabłami".W swoim wyższym stadium rozwojowym sa to istoty inteligentne i stac je na prawdziwa perfidię.Na przykład " jesli nie są kogos pewne, nakłaniają go do przestrzegania różnych wstrzemięźliwosci , GŁÓWNIE W TYM CELU, BY PRZYNIOSŁY ONE SZKODĘ JEGO CIAŁU ( czy to moze byc jedna z przyczyn bulimii i anoreksji-mój przypisek).Agnieszka Pilchowa , która widziała energie " dobre i złe" ujrzała kiedys takiego " energetycznego stwora" przypiętego do ręki kobiety, który podpowiadał jej, zeby skoczyła pod pociąg.Kobiecie wydawało sie, ze to jej własne myśli.
Co ja o tym myśle ? Przez wiele lat nienawidziłam meża alkoholika i źle mu zyczyłam, podobnie jak mojemu ojcu, który mnie i bliskich tez krzywdził.Myslałam, ze mam prawo tak myśleć i czuć, ale nie byłam wtedy świadoma, ZE WSZYSTKIE NASZE DOBRE I ZŁE MYŚLI wracają DO NAS i obracają sie przeciwko nam.Ja nie mam wątpliowści, ze w postaci nerwicy natręctw myślowych wróciła do mnie cała myślowa i emocjonalna NIENAWIŚĆ SIANA PRZEZE MNIE W GŁOWIE I W SERCU LATAMI. Dopiero, gdy dzięki przeczytanym książkom dot.skutków myslenia pozytywnego i negatywnego WYBACZYŁAM MOIM "KRZYWDZICIELOM" wyrządzone mi zło i zaczęłam ich błogosławic, gdy zaczęłam MYŚLEĆ TYLKO POZYTYWNIE, moje LĘKI I MYŚLI NATRĘTNE ZACZĘŁY SŁABNĄĆ
2) Ten przydład natrectw polegajacych na przymusowym myciu rąk został opisany w ksiązce Anny Polender "Pojedynek z nerwica"( opisywałam już ten przypadek na moim watku "Lęk jest naszym przyjaciuelem", ale przytoczę go tutaj . Jest to historia kobiety, ktora zglosiła sie na posychhoterapiue, gdyż miała różne objawy nerwicowe, w tym nieustanny przymus mycia rak, ktory utrudniał jej życoie.Po rozmowie z terapeutką powody, dla którrych to robiła sama wyjasnila sobie tak."POD WPŁYWEM CIAGŁEGO POCZUCIA WINY, UTRWALONEGO W DZIECIŃSTWIE , w mojej podświadomosci wytworzyło sie przekonanie o tym, ŻE RZECZYWIŚCIE JESTEM WINNA.,I TO PRZEKONANIE UROSŁO DO POCZUCIA GRZESZNOSCI.BRUD WEWNĘTRZNY symbolicznie zmywałam myciem rak. Ta kobieta dzieki psychoterapii i poznaniu sekretow swojej podświadomosci, przeszłości , zaczeła lekceważyc nękające ja wczesniej przymusy, potemm przestawały ja one dreczyc , wyraźnie zmniejszyla sie ich czestotliwość , az wreszcie ten problem przestał ja unieszczęśliwiac( przestał być na pierwszym miejscu w jej zyciu) Wyuczona z pomoca psychoterapeutki metoda odprężenia i dystansu do objawów okazała sie bardzo dobra.Wykreśliła mycie rak z objawów swojej nerwicy.
3) W książce Maguy Lebrun "Lekarze NIEBA, lekarze Ziemi" jest też opisany przypadek osoby doswiadczajacej natręctw myslkowych/ Nie mam tej książki pod reka , więc tylko podaje tytuł i autorke
Ponieważ nie ma zbyt wielu materiałów odnoszących się do natrectw myslowych, w chwili obecnej mogłam przytoczyc tylko te trzy informacje. Podpowiadam jeszcze książke Wandy Pratnickiej * tytuł podałam juz wczesniej na moim wątku), tam tez jest poruszony temat natręctw myślowych.Może przytoczę cos przy następnej okazji, gdyz zrobiłam ksero tych stron. .
To tyle, co mogłam tak od ręki na ten temat zaprezentować. Doradzam poszukiwanie informacji na ten temat na przykład poprzez internet, książki poruszajace te problemy oraz historie osób, które przez to przechodziły. Nie ma na tym forum zbyt wielu takich histori, dlatego niewiele osób moze Wam odpowiedziec.. Pozdrawiam.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-09-03 19:56
Witam Cie Joanno.Witam Wszystkich.
Ponieważ poprzedni post nie został dokończony ( z braku czasu) , chce dodać trochę informacji do tego, co napisałam.
Natręctwa myślowe ( jak ja je rozumiem, teraz) sa podobne ( na zasadzie analogii) do kontaktów z kims natrętnym, nie umiejącym sie odczepić.W przypadku natręctw dotyczy to sfery mysli, a w przypadku natręta fizycznego, dotyczy to jakiejś osoby.Ponieważ nie ma specjalnej lektury na temat natrectw ( moze ja do niej nie dotarłam), dlatego chcę prostym jezykiem, przy pomocy porównań , opisów wytłumaczyć to Wam, co sobie samej tłumaczyłam , żeby jakos ogarnąc temat natręctw.
Natreta fizycznego ( osobe( można zignorowac, wypedzic np. z domu itp.Natrectwa myslowe sa dla nas jakby nie do uchwycenia, bo jak złapać, czy ogarnąć myśl, czy emocje. Co mnie pomogło ? Jak pisałam na moim wątku , miałam szczęście, ze na oddziale nerwic nauczono mnie ćwiczeń hatha jogi, technik oddechowych i medytacji.Dzieki ich praktykowaniu zaczęłam sie wyciszać , uspokajać ( a wraz ze mną mój umysł i emocje).Dzięki czytaniu książek dot.pozytywnego myslenia, rozwoju osobistego i duchowego , zaczęłam uczyc sie wiary do Boga, wiary w siebie, poczucia własnej wartości, zaufania do siebie( co jest bardzo ważne , żeby poradzic sobie z lękami i z natręctwami). Czytałam oczywiscie książki dot.nerwicy, lęków itp.Nie żałowałam pieniędzy na takie sprawy, gdyż nerwica dała mi popalic( zresztą większość moich przemysleń opisałam na wątku).
Dzieki temu, ze nauczyłam sie trochę ufać Bogu, bardziej w siebie wierzyc, a dzięki medytacji zaczęłam odczuwać coraz większy spokój wewnątrz siebie , a w głowie wiecej przestrzeni( gdyż strach, lęk spinają nas, ściskają dosłownie głowę), zaczęłam odchodzic od pewnych czynności przymusowych, ktore wczesniej wykonywałam , żeby "zaczarować siebie, czy jakąś sytuacje", zeby coś złego sie nie zdarzyło, gdy czegos nie wykonam właśnie tak, lub ileś razy.
Poza tym wierze w to, co pisza w swoich książkach ( lub w artykułach) Agnieszka Pilchowa, ksiądż Franciszek Brune,. Edgar Cayce, Bruce Moen, Robert Monroe, czy mędrcy tybetańscy,m ŻE GDY W NAS JEST GNIEW, ZŁOŚĆ< NIENAWIŚĆ , CHRONICZNY SMUTEK I PRZYGNĘBIENIE ( czyli tzw. negatywne emocje) wówczas osłabiamy swój układ odpornosciowy nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny, mentalny, jego odpowiednik.Wtedy stajemy sie dostępni dla negatywnych energii innych osób ( lub nieżyjących istot, bytów), które wykorzystują nas ( NA NASZE WŁASNE ŻYCZENIE) po to, żeby próbować przeprowadzać swoje "złe" plany.Gdybyśmy mieli CZYSTE SERCA I MYŚLI, nie mogliby sie pod nas podłączyć.To , co napisałam w poprzednim poście o tej kobiecie, do ktorej podłączył sie ":byt", próbujący ją namówic, żeby skoczyła pod pociąg..Ta kobieta myślała, ze to sa jej własne mysli. Analizowałam to wszystko w odniesieniu do mojej nerwicy i objawów, Jestem przekonana, ze sami czujemy KIEDY JAKIEŚ MYŚLI NIE SA ZUPEŁNIE W NASZYM STYLU.Wtedy możemy podejrzewać, że "ktos, coś" podłączyło sie pod naszą energię , gdyż swoimi myślami do tego dalismy przyzwolenie. Wanda Pratnicka, której adres można znaleźć w internecie pisze w swoich książkach, że dokonuje takich oczyszczeń i uwalnia osoby, od takich energetycznych , negatywnych podłączeń.Inni autorzy książek również wysuwaja taka tezę, że za ciężkimi fobiami lub natrectwami myslowymi moga stac istoty nieżyjace, które nieświadome, ze już nie żyja , uznaja takie podłączenie za jedyny sposób, zeby "miec wrażenie, że żyja, istnieja nadal".Dlatego dokonanie takiego oczyszczenia energetycznego jest też z korzyścia i dla tych istot, gdyż wtedy moga " iść dalej" i przestaja szkodzic żyjącym. MOŻNA W TO WIERZYĆ LUB NIE, ale ja przychylam sie do tej hipotezy ( z braku lepszej, choc nie tylko)
Poza tym PODPOWIADAM JAKO JEDEN Z NAJLEPSZYCH ( MOIM ZDANIEM, oprócz np.psychoterapii) sposób polegajacy NA BŁOGOSŁAWIENIU TEGO, CO NAS BOLI, A WIĘC LĘKÓW, NATRĘCTW MYŚLOWYCH itp.( a wiem, co mi pomagało).
Na moim wątku już przytoczyłam wierszyk na te okoliczność, który tylko przypominam :
BŁOGOSŁAWIĘ LĘKI, NATRĘCTWA MYŚLOWE,
dzięki czemu spokojniejsze mam serce i głowę
W sytuacjach KRYTYCZNYCH ( w ostrych fazach lęków czy natręctw) prócz tabletek radzę zamiast np. rytuałów przymusowych( l lub pieśnią , dzięki której będziemy czuli, że możemy ograniczyc te czynności lub ,ze ta MODLITWA JE W PEŁNI ZASTĘPUJE.Ja tak sie wspomagałam.NICZEGO NIE MOZNA JEDNAK ROBIC NA SIŁĘ, trzeba poruszać się małymi krokami, gdyz umysł musi za nami nadążyc, musi zapisać te nowe zmiany, zasady.
A teraz napiszę trochę wierszowanych przemyśleń na ten własnie temat
: ZA KAŻDYM LEKIEM NERWICOWYM, STOI KONKRETNY LĘK ŻYCIOWY
przed ludźmi , światem, czy bliskością, przed odrzuceniem bądź MIŁOŚCIĄ !

Przed śmiercią, biedą, zwierzętami, czy przed chorobą , piorunami,
przed szkołą, ogniem, czy tez wodą, przed wyjściem na dwór, czy przed
szkodą .

LĘKI, NATRĘCTWA LUB DEPRESJE, to są OBJAWY, nie PRZYCZYNY,
MUSIMY WEJŚĆ GŁĘBOKO W SIEBIE, chcąc wiedzieć CZEGO SIĘ BOIMY !

Na moim wątku ( nie pamiętam pod jaka datą ) zamieściłam dobry artykuł Lucyny Tomaszewskiej poruszający podobne spraw. Na tym kończę ten post.Pozdrawiam.
napisał/a: pxxkarolaxxp, 2009-09-03 22:12
mam 15 lat ja wiem ze to malo i moze sie zdawac ze to jest nienormalne to co pisze ale mam lęki i nasilają sie z dnia na dzien.mam je od ponad roku na początku ,,wkręcalam,, sobie choroby mialam zawroty głowy dusznosci i wydawalo mi sie ze nie bije mi serce w czerwcu tego roku gdy mi sie to nasililo poszlam do lekarza lerzalam w szpitalu przez tydzien.spodziewalam sie najgorszego a okazalo sie ze jestem zupełnie zdrowa(po porobieniu masy badan) po tym czułam sie spokojna ale do czasu gdyz te lęki sie pogłębiają są coraz gorsze,nie moge spac po nocach budze sie z krzykiem panicznie boje się śmierci i duchów co nie daje mi funkcjonowac.na dodatek mam dziwne nie wiem jak to nazwac ,,otępienie,, nie znam takiego słowa zeby to opisac gdzy naprawde staje sie zle.dodatkowo Boję się czegos ale nie umiem dokladnie tego określić i mam wielką obawę w sercu ze umrze ktos bliski.wiem od czego to się nasiliła a mianowicie od tego ze w kwietniu tego roku zmarł mój kolega,mam nieuleczalnie chorą matkę która choruje na powazne choroby ( słysze dzien w dzien od niej ze ona juz niedługo umrze itp.) i w lipcu tego roku przerzylam gwałt.i jak sądze to przez to mi się te lęki nasilają.Wiem ze powinnam pojsc do psychiatry( mieszkam w małym miescie i nie ma tu dziecięcego) bądz do psychologa.i napewno się udam do psychologa.ale co mogę zrobić jeszcze sama?? czy cos się da?? bo to mnie juz przerasta jezeli mi to nie minie to albo zwariuje albo cos sobie zrobie.pomóżcie.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-09-04 16:35
pxxkarolaxxp napisal(a):mam 15 lat ja wiem ze to malo i moze sie zdawac ze to jest nienormalne to co pisze ale mam lęki i nasilają sie z dnia na dzien.mam je od ponad roku na początku ,,wkręcalam,, sobie choroby mialam zawroty głowy dusznosci i wydawalo mi sie ze nie bije mi serce w czerwcu tego roku gdy mi sie to nasililo poszlam do lekarza lerzalam w szpitalu przez tydzien.spodziewalam sie najgorszego a okazalo sie ze jestem zupełnie zdrowa(po porobieniu masy badan) po tym czułam sie spokojna ale do czasu gdyz te lęki sie pogłębiają są coraz gorsze,nie moge spac po nocach budze sie z krzykiem panicznie boje się śmierci i duchów co nie daje mi funkcjonowac.na dodatek mam dziwne nie wiem jak to nazwac ,,otępienie,, nie znam takiego słowa zeby to opisac gdzy naprawde staje sie zle.dodatkowo Boję się czegos ale nie umiem dokladnie tego określić i mam wielką obawę w sercu ze umrze ktos bliski.wiem od czego to się nasiliła a mianowicie od tego ze w kwietniu tego roku zmarł mój kolega,mam nieuleczalnie chorą matkę która choruje na powazne choroby ( słysze dzien w dzien od niej ze ona juz niedługo umrze itp.) i w lipcu tego roku przerzylam gwałt.i jak sądze to przez to mi się te lęki nasilają.Wiem ze powinnam pojsc do psychiatry( mieszkam w małym miescie i nie ma tu dziecięcego) bądz do psychologa.i napewno się udam do psychologa.ale co mogę zrobić jeszcze sama?? czy cos się da?? bo to mnie juz przerasta jezeli mi to nie minie to albo zwariuje albo cos sobie zrobie.pomóżcie.



Witaj Karola.
Masz racje w tej kwestii, ze Twoje problemy z sercem w czerwcu mogą mieć zwiazek ze smiercia kolegi i z chorobą mamy.Nie wiem , dlaczego Twoja mama na okrągło mówi Tobie, ze umrze, skoro jesteś tak młodą osobą i naprawdę nie mozesz byc dla niej ani oparciem w jej chorobie, a z racji wieku nie masz żadnej wiedzy na tematy zwiazane ze smiercia.Spotkanie sie tak mlodej osoby jak Ty ze smiercią kolegi na pewno jest dużym szokiem i musiało to sie odbic na Twojej psychice i w ciele.Poza tym gwałt, którego doswiadczyłas w lipcu jest postawieniem kropki nad i.Ja nie mam watpliwości, że choćbyś NIE WIEM JAK CHCIAŁA, NIE MOŻESZ SOBIE SAMA POMÓC W TAK TRUDNYCH SPRAWACH. Nie wiem, jak mozesz to zrobic, ale jak najszybciej poszukaj sobie psychologa( psychoterapeuty) DOBREGO ( wczesniej popros Boga, zeby do takiego Cie doprowadził), gdyż liczy sie tutaj czas.Po co masz cierpiec dłużej , niz to konieczne..Psychoterapia nie uzdrowi CIĘ od razu, ale pomoże Ci w innym swietle zobaczyc pewne sprawy.Co do Twojego odczucia odczuwania "otępienia"i leku przed duchami , osoby, które spotkały sie z czyjąś śmiercia NA PEWNO BĘDĄ ODCZUWAŁY OBAWĘ PRZED DUCHAMI, bo nawet nie masz wiedzy, że cos takiego jak ZAŚWIATY to dla wielu ( zajmujacych sie tym osób( to NORMALNY ŚWIAT I NIE BOJA SIE ANI JEGO, ani DUCHÓW, gdyż wiedzą na te tematy to, co trzeba.Ja wierze, ze istnieje życie po śmierci, choc w innej postaci, gdyż sama na ten temat zbierałam informacje, dlatego też o wiele mniej niz kiedyś boje sie śmierci .Jeżeli ktoś BARDZO BOI SIĘ CZEGOŚ, to sam ten strach odbiera mu zdolność jasnego myslenia.Zycie pod taka presja jak w Twoim przypadku moze wywoływać stan jak go nazywasz " otępienia". Powinnas poprosić o jakieś leki wyciszające , odpowiednie dla Ciebie ( nie otepiajace), zebyś mogła brac udział w psychoterapii.Wiem, że czasem ;lekarze psychiatrzy prowadza też psychoterapie( moze są na ten temat jakies informacje w internecie). Poproś o pomoc w tej sprawie kogos z rodziny, komu ufasz, bo to jest trudna lekcja dla kogos kto jest nastolatką. Przejdź ze swoją historią na inny wątek, gdyz ten jest za trudny jak dla Ciebie. Napisz , jesli bedziesz miała taka potrzebę, co Ci sie udało załatwić. Pozdrawiam Cię.
napisał/a: lucyna21, 2009-09-04 17:06
Witaj Karola, pani Jadwiga ma rację, może Ci pomóc, ale osoba do tego przygotowana, po co masz cierpieć, jeśli są sposoby na to, by sobie pomóc. Jeśli nie wiesz jak może to być psycholog. Na pewno w waszym mieście jest. Karolciu, jeśli się przyjrzysz na ten świat, w wiadomościach ciągle mówią jakie tragedie na świecie się dzieją, nie tylko my je doświadczamy. Z każdej sytuacji jest wyjście, nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej i nie ma tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Będąc u psychologa, powiedz dokładnie jakie masz problemy, jego obowiązuje tajemnica, więc jesteś bezpieczna nie masz się czego obawiać i napisz nam potem, jak sobie radzisz, jeśli będę mogła jeszcze w czymś pomóc to napisz na PW
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-09-08 18:01
Witam Wszystkich.
Na jednym z postów z 3.09. urwało mi tekst.Napisałam tam : w sytuacjach krytycznych ( w ostrej fazie lęków czy natręctw), gdy czujemy przymus robienia jakichś rytuałów , bez zrobienia których ( jak nam sie wydaje) komuś lub nam stanie sie coś złego ja podpowiadam to, co sama stosowałam.W TAKICH MOMENTACH ZACZYNAŁAM MÓWIĆ MODLITWĘ : np. "Ojcze Nasz_, "Aniele Stróżu mój", lub śpiewałam sobie pieśń "Bóg jest MiłoŚcią".Chodziło mi O SKIEROWANIE MYśLI NA INNE TORY, na odwrócenie uwagi od myśli natrętnych.Czyniłam to na okrągło, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, aż mój UMYSŁ NAUCZYŁ SIE, że kiedy pojawiała sie myśl natrętna od razu sam włączał " płytę" z modlitwą lub moja ulubiona pieśnią. Natrętne myśli stawały sie coraz słabsze, rzadsze, . Tak jak już pisałam OGROMNĄ POMOCĄ DLA MNIE W ODUCZANIU SIĘ LĘKÓW I NATRĘCTW BYŁO PRAKTYKOWANIE MEDYTACJI. Medytacja wyciszała mój umysł, uspokajała ciało.Ja podczas medytacji skupiałam sie na słowie ( myśli) MIŁOŚĆ i trzymałam sie jej cały czas (lekko, z radością, nie siłowo) , a to sprawiało, ze CAŁA RESZTA MYŚLI NIE MIAŁA DOSTĘPU DO MOJEJ ŚWIADOMOŚCI.Oczywiście na słowie MIŁOŚĆ skupiałam sie cały czas, cokolwiek robiłam, gdziekolwiek była,.Gdy szłam ulicą, przed snem, w kolejkach.Po jakimś czasie ta myśl tak wrosła w moją świadomość, ze była ze mną cały czas.To nie znaczy, ze zdominowała mój umysł ( choć to nie byłoby takie złe, NIE MA NIC ZŁEGO W SKUPIANIU SIE CAŁY CZAS NA MIŁOŚCI). Myślałam o czym chciałam, ale gry stare nawyki myślowe chciały sie włączać, od razu skupiałam sie na MIŁOŚCI.TO POMAGAŁO OD RAZU.
Jak nieraz pisałam na moim wątku, ZANIM NAUCZYMY SIĘ NOWEGO, ZDROWEGO MYŚLENIA musimy CAŁYM WYSIŁKIEM SAMI ŚWIADOMIE IGNOROWAĆ MYŚLI NEGATYWNE, NATRĘTNE , LĘKOTWÓRCZE i SKUPIAĆ SIĘ NA czymś innym.Na rozmyślaniu ( świadomym ) o Miłości, Bogu, Radości po to, żeby tamte myśli pozostały w tle. TO BĘDZIE TRUDNA PRACA ( tak jak zawracanie Wisły Kijem), ale nie mam wątpliwości, ze trzeba tę pracę wykonać.Zanim wydepcze sie nową ścieżkę myślową w głowie, w świadomości) trzeba będzie cały czas skupiać swoje myśli, uwagę na tym ,JAK CHCEMY MYŚLEĆ. Sami nauczyliśmy sie myśleć w chory sposób ( przynajmniej ja o sobie tak mogę powiedzieć) i sami musimy sie tego oduczyć, czyli nauczyć myśleć w nowy sposób.Że to jest możliwe, wiem po sobie.

Z książki Jacka Santorskiego " Psychoterapia i zen " przytoczę parę zdań na temat tzw.Medytacji Uważności.Aby ja wykonywać, należy usiąść z plecami wyprostowanymi i skierować uwagę na oddech. POZWALAMY ŻEBY MYSLI SWOBODNIE PRZYCHODZIŁY I ODCHODZIŁY , nie kontrolujemy ich ani nie staramy sie myśleć o przyjemnych rzeczach( To nie jest takie trudne, znam to z doświadczenia- mój przypisek).Kiedy tylko ZREZYGNUJEMY Z KONTROLI i pozwolimy na to, aby chwile pobyć z oddechem( ja, jak napisałam skupiałam sie na słowie MIŁOŚĆ), możemy WYRAŹNIEJ ZOBACZYĆ SWOJE POMIESZANIE ORAZ KŁĘBIĄCE SIE MYSLI I UCZUCIA ( Ja, dzięki medytacji nabrałam dystansu do myśli , czułam sie jakbym była obserwatorem, myśli- mój przypisek). Obserwując je , zaczynamy wyraźnie dostrzegać , CO NAPRAWDĘ KIERUJE NASZYM DZIAŁANIEM. Nawiązujemy też bliski kontakt z tym, CO NAS PRZERAŻA, do czego jesteśmy sztywno przywiązani i czego boimy sie zmianiać.( medytacja pozwala nam wejrzeć w siebie, lepiej siebie poznać - mój przypisek). MEDYTACJA POZWALA, ŻEBY PSYCHICZNY ZAMĘT SIE POJAWIŁ i żebyśmy Z NIM PO PROSTU BYLI, podczas, gdy terapeuta próbowałby pozbyć sie go lub uporządkować. ŁAGODNE POWRACANIE UWAGĄ DO ODDECHU ( lub do jakiegoś wybranego słowa-mój przypisek)POMAGA UNIKNĄĆ ZAGUBIENIA SIĘ W CHAOSIE MYŚLI I UCZUĆ.Nie identyfikujemy sie z doświadczanym pomieszaniem i zamętem i dzięki temu możemy dotrzeć do jego korzeni ( nie myślimy i nie czujemy, ze to są nasze myśli czy emocje-mój przypisek). UCZYMY SIĘ , jak MOCNO SIEDZIEĆ W SIODLE , jak utrzymać sie NA DZIKIM KONIU UMYSŁU i nie dać mu sie ZRZUCIĆ ANI PONIEŚĆ. Stajemy sie czujni i zaczynamy decydować, GDZIE JEDZIEMY . BEZ WZGLĘDU NA TO, CZEGO KOŃ CHCE. Wtedy UMYSŁ ZWALNIA ( jak zmęczony koń) , a nam udaje się czasem żyć W ZUPEŁNIE NOWY SPOSÓB. MYSLI PRZESTAJĄ NAMI RZĄDZIĆ i nie odwodzą wciąż od tego, co robimy.KIERUJE NAMI WIĘKSZA, ŻYCIODAJNA ŚWIADOMOŚĆ.

Mam nadzieje, ze to, co napisałam na ten bardzo trudny temat, pomoze komus choc trochę ogarnąć swoją sytuację.Pozdrawiam