POLECAMY

Lęk jest naszym przyjacielem

napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-16 10:58
Pierwszego lęku(irracjonalnego) doświadczyłam w czerwcu 1980r.Miałam wtedy 28 lat, dwójkę małych dzieci i męża alkoholika. Moje życie przypominało wówczas tkwienie w ślepej uliczce (patrząc z dzisiejszej perspektywy).Teraz wiem że mogłam wówczas co mogłam wówczas zrobić inaczej ,gdybym była dorosła emocjonalnie. Ponieważ jednak pochodziłam z rodziny przemocy ,działałam jakbym była małym dzieckiem wg wzorców wyniesionych z domu .Mój mąż był dla mnie jakby odpowiednikiem ojca .Dlatego mimo iż rozumowo wiedziałam że ta sytuacja musi zostać przeze mnie zmieniona dla dobra mojego i dzieci , potrafiłam się tylko bać . Ciągłe oczekiwanie na powrót nietrzeźwego męża do domu i strach z tym związany spowodowały coś, co ja nazywam przerwaniem „tamy „emocjonalnej. Wtedy właśnie pojawił się po raz pierwszy lęk . Trafiłam do szpitala na okres 2 m-cy i wierzyłam, że wyjdę zdrowa. Wróciłam do pracy na kilka dni i nie byłam w stanie pracować. W ciągu 2 lat spędziłam 10 m-cy w szpitalu. Gdy osiągnęłam dno psychologiczne, zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że w naszym szpitalu , na oddziale nerwic psycholog prowadzi zajęcia z hatha jogi, medytacje itp.Ponieważ jako nastolatka przeczytałam kiedyś zdanie,że joga daje spokój, potraktowałam te zajęcia jak ostatnią deskę ratunku.Spędziłam w szpitalu 2 miesiące, a po wyjściu sama w domu kontynuowałam ćwiczenia i medytacje. Mimo iż było bardzo ciężko, nie wróciłam już więcej do szpitala, przestałam brać leki, stosowałam tylko ćwiczenia, medytacje, afirmacje i czytałam książki dot.pozytywnego myślenia, których wtedy było zdecydowanie mniej.Ponieważ piszę wiersze(od jakiegoś czasu) moje doświadczenia życiowe, w tym te dot.lęków zapisuję w formie wierszowanej. Oto kilka z nich:
witaj lęku, jak się masz,
pokaż swą prawdziwą twarz,
czym postraszysz mnie za chwilę,
masz pod ręką strachów tyle.
_____________________________
lęk jest naszym przyjacielem
który informuje nas,
że idziemy błędną drogą
że na zmiany przyszedł czas
____________________________
Gdy odczuwasz lęk,
gdy się czegoś boisz,
musisz się z tym lękiem
po prostu - oswoić!

Musisz go zobaczyć
jakby na ekranie,
wtedy go zrozumiesz
i bać się - przestaniesz!

______________________

strach ma wielkie oczy
musisz go przekroczyć
zanim on Cić zniszczy
do czego aż piszczy
___________________________

siej odwagę w swym umyśle
nawet gdy się boisz
w gąszczu silnych zdrowych myśli
lek się nie ostoi
____________________________________________________________________

Wiersz „Lęk „ który prezentuje poniżej jest jakby sprawozdanie z przebiegu nerwicy lękowej

L Ę K !

Kiedy lęk w moim życiu
pierwszy raz się pojawił,
był jak koszmar najgorszy,
strach po sobie zostawił.

I uderzył jak piorun,
burząc wszystko, co mógł,
prosto w serce mnie trafił,
niczym największy wróg.

Co ja wtedy przeżyłam
może tylko zrozumieć,
ktoś, kto lęku doświadczał,
razem z nim musiał żyć.

Nic nie miało znaczenia,
sił nie miałam, by żyć,
chciałam uciec daleko,
gdzie nie czułabym nic.

Gdy już całkiem zwątpiłam,
byłam na dnie rozpaczy,
na mej drodze się zjawił
anioł w ludzkiej postaci.

I pokazał mi drogę,
która wiedzie do Boga,
jako jedna z dróg wielu,
a nazywa się joga.

Choć lęk nadal był ze mną,
towarzyszył wciąż mi,
jakoś sobie radziłam,
choć miewałam złe dni.

A gdy czasem bywało,
że znów zwalił mnie z nóg,
w swoim sercu ,głęboko,
czułam, że gdzieś jest Bóg.

To mi sił dodawało,
spokój wracał powoli,
wielu ludzi lęk zabił,
mnie już coraz mniej boli.

I rozumiem nareszcie,
że lęk nie był mym wrogiem,
chciał mi tylko powiedzieć,
bym przez życie szła z Bogiem

Chciałabym ponadto polecić paru autorów , których książki mi pomogły np:Anna Pollender "Pojedynek z nerwicą", książki Bożeny Figarskiej i Ewy Foley(wraz z kasetami), Wojciecha Eichelbergera, no i wszystko, co dotyczy pozytywnego myślenia, afirmacji. Mam nadzieję, że to co pomogło mnie nauczyć się być szczęśliwą ,pomimo nerwicy lękowej( choroby nowotworowej i innych doświadczeń) pomoże komuś innemu. Ten komunikat to tylko część mojej historii, dzięki której nauczyłam się być szczęśliwa. Więcej o mnie ( i moich wierszach dot.radości życia)można przeczytać na moim profilu na "naszej klasie" pod nazwą Jadwiga Szpaczynska Złotoryja .To tyle na teraz. Pozdrawiam wszystkich, borykających się z nerwicą.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-17 14:27
To, co teraz piszę jest uzupełnieniem wcześniejszego tekstu.Chcę się podzielić kilkoma sposobami , przy pomocy których radziłam sobie z lękami.
1.Na pytanie, jak pokonać lęk , Castaneda odpowiedział:zgadzając się na świat taki jaki jest, ze wszystkim co jest.Kto potrafi zgodzić się na śmierć(symbolicznie, wewnętrznie-mój dopisek), kto umie zgodzić się na chorobę, kto umie zgodzić się na swój los i los innych, kto zgadza się na kres i przemijanie, ten pokona lęk i zyska jasność.
2.T.Dethlefsen w książce "Przeznaczenie twoją szansą" pisze:"ciosy przeznaczenia i choroby są prawie zawsze biernym wyrazem nie podjętego dobrowolnie procesu uczenia się( kto się nie uczy , ten cierpi).Całkowicie się z tym zgadzam, gdyż moje doświadczenie życiowe potwierdziło jego słowa.
Napisałam o tym coś takiego:uczyć można się dwojako,
swoich lekcji w świecie tym,
pod przymusem, bądź świadomie,
o tym decydujesz ty!
Polecam gorąco tę książkę tym, którzy chcą urosnąć po to, by mniej cierpieć. choć może nie będzie ona dla każdego, biorąc pod uwagę, etap na którym się znajduje(jeśli chodzi o wiedzę , którą zdobył do tej pory.)
3.czytałam posty osób, które doradzają udział w psychoterapii. Całkowicie się z tym zgadzam.Same lekarstwa nie załatwią sprawy nieradzenia sobie z emocjami , a to jest główną przyczyną nerwic i lęków. Niektóre osoby pisały, że nie stać ich na wizytę u specjalisty.Z tego co wiem, przy Mops-ach działają nieodpłatnie psycholodzy(sama byłam na takim spotkaniu). Ważne by trafić do osoby, z którą będziemy mieć dobry kontakt, która będzie nas rozumieć.Mam internet dopiero od półtora miesiąca, więc nie wiem , czy jest jakiś ranking dobrych terapeutów, ale myślę, że początkujący mogą się w tej sprawie poradzić bardziej doświadczonych osób, by trafić w "dobre ręce".
4.To, co teraz podpowiem to mój osobisty "patent", czyli stosowanie błogosławienia choroby lub tego, co nas boli. Nie jestem żadną nawiedzoną dewotką, ale ten sposób sprawdził się praktycznie w życiu moim i przyjaciół, którzy go zastosowali. Trzeba jednak go trochę "postosować", by były efekty.Ja ułożyłam sobie na ten temat wierszyk i siałam w sobie taką afirmację:

Błogosławię wszystkie lęki,
natręctwa myślowe,
dzięki czemu spokojniejsze
mam serce i głowę.

Zwyczaj błogosławienia problemów i trudnych spraw podpowiedział mi mój wiersz, który jest na moim profilu na "naszej klasie" pt.Moja Dusza śpiewa Bogu", który napisał mi się sam po moim pobycie w Częstochowie latem 2004r. Nie będę go tu przytaczać, gdyż ma 31 zwrotek.Kilka ostatnich zwrotek tego wiersza jest o błogosławieniu tego, co nas w życiu boli. Gdy zastosowałam błogosławieństwo wobec mojego męża, bez żadnej terapii przez 10 miesięcy nie tknął alkoholu.Pierwszy raz miałam tyle spokoju , co pozwoliło mi zebrać się w sobie i tworzyć tylko pozytywne myśli na temat mojego życia. Mimo, iż później pozwolił sobie sięgnąć po alkohol, były to przypadki sporadyczne i być może były to sprawdziany mojej odwagi, nad którą wtedy już usilnie pracowałam.Nie chcę się zbytnio rozpisywać,gdyż piszę to w trakcie robienia obiadu:).ale każdy chyba pamięta to zdanie:błogosławcie nieprzyjaciół swoich.A przecież dla większości ludzi choroba to wróg .Ja to stosuję i moje życie się zmienia, ale trzeba to czynić przez jakiś czas, by z nasion pozytywności coś urosło.
Dodatkowo do przemyślenia załączam swój wiersz pt:"Jeśli nasz umysł jest ogrodem", który jest napisany dzięki wielu przeczytanym przeze mnie książkom psychologicznym.Mam nadzieję, że to co napisałam pomoże komuś nabrać wiary,że można spróbować zmierzyć się z chorobą jak równy z równym.

Pomóż mi nie śmiecić, Panie,
w mojej głowie - nieustannie,
skoro potem sprzątać muszę
by mieć znowu czystą - Duszę!

Nasz umysł jest ogrodem!

Jeśli nasz umysł jest ogrodem,
który my sami uprawiamy,
siejmy w nim to, co dobre dla nas,
nie szkodźmy sobie –samym!

Z myśli toksycznych, negatywnych,
wyrosną lęki i choroby,
jaki jest sens rozmyślać o czymś,
co ewidentnie nam – zaszkodzi!

Brak świadomości, jak myśl działa,
jest sprawcą wszystkich cierpień ludzi,
lecz by odmienić swoje życie ,
wystarczy radość w sobie – zbudzić!

Wystarczy myśleć pozytywnie,
cieszyć się każdą chwilą życia,
bo tak naprawdę mamy tylko,
ten właśnie moment, teraz –dzisiaj!

Lecz nierealnie ciągle wierząc,
że kawał życia jest przed nami,
tracimy cenne chwile „teraz”,
kolejny dzień –zmarnowany!

A gdy umrzemy z ulgą, wreszcie,
na filmie , życia zobaczymy,
jak pięknie tutaj żyć mogliśmy
i nie żyliśmy -z własnej winy!


Życzę powodzenia.
napisał/a: Passiflora, 2009-04-19 19:09
Witaj jadwigoszpaczynska!

Twój pierwszy post bardzo mi się spodobał, jak również Twoje wierszyki.
Jednak drugi post już zmusił mnie do uważnego przeczytania obu dwa razy.
To, co pomaga jednemu, drugiemu niekoniecznie.
Ja nie zgadzam się z twierdzeniem, że lęk jest przyjacielem. Wielkie dzięki za przyjaciela, który powoduje u mnie napady lęku panicznego! ja takiego przyjaciela nie wybrałabym sobie. Zresztą, jak piszesz, na nerwicę cierpisz już 29 lat, raz jest lepiej raz gorzej, ale nie jesteś zdrowa. Więc ta przyjaźń Ci nie służy.
Afirmacje i wszelkie treningi służące osiągnięciu spokoju doradza psychiatra na terapii, więc z pewnością są one korzystne. Jednak, żeby zacząć takie ćwiczenia uspokajające należy najpierw osiągnąć pewien poziom "wyzdrowienia". Człowiek będący w stanie ciągłego pobudzenia układu nerwowego, w momencie wyciszenia doznaje ataku paniki. Stąd biorą się problemy z zasypianiem i nocne ataki lęku, o których pisze tak wiele osób.

W swoim wierszu piszesz, że umysł jest ogrodem i wystarczy myśleć pozytywnie.
Jak dla mnie to jest zbyt proste.
Nerwica jest chorobą emocji, czy jak ktoś woli duszy. Nie jest chorobą psychiczną, ani chorobą myśli. Należy zmienić swoje emocje, oraz to, co spowodowało, że nasze emocje "zachorowały". A to nie jest takie proste, bo najczęściej sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, co to jest. Dlatego potrzebujemy terapii, albo leków. Nerwicy zwanej "napady lęku panicznego" nie pokona się afirmacją i błogosławieniem nieprzyjaciół, co widać na Twoim Jadwigo przykładzie.
Pozdrawiam
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-21 15:38
Witaj Passiflora.
Wydaje mi się, że źle zrozumiałaś moje posty, zwłaszcza w części dot.mojego aktualnego samopoczucia.Napisałam w tekście, że po opuszczeniu szpitala (gdzie nauczono mnie technik jogi i medytacji) nie wróciłam więcej do szpitala.Było to jesienią 1982r.Ćwiczyłam w domu sama to, czego się nauczyłam i choć było różnie, nie brałam tabletek.Jakoś sobie radziłam, gdyż medytacje mnie wyciszały.Czułam się coraz lepiej, a całą energię skupiłam na nauczeniu się ufności do Boga.Na swój sposób nauczyłam się tego i było mi coraz łatwiej.Kiedy zaczęłam pisać wiersze pod koniec 1999r, pierwsze dot.wdzięczności do Boga, za obecność w moim życiu.Później była choroba nowotworowa , a przez moje życie cały czas przewijał się wątek przemocy w rodzinie.Teraz mogę powiedzieć, że gdyby nie nerwica lękowa, nie zaczęłabym szukać Boga. Gdyby nie choroba nowotworowa, nie walczyłabym o życie, które wcześniej prawie mnie nie cieszyło. Gdyby nie przemoc w rodzinie, nie nauczyłabym się odwagi i zdrowego poczucia własnej wartości. Te doświadczenia , które większość ludzi uważa za negatywne, ja dziś widzę jako dary od losu, dlatego naprawdę uważam lęk za swojego przyjaciela.Zwróć uwagę na ostatnią zwrotkę wiersza "Lęk", a zrozumiesz, co mi dał lęk.
Co do wiersza "Jeśli nasz umysł jest ogrodem" napisałam go pod wpływem przeczytanych przeze mnie książek dot.pozytywnego myślenia.Tytuły i autorów wymienię w ogólnym, poście, który chcę napisać.
Poniżej przesyłam Ci kilka wierszyków, które lepiej niż ja słowami, oddadzą stan aktualny mojej Duszy.


Zawsze zdążysz się załamać,
popatrz z boku a swój dramat,
może dojrzysz rozwiązanie,
lepsze niźli€“ załamanie!
_____________________________
Jestem szczęśliwa absolutnie,
nic na to nie poradzę
gdy bać przestałam się problemów
straciły swą nade mną - władzę!
______________________________
Jestem "chronicznie" szczęśliwa
choć życie mnie nie rozpieszcza,
cieszę się samym istnieniem,
nieważna jest - cała reszta!
____________________________
Z Bogiem się nie boję,
z Bogiem mogę - wszystko,
myśląc o Nim ciągle
sprawiam, że jest - blisko!
____________________________
Szczęścia można się nauczyć,
trzeba tylko tego chcieć,
trzeba troszkę się postarać,
żeby radość w sobie- mieć!
____________________________
Moje wiersze to streszczenia
książek, które przeczytałam,
zawierają prawdy Zycia,
które w sercu- zrozumiałam!
____________________________

Pozdrawiam Cię serdecznie.Jeśli uważasz, że to , co napisałam ma dla Ci9ebie sens, zapraszam na dalsze posty, w których chcę podzielić się wiedzą na temat nerwicy, którą zgromadziłam przez lata.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-22 15:28
Pozdrawiam wszystkich, którym nerwica(lęki)dają popalić.Spróbuję na raty podzielić się z tymi, którzy sami zechcą sobie pomóc wiedzą, którą dotychczas zgromadziłam (przez ok.30 lat) i która mi pomogła stać się szczęśliwą istotą.
Zacznę od wyjaśniania celu naszego życiao czym dowiedziałam się z książek.
Życie nie jest tak bez celu,
tak jak gdyby nie znaczyło,
w życiu tak naprawdę chodzi,
by obudzić w sobie Miłość.

Nie tę ludzką, tę zwyczajną,
która kocha warunkowo,
tylko tę uniwersalną,
która łączy serce z głową!

W książkach dot.życia po śmierci i przeżyć w stanie śmierci klinicznej, jest napisane jednoznacznie, że jesteśmy na Ziemi, by nauczyć się bezwarunkowej Miłości i zdobyć wiedzę na temat Życia i Kosmosu.
W książce , o której już pisałam T.Dethlefsena "Przeznaczenie twoją szansą" jednoznacznie pisze, że
nie pojawiliśmy się na tym świecie, aby w błogim lenistwie rozkoszować się blaskiem Słońca, ale by się rozwijać i służyć światu odpowiednio do swoich umiejętności.Ponadto autor pisze, że jeśli chodzi o szczęście, nie jest ono zależne od rzeczy zewnętrznych.Nie można go upolować, ani posiadać.Można TYLKO BYĆ szczęśliwym.Szczęście to stan świadomości Duszy.Szczęście wyrasta tam, gdzie człowiek żyje w harmonii ze światem.
A teraz coś bardzo ważnego :cierpienie to biegun przeciwny szczęściu i dlatego w gruncie rzeczy to to samo( szczęście ma znak plus a cierpienie- minus).Cierpienie dba " na szczęście człowieka , o to, by nie błądził wiecznie po bezdrożach.Cierpienie powoduje, że człowiek nie zaprzestaje poszukiwań , zapobiega zastojowi, skostnieniu.Cierpienie to droga okrężna )do szczęścia) lecz mimo to droga.
Moja interpretacja jest taka, że my , ludzie uważamy, że do szczęścia trzeba mieć wygodne, ustabilizowane życie, a w)g naszej Duszy to powoduje słabość, rozleniwienie, osłabia Ducha.
Mój wierszowany komentarz do szczęścia jest taki:
Prawdziwe szczęście mieszka w nas
i nie zależy od niczego,
kto go doświadczy chociaż raz,
ten będzie tęsknił wciąż do niego!
A teraz przejdę do paru wskazówek, jak sobie radzić z lękiem, jak się nauczyć wyciszać.Są to wskazówki z książek, z których sama korzystałam.
1. Techniki oddechowe : podczas wdechu mówić sobie( w umyśle) WDYCHAM SPOKÓJ, a na Wydechu WYDYCHAM NIEPOKÓJ .albo wdycham zdrowie, wydycham chorobę, jak komu pasuje.
Jest też taki wierszyk wietnamskiego mnicha:
wdech i uspokajam ciało,
wydech i się uśmiecham,
przebywam w chwili obecnej
i wiem, że to jest cudowna chwila.
2. Usiąść wygodnie i skupić się na słowie MIŁOŚĆ lub innym, które nam pasuje np.spokój, Jezus, radość itp. Jest to rodzaj medytacji.Skupianie się tylko na jednej myśli sprawia, że reszta myśli przestaje być zasilana naszą uwagą i staje się tłem dla tej jednej myśli.Trzeba to poćwiczyć, by zauważyć efekty.Ja myślałam o MIŁOŚCI bez przerwy, chodząc, sprzątając, robiąc
zakupy. Wtedy lęk i inne myśli negatywne nie napierały tak na mnie, miałam pewien rodzaj kontroli.
3. Ta wskazówka dotyczy lęków i natręctw myślowych i pochodzi z książki Boba Fingerbilda pt.Samoleczenie potęgą podświadomości". Autor porusza w niej tzw.zasadę paradoksu. Np. gdy powie się ko0muś , by się nie ruszał, to nie da rady usiedzieć spokojnie. Propozycja "NIERUSZANIA SIĘ" zawiera w sobie dynamiczną zasadę przeciwieństwa. I tak mając np. NATRĘTNE MYŚLI można powiedzieć im : no chodźcie tu wszystkie, nie kryjcie się, zapraszam was, niech stanie się was więcej jakie myśli mogą jeszcze powstać.To sposób Castanedy (o którym wcześniej pisałam( według autora działa). Ja osobiście uważam, że każdy sam musi wiedzieć do czego czuje się gotowy. Nie każdy sprosta wyzwaniu na pojedynek lęków , natręctw myślowych..Ja przytoczyłam to po to, bo wiem, że my generalne bronimy się przed myśleniem o lękach., co daje im przewagę nad nami. One widząc nasz strach i bezbronność bezkarnie nas atakują. Znacie powiedzenie : NAJLEPSZĄ OBRONĄ JEST ATAK.Chyba właśnie o to chodziło Castanedzie, by udać, że się nie boimy.PODŚWIADOMOŚĆ w nas jest
odpowiednikiem dziecka(emocji)niższego Ja.To podświadomość jest siedliskiem lęków.Komu uda się ją przekonać, że się nie boi, tak by uwierzyła, będzie miał z górki .Jest powiedzenie : graj, aż gra stanie się prawdą.Ja nieraz robiłam dobrą minę do złej gry, choć mnie to kosztowało.Tego, że dorastanie emocjonalne jest bolesne nie muszę mówić nikomu.Jeżeli ktoś ma fizycznie 20 czy 50 lat, a emocjonalnie w niektórych dziedzinach życia działa na poziomie emocjonalnym dziecka, ma jak w banku, że Życie zrobi wszystko, by dorósł emocjonalnie.Warto czytać książki psychologiczne.
Chyba na tym zakończę ten tekst, bo nie wiem, czy pójdzie w całości.Ostatnio dwa teksty puszczone przez edit i quote wcięło mi.Czy ktoś może wie dlaczego? Pozdrawiam Wszystkich.
napisał/a: martas3, 2009-04-23 10:37
Witaj Jadwigo!
twoje posty, wiersze, przemyślenia, świadczą o dogłębnym poznaniu tematu samej siebie, walce ze słabością duszy i ciała, pogodzeniu się z całym univesum i dążeniu do osiągnięcia złotego środka.
Wszystko to wspaniałe i uduchowione, jednak nie można zapominać o tym, że każda zmiana w naszym życiu wiele kosztuje i czasami bardzo trudno jest uwolnić sie od potrzeby powrotu do stany "sprzed".
Jestem chora od pół roku, jednak mogę powiedzieć, że moja dusza cierpi już od kilku dobrych lat. Budowanie sobie świata wg własnych potrzeb i emocji, to przeznaczenie każdego człowieka. Ja swoja drogę zbudowałam na mrzonkach i nierealnych marzeniach, oczekując, że kiedyś może się spełnią. Jednocześnie musiałam odnaleźć się w szarej rzeczywistości i funkcjonować jako członek społeczeństwa. Konflikt wewnętrzny zaowocował chorobą, zmusił do przystanięcia na chwilę i zastanowienia się nad celowością poczynań.
Terapia, wsłuchiwanie się we własne ja, to praca niesamowicie trudna i daje narzędzia do zmiany siebie, może na lepsze. Jednak wiem z własnego doświadczenia, że niekiedy zmiany nie są mile widziane, burzą wewnętrzną harmonię i powodują niesamowite uczucie niepewności co do przyszłości i przede wszystkim obierają mnie z poczucie bezpieczeństwa. Dlaczego? Odpowiedź prosta. Droga, którą szłam przez większość życia, okazuje się być najeżona przeszkodami, które sama, bardziej świadomie lub mniej, kładłam sobie pod nogi. Jednak ta droga określa mnie i zejście z niej, oznacz dla mnie zaprzeczenie samej siebie. Lęki i panika nie są składowa mnie samej, są ciałem obcym w moim świecie, chwastami w moim ogrodzie, które przyduszają radość, szczęście i ciepło. Nie ma dla nich miejsca w moim zyciu i walczę z nimi jak z chorobą, ponieważ, jak wirus, wyniszczają mnie od środka. Spokój osiągam rzadko, jednak jest to stan dla mnie błogi i mogę wtedy a nową energią i determinacją myśleć o przebudowie mojego życia. Nigdy nie będą to zmiany diametralne, kilka kroczków do przodu. Pozwala mi to, na poznawanie siebie i jednocześnie pozostanie w znajomym i akceptowanym przeze mnie kształcie.
Zatem życzę Ci szczęścia w przyjaźni ze swoim lękiem, może to recepta dla Ciebie. Ja mojego wyrzucam za drzwi.
Pozdrawiam
M
napisał/a: Passiflora, 2009-04-24 21:51
Droga Jadwigo!
Podobają mi się Twoje wierszyki, np. ten:

napisal(a):Zawsze zdążysz się załamać,
popatrz z boku a swój dramat,
może dojrzysz rozwiązanie,
lepsze niźli€“ załamanie!


i ten:
napisal(a):Jestem szczęśliwa absolutnie,
nic na to nie poradzę
gdy bać przestałam się problemów
straciły swą nade mną - władzę!


Co do przemyśleń, to każdy z nas ma swoje, bo nerwica zmusza nas do zastanowienia się nad swoim życiem i sobą samym.
Tobie pomaga akceptacja lęku i wiara w Boga - i chwała Ci za to.
Jednak każdy musi szukać własnej drogi do zwycięstwa.
Nie każdy z nas potrafi być tak cierpliwy, uduchowiony i akceptujący.
Ja wolę zrozumieć swój lęk i jego przyczynę po to, żeby móc go wyrzucić z mojego życia, zgodnie z zasadą "poznaj swojego wroga". Muszę go znać, żeby móc zachować czujność i nie otwierać drzwi kiedy znowu zapuka. Na pewno go nie zaakceptuję i nie zaprzyjaźnię się z czymś, co robi mi krzywdę.
Pozdrawiam
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-25 08:50
Witajcie Matras, Passifloro i inni uczestnicy forum.Na wstępie zaznaczę,że z uwagi na moją bardzo krótką znajomość z internetem, nie opanowałam sztuki wysyłania na raz długiego tekstu, a nie ma przy mnie mojej siostrzenicy "nauczycielki internetu". Dlatego uprzedzam, że może, by odpowiedzieć na Wasze wątpliwości będę m\usiała napisać np.kilka postów od ręki.
Na początek powiem Wam, że ja obecnie czuje się jak taki "alkoholik", który przeszedł przez swój nałóg, znalazł w sobie siłę, by nad nim zapanować i chce o tym opowiedzieć tym, którzy nadal są w nałogu. Dla mnie nerwica jest takim samym kanałem(pułapka) przy drodze Życia jak depresja, alkoholizm itp., ale każdy z nas musi znaleźć swój własny sposób na wyjście z tej pułapki.Ja opowiadam o moim i o wiedzy, którą zgromadziłam podczas "podróży" ku Radości.
Na początek o moich "przyjacielskich" relacjach z lękiem. Na początku, w ostrej fazie nerwicy lęk był dla mnie niczym dziki tygrys, gotów mnie w każdej chwili pożreć. Dzisiaj jest jak oswojony kotek,który mi nie zagraża, gdyż poznałam ( do pewnego stopnia )jego naturę.By poznaC lęk i go oswoić(zmniejszyć) , a potem już stawiać mu czoła w sytuacjach, w których czułam się do tego gotowa, przygotowywałam się w różne sposoby.
Np. kiedyś mnie zastanowiło, że gdy ktoś bada coś przez mikroskop, to jest jakby nad tym przedmiotem , który bada.Z tego wyciągnęłam racjonalny wniosek,że gdy będę badać lęki. czytać na ten temat książki napisane językiem dla mnie, to poznam przyczynę ich powstawania i zrozumiem "wroga", którym wtedy był dla mnie lęk.Im więcej rozumiałam, tym pewne sprawy stawały się dla mnie jaśniejsze i mogłam je pomalutku wprowadzać w życie.
Wierszem zapisałam to tak:
Można się lęków bać, nawet do końca świata
i można swe lęki badać i po kolei je odkładać.
Nie jestem w stanie w kilku postach opisać całą moją wędrówkę, dlatego proszę Was o cierpliwość i o mówienie o waszych wątpliwościach, bo wtedy będę mogła pisać nie tyłko
ogólnie o całości doświadczenia jakim jest bycie w nerwicy, ale i o ściśle określonych tematach, na które zwrócicie mi uwagę. Teraz skończę ten post, by go wysłać( może przejdzie w całości), a jeśli nie, to po południu przyjdzie siostrzenica i pomoże mi to uczynić.Lubię poruszać się po oswojonym terenie.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-25 09:17
Witam ponownie.Przeżyłam chwilę "grozy", bo gdy kliknęłam na "wyślij" komputer nie przyjął tekstu. Spróbowałam w) ściągi, którą mam zapisać go na "Nowym folderze", by mi nie zniknął ,ale mi nie wyszło.Wówczas zapisałam cały tekst ręcznie, bo drugi raz bym tego nie wymyśliła.Gdy to zrobiłam , jeszcze raz kliknęłam na "wyślij" i tknięta intuicją poprosiłam o wsparcie Niebo.Nie uwierzycie, ale przeszło.Dlatego mogę od ręki odnieść się do wątpliwości Matras( bo Tobie Passifloro to, co napisałam może wyjaśni , czemu lęk nazywam przyjacielem.
Napisałaś Matras, że" niekiedy zmiany nie są mile widziane, burzą wewnętrzną harmonięJaką
harmonię ?Dopóki masz w Sobie strach, nie ma mowy o żadnej harmonii.Jesteś ciągle jak w stanie "ciszy przed burzą.Nigdy nie wiesz, kiedy uderzy piorun (lęk).Napisałaś, że zmiany obierają Ciebie z poczucia bezpieczeństwa..Poczucie bezpieczeństwa będziesz miała wtedy, gdy urośniesz w wiarę w Siebie, gdy staniesz na własnych nogach "emocjonalnych, mentalnych, ", nie tylko fizycznych..Wiem o czym mówię, bo moje dorastanie emocjonalne i nie tylko trwa nadal, a mimo to, już czuję się szczęśliwa, gdyż nie myśląc negatywnie, nie rzucam sobie sama(jak piszesz) kłód pod nogi.Napisałaś, że droga, którą przeszłaś określa Ciebie i że zejście z tej drogi oznaczałoby zaprzeczenie sobie samej.Spróbuję Ci to wyjaśnić, przy pomocy wiedzy z bardzo dobrego artykułu, przed laty umieszczonego w "Magazynie polskim, który komuś pożyczyłam i mi nie oddano.Gdyby wśród uczestników forum był ktoś, kto zbiera to czasopismo,prosiłabym o sprawdzenie w zbiorach z lak.około osiemdziesiątych i poszukanie art.pt.:Wspaniała dolegliwość".Teraz prześlę ten post, by nie stał się za długi a w następnym napiszę o tym artykyle, który był dla mnie jednym z wielkich darów od Życia.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-25 09:44
Może ta moja wysyłka postów na raty wyda się komuś ni9epoważna, ale to o czym piszę , to odpowiedzi na prośby o pomoc (jakąkolwiek) niektórych osób, pragnących poczuć się lepiej.Moja przyjaciółka, gdy była w stanie zagrożenia życia zaczęła pić mocz , co jej pomogło( oczywiście w)g przepisu z książki "Urynoterapia".Każdy się ratuje jak może.
A teraz, wracając do artykułu "Wspaniała dolegliwość".Jak się chyba domyślacie, jest to o nerwicy.Autor oparł się na wiedzy C.Junga, a on był specjalistą w tej dziedzinie.Napiszę , co zapamiętałam.Według tego artykułu, gdy jesteśmy dziećmi , rodzina, ludzie świat "budują" nas , kształtują naszą psychikę, przy pomocy wiedzy , w którą sami wierzą.Uczą nas bać się, nie ufać obcym ( dla naszego bezpieczeństwa) i z zapasem tych " nie naszych przekonań wchodzimy w dorosłe życie.Nasza Dusza, której obecności jestem pewna, ma co do nas jakiś plan i wie swoje. I gdy wiedza Duszy (intuicji, serca) i wiedza z głowy , którą nam wpojono nie są w harmonii ze sobą, zostajemy "przy pomocy" nerwicy lub innego zdarzenia " rozwaleni" jak budynek, który zbudowano na złych fundamentach (psychologicznych).Teraz dla nas, dorosłych nadchodzi czas , by przyjrzeć się każdemu przekonaniu, które się stało naszą prawdą, czy jest ono w zgodzie z tym, co w sercu czujemy.Jeśli, nie każde przekonanie musimy odłożyć i zbudować się na nowo przy pomocy "cegiełek", przekonań, które są w zgodzie z naszym wnętrzem.Dlatego Matras, nie trzymaj się tego tzw."fałszywego Ja",którym do tej pory byłaś, tylko odważ się na poznanie Samej Siebie Prawdziwej.Będziesz wtedy jak budowla, której żadne "burze" życiowe nie zniszczą. Mam ten rodzaj odwagi w sobie, choć byłam totalną ofiarą od urodzenia Byłam jednym wielkim strachem.Napisałam nawet wiersz o tym strachu, ale wyślę to innym postem, bo mogę nie przejść przez "sito" internetu. Nie powiem, że w moim życiu nie pojawiają
się " problemy", lecz nauczyłam się je traktować jako zadania do wykonania.Napisałam nawet na "cześć "pozornych problemów wierszyk(może nie nazbyt elegancki, ale życiowy:

Dziś dla mnie większość "problemów",
to są "pierdoły nad pierdołami",
gdy ż umiem rozpoznać mechanizm,
przez który siebie-unieszczęśliwiamy.
( napisałam go dzięki inspiracji przyjaciółki, która kiedyś co do natury jej problemów olśniło.Życzę Wszystkim innego spojrzenia na Cud Życia i na "problemy".Pozdrawiam( przejdzie czy nie?)
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-26 07:24
Pozdrawiam Wszystkich .Dzisiaj chcę się z Wami podzielić wspaniałą (moim zdaniem radą) na radzenie sobie nawet z najgorszymi problemami.Pochodzi ona z książki Dale Carnegie:go pt."Jak przestać się martwić i zacząć żyć".Stosowałam ja sama i nawet napisałam o tym wiersz, który później przytoczę.
Jest to magiczna w) autora formuła na pozbycie się zmartwień., a jak mówi dr Alexis Carreel : ci, którzy nie umieją walczyć ze zmartwieniami, umierają młodo.
Jest to technika, która składa się z trzech etapów:
1. Przeanalizuj sytuację na zimno i uczciwie stwierdź, jakie konsekwencje mogą z niej wyniknąć
2. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw , postanów, że a najgorszym razie te konsekwencje poniesiesz.
3.Gdy to uczynisz,skup czas i energię na polepszeniu najgorszego wariantu sytuacji, z którym już się pogodziłeś.
Podam przykład ( z tej książki) praktycznego zastosowania tej rady :
pewien sprzedawca ropy z Nowego Jorku był szantażowany.Pracownicy jego firm,y na lewo handlowali ropą, ale on jako zwierzchnik był odpowiedzialny za nadzór.Tak się gryzł tym szantażem i prawnymi konsekwencjami tej sprawy dla siebie, że aż się rozchorował.Nie jadł i nie spał przez trzy noce, rozmyślając nad tym, czy ma zapłacić łapówkę, czy posłać szantażystę do diabła.Wtedy przejrzał broszurkę z kursu u Carnegie:go, na który uczęszczał i jego radę :przygotuj się na najgorsze. Przemyślał sobie wszystkie za i przeciw i doszedł do wniosku, że w najgorszym razie firma zostanie zrujnowana, ale on nie pójdzie do więzienia..Zaakceptował tę opcję (emocjonalnie, psychicznie, intelektualnie itp).Pogodził się z tym, wierząc, że znajdzie sobie inną pracę.Wtedy poczuł się lepiej, a paniczny lęk zaczął z wolna ustępować Odzyskał zdolność myślenia racjonalnie.Wtedy przyszedł mu do głowy pomysł, którego w zamęcie myślowym nie brał pod \uwagę, by poradzić się prawnika.Zrozumiał wtedy, że ten pomysł nie wpadł mu do głowy wcześniej , bo on nie myślał TYLKO SIĘ MARTWIŁ, a to wielka różnica.MARTWIENIE SIĘ TO NIE MYŚLENIE. Prawnik poradził mu, by zgłosił wszystko prokuratorowi i wtedy okazało się, że ten szantażysta jest poszukiwany. Nie było żadnych konsekwencji, dla autora tej historii.
Drugi przykład zastosowania tej strategii, opowiada historię człowieka, który od zmartwień nabawił się wrzodów , które popękały i było z nim bardzo źle.Lekarze nie dawali mu nadziei na życie.Miesiącami był karmiony przez umową rurę i miał robione płukania żołądka, aż w końcu miał tego dość.Powiedział sobie, że skoro nie czeka go nic lepszego niż śmierć, to woli czas mu pozostały przeznaczyć na podróżowanie po świecie, o którym zawsze marzył.Kupił sobie trumnę i wziął ją ze sobą na statek, na wypadek, gdyby umarł w drodze.Już na statku poczuł się lepiej( tak działa moc spełnianych marzeń).Odstawił lekarstwa, nawet zaczął palić cygara ( skoro i tak miał umrzeć).Bawił się lepiej niż kiedykolwiek.Kiedy dotarł do Chin, zdał sobie sprawę, że kłopoty, z którymi borykał się w domu,były rajem w porównaniu z biedą i głodem Orientu.Przestał si,e bezsensownie zamartwiać i poczuł si,e lepiej .Wrzody zniknęły a on wrócił do pracy. Gdy analizował całą tę sytuację potem, tak ją zrozumiał:
a)na pytanie, co najgorszego mogło go spotkać , odpowiedź była :śmierć.
b) przygotował się na jej przyjęcie.Zaakceptował to, bo nie miał wyboru(tak twierdzili lekarze)
c) próbował uratować sytuację , biorąc z życia tyle,na ile pozwalały prognozy lekarskie.Wiedział, że gdyby po wejściu na pokład statku nadal się martwił,drogę powrotną przebyłby w zabranej ze sobą trumnie.Ale ponieważ rozluźnił się i zapomniał o kłopotach, spokój umysłu dodał mu sił, które ocaliły mu życie.Życzę Wszystkim przyjemnej niedzieli i wykorzystania choć w jakimś procencie powyższej rady. Znowu piszę na raty, więc wolę wysłać tekst, zanim się stanie za długi do strawienia przez okienko.
napisał/a: jadwigaszpaczynska, 2009-04-26 10:22
Witam ponownie. Obiad gotuje się sam, więc mam chwilę, by przełożyć z " polskiego na nasze "to, co wcześniej (dziś) napisałam.
Jak ja to robię osobiście:
1)mówię sama sobie , wewnętrznie, że zgadzam się na najlepszą i najgorszą opcję danej sprawy( tak jak gdyby dla mnie obie wersje były tak samo dobre) .Wiecie już, że niczego( nawet choroby) nie traktuję jako "zła absolutnego", gdyż : nie ma radości bez przyrostu mądrości". Gdy tak sobie powiem , wtedy zaczynają we mnie buzować emocje ( pod wpływem zwykłego Ja( bo jest jeszcze tzw. Wyższe Ja- Nadświadomość.Ja wtedy te wszystkie emocje w sobie przeżuwam, tak jakby to się działo realnie, dotąd, aż nad nimi zapanuję.WIEM Z DOŚWIADCZENIA OSOBISTEGO, ŻE GDY SIĘ ZGODZĘ NAWET Z NAJCIĘŻSZYM SERCEM NA TO, CZEGO NAJBARDZIEJ BYM NIE CHCIAŁA, ZAWSZE JEST TAK, JAK W SERCU CZUJĘ( JAK BYM CHCIAŁA, ALE CENĄ ZA TO JEST WYPICIE (SYMBOLICZNIE WEWNĄTRZ) KIELICHA GORYCZY przez moje EGO, które tego nie chce.

Jak to trzeba byłoby zrobić praktycznie w przypadku choroby( obojętnie jakiej) :
Jest to trochę podobne do 12 kroków w AA, gdzie alkoholik przyznaje się do bezsilności wobec nałogu i oddaje się pod opiekę Sile Wyższej( jakkolwiek rozumianej)
Ja bym zrobiła to tak ( w sobie symbolicznie) :
a) powiedziałabym Bogu ( Życiu), że nawet gdybym miała nigdy nie wyjść z nerwicy, to się na to zgadzam.( całą tę emocjonalną zgodę bym przeżuwała w sobie tak długo , jak by było trzeb), aż bym poczuła, że jest mi jakby wszystko jedno( byłaby to jak ją nazywam neutralność emocjonalna). Wielu z Was może mówi, że jest Wam wszystko jedno czy żyjecie czy nie, ale tamto "poddanie się Sile Wyższej" ma inną jakość.
b)Zaakceptowałabym też najgorszą dla mnie opcję, że mogę np.umrzeć( bo albo lęk mnie zabije albo ja sama tego nie wytrzymam) ( gdy byłam w ostrej fazie lęków mówiłam sobie, że jeśli nie wytrzymam, to się zabiję. To było moje " wyjście awaryjne:"
c) a gdy naprawdę powiedziałam tak sobie mentalnie, emocjonalnie , nawet słownie na głos, wtedy EGO jakby przestraszone opcją, że gdy ja umrę to ono też , siadało na tyłku i umysł się uspokajał.Trzeba tę technikę praktykować aż się wysprzątamy wewnętrznie, a to trochę trwa.

Teraz przytoczę mój wiersz, w ktorym tę technikę opisałam

Jak sobie radzię z problemami!

Kiedy przed trudnym problemem staniesz,
w twoim odczuciu - oczywiście,
weź pod uwagę rozwiązanie.
nawet najgorsze -twoim zdaniem!

Jeśli np. za złe decyzje
proces sadowy ci może zagrozić,
zgódź się wewnętrznie, na każdą opcje,
by uspokoić zamęt myślowy!

A gdy się umysł uspokoi
i zaczniesz myśleć racjonalnie,
zobaczysz wyjście z sytuacji
i wszystko zmieni się- totalnie!

Sposób, o którym tutaj mówię,
nieraz w swym życiu stosowałam,
a gdy na WSZYSTKO się zgodziłam,
przechodzić przez to- nie musiałam!

Lecz zgoda musi być prawdziwa,
Życie rozpozna udawanie,
że się wyraża niby zgodę
i się nie zjawi- rozwiązanie.

Ale ZAZNACZAM, ŻE KORZYSTAĆ Z TEGO SPOSOBU MOGĄ OSOBY, KTÓRE SIĘ CZUJĄ DO TEGO GOTOWE. NAJPIERW TRZEBA SIĘ NAUCZYĆ CHOCIAŻ WYCISZAĆ , przy pomocy medytacji, technik oddechowych, czy relaksacyjnych.