POLECAMY

guzy na węzłach chłonnych

napisał/a: egipcjanka, 2007-04-12 11:15
U mojej mamy jakieś 3 miesiące temu pojawiły się guzy na węzłach chłonnych (na szyi, w pachwinach i pod pachami). Lekarz chyba to zlekceważył i leczył ją: nurofenem, sebidinem, linomagiem, tantum verde (aerozol) i jakimś robionym syropem. Po 3 miesiącach guzy na szyi zniknęły, a pozostałe się zmniejszyły. Twierdził, że leczenie musi być długotrwałe, bo dały znać o sobie zaszłości. A do tego wszystkiego zaczęła wymiotować i boli ją gardło. Ale namówiliśmy mamę na wizytę u innego lekarza. Okazało się, że na szyi ma nie 2 duże, ale kilka małych guzków, a na gardle rankę, zapewne od wymiotowania. Już na drugi dzień pani laryngolog położyła ją do szpitala na rozpoznanie choroby. No i od wczoraj robią mamie różne badania i min chcą wyciąć jednego guzka, by go przebadać. Czy jest to ryzykowny zabieg? Jak myślicie, co to może być? Mam nadzieję, że nie to najgorsze... Te post napisałam też w dziale laryngologia, bo w sumie dotyczy on tematycznie również i laryngologii.
napisał/a: Beata Murczek, 2007-04-13 10:18
nie zakladaj najgorszego, ale przygotuj sie tez na to. guzki na wezlach chlonnych sa bardzo niepokojacym objawem i nie leczy sie ich nurofenem!!!
napisał/a: egipcjanka, 2007-04-16 10:35
Wiem, że nurofen to żadne lekarstwo, dlatego jestem bardzo zła na siebie, że wcześniej nie zainteresowałam się, co mama łyka. Niestety, czasu nie cofnę. Najprawdopodobniej to chłoniak, a lekarz do którego chodziła mama spowodował, że straciliśmy 3 cenne miesiące.
napisał/a: _studentka_, 2009-05-17 18:57
Witam, piszę już tutaj na forum, ponieważ jestem trochę zaniepokojona. Od pewnego czasu wyczuwam małego guza na szyi i nieco powiększone węzły chłonne. 3 tyg. temu wyczułam także już większego guza pod pachą. Zgłosiłam się z tym do lekarza pierwszego kontaktu i za 2 tyg mam termin u onkologa. Inne objawy, które mnie nie pokoja to ciągłe rozwolnienie juz od jakiś 4 miesięcy, a także zaczęłam częściej chorować- czy jedno z drugim może mieć jakieś powiązanie? Mogłabym prosić, aby ktos odpowiedział mi na moje pytania? z gory dziekuję.
Moderator djfafa
napisał/a: djfafa, 2009-05-17 20:06
Morfologia + USG to wystarczy aby wstępnie ocenić stan tych węzłów. Wiesz mogą to być zwłókniałe węzły którymi nie trzeba się przejmować gdyż miliony osób je ma nawet o tym nie wiedząc.
ps. Pytań takich jak twoich również było wiele na forum.
napisał/a: MrMokras, 2011-07-07 20:18
Witaj!!!


Mam dokladnie co twoja mama . Guz wyrosl mi bardzo szybk ow przeciagu max 2-3 dni poniewaz wczesniej nie mogl bo "jak mylem sie za uszami to go zobaczylem:(" w tym samym czasie mialem bardzo gardlo "zagrzybione , poranione , byly plesniawki , nie moglem przelykac i co za tym idzie schydlem troszke. Po wizycie u lekarza przpisal mi antybiotyk i na te grzyby(rany) .Po jakis 10 dniach znikly wszystkie grzyby i plesniawki , zostal jedynie ten guz. Bylem u chirurga przeswietlenie mi zrobil nic nie wykazalo skierowal mnie do laryngologa a laryngolog skierowal mnie na UsG a kolejki sa duuuuuze, czekam na USG. A juz od miesiaca juz za lekarzami z tym latam i czas mija a mi nie moga pomoc bonie ma warunkow przez te kolejki w szpitalu. Mogla bys nagisac jak twoja mama teraz sie czuje i czy to bylo cos powaznego , czy przechodzila jakies operacje lub inne zabiegi:(.
Pozdrawiam
napisał/a: egipcjanka, 2011-10-11 11:28
Napiszę tu historię mojej mamy, nie po to, by straszyć, ale po to, by ludzie nie bagatelizowali objawów choroby. Naprawdę lepiej sprawdzić i być pewnym, że to nic poważnego; a jeśli to poważna choroba, to im szybciej rozpocznie się leczenie, tym lepiej!!!
Nie od razu mama opowiedziała nam o swojej chorobie i dolegliwościach, potem z opowiadań wynikło kilka ważnych szczegółów. Moja mama pierwszego małego guzka wyczuła jesienią, poszła do lekarza I kontaktu i dostała skierowanie do laryngologa, który zbagatelizował całą sprawę i leczył ją jakimiś dziwnymi lekami. Mama w nocy się pociła, była słaba, w gardle miała "gluta" (nie wiem jak to inaczej określić) i chrypkę, oprócz tego większego guzka, również małe i w dużej ilości, rozsiane chyba po wszystkich węzłach chłonnych. Do laryngologa chodziła raz w miesiącu i on za każdym razem twierdził, że jest ok, że leczenie pomaga, ale trzeba czekać. Do dziś nie mogę sobie darować, że nie zainteresowałam się tym wszystkim. Na wiosnę coś nas tknęło i zabraliśmy mamę do innego laryngologa, tak, na wszelki wypadek. Lekarz od razu złapał się za głowę i spytał, czemu przychodzimy tak późno i był w szoku, że laryngolog, do którego chodziła moja mama, uznany specjalista, nie rozpoznał choroby. Potem powiedziała nam, że diagnozę postawiła od razu, ale pacjentowi mówi się ja dopiero po potwierdzeniu, wg niej na I rzut oka był to chłoniak. Mama od razu poszła do szpitala, zrobili prześwietlenie (guzki w płucach), pobrali wycinek z guzka za uchem, krew i być może coś więcej, ale już nie pamiętam. Miesiąc czekaliśmy na wynik, bo akurat był długi majowy weekend, strajk lekarzy... i na pierwszą chemię mama nie dała już rady dojść o własnych siłach. W ciągu miesiąca jej stan bardzo się pogorszył. Po kilku miesiącach chemii, na którą mama nad podziw dobrze zareagowała, było kilka miesięcy zdrowego spokoju. Potem nawrót choroby, naświetlania i kolejna wyniszczająca chemia... Teraz niestety Mamę mogę odwiedzać już tylko na cmentarzu, bo choroba - chłoniak złośliwy, ją pokonała. Nigdy nie zapomnę tego czekania na śmierć... Przez niekompetentnego lekarza straciliśmy baaardzo dużo cennego czasu, tylko dlatego, że lekarz nie rozpoznał, bądź nie chciał rozpoznać choroby u niemalże 70 letniej pani. Ale plusem w tym wszystkim jest to, że i tak dzięki leczeniu zyskaliśmy kilka miesięcy życia, tylko gdybyśmy wcześniej wiedzieli że to chłoniak, może tych miesięcy byłoby trochę więcej...