POLECAMY

Achalazja przełyku

napisał/a: zdyl, 2007-01-25 07:41
Wszystko wskazuje na to, że mam achalazję przełyku, jestem po pierwszych badaniach. Choroba jest dość uciążliwa, generalnie są problemy z przełykaniem pokarmu, dolny zwieracz przełyku praktycznie nie pracuje i stąd problemy. Leczenie polega miedzy innymi na endoskopowych zabiegach poszerzających przełyk w okolicy zwieracza. Zazwyczaj stosuje się poszerzanie mechaniczne tradycyjne lub balonowe, te drugie podobno jest skuteczniejsze, choć w sumie zabieg poprawia jakość życia na około 2 lata i potem znowu powtórka zabiegu. Czy ktoś z Was miał już taki zabieg i jaką metodą ? Jaka jest praktyczna skuteczność takiego zabiegu i ile dni trzeba wtedy przeleżeć w szpitalu ?
napisał/a: Jolka2, 2007-02-09 11:31
jestem chora na achalazje od kilkunastu lat, zaczełam chorować w klasie maturalnej i przeszłam juz wiele. Miałam zabieg rozszezania przełyku balonem dwa razy i w moim wypadku efekty były mało przekonywujące. zabieg jest przeprowadzany pod całkowitą narkozą i jeśli wszystko jest dobrze na drugi dzień można iść do domu. Za pierwszym razem poprawa trwała jakieś dwa miesiące, a za drugim to koło dwóch tygodni, trzeciemu rozciaganiu juz sie nie poddałam nie wierząc w poprawe. proponowano mi tez zastrzyki do przełyku z kwasu kiełbasianego, ale rozmawiałam z osoba która je miała i dla niej to był straszny ból a poprawa nie nastapiła. ja już byłam zdecydowana na zabieg chirurgiczny ale jakoś lekarze mnie odwodzą żeby się medycyna rozwija że mloda jestem... swój żołądek znam juz bardzo dobrze lekarze zaglądali mi tam około 16 razy , jeszcze troche a bede to mogła robić sama. pozdrawiam Jolka
napisał/a: mirekj, 2007-03-18 16:21
Moj synek 3 latka wlasnie przeszedl operacje na achalazje (laparaskopowa cardiomiotomia + fundoplikacja???) . Jest dzisiaj piaty dzien po operacji jestesmy juz w domku. Pierwszy dzien byly jeszcze wymioty Dzien po dniu jest coraz lepiej wymity ustepuja.Na diecie musi byc jeszcze przez minimum miesiac.
napisał/a: jerry67, 2007-06-18 16:30
Jeżeli to nie jest problem to bardzo proszę użytkownika - Jolę o podzielenie się jak wygląda Twoja dieta, bo myślę, że ma to duże znaczenie przy tej chorobie. Dodatkowo małe pytanie - gdzie można wykonać zabieg balonowego rozszerzenia przełyku ?
Pozdrawiam i dzięki za ewentualną odpowiedż.
napisał/a: Monikad, 2008-04-11 17:12
Witam,

Ja choruję od 12 lat, od 9 mam rozpoznana achalazje. pierwsze 2 lata to leczenie farmakologiczne, 0 rezultatow. w koncu wyladowalam w WAM na Szaserów w Warszawie, tam 8 lat temu zabieg aparatem Starka, wystarczyl na 5 lat. potem balonikowanie. wystarczylo na 3 lata, do wczoraj bylo nie najgorzej. paratu Starka na Szaserow 3 lata temu juz nie bylo, dlatego balonikowanie tez tam. Przez te lata zauwazylam tylko jedno, tak samo jak na diete, trzeba uwazac na zbyt ambitnych lekarzy, ktorzy lubia sie uczyc na nietypowych przypadkach i wymyslaja dziwne metody leczenia..

dieta - nic co "puchnie" - jablka, płatki, pieczywo, zadnych zapychaczy, napojow gazowanych, nic ostrego, czosnek na surowo lepiej tez nie. najlepiej miekkie, zmielone, bardzo dobrze pogryzione. duzo zup. ale to wszystko zalezy. czasami nawet woda potrafi "stanac".... generalnie kilka godzin przed snem ZADNEGO jedzenia i picie tez b. ograniczone

czy ktos zna jakies kliniki, lekarzy poza WAMem? jakies w miare nieinwazyjne metody leczenia (podobno zabieg chirurgiczny jest niezwykle ryzykowny..)
napisał/a: ekg79, 2008-06-14 22:37
Witam,
Niestety, ja też dołączyłam do grupy (ponoć nie wielka jest ta grupa) osób tej okropnej choroby.Nie wiem sama,któremu zabiegowi sie poddać,byłam już u wielu lekarzy, każdy z nich ma inna teorię.Jedni balonikowanie drudzy cięcie mięśnia za pomocą zbiegu laparoskopowego.Leczenie farmakologiczne ponoć nie istnieje:(,więc jak zyc z tą chorobą.Proszę o kontakt i jakąkolwiek wskazówkę jak sobie radzić jaką diete stosować i jaką decyzję podjąć co do metody,która ma ponoć pomóc.Na zabieg boję się iść bo różnie mówią,żę skąplikowany,że potem refluks będzie na pewno więc nie wiem. A jak czytam o balonikowanu to nie wiem jak to przetrwać jeżeli to coś może pomóc w najgorszym razie nawet tylko dwa tygodnie przecież co dwa tygodnie balonikowanie to koszmar...Proszę o wszelkie informacje od osób, które sobie z tym jakoś radzą lub które miały zabieg laparoskopowy jakie są efekty tego i jak to wogóle ten zabieg przebiega.oczekuję z niecierpliwośćią na jakąkolwiek odpowiedź
napisał/a: cew, 2008-07-04 22:34
Mnie przy przełykaniu pokarmów pomaga ich popijanie napojami gazowanymi i zatrzymywaniem powietrza; przy odrobinie wprawy można jeść "prawie normalnie", a otoczenie niczego się nie domyśla ... tylko trzeba uważać, bo za dużo CO2 może powodować zgagę... a zabiegi i operacje? jak najpóźniej, przecież one psują, a nie naprawiają !!!
napisał/a: BeataP, 2008-08-08 12:11
Przeszłam zabieg laporoskopowy trzy lata temu. Picie napoi gazowanych owszem pomaga,ale nie na długo, bardziej skuteczna jest zimna przegotowana bądź niegazowana woda,picie w dużych ilościach chwilowo otwiera wpust do żołądka. U mnie szukanie choroby trwało niestety ok 1,5 roku,co doprowadziło do tego,że wygladałam jak chodzący trup. Od operacji minęły 3 lata, wszystko jest dobrze,ostatnio byłam na kontroli i nic się na gorsze nie zmienia. Ja jestem mieszkanką Łodzi, operował mnie dr Łochowski ze szpitala Kopernika, polecam, bardzo dobry lekarz.
napisał/a: elle1, 2008-09-02 18:29
Witam,
na achalazję wpustu cierpię od kilkunastu lat a zaczęłam ją leczyć 2 lata temu: początkowo farmakologicznie (bez żadnego rezultatu), potem przeszłam 5 zabiegów dilatacji czyli poszerzania przełyku, które również w moim przypadku nic nie pomogły. Ponieważ mam już dość tej ciągłej męczarni zdecydowałam się na zabieg operacyjny, który ma być przeprowadzony metodą laparoskopową. Zabieg odbędzie się prawdopodobnie w pażdzierniku, więc jak już będzie "po wszystkim" podzielę się wrażeniami:) Będę operowana w Krakowie.
A tak na maginesie dieta w moim przypadku nic nie pomaga, bo płyny też mi nie przechodzą,ale podczas tak długiego życia z tym problemem (mam 29 lat) nauczyłam się na siłę "przepychać" treść pokarmową i dzięki temu żyję. Najgorzej było podczs ciąży-wtedy żeby cokolwiek przełknąć musiałam się ogromnie namęczyć,ale dzięki Bogu dzieciak urodził mi się zdrowy i duży, bo ważył ...4250 g!Za to ja sporo schudłam, ale to mało istotne.
Pozdrawiam gorąco wszyskich, którzy przechodzą to, co ja

E.K.
napisał/a: elizabeth_2, 2008-12-10 22:48
Dawno nie zaglądałam do internetu dowiadując się o mojej chorobie. Wiele osób już opisuje swoje zmagania z tą chorobą. Cieszę się, że mogę podzielić się spostrzeżeniami o tej chorobie z innymi. Do tej pory nie spotkałam jeszcze nikogo z kim mogłabym porozmawiać i wydawało mi się, że takich osób jak ja jest mniej. Ja choruję już od 2003r. Choroba dała o sobie znać nagle i właściwie w ciągu paru miesięcy bardzo postępowała. Rozpoznanie było trudne, mam nawet z tym niezbyt miłe wspomnienia. W szpitalu w którym miałam być przyjęta na szczegółowe badania, lekarka o typowym rosyjskim akcencie była bardzo zaskoczona gdy jej opowiadałam, że niewiele mogę jeść pokarmów stałych, w szczególności pieczywa, ciast, mięsa, owoców, czy surówek..., jedynie zupy i inne lekkie pokarmy.Wówczas zaczęła podchwytliwie zadawać mi pytania, czy abym nie mam problemów w pracy, a może w domu? Nie mogła zrozumieć dlaczego jedno mogę jeść, a drugie nie. Wyraźnie dawała mi do zrozumienia, że ona podejrzewa iż mam problem na tle psychicznym. Więcej już się nie pojawiłam w tym szpitalu. Mój gastrolog dr. Majewski ze Szczecina bliżej przyglądnął się mojej chorobie i po krótkim czasie już wiedziałam, że choruję na achalazję przełyku. Pojechałam do Warszawy na zabieg rozszerzenia przełyku-(balonikowanie) i po dwóch dniach wróciłam do domu. Niestety, po tym zabiegu mam również refluks, ale mija już piąty rok gdy jakoś sobie radzę, w każdym razie nie powtarzałam zabiegu. Przy tej chorobie schudłam 16 kg- po zabiegu przytyłam 4 kilogramy i tak jest do dzisiaj. Mam świadomość, że nigdy nie będzie już lepiej, oby nie było gorzej. Dławię się nadal jedzeniem, czasem zwracam, ale nie tak jak kiedyś gdy już nie mogłam nawet się napić.Wyglądałam jak anorektyczka, ja która tak lubiłam pojeść!!! Gdy czuję, że jedzenie nadal mi tkwi, pomocny jest NITROMINT( czyli nitrogliceryna w aerozolu ). Zawsze ją mam w zasięgu ręki.Polecam ją innym!!! Chciałabym porozmawiać z panią która w październiku miała się poddać operacji i napisać gdy już będzie po wszystkim. Operację odradzał mi sam mój gastrolog, twierdząc, że jest dużo śmiertelnych przypadków. A zachęcał do balonikowania, jako zabiegu najmniej inwazyjnego. Medycyna jednak bardzo poszła naprzód, więc może nie jestem na bieżąco. Pozdrawiam wszystkich chorujących na achalazję. Głowa do góry!!!
E.B.
napisał/a: martka78, 2008-12-15 21:52
JA RÓWNIEŻ CHCIAŁAM SIE PODZIELIĆ PRZEBIEGIEM MOJEJ CHOROBY. ZACZĘŁAM CHOROWAĆ W WIEKU 13- 14 LAT( OBECNIE MAM 30). CHOROBA PRZEBIEGAŁA PODOBNIE JAK U WSZYSTKICH INNYCH. DLA MNIE TRAGEDIĄ BYŁO TO ,ŻE KAŻDY LEKARZ DO KTÓREGO BYM SIĘ NIE ZWRÓCIŁA NIE MIAŁ POJĘCIA(????????????) CO MI JEST. I TAK NIKT NIE CHCIAŁ SIĘ MNĄ ZAJĄĆ-ODSYŁANO MNIE OD JEDNEGO DO DRUGIEGO. TAK JAK WIĘKSZOŚĆ NAUCZYŁAM SIĘ Z NIA ŻYĆ,ALE BYŁO CORAZ GORZEJ.ZACZĘŁAM MIEĆ PROBLEMY Z WYPRÓŻNIANIEM.FASZEROWAŁAM SIĘ TABLETKAMI PRZECZYSZCZJĄCYMI RAZ NA TYDZIEŃ- A CO TAM 5 TABLETEK BISAKODYLU NIKOMU JESZCZE NIE ZASZKODZIŁO!!!!!!!MAsakra.W KOŃCU PO 11 LATACH KATORGI ( W 2002 ROKU) RACZONO MI ZROBIĆ NORMALNE ZDJĘCIE RENTGENOWSKIE PŁUC, PO KTÓRYM LEKARZ RADIOLOG OD RAZU ZAUWAŻYŁ,ŻE COŚ JEST NIE TAK.MÓJ PRZEŁYK PRZYPOMINAŁ WOREK , W KTÓRYM ZALEGAŁO JEDZENIE....ZROBIŁ MI BADANIE KONTRASTOWE Z PAPKĄ BARYTOWĄ , PO KTÓRYM NIE MIAŁ JUZ WĄTPLIWOŚCI,ŻE TO ACHALAZJA.ZNALAZŁAM SIĘ W SZPITALU I PODCZAS PIERWSZEGO POBYTU MIAŁAM 3 RAZY ZABIEG POSZERZANIA METODĄ BALONIKOWĄ.UZYSKANO POSZERZENIE DO SREDNICY 20 mm.CZUŁAM SIĘ JAK W NIEBIE. MOGŁAM JEŚĆ WSZYSTKO.Niestety przeż rok czasu wpust znowu zwęził się do 8-9 mm. W 2003 roku znowu znalazłam się w szpitalu. Tym razem miałam 2 zabiegi-efekt poszerzono do ok. 40 mm.Obiecałam sobie ,że już więcej mnie nie zobaczą na oddziale.Zaszłam w ciążę , która przebiegała bez zastrzeżeń. Mój synuś urodził się zdrowy . Nie miałam żadnych problemów z przełykaniem.Dziś po 5 latach stwierdziłam,że od czasu do czasu znowu zaczynają się problemy.Wszystko na pewno nie przebiega tak jak lata temu. Jedzenie staje w przełyku -ale tylko czasami, wracają uporczywe zaparcia i ten okropny ból pod mostkiem....Jestem tydzień po poszerzaniu- znowu z 30 do 38 mm. I jest dobrze, jestem zadowolona.Najważniejsze ,że nie trwało to długo-miałam tylko 1 zabieg-( w sumie 3 dni pobytu w szpitalu ), bo choroba była już rozpoznana wcześniej.Wiecej zabiegów nie było konieczne- bo mozna "przedobrzyć"(czego skutkiem moze być np. refluks.)Lekarz stwierdził,że metoda balonikowa jest najbardziej skuteczna. Nie mam pojęcia " na ile " starczy mi ostatnie poszerzanie.Mam nadzieję, ze na wiele długich lat.Nie wiem jak reszta osób , ale ja mam wrazenie ,że im wiecej stresu w moim życiu , tym szybciej ta choroba postepuje( być może piszę głupoty).A co do sposobu odżywiania- ja jem wszystko , tylko staram sie dokładnie przeżuwać.Sam zabieg nie należy do przyjemnych, ale po nim jest o wiele lepiej.Najgorzej jest nie robić nic ,tzn . np. bać się poszerzania i odwlekać. Zawsze najbardziej będę wdzięczna MOJEMU LEKARZOWI RADIALOGII, KTÓRY JAKO JEDYNY PO 11 LATACH MOJEGO WOŁANIA O POMOC-POSTAWIŁ WŁAŚCIWĄ DIAGNOZĘ.Zabiegi miałam robione w Szczecinie na Unii Lubelskiej. Jestem bardzo zadowolona z wyniku poszerzania. Tak więc głowy do góry, trzymajcie sie . Wszystkich gorąco pozdrawiam.
napisał/a: anuszka84p, 2009-01-04 16:47
Witam, ja męczę się z achalazją przełyka od kilku dobrych lat. Lekarze przez długi czas, a w zasadzie długie lata zbywali mnie mówiąc, że wszystkie moją dolegliwości wskazują na nerwobóle i szprycowali mnie tabletkami na uspokojenie. A ja z wiekiem miałam coraz większy i większy problem z jedzeniem. Czułam, że się poprostu zatykam, że przełknięcie kęsa zwykłej kanapki sprawia mi straszny dyskomfort, az wkoncu ból.Po paru miesiącach gdy pokarm juz mi zaczął całkiem zalegać w przełyku, na wysokości mostka, zwracałam go juz dla samej ulgi. Schudłam przy tym niewyobrażalnie. Wtedy lekarze wmawiali mi, ze cierpie na anoreksjie , nawet dopatrzyli sie jakiegoś uszczerbku na moim zdrowiu psychicznym, a prawda jest taka ze niczego nowego nie wymyslili, u kazdego w dzisiejszych czasach cos tam się znajdzie. Poprostu mnie lekceważyli.W każdym razie, problem zaczął mnie juz calkiem niepokoic, gdy pewnego dnia nie mogłam się nawet niczego napic. Dusiłam się strasznie, az w koncu wszystko zwróciłam. Najgorzej gdy przebywasz w miejscu publicznym,jestes strasznie głodna a tu niestety nie ma mowy by cokolwiek wziąść do ust.Na początku jeszcze udawalo mi sie to ukrywac, wychodzilam do łazienki itp, az wkońcu nie dało się tego ukryć. Każdy ze znajomych zauważał jak bardzo sie męczę , duszę , ze cos jest nie tak.Do łazienki wychodziłam... co każdy wzięty do ust kęs.Zaczęłam sie bać. Sprawdzałam w internecie choroby przełyku, żołądka, rak przełyku, w zasadzie sama nie wiedzialam czego szukam, w googlach wpisywałam objawy i czekałam az coś znajde,az w końcu natrafiłam na strone o achalazji( wtedy była to strona o ogólnym pojęciu achalazji, teraz juz jest konkretna także przełtyku). Poczytałam, i spanikowałam, :Boże ja to moge mieć, a co najgorsze z tego może tez być rak, a jak juz go mam?.
poszłam do gastrologa, powiedzialam mu od razu ze podejrzewam u siebie achalazje, przebadal mnie, ze zdjec wynikalo ze rzeczywiście ją mam. I , że jest bardzo poważna. Blużniłam tych wszystkich lekarzy, wmawiających mi nerwicę.Choć przyznam że szlag mnie wtedy trafił konkretny!!
Zapisano mnie na badanie ( na balonik) do Warszawy.Twierdzili ze tylko tyle moga dla mnie zrobic. Czekałam, czekałam... parę miesięcy.Az w koncu postanowiłam wyjechac za granicę. Rzuciłam wszystko, i pojechalam do Szkocji. Tam zapisałam sie do gastrologa, który na moje szczescie okazał sie Polakiem. Bardzo miły człowiek, który bardzo mi pomógł, wszystko mi wytłumaczył, pomagał z medycznymi zwrotami po angielsku itp. Stwierdził, że balonik może mi tylko pomóc na krótki czas, i będę musiala powtarzac go wiele razy, co bedzie dla mnie bardzo kłopotliwe i uciążliwe, bo przeciez nie chce zostac za granica na stale skoro juz tu podjelam leczenie.Po przebadaniu, wraz z innymi lekarzami( przeróżnego pochodzenia) doszli do wniosku że najlepszym rozwiązaniem bedzie operacja laparoskopowa. Po takiej operacji może wyniknąć skutek uboczny( ale nie musi)- coś takiego jak opuchlizna przy zwieraczu- w kazdym bądz razie cos takiego, i wtedy konieczna jest druga operacja usuniecia tego. Ale zdaza sie taki przypadek baaardzo rzadko.Tak mnie poinformowali. Zgodziłam się. Niedługo bede miala operacje, i bede mogla znowu normalnie zyc. A w Warszawie dalej czekam na pierwsze spotkanie w sprawie tego głupiego balonika( a minęło juz dobre 1, 5 roku). Tutaj, po kilku miesiacach wieeelu badan, baaardzo dokladnych, juz jestem praktycznie u FINAŁU:)
Jak narazie dalej jestem za granicą, gdzie mieszkam i pracuje z narzeczonym,po operacji wracamu z powrotem do Polski. pozdrawiam wszystkich achalajczyków.