Syndrom opuszczonego gniazda

Rodzina jest ogromną wartością dla wielu ludzi. W naszej kulturze dopełnieniem szczęścia rodzinnego są dzieci. Rodzice obserwują cud narodzin, potem wychowują z największą starannością, wspierają, poświęcają się, aż w końcu muszą się pogodzić z ich odejściem z domu.

fot. Nieznane

Gdy pisklę wylatuje z gniazda

Jednak wielu rodziców ma z tym ogromny problem. Nazwane zostało to syndromem opuszczonego gniazda. Gniazdo jest symbolem domu, w którym młody człowiek się rozwijał, wychowywał, uczył pierwszych zachowań, a który z wielką starannością uwili dla niego rodzice. Gniazdo to jest analogiczne do miejsca bezpiecznego, do którego zawsze można wrócić. I tak myśli większość ludzi (oprócz tych wychowywanych w skrajnie patologicznych rodzinach) o swoim domu rodzinnym.

Zobacz też: Przemiany współczesnej rodziny

Naturalnym jest bowiem, że w odpowiednim dla siebie czasie, dziecko pragnie założyć własną rodzinę i dla niej stworzyć taką bezpieczną przystań. I pomimo faktu, że rodzice też kiedyś przeżywali podobne odczucia, to w momencie kiedy dziecko (zwłaszcza najmłodsze czy ostatnie) decyduje się na wyprowadzkę, pojawiają się negatywne emocje i pytanie, dlaczego już.

Wyuczona bezradność?

Z czego wynika taka postawa? Największe problemy z pogodzeniem się z dorosłością dziecka mają osoby, które zbyt intensywnie angażują się w jego życie. Są rodzice (zwłaszcza matki), których można postrzegać jako nadopiekuńczych. Podejmują większość decyzji za dziecko, doradzają w sprawach osobistych, przejmują większość obowiązków dziecka, tłumaczą, że jeszcze ma czas, jeszcze zdąży się nauczyć, jeszcze całe życie przed nim. Jeśli dzieci godzą się na taką sytuację, często można zaobserwować u nich wyuczoną bezradność. Jeśli natomiast nie zamierzają się podporządkować, następuje bunt i nierzadko konflikty w rodzinie. I tak jest w momencie, kiedy dziecko chce przeciąć pępowinę i samo decydować o swoim życiu, wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje i postępowanie.

Zobacz też: Cele Twojej rodziny

101 powodów by zatrzymać dziecko przy sobie

Dlaczego rodzicom tak trudno znieść ten moment? Przyczyn może być wiele. Często są to niezaspokojone własne potrzeby, chociażby w małżeństwie. Cała uwaga jest skupiona na dzieciach, a gdy już mają swoje rodziny, okazuje się, że dom jest pusty, bezwartościowy, a małżeństwa już dawno nie ma. Nie ma ciepła, wzajemnego zaufania, a to dlatego, że nie było pielęgnowane przez lata.Kolejnym powodem może być uświadomienie sobie faktu przemijania. To, że dzieci mają własne życie, często dla rodziców oznacza, że spełnili swoją misję. Dodatkowo często wiąże się to z zakończeniem aktywności zawodowej i powolnego wycofywania się z życia towarzyskiego. Jest to informacja dla rodziców, że już wszystko mają za sobą, nie czują się potrzebni.

Przede wszystkim autonomia!

Często słyszy się narzekania na swoje dzieci, problemy wychowawcze, trudności z nauką, niepokorne zachowanie. Jednak odejście dziecka zawsze dla rodzica, oprócz stanu faktycznego, ma wymiar symboliczny. Aby łagodnie przejść przez ten okres, należy się do niego przygotowywać przez całe życie – swoje i dziecka. Należy pamiętać, że dziecko jest jednostką autonomiczną i ma prawo do decydowania o sobie. Od najwcześniejszych lat, należy przyzwyczajać, że każdy może mieć własne sprawy i prywatne terytorium. Oprócz tego, że dziecko nie przekracza pewnych granic, także rodzice powinni szanować prawa dziecka. Wychowanie w takim duchu pozwoli rodzicom na zaakceptowanie odrębności dziecka i jego potrzeb do samodzielnego życia.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Jak rozpoznać dni płodne?
SKOMENTUJ (10)
KOMENTARZE (10)
Tomi35/4 lata temu
[quote=~samotna] W wieku 36 lat zostałam wdową z dwiema córkami 7i14lat obecnie obie wyfruneły daleko od domu.A ja zostałam sama jak palec.Akceptuję wybór córek ale jest mi bardzo ciężko. [/quote]

Napisałaś "akceptuję wybór córek" - to tak, jakbyś mówiła "lepiej żeby nigdy nie wychodziły za mąż, nie miały dzieci, nie zakładały rodzin, tylko były ze mną, ale skoro tak postanowiły (o dziwo!), to ok, no trudno...". Nie zgadzam się z tym. Pomyśl, że to Twoje dzieci, chcesz, aby były szczęśliwe i kiedyś, po Twojej śmierci, miały wokół siebie najbliższych: dzieci, męża... To normalna kolej rzeczy, że dzieci dorastają i zakładają swoje rodziny.

A tak z drugiej strony: samotni rodzice, czy nie myśleliście nigdy o tym, by znaleźć sobie nowego partnera lub nową partnerkę?
~baobab/4 lata temu
Temat szczególnie mi bliski, za dwa tygodnie córka (jedynaczka)wyjeżdża na studia do Warszawy. Dzisiejszej nocy dostałam jakiegoś ataku paniki; płakałam do rana, pierwszy raz w życiu doświadczam tak skrajnych emocji w takim przemieszaniu: strachu,tęsknoty, miłości, niepewności. Zarazem się cieszę tym Jej startem, to Jej szansa na lepsze życie, niż u nas na prowincji. Obawiam się o moją psyche, czy nie wpadnę w ciemną czeluść. Jestem bez pracy,związek od paru lat się chwieje, mąż ucieka w alkohol, zapewne doznam tej potwornej pustki opuszczonego gniazda.
atomboy/4 lata temu
[quote=~gość] Odnoszę wrażenie że cały problem tkwi w rodzicach. To że przez całe lata opiekowali się dziećmi, byli troskliwi i kochający - było wtedy o.k. Teraz gdy nie mogą sobie ułożyć życia, mają problemy emocjonalne - to jest be. Przecież wszyscy rodzice zdają sobie sprawę, że taka jest kolej rzeczy, ale chyba należy wymagać od dzieci trochę zainteresowania rodzicami. Dzieci pławią się w swoim szczęściu i nie mają czasu aby zadzwonić do rodziców 1 w tygodniu? Czy przyjechać na niedzielny obiad /częściej odwiedzać przez pół roku/ Cos nie tak. Chyba rzeczywiście polscy rodzice jak amerykańscy powinni wypychać swoje dzieci na studia do innego miasta. I z radością zająć się sobą, po co budować silną więź emocjonalną jak dzieci same je zrywają. Matki są potrzebne do wychowywania wnuków. I my mówimy, że to rodzice mają problem! Dzieci oszczędzają na opiekunce i bezwstydnie wykorzystują miłość rodziców. [/quote]

A ja się nie zgadzam. To normalne, że rodzice bardzo kochają dzieci i cierpią, gdy one wyprowadzają się z domu. Mówię to z perspektywy dziecka, które się wyprowadziło. Na szczęście rozumiem moją mamę i często się kontaktujemy. Dopiero po przeprowadzce zrozumiałam ile jest miłości między nami i jak silna jest matczyna miłość. Więc pretensje które masz do dzieci są uzasadnione. Może trzeba tak dziecko wychowywać, żeby pamiętało o rodzicach - czyli nie dawać mu wszystkiego, odgradzając od problemów rodziców, budując przekonanie, że mama i tata są przezroczyści i usuwają się potulnie w cień. Żyć ze swoim dzieckiem, wciągać go w swoje życie, sprawy (niekoniecznie problemy) - walczyć o zachowanie kontaktu. Jak się mądrze wychowa, to dziecko będzie szanować i pamiętać...
POKAŻ KOMENTARZE (10)