Statystyki samobójstw

Kiedy przeglądamy statystyki samobójstw, łudzimy się, że wiemy, ilu ludzi dokonało ich skutecznie, ilu uratowano, ilu twierdziło, że miało zamiar zakończyć życie, jednak statystyki nie opowiadają ludzkich historii, ani nawet nie oddają dokładnie rzeczywistości. Czytane przez nas liczby to przybliżone wartości, obarczone błędem, a każdy z błędów to wgląd w jedno ludzkie życie.

fot. Nieznane

Statystyki samobójstw, czyli dane liczbowe i procentowe to szczyt góry lodowej, efekt zbierania danych i przetwarzania ich z pełnym profesjonalizmem, skrupulatnością i rzetelnością. Jednak w tej wrażliwej kwestii wadliwe bywa samo źródło danych, którym jest człowiek. Człowiek znajduje się u podstaw i początku wszelkich obliczeń, wszelkich statystyk i danych i w tym kontekście „błąd ludzki” nabiera całkiem nowego znaczenia.

Samobójstwa dokonane

Wydawać by się mogło, że liczba zgonów to najpewniejszy wynik ze wszystkich statystyk, łatwy do zliczenia i zsumowania, stuprocentowo wiarygodny. Zmarły nie może zmienić zdania, zmienić swojej wersji historii, zaprzeczyć, symulować czy dysymulować. To prawda, a zarazem kolejne złudzenie. W tej liczbie ujmuje się potwierdzone przez specjalistę zgony samobójcze, co oznacza, że istnieją przypadki, które badano jako potencjalne samobójstwa, jednak dowody nie przemawiały jednoznacznie na korzyść tezy. Każdy, kto ogląda seriale kryminalne, wie, że istnieje niewielka, ale jednak istnieje możliwość, że wypadek albo zabójstwo jest kwalifikowane jako samobójstwo. Istnieje taka możliwość, przynajmniej potencjalnie i na wstępnym etapie badania. Prawdopodobnie więcej jest przypadków odwrotnych, to jest: tuszowania samobójstwa i nadawania mu pozorów wypadku (dla miłośników kryminałów: jak również zabójstwa), choćby ze względów ekonomicznych (tu pewną rolę odgrywać może prozaiczna kwestia ubezpieczenia). Może się okazać, że wśród osób uznanych za zaginione są samobójcy, których ciał nie odnaleziono i formalnie osoby te pozostają zaginione. Tak więc ta pozornie pewna liczba nie jest wcale pewna.

Polecamy: Efekt Wertera - reakcja na samobójstwo

Uratowani

Samobójcy, którzy zostali uratowani, to kolejny obszerny rozdział. Mimo że okoliczności mogą nie budzić wątpliwości, wątpliwości istnieją. Czasami zamach samobójczy, któremu zapobieżono, jest tragicznym wypadkiem, ale uratowanemu łatwiej przełknąć społeczną łatkę „samobójcy” niż osoby na tyle niedołężniejącej, że nie pamięta, że już raz brała tabletki nasenne. W innym przypadku może się okazać, że samobójstwo było jedynie na pokaz, jako element emocjonalnego szantażu, ale błąd w obliczeniach (np. dawki leku lub czasu reakcji organizmu) lub w innych kalkulacjach (szantażowany nie przybył natychmiast na ratunek albo chciał przybyć, ale utknął w korku) nieomalże spowodował rzeczywisty zgon. Opisy tego rodzaju nieszczęśliwych przypadków można znaleźć w literaturze B. Hołysta, zarówno z zakończeniem optymistycznym jak i tragicznym. Oczywiście, w przypadku uratowania podtrzymywanie wersji o rzeczywistym zamiarze uwiarygodnia sankcję i wzmacnia oddziaływanie perswazyjne na ofiarę szantażu. Abstrahując od szantażystów emocjonalnych, uratowani suicydenci mogą również podawać całkiem wiarygodne wersje, jakoby zamach samobójczy był tylko wypadkiem. Kierują nimi rozmaite motywy, od ratowania własnego wizerunku po planowanie kolejnej próby samobójczej. Mamy więc do czynienia zarówno z symulacjami jak dysymulacjami zaciemniającymi obraz zjawiska.

Czytaj też: Zapowiedź samobójstwa - kiedy interweniować?

Deklarowane zamiary i próby

Podobnie jak z wyjaśnieniami uratowanych ma się rzecz z deklaracjami zamiarów samobójczych. Ludzie, którzy nie mieli kontaktu z pomocą z zewnątrz, pytani, czy mieli kiedykolwiek zamiar lub usiłowali popełnić samobójstwo - odpowiadają zgodnie z prawdą, symulują albo dysymulują. Katalog motywów, jakimi kierują się osoby stwierdzające niezgodny z rzeczywistością zamiar, jest właściwie nieskończony tak, jak nieskończona jest ludzka pomysłowość. Nie mamy pewności, nie posiadamy absolutnie dokładnie zmierzonego i zobrazowanego zjawiska, bez względu na dokładność i profesjonalizm badaczy – ze względu na samo źródło, tak wiedzy jak i błędu, na człowieka.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Jak rozpoznać dni płodne?
SKOMENTUJ (0)
KOMENTARZE (0)