Jesteśmy nabijani w butelkę

„Woda pełna zdrowia" słyszymy miły, zachęcający głos wydobywający się z głośnika telewizora. „Woda zdrowia ci doda" słyszymy przełączając na inny program, ratując się w ten sposób przed zalewającymi nas reklamami.
/ 06.11.2008 13:20
„Woda pełna zdrowia" słyszymy miły, zachęcający głos wydobywający się z głośnika telewizora. „Woda zdrowia ci doda" słyszymy przełączając na inny program, ratując się w ten sposób przed zalewającymi nas reklamami.

Będąc jednak w sklepie zastanawiamy się jednak, jaką to wodę kupić. Niejednokrotnie wybieramy tę reklamowaną, ponieważ na etykiecie można przeczytać ile to związków mineralnych w niej się znajduje. A lista takowych związków mineralnych wciąż się wydłuża ku naszemu zadowoleniu i firm, które takowe sprzedają. Cóż zrobić, przecież wiadomo jest nie od dzisiaj, że woda, która leci sobie z kranu czasami jest niesmaczna i nie da się jej wypić bez przegotowania. Dlatego też niektórzy ratują się w ten sposób, że nawet zupę gotują na wodzie butelkowanej. Chciałbym jednak ich ostrzec. Poprzez gotowanie wody butelkowej pozbywamy się czystej wody a to, dlatego że woda paruje. Wszystkie związki w niej zawarte ulegają zagęszczeniu, a są to związki, które nie są przyswajalne przez nasz organizm i zalegają w nim niepotrzebnie. Bardzo często matki małych dzieci postępują właśnie w ten sposób sądząc, że dzięki długiemu gotowaniu wody będzie ona zdroJesteśmy nabijani w butelkęwsza. Oprócz sodu, który w tak przygotowanej wodzie znajduje się w nadmiernych ilościach również większa ilość potasu, magnezu, chloru, kwasu węglowego lub jonu węglowego mogą szkodzić zarówno dzieciom jak i dorosłym. Zapomnieliśmy już, że powinniśmy pić wodę w czystej postaci.

H2O CZYLI WODÓR I TLEN I NIC WIĘCEJ.
Wszystko, co jest w niej ponadto – zanieczyszcza ją.


Dzieje się tak, dlatego że ufamy producentom wody, którzy poprzez reklamy wmawiają nam, że mineralna to woda życia. A wszystko to stało się możliwe za sprawą ustawy uchwalonej przez Sejm RP z 29 marca 2001 roku „o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia” zapis w art. 24 mówi „Przy znakowaniu środków spożywczych dopuszczalne jest podawanie na opakowaniu właściwości zapobiegających chorobom lub wspomagających leczenie chorób przez naturalne wody mineralne i naturalne wody źródlane”. Po przeczytaniu powyższej ustawy można by posądzić mnie o to, że szukam dziury w całym. Być może, lecz dziura pomiędzy wodą stołową (zwykłą) a tak zwaną mineralną powstała już dużo wcześniej. W 1990 roku obniżono tzw. normę branżową BN/9567-08, która określała poziom składników mineralnych w 1 litrze wody z 1000 do 200 mg. Dzięki temu każdy mógł rozpocząć produkcję wody mineralnej nawet domowym sposobem. Dzięki temu powstał cały rynek wód mineralnych na błędnym przekonaniu społeczeństwa (po prostu nam to wmówiono), że im więcej jest związków mineralnych w wodzie tym lepiej. Tymczasem zadaniem wody nie jest zaopatrywanie organizmu w minerały. Minerały czerpie człowiek z pożywienia. Przyjrzyjmy się pewnym porównaniom. Dzienne zapotrzebowanie organizmu na wapń wynosi 500 do 1000 mg. Dzienne zaspokojenie tego zapotrzebowania za pośrednictwem wody wynosi zaledwie 100 mg. Tymczasem w 100 gramach sera twardego jest 1200 mg wapnia. Czy powinniśmy taki ser nazwać mineralnym? Organizm wykorzystuje tylko minerały w połączeniach organicznych. Każdy, kto zna podstawy biochemii i fizjologii wie o tym. Minerały są do wykorzystania jedynie po wbudowaniu w substancje organiczne, takie jak np. roślin. Komórki muszą być zaopatrywane w minerały, których potrzebują do wykorzystywania swoich funkcji. Minerały, których komórki nie mogą wykorzystać, stanowią niepotrzebny balast. Niewiele osób zdaje sobie sprawę ze szkody, jaką wyrządzają organizmowi spożywając w nadmiarze nieorganiczne sole mineralne. Dlatego też, aby zaspokoić dzienne zapotrzebowanie naszego organizmu powinniśmy spożywać rośliny!
Rośliny stanowią niezbędne ogniwo między materią nieożywioną, a światem zewnętrznym. Rośliny pobierają minerały z gleby, przetwarzając je. Pobierają dwutlenek węgla, wodę, sole mineralne, i przy pomocy słońca i chlorofilu tworzą węglowodany. Minerały zostają wbudowane w związki organiczne i wtedy są one przyswajalne przez nasz organizm. Lecz tu znów napotykamy pewien haczyk. Obecna sztuczna wegetacja warzyw prowadzi do zmniejszenia ilości składników mineralnych w roślinie. Rośliny nie mają czasu na to, aby nabyć odpowiednie składniki mineralne, dlatego też czasami, gdy spożywamy truskawki czy pomidory na próżno doszukujemy się w nich smaku charakterystycznego dla danego gatunku. W tym momencie jasno widzimy, że tak naprawdę liczy się tylko biznes nie mający nic wspólnego z dobrem człowieka. Wszystko zależy od tego, jak zostanie przekazana nam dana wiadomość, która zostanie przetworzona (a tym samym zrozumiana) lub odrzucona jak ten artykuł. Stworzyliśmy koło zamknięte, na końcu którego znajduje się konsument ze zręcznie podaną błędną informacją, której celem jest sprzedaż produktu, a zdrowie to czynnik drugorzędny. Rynek napędzany taką właśnie reklamą ciągle się powiększa. Do 1988 roku istniało w Polsce około 50 rozlewni wód. Teraz jest ich dziesięć razy więcej i ciągle powstają nowe. Mało kto dba o jakość, a hasło „zdrowie" pozostaje jedynie na etykiecie przytwierdzonej nie do butelki, lecz do pojemników zwanych Pet-y.

Przykładowe pokrycie dziennego zapotrzebowania na minerały
  • WAPŃ - Zapotrzebowanie dzienne - 500-1000 mg
  • Dzienne spożycie poprzez wodę pitną - 100 mg
  • Inne źródła jego spożycia zawarte w 100g pożywienia
  • Ser twardy - 1200 mg
  • Orzechy - 250 mg
  • Warzywa - 150 mg
  • Jajka - 80 mg
  • Owoce - 60 mg
  • MAGNEZ - Zapotrzebowanie dzienne - 220-400 mg
  • Dzienne spożycie poprzez wodę pitną - 50 mg
  • Inne źródła spożycia magnezu zawartego w 100 g pożywienia
  • Orzechy - 250 mg
  • Ryż - 120 mg
  • Owoce suszone - 80 mg
  • Warzywa - 60 mg
  • Banany - 40 mg
Podane wartości dziennego zapotrzebowania na minerały są tylko wielkościami orientacyjnymi. Służą jako przepis na codzienną indywidualną dietę. Podane zawartości w wodzie pitnej są również wielkościami orientacyjnymi i mogą się zmieniać w zależności od źródła lub dosypanych związków szufelką.

Odkładanie się związków w organizmie człowieka

Antymon - Nerki – włosy
Arsen - Wątroba – nerki – skóra – włosy – paznokcie
Bar - Skóra – płuca – kości – zęby
Beryl - Kości – zęby – wątroba
Chrom - Nerki – rdzeń pacierzowy – kości – mięśnie
Cynk - Nerki – wątroba – gruczoł krokowy – włosy
Fluor - Kości – zęby
Miedź - Wątroba – nerki – serce – mózg – jądra
Krzem - Płuca – skóra
Ołów - Kości – aorta – nerki – wątroba – mózg
Żelazo - Czerwone ciałka krwi – wątroba – śledziona – szpik kostny

Oczywiście nie namawiam do tego, aby nie pić wody butelkowanej. Oczywiście, że nie. Przecież woda cieknąca z kranu również nie jest taka, jak być powinna. Tym bardziej, że rutynowa kontrola jakości wody wodociągowej nie daje pewności, co do jej pełnej zdatności do celów spożywczych. Chodziło mi raczej o to, aby zwrócić uwagę na świadome wprowadzanie nas (czyli konsumentów tejże wody) w błąd. Sama długa lista związków mineralnych przedstawiana na etykietach nie świadczy o jakości wody oraz jej zdrowotnych właściwościach, o których często słyszymy. Oczywiście, że jest lepsza niż ta, która płynie z kranu tym bardziej, że w niektórych większych miastach przepływa jeszcze przez rury wykonane z azbestu lub ołowiu. Nie wiedzieliście o tym? Cóż – o tym się nie mówi. Powstaje zatem pytanie czy na ziemi jest jeszcze zdrowa woda? Uważam jednak tak, jak tytuł artykułu sugeruje. Jesteśmy nabijani w butelkę.

Członek zespołu Antylicho Mirosław Mazur
źrodło: artez.pl

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

Redakcja poleca

REKLAMA