Obłęd seksualny, czyli uzależnienie od dopaminy

Apetyt na seks jest zjawiskiem jak najbardziej zdrowym i wyczekiwanym przez obie płcie. Nowoczesność jednak, podobnie jak w przypadku fast-foodów, przyzwyczaja nas do zgubnego obżarstwa.
/ 18.05.2012 06:38

Apetyt na seks jest zjawiskiem jak najbardziej zdrowym i wyczekiwanym przez obie płcie. Nowoczesność jednak, podobnie jak w przypadku fast-foodów, przyzwyczaja nas do zgubnego obżarstwa.

Gdy wpuścimy szczura płci męskiej do wygłodniałej na seks szczurzycy będą kopulować jak szaleni. Potem on zmęczony i usatysfakcjonowany zaśnie i przez 2 tygodnie będzie z wolna odbudowywać libido do stanu równowagi… o ile nie wrzuci mu się do klatki kolejnej panienki.

Ten prosty mechanizm daje się łatwo przetłumaczyć na ludzi. Otóż naszym libido i odczuwaniem przyjemności rządzą w dużej mierze poziomy hormonu szczęścia, tzw. dopaminy. Pożądamy, bo jesteśmy na głodzie, szczytujemy, bo dostajemy, czego chcieliśmy, w końcu zasypiamy spokojnie i życie jest piękne. Tak było i być powinno, jednak olbrzymia ilość niezwykle agresywnych bodźców dostępnych obecnie w postaci zretuszowanych do granic możliwości, półnagich modelek na billboardach i internetowego porno prowadzi do nadmiernej stymulacji mózgu i zamiast pożądać tyle ile potrzebujemy, pożądamy wszystko co widać.

Obłęd seksualny, czyli uzależnienie od dopaminy

Zamieniając to równanie na skoki dopaminy - karmimy swój mózg coraz to większymi zastrzykami ekstremalnych ekscytacji, po których bardzo szybko dochodzi do drastycznych spadków hormonu, a więc kryzysów, a nawet depresji. W tych momentach jesteśmy szczególnie podatni na wpływy i spragnieni nowych bodźców, więc ściągamy kolejny gorący film i koło się zamyka. Seksualne potrzeby zaczynają zamykać się pośród egzotycznych nieznajomych i perwersyjnych orgii. Niby o gustach się nie dyskutuje i wielokrotnie zapewniałam tutaj, że szczypta albo dwie pikanterii to dobry pomysł na zawsze gorącą sypialnię, ale obłęd seksualny ma tę wadę, że uniemożliwia tworzenie zdrowego związku. Ten zaś ciągle wydaje się dla społeczeństwa jako całości podstawą. Amen.

Naszych przodków chroniła przed uzależnieniem od bodźców seksualnych rzeczywistość - jedna wioska, społeczne więzy, rodzina, brak gazet, Internetu, a zwłaszcza implantów silikonowych i Photoshopa. My, dziś, musimy bronić się przed szaleństwem własnymi siłami, które częściej okazują się, wbrew nazwie, dość słabe. Pomóc im może na pewno poukładanie w głowie i świadomość priorytetów w życiu, jak również dbanie o świeżość swojego związku, tak by w domu bodźców dokuczliwie nie brakowało, a wymarzonych przez panów pończoszek nie zastępowały stare dresy.

Czy jedna bać się golizny, seksu na sprzedaż i toplessu na plaży? O ile będziemy pamiętać o powyższym i dbać, żeby w mieć w życiu kilka ważnych rzeczy, innych niż tylko zaspokojenie seksualne (dzieci, karierę, hobby podróżnicze, trzy pełne akwaria, ambicje artystyczne?), to nie widzę powodów, dla których by trzeba było sobie odmawiać wdzięków i emocji, jakich dziadkowie nie znali. W końcu, jak podkreślają uczeni, zrównoważony poziom dopaminy to także życiowe szczęście, zdrowe libido, otwartość na innych ludzi, optymizm i dobre związki. Z damskiej strony dodam jednak, że dobrze gdyby panowie rozgraniczali między gwiazdkami porno, a kobietami z krwi i kości, i umieli cieszyć się pierwszymi, nie pogrążając w kompleksach tych drugich. My w końcu też nie oczekujemy, że każdy facet ma metrowego penisa.

(źródła naukowe: „Psychology Review”)
 

Redakcja poleca

REKLAMA