Polki.pl
kom. (10)

Mój wieczór panieński

A miało być tak spokojnie - tylko 12 babek (poniekąd dość szalonych i kochanych), obiad, wino i pogaduchy do białego rana!

A tymczasem...
Jesteśmy z moim ukochanym wciąż tak zabiegani, że trochę nie zauważyliśmy upływu czasu, jaki pozostał do naszego ślubu. Dwa miesiące do wesela, a tu wszystko w powijakach, tylko mgliste wyobrażenia na temat wymarzonego przyjęcia w plenerze, żadnych konkretów. Zadzwoniliśmy spanikowani do Agencji AMP, poleconej nam przez znajomych. Nie żałujemy - przygotowania, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ruszyły pełną parą - ślub i wesele były jak z bajki.

Ech, będę to wszystko wspominać do końca życia, ale o tym kiedy indziej... Miałam przecież pisać o wieczorze panieńskim. Otóż, korzystając z okazji poprosiłam Agnieszkę ze wspomnianej Agencji o zorganizowanie także jakiejś małej nasiadówki z przyjaciółkami. Nie wiedziałam wtedy, jaką lawinę uruchamiam! Po kilku dniach mogłam już rozdawać niesamowite zaproszenia na obiad w wybranej przeze mnie restauracji, które mi dostarczyła. Prawdę mówiąc do dzisiaj nie wiem, skąd Agnieszka wzięła listę Gości na tę imprezę. A właściwie mogę się domyślać: kiedy wieczór panieński się rozpoczął, zauważyłam, że ze wszystkimi dziewczynami jest w znakomitej komitywie, która zawiązała się zapewne "za moimi plecami" i kompletnie bez mojej wiedzy.

Jak każda przyszła panna młoda, chciałam na reakcjach koleżanek przetestować ślubną fryzurę, więc na próbę umówiłam się z moim ulubionym fryzjerem na przedpołudnie w dniu imprezy. Marek mnie czesał, rozmawialiśmy, żartowaliśmy, jak gdyby nigdy nic. Miałam już wychodzić, kiedy wręczył mi jakąś kopertę. Mało trupem nie padłam - po pierwsze z zaskoczenia, po drugie z ciekawości, bo było na niej napisane "Nie otwieraj, dopóki nie otrzymasz pozwolenia". Nie mogłam przecież wytrzymać takiej niepewności, zaczęłam obdzwaniać wszystkie kumpelki, a one że nic nie wiedzą. Granda! O co chodzi?! Wpadłam do domu - trochę już wkurzona, ale mama pośpieszyła na ratunek... proponując mi drinka. O tej porze? Dziwne.

Krążąc jak sęp wokół wciąż zapieczętowanej koperty zaczęłam szykować się do wyjścia, kiedy zadzwonił telefon. Szok! Usłyszałam głos mojego ulubionego prezentera radiowego. Niemożliwe - kiedy poprosił o otwarcie koperty, zrozumiałam, że biorę udział w jakimś spisku! Kazał mi też CIERPLIWIE czekać na transport do miejsca imprezy. Nareszcie otworzyłam tę upragnioną kopertę. "Droga Marysiu! Sorry, restauracja jest dla grzecznych dziewczynek. Zamiast tego proponujemy ekscytujące wspólne zakupy." I bon zakupowy do Beate Uhse. Hurra! Zawsze oglądam ten sex-shop przez szybę, ale nigdy nie miałam odwagi tam wejść. Wreszcie będę miała okazję.

No, musze się zbierać, bo zaraz wypadałoby wychodzić. Przybiegł tata: "Patrzcie! Fredruś jedzie naszą ulicą!" Wyszliśmy przed dom zobaczyć to dziwowisko, a z nami wszyscy sąsiedzi, bo tego, jakby nie było, symbolu Wrocławia, raczej się w naszej dzielnicy nie ogląda. Co to ma znaczyć?! Fredruś oklejony banerami: "Wieczór Panieński Marysi", balony, muzyka, a w środku... moje przyjaciółki. Z owacyjnego powitania chyba cała ulica robiła zdjęcia. Ale zadyma, uwielbiam takie niespodzianki! Jadąc do centrum gadałyśmy, śpiewałyśmy na całe gardła i popijałyśmy drinki. Przechodnie nas pozdrawiali, kierowcy trąbili. Super!

Wreszcie wylądowałyśmy w sex-shopie. Tu na powitanie wystrzeliły korki od szampana, wszystko było udekorowane - draperiami, balonami - czy to możliwe, że to wszystko dla mnie? Godzina czasu minęła jak z płatka: w ogólnym zamieszaniu przymierzałam dziesiątki fatałaszków, dziewczyny co chwilę z piskiem przybiegały z różnymi nowościami. Oj, będą nas tam wspominać, bo bałagan zostawiłyśmy, jak po wojnie. Pierwszy raz robiłam takie zakupy i będę je na pewno powtarzać - efekt w sypialni był piorunujący...

Na koniec zakupów, cóż to? Kolejna koperta, tym razem od ekspedientki sklepu z najlepszymi życzeniami. A w kopercie... "Droga Marysiu. W restauracji Sankt Petersburg czeka na Ciebie przesyłka". O rany! Jaka? Co sił w nogach pognałyśmy na Igielną. W drzwiach już czekał kelner z szelmowskim uśmieszkiem. Co też oni znów wymyślili? Niewiadomo skąd wyrosła przede mną wielka tablica z wielkim napisem: "Ratunku! Wychodzę za mąż!!!". Do niej dołączona koperta: "Zbierz 20 facetów. Z nimi oraz tablicą zrobimy Ci pamiątkową fotkę". Niewiele myśląc, ruszyłam na podbój Rynku. Jakie było moje zdziwienie, kiedy z barów zaczęli wysypywać się: mężczyźni i chłopcy, grubi i chudzi, biali i skośnoocy, wysocy i niscy. Nie doceniłyście mnie moje panie! Na zdjęciu widnieje 44 facetów, trzymających na rękach mnie wraz z moją tablicą.

Odetchnęłam głęboko, acz z pewnym niedosytem, sądząc, że to już koniec atrakcji i pójdziemy coś zjeść. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pojawiła się kolejna koperta: czekał mnie Egzamin na Żonę. Ale nie myślcie sobie, że wszystkie zadania otrzymałam na srebrnej tacy, o nie! Każde kolejne było skrzętnie ukryte - do odnalezienia lub wykupienia i to u zupełnie (tak mi się wtedy wydawało) przypadkowych ludzi! Umiejętności przyszłej żony przyszło mi wykazywać na bardzo nietypowe sposoby: zszywałam rękawy dwóch policjantów, prałam gatki w fontannie na Placu Gołębim, tańczyłam z (obcym!) panem młodym, wtargnąwszy na wesele do jednej z restauracji. Zawsze ku uciesze koleżanek i setek innych ludzi, o zgrozo.

Modliłam się, żeby to nie nastąpiło, ale naraz te wariatki zauważyły, że na scenie na Placu Solnym odbywa się koncert. I... hajda Kochanieńka - biegnij przez mikrofon pozdrowić przyjaciółki. Zrobiłam to, a jakże - ambicji odmówić mi nie można. Dostałam owacje na stojąco od całej zgromadzonej publiczności i specjalne życzenia od zespołu, który zadedykował mi piosenkę. Mam nadzieję, że nie było tego w telewizji...

W końcu kolejna koperta od kolejnego ZUPEŁNIE OBCEGO gościa, a w niej zaproszenie na kolację dla nas wszystkich. Dobrze, bo już z tych emocji kiszki mi marsza grały. Agnieszka prowadziła nas uliczkami Rynku, ale kompletnie nie wiedziałyśmy, dokąd, przecież wszystkie godne uwagi restauracje już minęłyśmy. Stanęłyśmy jak wryte na tyłach kościoła Marii Magdaleny, gdzie otwarto przed nami wielkie wrota. Oświetlone chyba z tysiącem świec ukazały się naszym oczom kręte schody, prowadzące do olbrzymiej gotyckiej sali. Dziwne, mieszka człowiek we Wrocławiu od dziecka, a takich cudów nie widział... W tle sączyła się nastrojowa muzyczka, wszędzie świece, świece, świece i pięknie nakryty stół. I to wszystko tylko dla nas! A jakby było mało - dwóch przystojnych i przemiłych kelnerów, którzy uwijali się przez cały wieczór, spełniając wszystkie nasze życzenia.

Siedziałyśmy, gadałyśmy, śmiałyśmy się, z wypiekami dzieliłyśmy się wrażeniami tego wieczoru, a ja nie przeczuwałam, co się za chwilę wydarzy... W pewnym momencie muzyka stała się jakby głośniejsza i bardziej agresywna. Zauważyłam to, mimo że byłam w euforycznym nastroju. Nagle wszedł ON. Boże, jaki piękny barman! Hej, to nie barman, zdębiałam! Myśli przebiegały mi lotem błyskawicy, bo przecież nigdy nie widziałam chippendale'a w akcji. A może to będzie krępujące i niesmaczne? Cóż, poddaję się, co ma być, to będzie. A było cudownie: piękne, opalone, wysportowane ciało, ruchy niczym pantera. Przy tym żadnych sprośności, super ekskluzywny pokaz. No, może z moim niewielkim udziałem... W końcu widząc takie cuda, nie można siedzieć jak kołek. Kiedy skończył, nie mogłam uwierzyć. Czy to już koniec? Proszę nie! Oczywiście, że nie. Były jeszcze dwa wejścia, za każdym razem równie zaskakujące i ekscytujące. Do dziś z dreszczykiem je wspominam...

Szczerze mówiąc, zabawa była taka, że nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęło świtać. Na zakończenie dostałam jeszcze Certyfikat Przyszłej Żony. Kiedy przyszłam do domu, nie mogłam zasnąć, natychmiast obudziłam mamę, żeby jej to wszystko opowiedzieć.

A, zapomniałam dodać, że moim zadaniem podczas całego wieczoru było zbieranie podpisów na koszulce, specjalnie na ten cel przygotowanej: z moim wielkim zdjęciem. Będę ją pieczołowicie przechowywać jako wielką pamiątkę - oprawiona w szkło zawisła na ścianie naszego nowego mieszkania.

Wierzcie mi: w miarę upływu tego dnia miałam coraz przemożniejsze wrażenie, że cały świat wie o moim wieczorze i tym, co się za chwilę wydarzy, tylko ja nie! Dzisiaj, kiedy przypominam sobie to wszystko, powoli kojarzę fakty: dyskretne pytania, kiedy ślubna fryzura, mamę proponującą drinki o wcale "niedrinkowej" porze, rozkaz wyjścia z psem na bardzo długi spacer...

To nie był wieczór panieński, toż to cały dzień panieński! Rewelacja! Wszystkim takich życzę! Agnieszko, dziękuję!

Imię bohaterki zostało zmienione


Agnieszka Ćwikła-Suszek
Konsultant Ślubny
www.agencja-amp.pl
Oceń5.00 / 2

Podobne w temacie Ostatnia noc wolności

Skomentuj Mój wieczór panieński

Gość
Annagd
Poniedziałek | 21 Maj 12, 12:45
0    nie oceniono 0
Annagd
Re: Mój wieczór panieńskiMój wieczór panieński odbył się najpierw w domu - pięknie ozdobiłyśmy ze świadkową mieszkanie : balony, talerzyki, baner, słomki w kształcie penisków to wszystko zamówiła moja przyjaciółka na http://ladiesevent.pl/ Wspaniały sklep ja kupiłam tam balony na moje Baby shower :):)
Gość We-Dwoje.pl
Sobota | 30 Lip 11, 11:40
0    nie oceniono 0
Gość We-Dwoje.pl
Re: Mój wieczór panieńskimi też tak agencja organizowała wieczór panieński.
Gość We-Dwoje.pl
Czwartek | 26 Maj 11, 17:32
0    nie oceniono 0
Gość We-Dwoje.pl
Re: Mój wieczór panieńskiSuper wieczór, szczerze zazdroszczee. Ja niedługo też wychodzę za mąż, ale nie spodziewam się niczego szczególnego. :)
Gość We-Dwoje.pl
Piątek | 25 Gru 09, 17:30
0    nie oceniono 0
Gość We-Dwoje.pl
Re: Mój wieczór panieńskisuper artykuł i fajne pomysły mój wieczór panieński organizowała konsultantka ślubna musiałam tylko ustalić datę ustalić listę gości oraz powiadomić dziewczyny o spotkaniu z konsultantem na którym omówiliśmy jak będziemy dzielić koszty a potem konsultantka razem z moją druhnom i przyjaciółkami wszystko ustalała i organizowana.
Gość We-Dwoje.pl
Środa | 24 Cze 09, 14:09
0    nie oceniono 0
Gość We-Dwoje.pl
Re: Mój wieczór panieńskiNie wiem jak ta firma się sprawdza, ale ja już próbowałam współpracy z firma organizująca takie imprezy. Dwa tygodnie temu robiłam wieczór panieński dla przyjaciółki w Dekadzie w Warszawie i zartudniłam firmę day4you. Muszę przyznać, że jedynym moim problemem było zebranie kasy od dziewczyn - czyli to co zawsze trzeba zrobić, natomiast wszystko...więcej »
Gość We-Dwoje.pl
Czwartek | 8 Sty 09, 08:57
0    nie oceniono 0
Gość We-Dwoje.pl
Re: Mój wieczór panieńskiBrzmi strasznie! Chyba umarłabym ze wstydu i złosci i gdyby jakis prezenter przyjechał po mnie z balonami, a potem czekałaby mnie gonitwa za kopertami, i szukanie gosci do zdjecia z jakas tablica.... I do tego jakis opalony kafar wijacy sie jak pantera .Co kto lubi;)
`madzia
Piątek | 14 Lis 08, 15:39
0    nie oceniono 0
`madzia
Re: Mój wieczór panieńskiA ile taki wieczór kosztował :(
Madeline
Poniedziałek | 22 Wrz 08, 11:11
0    nie oceniono 0
Madeline
Re: Mój wieczór panieńskiNa wieczór panieński i kawalerski po prostu nie będzie czasu. W dwa tygodnie przed ślubem planujemy ostatni "narzeczeński" romantyczny weekend we dwoje. Na podróż poślubną również nie będzie czasu. Niestety
justys1358
Środa | 3 Wrz 08, 11:23
0    nie oceniono 0
justys1358
Re: Mój wieczór panieńskijak dla mnie super,ja taki z pompa tez bym chciała
Gość We-Dwoje.pl
Piątek | 22 Sie 08, 23:28
0    nie oceniono 0
Gość We-Dwoje.pl
Re: Mój wieczór panieńskiEEEEEEEEE ale bez sensu na co drugim forum jest napisane to samo.niezly chwyt marketinogowy a nie zaden prawdziwy wiedzor.fuj fuj
Napisz komentarz i dołącz do dyskusji

Podobne do Mój wieczór panieński

Katalog prezentów
Zobacz
ostatnie wydanie tygodnika

Wysłanie formularza jest jednoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu We-Dwoje Polki.pl