Janusz Rewiński: "Dzisiaj to, co robiłem ja, robią kibice"

"Kiedy moje życie zawodowe się zaczynało, władzą byli ludzie wpływowi i nieokrzesani" - mówi Janusz Rewiński, słynny Siara z jednej z najpopularniejszych polskich komedii. Znanego aktora zapytaliśmy o to, czym się obecnie zajmuje oraz czy zgoli swoją słynną brodę.
Marta Kosakowska / 30.05.2011 07:48

"Kiedy moje życie zawodowe się zaczynało, władzą byli ludzie wpływowi i nieokrzesani" - mówi Janusz Rewiński, słynny Siara z jednej z najpopularniejszych polskich komedii. Znanego aktora zapytaliśmy o to, czym się obecnie zajmuje oraz czy zgoli swoją słynną brodę.

Panie Januszu ostatnio mało Pana w mediach. Czym obecnie zajmuje się Janusz Rewiński, odtwórca słynnej roli Siary w kultowym już „Kilerze”?

Janusz Rewiński: Obecnie zajmuje się Pan Siara rolnictwem, ponieważ nie ma żadnych propozycji z mediów. Tyle jest słów o zawodzie aktora – z roli na rolę przeszedł Pan Siara.

Podobno każda komedia z Panem w obsadzie jest skazana na sukces. Kiedy ogląda Pan najnowsze produkcje komediowe, nie kusi Pana, żeby poratować niektóre z nich swoją obecnością na planie filmowym?

J.R.: W tym zawodzie nie ma takiej możliwości, że jak się chce to się wchodzi na plan do czyjegoś filmu i mówi: proszę Pana, niech Pan tu nie robi takich grubych żartów, tylko to się robi w ten sposób. No niestety, każdy próbuje we własnym zakresie i wychodzi tak jak wychodzi. Ja najwyżej wyłączam telewizor albo w ogóle nie oglądam, nawet się nie zabieram ze względu na twarze albo na reżyserię.

Na wikipedii można o panu przeczytać: „Grywał zwykle ludzi wpływowych, lecz nieokrzesanych.” Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

J.R.: Absolutnie się zgadzam, ponieważ w czasie kiedy moje zawodowe życie się zaczynało, władzą byli ludzie wpływowi i nieokrzesani, i tak trwa zresztą do dzisiaj. Dzisiaj to, co robiłem ja, robią kibice.

Które wyzwanie aktorskie, jak dotąd, uważa Pan za najciekawsze?

J.R.: Najciekawszych wyzwaniem był Nowak w „Tygrysach Europy”, ponieważ najbardziej chimerycznym reżyserem z ludzi, z którymi pracowałem jest Pan Gruda – człowiek wybitny, funkcjonujący pomiędzy komedią a poezją.

Był Pan jednym z artystów Piwnicy pod Baranami. Jak wspomina Pan te czasy?

J.R.: Nie byłem jednym z artystów „Piwnicy pod baranami”, jest to przekłamanie, które funkcjonuje. Były sporadyczne moje występy po studiach bezpośrednio albo jeszcze na studiach. Kiedy byłem na czwartym roku państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, wtedy sporadycznie występowałem, dzięki wpływowi Wiesława Dymnego, który mi udostępniał taką możliwość.

Ma Pan na swoim koncie również epizod polityczny. Był Pan posłem pierwszej kadencji sejmu z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa; być może w czasach, kiedy polityczni showmani mają dobrą passę, warto by wznowić tę inicjatywę?

J.R.:  Może, może warto, tym bardziej, że zaczyna się masowy ruch pod tytułem: kibice polscy obalają rząd i myślę, że może się tak zdarzyć, że zwrócą się do mnie, żebym został honorowym kibicem wszystkich kibiców – takim prezesem wszystkich stowarzyszeń, ale poczekam na to. Może ktoś wpadnie na taki pomysł. Tym bardziej, że jeszcze dodam, że w Poznaniu takich kibiców ubranych od stóp do głów w różnego rodzaju gadżety te piłkarskie i kibicowskie nazywa się „Januszami”. Tylko że ja nie mam ani jednego z tych atrybutów. Musiałbym sobie zrobić na drutach ten szalik.

W stenogramach z posiedzeń sejmu z tamtych czasów, można znaleźć taki cytat z Janusza Rewińskiego: „Jesteśmy zatruwani ołowiem i stopień jego stężenia w powietrzu, jak również ilość spożywanego alkoholu wysokoprocentowego powodują, że jesteśmy społeczeństwem agresywnym, nietolerancyjnym i może temperatura na tej sali również jest wypadkową tego zjawiska.” Czy dzisiaj, po prawie dwudziestu latach, też by się Pan pod nimi podpisał?

J.R.: Musiałbym się nad tym zastanowić. Pomimo tego, że jednak trochę bezołowiowej benzyny się używa i spada spożycie alkoholi wysokooktanowych, to jednak chyba jest to kwestia niedokładnych statystyk i tak zwanej szarej strefy wyrobu alkoholu poprzez pędzenie bimbru, a agresja … Polska jaka jest, każdy widzi.

I na koniec: naprawdę zgoli Pan swoją słynną brodę?

J.R.: Waham się, ale jeszcze mocno się bronię. Jednak ze względu na ogromne masy eksperymentatorów, które chcą zobaczyć tę twarz bez brody, być może nastąpi kiedyś termin egzekucji. No i może właśnie wtedy… jako „Janusz” mógłbym zostać tym prezesem wszystkich kibiców i zacząć nowy rozdział w moim życiu. Będzie nie „Siara w kuluarach” tylko na stadionach

Redakcja poleca

REKLAMA