szukaj

Michał Urbaniak: Żyłem, jak chciałem..

Krystyna Pytlakowska / Viva!

O szalonym życiu, miłości i muzyce z Michałem Urbaniakiem, legendą polskiego jazzu, rozmawia Krystyna Pytlakowska

Jest już po sześćdziesiątce i mówi: „Wszystko przede mną”. Zdobył światową sławę, nagrał ponad 60 płyt, napisał muzykę do ponad 20 filmów. Od 1973 roku mieszka w Nowym Jorku, ale coraz częściej dzieli swój czas między dwa kontynenty. Nagrywa kolejne płyty, właśnie został bohaterem książki „Ja, Urbanator. Awantury muzyka jazzowego”, która ukazała się 29 września. Gra główną rolę w filmie Piotra Trzaskalskiego pod tytułem „Mój rower”. Szykuje koncert w warszawskim Teatrze Wielkim 16 października dla BMW Jazz Club. I chce wziąć ślub z wieloletnią partnerką Dorotą Palmowską. Czwarty w życiu.

– Myślisz o sobie: jestem facetem, któremu się udało?
Michał Urbaniak: Co udało? Że żyję, jak chciałem? Wiem, że kiedy jedno się udaje, drugie często nie wychodzi. Ale ja dogoniłem swoje marzenia. Grałem z najlepszymi, nagrałem kilkadziesiąt płyt, zdobyłem pozycję jednego z liderów jazzu, podróżowałem po świecie. Marzyłem o Nowym Jorku i zamieszkałem tam na stałe. A jednocześnie zachowałem polską duszę. Nie robię jednak podsumowań. Za wcześnie. Popatrz, facet po sześćdziesiątce, z chorym kręgosłupem, nadwagą, z którą nieustanne walczę, a ciągle coś nowego przede mną: film, koncert, może płyta z Cyganami.

– Michał, co to znaczy „polska dusza”?
Michał Urbaniak: Miałem jakieś 17 lat, bawiliśmy się u mnie na prywatce, w Łodzi, ktoś zgasił światło i rozległ się głos mojego guru Andrzeja Makowieckiego, który teraz napisał o mnie zbeletryzowaną książkę. Niby żartem zawołał: „Dziewczyny, Michasiowi nie dawać dupy, bo się znowu zakocha”. Zapalił światło. Wszyscy nago w uściskach, a ja kompletnie ubrany trzymam panienkę za rękę i patrzymy sobie w oczy. Zresztą pierwszych 20 lat przeżyłem w czystości. To jest właśnie polska dusza, która odpowiada za moje błędy i sukcesy.

– Błędy?
Michał Urbaniak: Największym moim błędem była naiwność w biznesach muzycznych. Wiele razy zostałem oszukany. Wszystkiego musiałem nauczyć się na własnej skórze. Byłem naiwnie bezbronny, ale moją muzykę szanowano i szanuje się do dziś. Inne błędy, jakie popełniłem, dotyczyły moich kobiet. Dziś nie wiem, czy te rozstania były potrzebne, ale stabilizacja z kimś takim jak ja, artystą, to niełatwa sprawa. Następny błąd, że nie doceniałem swojego zdrowia, piłem strasznie dużo. Jak miałem 29 lat, dostałem zawału.

– Dwadzieścia dziewięć???! Inni w tym wieku serce wykorzystują tylko do miłosnych uniesień.
Michał Urbaniak: Z tym zawałem to było tak, że z piwnicy Wandy Warskiej, gdzie graliśmy z Ulą Dudziak, nie wróciłem już do domu, tylko od razu na pogotowie. Miałem wcześniej zalecenie od lekarza – 30 przysiadów i koniak rano, a wszystko będzie dobrze, bo to tylko nerwica serca. Na pogotowiu zrobili mi EKG i wyszedł zawał. Tydzień leżałem. Straszne przeżycie. Powiedziałem wtedy: „Koniec – już nie piję”. Ale nieraz się złamałem. Piłem 15 lat, 17 lat nie tknąłem alkoholu. Teraz testuję co lepsze (śmiech). Adrenalinę i znieczulenie daje mi muzyka.

1 2 3 4 5 5


oceń artykuł ocena głosów (10)

W numerze