szukaj

Monika Kuszyńska - Wiary nie straciłam nigdy

Krystyna Pytlakowska / Viva!

28 maja 2006 roku prowadzony przez lidera zespołu Varius Manx samochód rozbił się na drzewie. Ocalała, ale z pękniętym kręgosłupem do dziś jeździ na wózku inwalidzkim. Po raz pierwszy Monika Kuszyńska zdecydowała się opowiedzieć o swoim nowym życiu.

– Monika, boję się tej rozmowy.
Monika Kuszyńska:
Ja też. Po raz pierwszy mówię publicznie o tym, co działo się ze mną po wypadku. Ale mijają właśnie cztery lata... Pora zamknąć już ten rozdział. Przestać cierpieć i zacząć żyć.

– Kilka sekund zmieniło Twoje życie. Ułamki sekund. Pamiętasz je?
Monika Kuszyńska:
Pamiętam wszystko, niestety. Mokrą szosę – padało. Zieleń drzew na poboczu. Pisk opon. Krzyk Roberta.

– Twój krzyk?
Monika Kuszyńska:
Ja zamarłam. Głos uwiązł mi w gardle. Potem zapamiętałam już tylko dźwięki.  Nie odważyłam się otworzyć oczu.

– Miałaś jakieś przeczucie przed wypadkiem? Jakiś strach, niepokój?
Monika Kuszyńska:
Dziwne, ale poprzedniego wieczoru podczas koncertu byłam spięta jak nigdy. Powiedziałam nawet menedżerce, że czuję się tak, jakby to był bardzo ważny koncert, że mam taką tremę, jakbym śpiewała na festiwalu. „Jakby to był ostatni koncert w moim życiu”, dodałam. Potem w nocy źle spałam. Nie wierzę w przeczucia, ale widzisz... Chyba je miałam.

– Gdybyś siedziała z tyłu, nic by Ci się nie stało.
Monika Kuszyńska:
Tak, ale w ostatniej chwili zdecydowałam się usiąść koło kierowcy. Kolega powiedział: „Usiądź z przodu, będzie ci wygodniej”. Kto zadecydował za nas, że zamieniliśmy się na miejsca? Kto podjął decyzję, że jemu nic się nie stanie? Istotne jest to, że ten sam kolega – Leszek, uratował nam życie. Wyjął kluczyk ze stacyjki.

– Zapamiętałaś sam moment wypadku?
Monika Kuszyńska:
Wiesz, to niesamowite, bo byłam w szoku, a jednocześnie myślałam bardzo racjonalnie: Monika, nie ruszaj się, zaraz przyjadą, uwolnią cię. Zapamiętałam głosy, zgrzyt blachy, gdy rozcinano samochód. I dojmujący ból. A potem pamiętam zimne światło lamp na szpitalnym suficie, gdy wieziono mnie na operację. Nienawidzę szpitali.

– Pisano, że nie miałaś zapiętych pasów, bo akurat zdejmowałaś kurtkę?
Monika Kuszyńska:
Gdyby tak było, pewnie dzisiaj nie miałabyś z kim rozmawiać. Uderzyłabym głową o szybę. Ale byłam silnie umocowana, więc cała siła uderzenia skupiła się na moim tułowiu, nie powodując urazu głowy. Ciężko to wspominać.

– Kiedy dowiedziałaś się, że nie będziesz chodzić?
Monika Kuszyńska:
Nikt mi tego jednoznacznie nie powiedział. Lekarze poinformowali  tylko moich rodziców, że istnieje taka obawa. Ale oni nie zdradzili się przede mną. Bali się o mnie. Dopiero dużo później, gdy już nabrałam do wszystkiego dystansu, porozmawiała ze mną o tym moja siostra. Wtedy już sama domyślałam się, że może być różnie. Tuż po wypadku nie myślałam, czy będę chodzić, czy nie. Cieszyłam się, że żyję, chociaż wszystko docierało do mnie jak przez mgłę. Dostawałam narkotyki, bo tylko one mogły uśmierzyć ból. Po nich śmiałam się nawet, żartowałam...

– Widziałam się z Tobą pod koniec czerwca 2006 roku, w klinice w Konstancinie. Byłaś smutna i przerażona.
Monika Kuszyńska:
Byłam po ciężkiej operacji, czekała mnie kolejna. Przeszłam ich pięć. Nie wiedziałam, że można tyle wytrzymać. Do tego ból psychiczny. Zaczęła wracać świadomość. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, co naprawdę się wydarzyło.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

1 2 3 4 5 6 6


oceń artykuł ocena głosów (283)
VIVA! Najpiękniejsi

W numerze