Mistrzyni rozmów z politykami i mistrzyni unikania rozmów o sobie. Co jej się śni? Czy jest dobrą matką? I komu najczęściej patrzy w oczy? Piotr Najsztub zadaje trudne pytania.
– O której dzisiaj wstałaś?
Monika Olejnik: Jak zwykle o 5.35.
– A o której pójdziesz spać?
Monika Olejnik: Dzisiaj mogę pójść koło 23, czyli trochę wcześniej.
– Ile już lat wstajesz tak wcześnie?
Monika Olejnik: Wiele. Kiedyś wstawałam, bo dziecko było małe, a teraz wstaję, bo mam program o 8.15 w Radiu Zet, a przedtem muszę przeczytać gazety, portale. Najgorsze są poniedziałki, bo wtedy wychodzą jeszcze „Newsweek” i „Wprost”.
– „Przegląd” i „Nie”.
Monika Olejnik: Tak, chociaż „Nie” już nie jest tą gazetą, którą się kiedyś, za rządów SLD, czytało z wypiekami na twarzy, bo redaktor Urban uwielbiał obnażać Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego.
– Choćby z tego względu, że codziennie rano tak wstajesz, Twoje życie nie wydaje Ci się bez sensu?
Monika Olejnik: Mimo rygorów nie jest.
– Ale zawsze jest to samo.
Monika Olejnik: Nie, bo czasami nie ma Kaczyńskiego w Sejmie, dlatego że przeszkadza mu klimatyzacja, albo nie ma Tuska, bo poszedł sobie pograć w piłkę.
– Ale czy to jest jakaś istotna różnica? Naprawdę nie masz poczucia monotonii?
Monika Olejnik: Nie mam, bo politycy się zmieniają. Np. Donald Tusk, jak patrzę na niego przez te 20 lat... Kiedyś był człowiekiem, który opowiadał się za aborcją, potem nastąpiła w nim ewolucja łagiewnicka. Tak zresztą jak i w innych politykach.
– Skostniały im kręgosłupy moralne.
Monika Olejnik: Tak i inaczej patrzą na świat – przez pryzmat Kościoła i Boga.
– A Ty potrafisz powiedzieć, jak się zmieniłaś przez te lata?
Monika Olejnik: Jestem coraz ładniejsza, poza tym się nie zmieniłam.
– Czyli jesteś nadal próżna. Tu się nic nie zmieniło.
Monika Olejnik: Jestem próżna i mam blond włosy, których nie chcę obciąć, bo je lubię... Zmieniłam się o tyle, że zaczęłam pisać komentarze do „Gazety Wyborczej”, która nienawidzi „Dziennika” i do „Dziennika”, który nienawidzi „Wyborczej”, więc sprawia mi to przyjemność.
– Grafomańską przyjemność czy masz wrażenie, że coś istotnego tam piszesz?
Monika Olejnik: Jak wyjdzie dowcipnie, to się cieszę, dowcipne rzeczy lubię pisać. I lubię dziennikarstwo. Byłam szaloną reporterką, która jeździła po Polsce, pomagała ludziom, robiła reportaże interwencyjne i to mi sprawiało przyjemność. A teraz oglądam codziennie te gęby, które się zmieniają, uczą, inaczej czeszą i ubierają.
– Mądrzejesz od tych, z którymi całymi dniami rozmawiasz na naszych oczach i uszach, czy głupiejesz?
Monika Olejnik: Nie wiem, mam dystans do nich. I staram się każdą informację przetrawić, żeby nie być ofiarą ostatniego rozmówcy. Ale gdybym miała rozmawiać tylko z politykami, zwariowałabym, ale oprócz tego mam cudowne komentarze kolegów dziennikarzy, mogę to przeanalizować, popatrzeć na świat przez pryzmat wielu. A tak patrzę na świat oczami Piotra Semki albo oczami Piotra Pacewicza. Pacewicz mi imponuje, bo interesuje się wszystkim – biegami, seksem, polityką, potrafi napisać na każdy temat.
– A Ty nie?
Monika Olejnik: Nie wiem, czy umiem napisać taki esej o seksie, jak on. Chyba nie.
| ocena |
|
głosów (111) |
Na kilkanaście majowych dni Cannes staje się centrum wszechświata. Tu krzyżują się drogi tysięcy dziennikarzy, to w tym porcie chcą zacumować najdroższe i najbardziej luksusowe jachty.
Dredy i piegi, mężczyzna i muzyka. Karolina Kozak opowiada o miłości swego życia, producencie muzycznym Bogdanie Kondrackim. To z nim chciałaby się zestarzeć.
Przed agentem 007 najtrudniejszy pojedynek w życiu. W „Casino Royale”, najbardziej kontrowersyjnym filmie z serii, Bond musi stoczyć walkę już nie tylko z międzynarodowym terroryzmem, lecz także z własną legendą. Czy wygra?
Po pierwsze, dyskusyjna uroda. Po drugie, blondyn. Po trzecie, mało znany. Miał być najgorszym Bondem w historii, a po jednym tylko filmie okrzyknięto go najlepszym z odtwórców roli agenta 007.
Aby nosić satynę, trzeba mieć nienaganną figurę jak Gisele Bunchen. A koronki świetnie wyglądają naszyte na kombinezon Rihanny. Która z gwiazd wygląda ładniej? Głosuj!