szukaj

Michał Rusinek: Życie bez Szymborskiej? Niewyobrażalne!

Liliana Śnieg-Czaplewska / Viva!

Michał Rusinek, Pierwszy Sekretarz Pierwszej Poetki, w rozmowie o Wisławie Szymborskiej, poezji i... oswajaniu śmierci

- Prosiłam Ewę Lipską o wspomnienia z dawnych lat, a ona na to, że nie, że za dużo tych słów i że „Wisełka jej z góry grozi palcem”. Dodała: „Michał musi, ma to w kontrakcie”.
Michał Rusinek:
Gdy kiedyś, na początku pełnienia mojej sekretarskiej funkcji, zacząłem udzielać wywiadów i mówić o Niej – nie miała uwag, może raz, jakieś drobiazgi. Kiedy ukazała się moja tak zwana naukowa książka o retoryce i poproszono mnie o wywiad, zadzwoniła: „Nudne. Wolę już, jak pan mówi o mnie”. Uznałem, że mam zielone światło.

– Poznał Pan Wisławę Szymborską pół roku przed Noblem. Uznana poetka i absolwent polonistyki przed podróżą poślubną. Gdy przyszła „katastrofa sztokholmska”, został Pan jej sekretarzem. Pamięta Pan ten szczególny pierwszy dzień i pierwszą wizytę?
Michał Rusinek:
Szedłem przejęty, na miękkich nogach. Była już tam profesor Teresa Walas oraz amerykański dziennikarz i poeta, który robił wywiad z panią Wisławą. Nic dziwnego, że była lekko skołowana. Dziennikarz dość szybko sobie poszedł, ale zaczął dzwonić telefon, głośno, i nie ustawał. Pani Wisława – zakłopotana, z papierosem w dłoni – wykonywała bezradne gesty, powtarzając: „Tego się nie da wyłączyć”.

– Panu się udało. Tu nastąpiła słynna scena przecinania kabla, a po niej kojąca cisza, która – oprócz referencji – zapewniła Panu posadę „Pierwszego Sekretarza Pierwszej Poetki”.
Michał Rusinek:
Scena wielokrotnie opisywana. Ale potem zdarzyło się (tej historii nie opowiadałem), że gdy pobiegłem do sklepu, kupiłem i zainstalowałem nowy telefon z automatyczną sekretarką, to zabierając ten stary, okropny, przedpotopowy, powiedziałem: „No, to teraz będzie relikwia”. Spojrzała na mnie bacznie: mówię na serio czy z przymrużeniem oka. Zobaczyła iskierkę kpiny, co Ją chyba uspokoiło.

– Jaki to był dom, jakie mieszkanie?
Michał Rusinek:
Maleńkie, przy ulicy Chocimskiej, na czwartym piętrze bez windy. Trochę większe niż „szuflada” z lat 70., bo miało aż dwa pokoje, plus maleńką kuchnię i łazienkę. Książki w obu pokojach i stół przykryty szybą, jak i część mebli zaprojektowanych przez Stefana Pappa. Pod nią były dziwactwa, powycinane z prasy śmieszne rysunki Mleczki, potem Raczkowskiego, wycinki z programów telewizyjnych, na przykład „Stworzenie świata – reportaż”; była kserokopia średniowiecznej przepustki, za pomocą której można się było wykupić z piekła.

– „Perwersyjka niewinna”, jak nazwali przyjaciele to zamiłowanie do szmiry.
Michał Rusinek:
Wokół tego stołu odbywało się całe życie towarzyskie, praca też, więc i my także przy nim siadaliśmy. Zwracał też uwagę Jej fotel i przedziwny mebelek, który zawsze wyciągała, gdy przychodzili goście i zaczynało brakować krzeseł. Była jedyną osobą, która była w stanie na nim siedzieć i się nie wywrócić. Zawsze mnie to wzruszało. Kiedyś szarmancko zaoferowałem, że na nim usiądę, ale spadłem.

Jak wyglądałą praca Michała Rusinka u boku Szymborskiej? Czytaj dalej...

1 2 3 4 5 6 6


oceń artykuł ocena głosów (8)