szukaj

Elżbieta Penderecka: Nie żałuję ani chwili...

Liliana Śnieg-Czaplewska / Viva!

„Gdybym ja miał taką żonę...”, wzdychał, myśląc o niej, Witold Lutosławski. Ale ona od 45 lat jest żoną innego wielkiego muzyka Krzysztofa Pendereckiego. Zawsze u jego boku. Idealna menedżerka, organizatorka, towarzyszka.

Mogła wieść życie glamour, bez obowiązków, powinności i konieczności. Podróżować dla przyjemności, bywać na salonach świata, poznawać osobowości świata kultury i polityki dla samej przyjemności ich poznania. No i korzystać z życia, cokolwiek pod tym rozumieć. Ale to by było za mało. Ona chciała udowodnić coś sobie, mężowi i światu. I udało się. Jest nie tylko żoną swego męża z imponującym stażem małżeńskim. Jest kobietą instytucją. Witold Lutosławski, myśląc o niej, wzdychał: „Gdybym ja miał taką żonę…”.

Właśnie otwiera XV Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena w Warszawie, jest więc sposobność do refleksji i spojrzenia wstecz. Spotykamy się w Bonaparte Suite – prezydenckim apartamencie, bo pokój, w którym zazwyczaj się zatrzymuje, jak i część hotelu Victoria, zajęty jest przez artystów La Scali. Pani Elżbieta będzie oczywiście na koncercie, na zaproszenie ambasadora Włoch.

– 15 lat Festiwalu Ludwiga van Beethovena i 45 lat pożycia małżeńskiego z Krzysztofem Pendereckim, którego kocha Pani nie tylko jako męża, ale też podziwia jako muzyka, o czym świadczą słowa: „Nie da się ukryć, muzyka mojego męża, jak wszystkich wielkich, przejdzie do historii. Jest powszechnie szanowana w świecie”. Ale tak się złożyło, że chciała Pani być nie tylko „żoną swego męża”.
Elżbieta Penderecka: 
Wszystko w życiu musi mieć swój czas i miejsce. By uczyć innych, najpierw trzeba się samemu nauczyć. By coś osiągnąć, najpierw trzeba wiedzieć, czego się od życia chce. Najpierw zbudowałam życie rodzinne, urodziłam dwoje dzieci, prowadziłam sekretariat mężowi, podróżowałam z nim po całym świecie, za nasze prywatne fundusze wraz z nim zorganizowałam w Lusławicach trzy festiwale z rzędu, poczynając od sierpnia 1980 roku, a potem – gdy przez dziesięć lat był dyrektorem artystycznym festiwalu Pabla Casalsa w Puerto Rico – stałam u jego boku. I dopiero po tym wszystkim mogłam pomyśleć o czymś własnym, podzielić się z innymi tym, czego nauczyłam się u boku męża. I w 170. rocznicę śmierci Ludwiga van Beethovena stworzyłam Wielkanocny Festiwal jego imienia, a Jagiellonka pokazała światu bezcenne manuskrypty, bo po pierwsze bardzo chciałam udowodnić sobie, że jestem w stanie stworzyć wspaniałe wydarzenie muzyczne i konsekwentnie je kontynuować. Wielkie koncerty, znakomite orkiestry, niepowtarzalni soliści… Festiwal był i jest czymś ogromnie ważnym w moim życiu, jakby moim trzecim dzieckiem.

– Zaraz, zaraz, nie tak szybko. Taki szmat życia w jednym akapicie? Przecież wyszła Pani za Krzysztofa Pendereckiego w wieku 18 lat, a w tym wieku ma się mgliste pojęcie o przyszłości, a już na pewno żadne o zarządzaniu kulturą. A dziś piszą o Pani: „polska działaczka kultury”.
Elżbieta Penderecka:
Ale zawsze byłam osobą bardzo pracowitą, punktualną, zdeterminowaną. I fakt, na progu młodości miałam zupełnie inne plany życiowe. Nie ma sensu o nich mówić, skoro nie było im dane się ziścić.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

1 2 3 4 5 6 6


oceń artykuł ocena głosów (11)

W numerze

Viva! Kino

Film "Lucy"

Film "Lucy" na DVD z najnowszą Vivą!