szukaj

Joanna Kurowska: Czasem trzeba łez

Krystyna Pytlakowska / Viva!


– Myślałam raczej, że sukcesem jest Twoje dobre małżeństwo i jego owoc – Zosia?
Joanna Kurowska:
Oddzielałabym te dwie sprawy albo inaczej je nazwała. Sukces to coś, co sobie wypracowałam. Sama. A moje małżeństwo i Zosia to coś, co mi się pięknie przydarzyło. Prawdę mówiąc, wcale się nie namęczyłam, by to mieć. Kobieta spotyka mężczyznę, zakochują się, a potem rodzi się mały cud. Ale masz rację, mogę to rozpatrywać w kategorii sukcesu. Jesteśmy ze sobą ładnych parę lat, a nasi przyjaciele, którzy przychodzą do nas na krótką herbatkę, zostają do rana, grzejąc się w cieple naszej energii. To na pewno jest sukces. Nie będę mówiła ci o moim małżeństwie, bo to nie jest żaden towar marketingowy. Cokolwiek powiem, czuję się tak, jakbym sprzedawała ludziom część siebie. A ja nie jestem na sprzedaż. Powiem ci tylko, że mój mąż jest z gatunku tych mężczyzn, co to już takich nie ma. To Bogumił Niechcic, prawy, moralny i dobry. Koniec, kropka. Zosia natomiast to temat, na który mogłabym, jak każda zakochana matka, napisać książkę. Tylko kto by chciał ją czytać oprócz mojej rodziny i bliskich?

– Ja bym chciała. To niełatwe wychować dziecko na człowieka. Jak Ty to robisz?
Joanna Kurowska:
Jak każda matka, jestem królową niekonsekwencji. Ale wyczytałam w jakimś mądrym piśmie, że w rozpieszczaniu dziecka nie ma nic złego. Nie rozpieszczam jej dlatego, żeby zagłuszyć moje poczucie winy, że z nią mało przebywam, tylko dla samego rozpieszczania. Bo to lubię. I ona też

– Ciągle kpisz, żartujesz. Poczucie humoru pomaga w życiu?
Joanna Kurowska:
Płacz jest bliźniaczą siostrą śmiechu. Poczucie humoru nieraz ratowało mnie, pomagało pokonać stres. Właściwie nie wiedziałam, czy moje poczucie humoru jest częścią mnie, czy tylko rozładowywałam nim napięcia nie do zniesienia. Bo nikt nie pochylał się nad dzieckiem, które na banalne pytanie: „Dlaczego Tatry są piękne?”, odpowiadało: „Tatry są piękne, jak sama nazwa wskazuje”. Gdybym chodziła do warszawskiej szkoły, pewnie dostałabym medal za błyskotliwość. Ale w moim miasteczku dostałam naganę.

– Nie rozumieli Cię?
Joanna Kurowska:
Jak mogli rozumieć? Płynęłam pod prąd, ukrywając swoje myśli – oberwałabym po głowie, gdyby je znali.

– Bywa Ci źle, bo nie zagrałaś jeszcze roli na miarę swojego talentu?
Joanna Kurowska:
Tak, ale widzisz, do mnie nie dzwoni pan Wajda, z którym muszę szybko kończyć rozmowę, bo na drugiej linii mam jeszcze pana Zanussiego i obaj walczą o moje względy aktorskie. Oni po prostu do mnie nie telefonują. To nie jest sprawa mojego wyboru, ja po prostu kroję z materiału, który mi dają.

– Ale żal mi, że widzę Cię tylko w serialach komediowych. A ja chciałabym Cię zobaczyć w dużej, złożonej roli filmowej. Czuję, że masz niewykorzystany potencjał. Szkoda.
Joanna Kurowska:
Nie ty pierwsza mówisz mi, że coś powinnam, że ktoś powinien coś dla mnie, ale zobacz, jakie teraz powstają produkcje. Na przestrzeni pięciu lat widziałam może dwa, może trzy wybitne polskie filmy. Nikt nie kręci już „Panien z Wilka”, „Ziemi obiecanej” czy „Nocy i dni”. Wszystko spsiało, nie ma więc już znowu o co kruszyć kopii. A poza tym jakie to wybitne role pisze się teraz dla kobiet? Wymień choćby dwie.

1 2 3 4 5 5


oceń artykuł ocena głosów (40)

W numerze

Viva! Kino

Film "Lucy"

Film "Lucy" na DVD z najnowszą Vivą!