Nowość - Hitsalonik.pl - kupuj kolekcje filmowe.


Społeczność
Twój Profil
Blogi
Forum
Zdjęcia
Video
Pomoc
Styl życia
Polki.pl
Wizaz.pl
Uroda.pl
Viva.pl
Dziecko i wychowanie
BabyOnline.pl
CiazaPorod.pl
MamaCafe.pl
AbcKarmienia.pl
ZdrowyBobas.pl
Czasopisma
Przyjaciółka
Party
Pani domu
Uroda
Vita
Twoje Dziecko

Mamo To Ja
Twój Maluszek
Przedszkolak
Dom i Wnętrze
Serwisy specjalne
Viva Photo Awards
Kolekcje filmowe
Hitsalonik.pl
Fundacja Przyjaciółka
Viva Najpiękniejsi
Dziecko na okładkę
szukaj

Krzysztof Kwiatkowski: Walczyć zawsze warto

Krystyna Pytlakowska / Viva!

O takich historiach mówi się „filmowe”. Bohater? 38 lat. Zawsze w pełni sił. 15 lat temu słyszy: „Ma pan rozlany nowotwór. Chłoniak”. Szanse? Wychodzi ze szpitala, żeby pożegnać się z rodziną.

– Wie Pan, jak o Panu mówią Pańscy pracownicy?
Krzysztof Kwiatkowski:
Nie mam pojęcia.

– Że jest Pan nie do zdarcia.
Krzysztof Kwiatkowski:
Coś w tym jest. W dzieciństwie mówili na mnie „czołg”. Jak graliśmy w piłkę, byłem zawsze w obronie, Kiedy biegłem z piłką, trudno było mi ją odebrać. Pewnie po tacie mam taki charakter sportowca – zadziory.

– Ale ojciec Pana był zapaśnikiem.
Krzysztof Kwiatkowski:
Właśnie taki sport wymaga twardości charakteru, a to przechodzi z ojca na syna.

– Marzył, żeby Pan też uprawiał zapasy?
Krzysztof Kwiatkowski:
Chciał, ale nie wyszło. To nie było moje powołanie. Nie byłem najmocniej zbudowany. Sport nadal lubię, bardziej już jako kibic. Na mecze piłkarskie zabieram starszego syna. W sporcie, na boisku, najtrudniej rozłożyć siły, zachować je na ostatnie metry. Tak, by przyśpieszając, pokonać wszystkich, którzy cię wyprzedzali. To daje największą satysfakcję.

–  Pokonywanie tych, którzy Pana wyprzedzają?
Krzysztof Kwiatkowski:
Dobrze byłoby, ale życie to nie tylko wygrane. Do parlamentu na przykład udało mi się dostać dopiero za trzecim razem. Czasem trzeba przegrać, żeby wygrać. W wyborach na prezydenta Łodzi przegrałem z Jerzym Kropiwnickim, ale uzyskałem 45 procent głosów. To dużo. Za to w 2007 roku  zdobyłem w Łodzi 164 tysiące głosów do senatu i to był najlepszy wynik po roku 1989. Czasem trzeba poczekać. A walczyć zawsze warto.

– Bez walki trudno Panu żyć?
Krzysztof Kwiatkowski:
Mobilizuje mnie, gdy coś nie idzie prosto. Przeszkód nie przyjmuję do wiadomości po prostu. Zawsze trzeba przynajmniej spróbować. Inaczej człowiek biłby się z myślami, że miał szansę, a jej nie wykorzystał.

– Pan wykorzystał każdą szansę, prawda?
Krzysztof Kwiatkowski:
Pyta mnie pani o chorobę? Nie, nie trzeba ściszać głosu. Uważam, że trzeba o tym mówić. Żeby ludzie się nie poddawali. Zwłaszcza że onkologia z roku na rok staje się bardziej skuteczna, na coraz wyższym poziomie.

– Pan zachorował 15 lat temu.
Krzysztof Kwiatkowski:
Byłem studentem. Wyjechaliśmy z kolegami na narty. Na Jaworzynę Krynicką. Już na kilka tygodni przed tym wyjazdem zauważyłem na brzuchu dziwną wypukłość. Ale nic nikomu nie powiedziałem. Zjeżdżaliśmy, wracaliśmy na górę i znowu zjazd. Niby wszystko normalnie, ale byłem dziwnie zmęczony. Przyjaciele jeździli bez wysiłku, a ja czułem się od nich słabszy. Piękny śnieg, słońce, ferie, a ja nie byłem w stanie się nimi cieszyć. Ciągle  senny, otępiały. „Stary, co się dzieje?”, pytali. Machałem ręką, że nic takiego, pewnie trudna aklimatyzacja.

– Denerwowało Pana, że się szybciej męczy niż koledzy? Niepokoiło?
Krzysztof Kwiatkowski:
Nie, bo dopóki ból mnie nie poraża, nie przywiązuję do niego wagi. Po powrocie powiedziałem mamie: „Coś ze mną chyba nie tak”. Mama, pielęgniarka w szpitalu wojewódzkim w Zgierzu, namówiła mnie na szybką wizytę u lekarza. „Nie ma się czym martwić – uspokoił nas – to mały tłuszczak. Wytniemy i po krzyku”. Kiedy jednak mnie otworzyli, okazało się, że to nowotwór złośliwy – chłoniak. Uznali, że nie ma sensu go ruszać. Był już rozlany na inne organy. Zaszyli mnie więc, mówiąc mamie, żeby mnie zabrała do domu. W zasadzie tylko po to, bym mógł pożegnać się z rodziną. Mama przyznała mi się do tego po latach.

Porozmawiajmy o gwiazdach - forum >>

1 2 3 4 4


oceń artykuł ocena głosów (32)

Newsletter

Twój email Zamawiam