szukaj

Jadwiga Barańska i Jerzy Antczak - Ich noce i dnie

Monika Kotowska / Viva

On – reżyser niezapomnianych filmowych epopei. Ona – aktorka i jego muza. Połączyła ich miłość. Nagle u szczytu kariery rzucili wszystko i wyjechali do Ameryki.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Spotkali się w łódzkiej szkole filmowej. Ona – młoda dziewczyna, zdawała do niej egzamin. On – dziewięć lat starszy, już asystent, sprawił, że wtedy oblała. Po latach wspominał: „Wydawała mi się brzydka, chuda i niezdolna”. Nie zniechęcił jej. Rok później dostała się z wyróżnieniem. Kiedy spotkali się po raz drugi, wybuchło gorące uczucie. Niedługo wzięli ślub. Są razem od ponad 50 lat. Aktorka i reżyser, wieloletni szef Teatru Telewizji Polskiej, stworzyli razem wiele niezapomnianych ról. W pamięć widzów zapadły szczególnie filmowe kreacje Barańskiej w „Hrabinie Cosel” i obsypanych nagrodami „Nocach i dniach”.

Sama aktorka przyznawała: „Grałam dużo u innych reżyserów w teatrze i telewizji, w większości jednak były to role bez znaczenia. U Antczaka zagrałam niewiele, ale dzięki tym rolom zaistniałam w polskiej kulturze”.

Kiedy oboje byli u szczytu kariery, zmuszeni splotem okoliczności niespodziewanie wyjechali do Stanów. Dla niej oznaczało to pożegnanie z aktorstwem. Z jego filmowych propozycji też nic nie wyszło. Postanowili za oceanem układać życie od nowa. On pisał teksty do reklam, ona pracowała w firmie handlowej. „Początki były straszne. Tułaliśmy się po całej Ameryce”, wspominała Barańska. Los się odwrócił, gdy Antczak został wykładowcą prestiżowej amerykańskiej uczelni UCLA – Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Jest nim nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat.

Dziś mają dwa domy. W Kalifornii, gdzie mieszka syn Mikołaj, z zawodu komputerowiec. I drugi w Warszawie, gdzie chętnie wpadają. Tym razem przyjechali na szczególną premierę. „Nocy i dni mojego życia”, biograficznej powieści Antczaka. To materiał na niejeden trzymający w napięciu film.

– 80 lat to dużo dla mężczyzny?
Jerzy Antczak:
Wciąż jestem w biegu. Czytam kilka książek naraz. Barańska dostaje białej gorączki, a ja nie mogę nad tym zapanować.
Jadwiga Barańska: Strasznie szybko czyta.
Jerzy Antczak: Głowę mam wciąż czymś zajętą i z trudem opróżniam umysł. Spełniam się tylko w ciężkiej pracy. Kiedy kopię ziemię w naszym ogrodzie, sadzę róże, wtedy zapominam.

– Pan czasem buja w obłokach? Prawda, że wierzy w prorocze sny, wróżby?
Jerzy Antczak:
Ja, moje dziecko, nie tylko wierzę, ale mnie się wróżby i sny sprawdziły. Mówią: „Nie wierzę, w przeznaczenie. Że coś gdzieś już zostało zdecydowane”. A ja tak. I w to, że można przewidzieć przyszłość. Piszę o tym. Nie boję się. Dotykam metafizyki.
Jadwiga Barańska: Wolałabym, żebyś bardziej chodził po ziemi.
Jerzy Antczak: Opowiem pani moją historię z samochodem. Miałem wtedy 35 lat. Zrobiłem „skrócone” prawo jazdy. Wyjąłem z kieszeni stówę i w trybie przyspieszonym zdałem, tak bardzo chciałem się popisać przed żoną. W końcu wziąłem ją do samochodu. Jedziemy. Pod prąd. Wszyscy na mnie trąbią. Wyjąłem kluczyli, oddałem Jadzi. Od tego czasu za kierownicą nie usiadłem. Nie mam psychiki do prowadzenia auta, bo wciąż się zamyślam. A nie można pisać scenariusza za kierownicą.

1 2 3 4 5 5


oceń artykuł ocena głosów (100)

W numerze

Viva! Kino

Kochanie, chyba cię zabiłem