Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć - film z Tomaszem Kotem

Szpiegowski film wojenny z gwiazdorską obsadą: Tomasz Kot, Piotr Adamczyk, Marta Żmuda Trzebiatowska.
/ 14.07.2014 12:44

Koenigsberg, 1945 rok. Hans Kloss (Tomasz Kot) - agent polskiego wywiadu o kryptonimie J-23 - wpada na trop skarbu zrabowanego przez nazistów. W intrygę zaangażowany jest stary znajomy Klossa - Hermann Brunner (Piotr Adamczyk). Kloss, próbując pokrzyżować plany wroga, stara się ocalić z wojennej pożogi piękną Elzę (Marta Żmuda Trzebiatowska), dla której gotów będzie zaryzykować bezpieczeństwo swojej misji.

Twórcy „Klossa” nie ukrywają inspiracji klasyką gatunku - filmami „Tylko dla orłów” i „Komandosi z Nawarony”. „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć” to trzymający w napięciu, szpiegowski film wojenny utrzymany w klimacie legendarnego serialu, ale opowiedziany językiem współczesnego kina - ze spektakularnymi efektami specjalnymi i dynamiczną, pełną suspensu akcją. W obsadzie znaleźli się znakomici aktorzy w nowych, zaskakujących wcieleniach, a także niezapomniani serialowi antagoniści Brunner i Kloss - Emil Karewicz oraz Stanisław Mikulski, których spotkanie po latach będzie wstępem do pasjonującej podróży w przeszłość i odkrycia jednej z największych tajemnic III Rzeszy.

Hans Kloss i kobiety
Wokół Hansa Klossa, jak wokół każdego z ekranowych agentów specjalnych, nie brakuje pięknych kobiet. Niektóre z nich są agentkami konkurencyjnych służb próbującymi wykorzystać swój wdzięk do zdobycia cennych informacji, inne zwyczajnie zakochują się w przystojnym, charyzmatycznym mężczyźnie w mundurze Abwehry. Gdy tylko nadarza się okazja, Kloss flirtuje i tańczy z pięknymi kobietami. Fani „Stawki większej niż życie” wyliczyli, że w serialu znajomość z Klossem zawarło dwadzieścia osiem pań. Co najmniej w kilku przypadkach wyszła ona poza platoniczny charakter. Klossa łączyło „coś więcej” z Edytą Lausch, Martą Becher, Hanną Bösel i Martą Kovacs.
Również w „Stawce większej niż śmierć” na drodze Agenta J-23 pojawiają się dwie przedstawicielki płci pięknej. Zbuntowana, młodziutka córka nazistowskiego urzędnika Elsa Krauze, która bezgranicznie zakochuje się w Hansie oraz oszałamiająca blondynka Indgrid Heizer, do której z kolei to on poczuje odwzajemnioną słabość.

- Im jestem starszy, tym bardziej mi się wydaje, że wszystkie opowieści, które przechodzą do kanonu kultury światowej, mówią o miłości. Nie mogło jej  zabraknąć również w „Hansie Klossie”. Mamy tu wątek trójkąta miłosnego, w którym Tomasz Kot jest uwikłany w związek uczuciowy z Martą Żmudą-Trzebiatowską i Anną Szarek. Obie panie będą robiły wszystko, by zdobyć jego względy. Kobiety nie są tu dodatkiem do męskiego świata, tylko postaciami z krwi i kości, które rzeczywiście wpływają na akcję filmu – mówi reżyser Patryk Vega. Nie zdradza jednak, jak skończą się miłosne perypetie agenta J-23. Jedno jest jednak pewne. Będzie gorąco!

Kim jest Hans Kloss
Porucznik Hans Kloss (Tomasz Kot, Stanisław Mikulski): agent J23, jak pisze Konrad Zarębski w biografii postaci w „Wysokich obrotach”: „szpieg, patriota, superman, „pierwszy bohater pozytywny, któremu udało się przeżyć wojnę”, nasz człowiek w Abwehrze, polski amant bohaterski, polski James Bond”. Naprawdę Stanisław Kolicki, syn Jana, urodzony 17 grudnia 1920 roku w Kościerzynie, agent wywiadu polskiego, który służył w Rosji, Francji, Grecji i w Polsce do kwietnia 1945 roku. Rozpoczął od stopnia porucznika, aby dosłużyć się w Abwehrze rangi kapitana oraz odznaczenia krzyżem żelaznym. W twierdzy Koenigsberg (obecnie Kaliningrad) był adiutantem gauleitera Prus Wschodnich Ericha Kocha, który mawiał o nim: „jedyny oficer spoza SS, który ma trochę oleju w głowie”. W 1945 roku zaskakujące spotkanie ze starym znajomym - dociekliwym Sturmbannfuhrerem Hermannem Brunnerem (Piotr Adamczyk) narazi Klossa na zdemaskowanie.

Hans Kloss to agent idealny, nieczuły nawet na działanie serum prawdy, a także, jak podkreśla Konrad Zarębski, „męski i uwodzicielski - ceni dobry tytoń i markowe alkohole, choć nie pogardzi bimbrem i machorką, zawsze w jego otoczeniu są piękne kobiety. Nie stroni od uciech cielesnych, czasem nawet zdarza mu się lekceważyć zasady konspiracji”. Wydobywając od ponętnej Ingrid sekrety dowództwa SS, woli ją uraczyć gruzińskim niż francuskim koniakiem. Kloss to też zabójczo skuteczny mistrz walki wręcz, wprawnie władający bronią każdego rodzaju, od młotka po czterolufowe działko przeciwlotnicze.

Przeczytaj wywiad z reżyserem Patrykiem Vegą


W filmie występują:
Tomasz Kot jako Hans Kloss
Piotr Adamczyk jako Hermann Brunner
Stanisław Mikulski jako Hans Kloss
Emil Karewicz jako Hermann Brunner
Marta Żmuda Trzebiatowska jako Elsa Krauze
Anna Szarek jako Ingrid Heizer
Daniel Olbrychski jako Gunter Werner
Wojciech Mecwaldowski jako Ringle
Adam Woronowicz jako Lau
Jerzy Bończak jakoKoch
Piotr Glowacki jako Czubak
Janusz Chabior jako Socha
Piotr Garlicki jako Scharfuhrer


"Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", Reżyseria: Patryk Vega, Czas trwania: 107 min., Dystrybucja: Kino Świat, Premiera: 16 marca 2012

Nie bałeś się sięgnąć po Klossa? W końcu to ikona i Twój sposób jej przestawienia nie każdemu może przypaść do gustu.
Patryk Vega:
Dziwi mnie, że tyle wahano się z ponownym powołaniem do życia Hansa Klossa. Nie ma w Polsce zbyt wielu bohaterów zbiorowej wyobraźni, którzy tak fantastycznie wpisaliby się w kulturę masową i przenosili się na kolejne pokolenia. Kloss jest przykładem najbardziej fantastycznego bohatera czy nawet superbohatera w polskiej kulturze. Myślę, że marzeniem każdego dorosłego faceta jest zrobić film, w którym można się postrzelać, poganiać i, tak naprawdę, wrócić do dzieciństwa. „Stawka większa niż życie” jest serialem, który bardzo silnie funkcjonował kiedy byłem dzieckiem. Pamiętam, jak wszyscy biegliśmy do domu, żeby zobaczyć kolejny odcinek. Na podwórku każdy chciał być Klossem albo Brunnerem. Mierząc się z tą legendą, miałem nie tyle strach, ile ogromną frajdę i marzenie, by zrobić taką kontynuację „Stawki...”, jaką sam chciałbym zobaczyć w kinie.


Co stanowiło największe wyzwanie podczas realizacji?
Patryk Vega:
Byłem autentycznie przerażony kręcąc sceny batalistyczne. Problem polegał na tym, że scena bitwy, która trwa kilkanaście minut w filmie, była kręcona w siedmiu miejscach Polski. Ponieważ nie byliśmy w stanie stworzyć jednego obiektu, tworząc nasz filmowy port doprowadziliśmy do sytuacji, w której aktor skrada się w Kazuniu, wychodzi przez mury na warszawskiej Woli, potem wchodzi do magazynu na Wyspie Szwedzkiej. Następnie wygląda przez okno i znów widzi Wolę, a potem wychodzi na Helu, gdzie jest bitwa przy okręcie. Wiele lokacji w sytuacji niestabilnej pogody, do tego blisko tysiąc statystów-rekonstruktorów, w połączeniu z zaawansowaną pirotechniką, przekładało się na naprawdę ciężki okres zdjęciowy. Mieliśmy jeden dzień na planie, gdy zdjęcia w plenerze trwały 22 godziny. Odetchnąłem, gdy udało się nam je nakręcić, choć myślę, że schudłem przy tym z pięć kilo. Największym wyzwaniem były oczywiście sceny zbiorowe. Bo jest taki próg, powyżej którego przestaje się panować nad ludźmi. Da się pracować z pięćdziesiątką, z setką, ale w momencie, gdy tych osób jest pięćset, pojawia się zbiorowa świadomość tłumu. Praca z nimi w nocnych warunkach, z płaczącymi na planie dziećmi, to wielkie wyzwanie. Wszystkie filmy i seriale, które zrobiłem wcześniej, stanowiły swego rodzaju poligon ćwiczebny. Musiał mi parę razy ten granat nie wybuchnąć, bym wiedział, jak zrealizować efekty, które będą dobrze wyglądać na ekranie. I jestem bardzo zadowolony, że udało się zrobić równy film, którego nie powstydziliby się Amerykanie.

Skąd takie, a nie inne decyzje obsadowe?
Patryk Vega:
W polskim kinie pokutuje niestety często obsadzenie po tzw. warunkach fizycznych. Idąc tym tropem powinniśmy obsadzić Tomasza Kota w roli Brunnera, bo ma talent komediowy. A Adamczyk powinien być Klossem, bo jest blondynem. Zdecydowaliśmy się zrobić coś zupełnie innego i dało to niesamowity efekt. Bowiem ci aktorzy stworzyli kreacje, w jakich nigdy wcześniej nie byli pokazani. Było dla nas oczywiste, że serial realizowano w czasie, gdy język filmu był zupełnie inny, inny sposób opowiadania, inny sposób pokazywania emocji. Byłem przekonany, że trzeba iść w stronę bardziej ludzkiej, emocjonalnej strony prezentowania młodego Klossa, ale musiałem przekonać do tej nowoczesnej konwencji także aktorów z pierwowzoru. I bardzo się cieszę, że dali się do tego nakłonić. Ostatnio w polskim filmie nie udały się próby wskrzeszenia dawnych bohaterów. Czuło się różnicę w sposobie ich gry i gry młodych aktorów. Widzom wydawało się, że to są dwa światy, że to się słabo szyje. Tutaj, na skutek tego, że Mikulski i Karewicz dali się nakłonić do tej nowoczesnej konwencji, mamy efekt, jakbyśmy oglądali Redforda czy Eastwooda, którzy mimo wieku wciąż mają charyzmę i promienieją na ekranie. To największy atut tego filmu. Myślę, że widzowie będą mieli ogromną frajdę.

Redakcja poleca

REKLAMA