Jak zachować się w USA

Stany Zjednoczone Ameryki. Nowa Ziemia Obiecana. Ojczyzna country, Waszyngtona, Myszki Miki i wszelkiej maści fast foodów. Co warto wiedzieć, wybierając się do USA? Czego nie robić lub nie mówić, a co jest wskazane?

Jak zachować się w USA

Kazik śpiewał o chicagowskim Greenpoincie „turyści tu spędzają przeciętnie osiem lat” i jest w tym sporo prawdy. Dlatego jeszcze przed wyjazdem musimy przejść rozmowę, która zdecyduje o przyznaniu nam wizy. Nawet z pozoru błahe sprawy mogą uniemożliwić nam jej otrzymanie, także tej turystycznej. Amerykanie pilnują granic ze względu na dużą ilość nielegalnych imigrantów oraz – ostatnimi laty – z powodu terroryzmu.

Uważajmy więc, co mówimy, bo może się okazać, że nie będziemy mieli okazji skorzystać z rad umieszczonych niżej. Jeśli jednak wizę już otrzymaliśmy, nie pozostaje nic innego, jak z uśmiechem na twarzy poznawać amerykańską kulturę.

Bartłomiej Topa o Szwecji, emigracji i problemach życia pod "obcym niebem"

(K)raj swobody i nieskrępowania

Trudno w Stanach popełnić gafę poprzez nieodpowiedni ubiór. Ludzie ubierają się tu bardzo swobodnie i pod tym względem panuje tu dowolność. Ważne jest, byśmy, przebywając w miejscu publicznym, zawsze mieli na sobie koszulkę i buty. W przeciwnym razie zostaniemy wyproszeni z miejsca, w którym się znajdujemy. To jak wyglądamy, jaką mamy fryzurę itp. nie ma poza tym znaczenia, przecież to „wolny kraj”.

Podobnie jest w kontaktach z ludźmi. Nie powinno nas dziwić, kiedy rozmowę z nami rozpocznie zupełnie obcy nam człowiek, który prezentując nam poprzez uśmiech wszystkie swoje zęby, zacznie nam opowiadać, jaki piękny jest jego kraj lub jak świetnie mu się żyje. Może także zaoferować nam swoją pomoc, jeśli rozpozna w nas cudzoziemców, często zupełnie bezinteresownie.

Jest jednakowoż kilka tematów, o których przeważnie się nie rozmawia. Przede wszystkim nie wolno pod żadnym pozorem żartować z terroryzmu. To dla każdego Amerykanina drażliwy temat. Poza tym nie pyta się ludzi o zarobki i –co zadziwiające – nie rozmawia się o poglądach politycznych. Amerykanin, którego znacie niezbyt długo, nigdy nie powie Wam, że nie cierpi Gore’a albo demokratów/republikanów. Typowymi tematami rozmów są pogoda i sport (zwłaszcza football/baseball/koszykówka).

Nie trzeba chyba dodawać, że wybierając się do Stanów warto znać język angielski. Na południu kraju (Floryda, Kalifornia) przydać się może także hiszpański.

„Yes, officer”

Nie warto zadzierać z władzą, zwłaszcza jeśli chodzi o policjantów. Są oni zresztą bardzo pomocni. W kłopocie pomogą zmienić koło, czy dotankują samochód, zaś jeśli znajdą nas w stanie „po spożyciu”, to – o ile nie jesteśmy agresywni – odwiozą nas do domu.

Natomiast ważne jest zachowanie w trakcie rutynowej kontroli np. na autostradzie. W takiej sytuacji powinniśmy stosować się dokładnie do instrukcji funkcjonariuszy. Niespodziewane sięgnięcie do kieszeni czy schowka w aucie, nawet jeśli szukamy tam portfela, może doprowadzić do tego, że policjant wyceluje w nas swoją broń lub spróbuje obezwładnić. Policja ma w Stanach bardzo szerokie uprawnienia.

Uważajmy też na drogach. Co prawda Amerykanie są w większości uprzejmi za kierownicą, jednak należy pamiętać, że w USA nie ma dróg podporządkowanych. Pierwszeństwo ma ten, kto pierwszy podjechał pod znak „stop”. Wyjątkiem są oczywiście skrzyżowania z sygnalizacją świetlną.

Obserwujmy

Najlepszym sposobem na uniknięcie gaf w spotkaniu z amerykańską kulturą i obyczajami jest po prostu obserwowanie żyjących tam ludzi. Tolerancja dla dziwnych czy niespotykanych zachowań jest tam duża, lecz jest też kilka rzeczy, które zwyczajnie nie uchodzą. Dlatego na początku najważniejsze będzie przyglądanie się tubylcom.

Jeśli obserwacje będą wystarczająco wnikliwe, po jakimś czasie my także będziemy wiedzieli jak się zachować. Pamiętajmy o optymizmie, zachowujmy pogodę ducha. Na pytanie, jak sie czujemy, automatycznie odpowiadajmy „Fine!”, nawet jeśli zachorował nam pies, złamaliśmy nogę i toniemy w długach. Wtedy mieszkańcy Chicago, Nowego Jorku czy Los Angeles z pewnością przyjmą nas jak swoich.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)