Zazdrosny o... dziecko

Boczny tor. Na niego czuje się odsuniętych wielu z nas tuż po narodzinach dziecka. Zazdrość, złość, poczucie zagubienia...

Zazdrosny o... dziecko
Ale nie ma się czego wstydzić. Do sprawy trzeba podejść po męsku: zdiagnozować problem i go zlikwidować.

Przyznaj, o swoją partnerkę nieraz bywałeś zazdrosny. Na przykład kiedy jeszcze była Twoją dziewczyną i szaleńczo ją kochałeś, a na dyskotece ktoś próbował Ci ją odebrać. Albo wtedy, gdy zaczęła zostawać w biurze do późna, a Ty piekliłeś się, że praca jest dla niej ważniejsza od Ciebie. Albo kiedy zorientowałeś się, że tak wiele problemów ukrywa przed Tobą, nie ma natomiast żadnych skrupułów, żeby dzielić się nimi ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami. Zazdrość znasz dobrze. Jednak kiedy dowiedziałeś się, że zostaniecie rodzicami, nawet nie pomyślałeś, że będziesz miał z tym uczuciem ponownie do czynienia. I że tym razem będziesz zazdrosny o własne dziecko, a może raczej o to, że Twoja ukochana zepchnie Cię na dalszy plan (to znaczy Ty tak czujesz, bo prawda jest bardziej skomplikowana).

Brak kontroli
Jeśli uważasz, że wszystko, co zostało dotąd napisane, w ogóle Cię nie dotyczy, nie czytaj dalej. Należysz do grona szczęściarzy, którzy nie są zazdrośni o względy żony. Zdają sobie bowiem sprawę, że narodziny dziecka wymuszają zmianę relacji w związku, są cierpliwi i bez żalu "dają sobie na wstrzymanie". Aż wszystko wróci do normy.
Jeśli jednak poczułeś, że zazdrość nie jest Ci obca, to dowiedz się, że problemy z nią ma większość ojców, zwłaszcza tuż po narodzeniu malucha. Brzmi to paradoksalnie, bo przecież dziecko jest skarbem, na który oboje czekaliście. Skąd więc problem?
Przede wszystkim stąd, że mężczyzna tak wszystko przez lata ustawia i tak wszystkim dyryguje, by rodzinie (jeszcze bezdzietnej) wiodło się jak najlepiej. I nagle ten porządek zostaje zaburzony. Facet widzi to tak: było dobrze, ale urodziło się dziecko, które – choć cudowne – sprawia, że żona nie dosypia, pojawiają się konflikty, kłopoty... Z dnia na dzień skomplikowana układanka rodzinna się rozpada. Mężczyzna, obserwując skutki i nie zastanawiając się nad przyczynami, zaczyna się złościć.

Te hormony!
Instynkt macierzyński i tacierzyński to dwie różne sprawy. Kobieta jest zaprogramowana na odchowanie potomka nawet własnym kosztem. Dlatego niedosypianie męczy ją, ale nie zabija. Kiedy karmi, najwartościowsze witaminy i składniki mineralne przekazuje dziecku, choć cierpią na tym jej włosy, zęby i paznokcie. Matka po urodzeniu maluszka jest fizycznie i psychicznie nastawiona wyłącznie na niego.
Tymczasem instynkt tacierzyński nie pojawia się od razu. Rzadko który ojciec nieprzytomnym wzrokiem wpatruje się w dwutygodniowego synka, który tylko je, śpi, krzyczy i siusia. Już raczej czeka, aż maluch dorośnie, bo wtedy będzie można z nim porozmawiać, pojeździć na rowerze i pograć w piłkę. W związku z tym, a także z przypisywaniem mamie dziecka własnych odczuć, nie rozumiemy, dlaczego ona tak dużo czasu poświęca maleństwu, a nam prawie wcale! Dlaczego nie potrafi i nie chce o niczym innym rozmawiać (tylko o dziecku)? Dlaczego całkowicie nas zaniedbuje, choć nigdy wcześniej tego nie robiła? Kto jest winien? Jak to kto? Znowu dziecko!
Jak powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim?


A w łóżku źle...
Seks. Już i tak były z nim kłopoty podczas ciąży (zwłaszcza jeśli była to ciąża wysokiego ryzyka). Wstrzemięźliwość to stan trwający tygodniami, nierzadko miesiącami. Wielu z nas obiecuje sobie, że po porodzie te "przejściowe trudności" miną, a tymczasem w wielu wypadkach to dopiero ich początek. Niewielu z nas rozumie, że matki nie mają ochoty na seks, bo są przemęczone – jedyną rozkoszą, o jakiej marzą, jest sen. Na dodatek kobiece hormony buzują. Lekarze mówią, że ich "gospodarka jest zaburzona". Zanim wszystko wróci do normy i pożądanie znów stanie się pożądaniem, mogą minąć tygodnie.

Winna fizjologia
Po porodzie kobiety często nie czują się atrakcyjne. Mleko kapie z piersi, ciało przez jakiś czas jest obolałe i zdeformowane, a zmęczenie odbija się na twarzy... Taka niepewna siebie mama woli się odsunąć od swojego kochającego mężczyzny. A przecież prawda jest taka, że 99% świeżo upieczonych tatusiów kocha te zmiany, akceptuje je i nie ma z nimi absolutnie żadnego problemu. Cóż... Mimo naszego dobrego nastawienia problem nie zniknie, on przez cały czas istnieje – w relacjach między partnerami pojawiają się pretensje, które wynikają z niezrozumienia specyfiki pierwszych tygodni po porodzie.

Co z tym zrobić?
Oczywiście można się złościć i pozwalać, żeby z drobnych konfliktów rodziły się wielkie. Masz to zagwarantowane, jeśli przestaniesz rozmawiać, zamkniesz się w sobie, będziesz udawać, że przecież nic się nie dzieje, i nie dasz dojść do głosu własnym wątpliwościom: "Ja zazdrosny o własne wyczekane dziecko? Niemożliwe!". A jednak...
Aby do tego nie dopuścić i łagodzić konflikty, trzeba rozmawiać. A zanim to nastąpi, dać coś z siebie (tak, tak, nic za darmo)! Należy więc dbać o żonę po to, by poczuła, że mimo zmiany wciąż jest ważna, najważniejsza. Patrzeć na nią i widzieć nie tylko matkę, ale przede wszystkim kochankę. Przejąć od niej część obowiązków (przygotowywanie posiłków, zmywanie, zakupy, kąpiel maluszka, przewijanie, noszenie, gdy płacze), by poczuła, że partnerski związek, jaki was łączył, taki pozostaje, choć tak wiele się zmieniło. Wreszcie zapewniać, przekonywać i nie ustawać w twierdzeniu, że wciąż jest piękna, że wciąż ją kochamy i pociąga nas nie mniej niż wcześniej. A wszystko po to, by złagodzić skutki hormonalnej huśtawki, przemęczenia, zniechęcenia i niepewności. Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Oczywiście nie oznacza to, że nie wolno nam powiedzieć STOP. Na przykład wtedy, kiedy po trzech miesiącach żona nie wyobraża sobie, że może spać ze swoim mężczyzną, a nie z dzieckiem, i daje do zrozumienia, że prędko się to nie zmieni.

Rozmawiaj z nią

Naprawdę bardzo dużo zależy od nas, mężczyzn. Bo przecież nie musimy reagować milczeniem i złością w odwecie za złe samopoczucie partnerki. Raczej postawmy na cierpliwość i otwórzmy się, wsłuchajmy w jej problemy. A wtedy nasz problem, czyli zazdrość i poczucie zepchnięcia na boczny tor, minie. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Rozmawiać, póki jeszcze można. I koniecznie pomagać przy dziecku, aby jego mama nie czuła się jak domowa robotnica.
Ciągle ono, a kiedy ja? Zamiast cierpieć i złościć się na mamę smyka, bo nie poświęca Ci czasu, włącz się w życie rodzinne.

Marcin Kowalski/Mamo to Ja
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)