(Nie)świadome samotne macierzyństwo

Matka sześcioletniego chłopca wychowuje go sama, bo w trzecim miesiącu ciąży uznała, że nie może dłużej żyć z jego przyszłym ojcem.

 
Od początku nie była przekonana do tego związku, ale liczyła na to, że może wszystko się ułoży. Dziewczyna z popegeerowskiej wsi jest w kolejnej ciąży. Nie wie na pewno, kto jest ojcem dziecka, ale wierzy, że dzieciaki jakoś się wychowają przy jej rodzicach i licznym rodzeństwie. Trzydziestosiedmioletnia kobieta sukcesu po kilku nieudanych związkach decyduje się na ciążę z przypadkowym partnerem i urodzenie dziecka „tylko dla siebie".

Niegdysiejsze stwierdzenie polityka, że samotne macierzyństwo to patologia wywołało burzliwą dyskusję, w której powoływano się na opinię psychologów. W tej akurat sprawie zdecydowana większość psychologów ma podobne zdanie, co więcej, ich opinia zgadza się ze zdrowym rozsądkiem i społecznymi odczuciami.
Przypomnijmy rzeczy oczywiste. Dziecko pojawia się w rezultacie bliskiego, intymnego związku kobiety i mężczyzny. Gdy jest małe, opiekuje się nim jedno z rodziców (częściej matka), a drugie (częściej ojciec) pomaga w tym i troszczy się o oboje – na przykład zapewniając środki utrzymania. Aby te funkcje były dobrze pełnione, potrzeba zaangażowania obojga rodziców – w stosunku do dziecka i do siebie nawzajem. Optymalne środowisko rozwojowe dla dziecka to dwoje heteroseksualnych rodziców w stabilnym, emocjonalnie pozytywnym związku.
Samotne macierzyństwo jest zatem odstępstwem od tego wzorca. Oczywiście odstępstwem jest również związek pełen nienawiści małżonków syczących na siebie przez zęby nad głowami dzieci; odstępstwem jest rodzina, w której normą jest katowanie dziecka. Wychowanie tylko przez matkę nie jest ani jedynym, ani największym utrudnieniem rozwojowym, jakie może przytrafić się dziecku.

Są tu dwa skrajne stanowiska: tradycyjne i awangardowe. Tradycjonaliści głoszą, że największą wartością jest rodzina pełna. Rodzicom należy się szacunek, niezależnie od tego, jacy są, a kobieta ma zrobić wszystko, by utrzymać męża przy sobie, bo bez ojca dziecko się nie wychowa. Zgodnie z tym stanowiskiem, państwo nie powinno wspierać akcji zwalczających przemoc w rodzinie ani pomagać samotnym matkom, bo prowadzi to do destabilizacji instytucji małżeństwa. Wedle poglądu awangardowego samotne macierzyństwo to pomysł tak samo dobry jak inne rozwiązania. To suwerenna decyzja kobiety. Państwo powinno wspierać samotne matki, a gdyby system opieki społecznej byłby dobrze zorganizowany, rodzina złożona z matki i dziecka (dzieci) byłaby nie gorszym środowiskiem rozwojowym niż rodzina pełna.
Jak powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim?

Stanowisko tradycyjne wraz ze zmianą pokoleniową systematycznie traci zwolenników i odchodzi w przeszłość. Więcej uwagi warto zatem poświęcić awangardzie. Niepokoi mnie banalizacja samotnego macierzyństwa w środkach masowego przekazu, gdyż może ona być odczytywane jako przyzwolenie na coś, co zawsze jest osobistym dramatem, wyrazem trudności lub obciążeniem wymagającym niezwykłej świadomości i uwagi.
Jest różnica między matką osamotnioną z wyroku losu (śmierć męża, rozstanie z poważnych powodów po latach dość udanego związku) a matką, której sytuacja jest skutkiem pozornie świadomej decyzji („urodzę sobie dziecko") lub błędu (ciąża z nieodpowiednim do roli ojca partnerem). Ta pierwsza potrafiła wybrać odpowiedniego partnera, zbudować i utrzymać z nim, choćby przez pewien czas, dość dobry związek. Dzieci mogą zachować pozytywny obraz ojca – mężczyzny, mimo jego fizycznej nieobecności.
Dziecko kobiety, która nie zbudowała dobrej i w miarę trwałej więzi z mężczyzną, jest w trudnej z punktu widzenia psychologii sytuacji. Takie samotne macierzyństwo nie jest świadomym wyborem, ale wyrazem niemożności albo niedojrzałości. Można się zastanawiać, czy osoba, która boi się, nie może albo nie potrafi wytrwać w bliskim związku, będzie dobrą współtwórczynią więzi ze swoim dzieckiem. Kobieta nie musi żyć z mężczyzną – mężem czy konkubentem. Jeśli jednak jej psychiczna konstrukcja uniemożliwia taki związek, najprawdopodobniej zaburzy ona również jej matczyne zachowanie wobec dziecka, które jest w końcu owocem związku mężczyzny i kobiety, a nie klonowania.
Gdy kobieta jest wroga mężczyznom i nie potrafi (często woli myśleć, że „nie chce") z żadnym być, jej dziecko będzie się musiało zmierzyć z wyjątkowym wyzwaniem. Jeśli jest chłopcem – musi stać się dla swojej mamy dziwnym, „niemęskim” rodzajem mężczyzny, bo zwykłych mężczyzn mama nie lubi. Jeśli jest dziewczynką – na złość mamie ukrywa lub przesadnie wyolbrzymia swoje naturalne zainteresowanie chłopcami. W obu przypadkach musi poradzić sobie emocjonalnie z faktem, że począł je mężczyzna.
Dziecko samotnej matki z jednej strony bywa przez nią traktowane nadopiekuńczo („przecież to wszystko, co mam"), z drugiej zaś jak dorosły partner. Może stać się stałym towarzyszem matczynych kontaktów kulturalnych i towarzyskich, powiernikiem nieodpowiednich dla siebie sekretów. Mama może chcieć chodzić z dorastającą córką na jej imprezy („bo jesteśmy ze sobą tak blisko"). Tym samym naruszona zostaje niezbędna w rozwoju dziecka granica międzypokoleniowa.
W innej sytuacji jest dziecko matki, która popełniła błąd życiowy i zdecydowała się na dziecko z mężczyzną nieodpowiednim na ojca. Często słyszy się, że nie ma co mówić, bo był to jedynie niefortunny przypadek – ale przecież uprawianie seksu bez odpowiedniego zabezpieczenia to także decyzja, choćby przelotna i nieprzemyślana. W rezultacie takiej błędnej decyzji kobieta zostaje samotną matką. Co ma robić, aby macierzyństwo nie stało się katastrofą dla niej i jej dziecka?

Dobra samotna matka dostrzega swoją odpowiedzialność za to, co jej się przydarzyło, nie obwinia wyłącznie ojca dziecka lub całego świata. Nie żywi niechęci i uprzedzenia do innych ludzi, w tym do mężczyzn; dba o to, żeby jej dziecko miało jak najlepszy(zważywszy okoliczności) obraz ojca i kontakt z nim. Ma bliskich ludzi i dopuszcza możliwość kolejnego związku, ale nie zadaje się z mężczyznami niszczącymi. Nie traktuje dziecka ani jako swojej własności, ani jako dorosłego partnera, nie zamyka się z nim w symbiotycznej klatce.
Brzmi to tak, jakby cały ciężar trudnej sytuacji spadał na matkę. Co z nieodpowiedzialnymi ojcami? - mógłby ktoś zapytać. Biologia powoduje, że to kobiecie, a nie mężczyźnie, przysługuje ryzykowna decyzja urodzenia dziecka „tylko dla siebie"; to kobieta jest w ciąży, to ona na ogół zajmie się przypadkowo poczętym dzieckiem. Dlatego więcej sensu ma namawianie kobiet (matek i kandydatek na matki) do odpowiedzialności za swoje życie niż perswadowanie mężczyznom, że powinni poważnie podchodzić do ojcostwa. Warto zwracać się przede wszystkim do kobiet, bo ich stan świadomości w tej sprawie jest znacznie ważniejszy.

 
Powyższy tekst stanowi fragment najnowszej książki autorstwa znanej psycholog i psychoterapeutki Zofii Milskiej-Wrzosińskiej "Para z dzieckiem", wydanej przez wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.


Tytuł i podkreślenia w tekście pochodzą od redakcji.



Zofia Milska-Wrzosińska "Para z dzieckiem", wyd. Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)