Jak mamy odzwyczajają dzieci od nocnego karmienia?

Co zrobić, jeśli dziecko nie chce zrezygnować z maminej piersi? Jak reagować na płacz? Pytamy tych, którym się udało.

Jak mamy odzwyczajają dzieci od nocnego karmienia? fot. Fotolia

Po jakim czasie powinnaś odzwyczaić dziecko od karmienia piersią?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca wyłączne karmienie piersią, dopóki niemowlę nie skończy pół roku. WHO zaleca też, aby mama karmiła piersią do końca 2. roku życia dziecka.

Jak odstawić dziecko od piersi bez problemów?

Odstawianie od piersi powinno trwać przynajmniej kilka dni, aby maluch zdążył się przyzwyczaić, a twój organizm przestawić na tryb bezmleczny. Aby zahamowanie laktacji obyło się bez przykrych niespodzianek, przestrzegaj kilku zasad.
  1. Odciągaj Jeżeli poczujesz, że piersi robią się twarde, odciągnij odrobinę mleka, tak aby poczuć ulgę. Dzięki temu nie dopuścisz do zastoju, a jednocześnie produkcja pokarmu będzie się zmniejszała.
  2. Nałóż liście z kapusty Zawarty w nich sok ma właściwości ściągające i przeciwzapalne. Zanim obłożysz nimi piersi, włóż je na godzinę do lodówki, a potem lekko zbij np. tłuczkiem do mięsa.
  3. Pij szałwię Ale nie dłużej niż dziesięć dni. Szałwia hamuje laktację, ale zbyt częste picie jej może źle wpłynąć na twój system nerwowy. Zamiast szałwii możesz też zaparzyć napar z mięty.

Oto sposoby mam na odzwyczajenie dziecka od nocnego karmienia:

Sposób nr 1: zmiana miejsca karmienia

Kiedy Marcelinka skończyła pół roczku, postanowiłam przestawić ją na karmienie mieszane. Trochę ze względu na to, że wracałam na studia, a trochę dlatego, że chciałam złapać oddech od mojego maluszka, no i trochę schudnąć. Mój plan był taki, że w ciągu dnia Marcelinka będzie piła sztuczne mleko, a za to w nocy może ssać pierś. Wyszło inaczej...
- Magdalena Głąb (24 lata)

Wspomnienia mamy: aby przekonać córeczkę do zamiany mojego mleka na mieszankę, najpierw przyzwyczajałam ją do picia mleka z butelki. Wydawało mi się, że nie będzie to trudne. Na szczęście Marcelinka nigdy nie chciała sobie tylko ot tak possać. O wiele bardziej wolała ćlamkać swój smoczek.

Okazało się jednak, że choć umiała pić z butelki herbatki ziołowe i wodę, to mleko musiało być tylko z piersi! Marcelinka mimo głodu wypluwała smoczek i zaczynała płakać. Być może moim błędem było kupienie butelki z anatomicznym smoczkiem, z którego picie nie jest aż tak łatwe. Moja córeczka była przyzwyczajona do zwykłego smoczka. Przez tydzień trwała walka. Gdy proponowałam jej sztuczne mleko, wypychała smoczek językiem, odwracała głowę i zaciskała dziąsła. Wreszcie zorientowałam się, gdzie jest pies pogrzebany!

Gdy podawałam małej butelkę, układałam ją na przedramieniu, w takiej samej pozycji jak do karmienia piersią. Marcelince takie ułożenie kojarzyło się ze ssaniem piersi. Na szczęście umiała już siedzieć, więc posadziłam ją w krzesełku. Wtedy wypiła pierwszą porcję mieszanki. Z dnia na dzień zaskoczyło! I to tak bardzo, że od tamtego dnia już i w nocy nie miała ochoty na pierś. Wybrała sobie po prostu łatwiejszy sposób jedzenia.

Zalety: Łagodne odstawianie, reagowanie na potrzeby smyka.
Wady: Zbyt wczesne zakończenie karmienia.

Dowiedz się więcej o karmieniu dziecka:

Jak powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim?

Sposób nr 2: wyjechałam sama na weekend

Operację odstawiania zaczęłam przed drugimi urodzinami Soni. Chciałam karmić ją jak najdłużej, ale byłam już zmęczona tym wieczornym usypianiem i nocnymi pobudkami. Mój mały uparciuszek przez całe dwa lata od porodu zasypiał tylko przy piersi! Smoczek? Nawet nie chciała na niego patrzeć! Każde karmienie trwało godzinę, a ja z tygodnia na tydzień byłam coraz bardziej zdecydowana to zakończyć.
- Marta Dziekanowska (33 lata)

Wspomnienia mamy: akcję „Koniec z cycem” zaczęłam od wyjazdu do Krakowa. Już w pociągu ze ściśniętym sercem wyobrażałam sobie, jak Sonia płacze, ale z drugiej strony wiedziałam, że decyzję o zakończeniu karmienia musi podjąć mama, a nie dziecko. Malutka została z tatą i z jego opowieści wiem, że te 2 wieczory beze mnie zniosła w miarę spokojnie. Owszem, płakała, ale dała się uśpić podczas czytania bajeczek.

Kiedy wróciłam, powiedziałam jej, że w Krakowie mleczko się popsuło i że jest bardzo niedobre. Zresztą nawet posmarowałam piersi obrzydliwym w smaku preparatem przeciw obgryzaniu paznokci. Ona oczywiście mi nie uwierzyła, musiała polizać, no i kiedy poczuła ten gorzki smak, płakała chyba z godzinę. Długo nie mogła usnąć, a kiedy wreszcie jej się to udało, co godzinę budziła się ze łzami. Ale mimo jej płaczu, nadal trzymałam się twardo. Wiedziałam, że jeśli się złamię, to nic nie będzie z mojego odstawiania. Byłam pewna, że moja konsekwencja pomoże i mi, i Soni.

Drugiej nocy też płakała, i trzeciej tak samo. Te pobudki nocne były najgorsze. Mała czuła, że jestem blisko i od razu wpadała w rozpacz. Szarpała za koszulkę, biła mnie, dostawała tak wielkich spazmów, że brakowało jej powietrza. Oczywiście próbowałam podawać jej w nocy butelkę z wodą, ale to malutkie oszustwo złościło ją jeszcze bardziej! Jedyne co, to pozwalała nosić się na rękach – od północy do białego rana!

Tym, co pomogło Soni odzwyczaić się, był jej nowy zwyczaj usypiania. Wieczorem kładła rękę na moich piersiach, żeby poczuć bliskość, wtulała się we mnie i zamykała oczka. Tak naprawdę to ja przegapiłam taki moment, kiedy nasze pożegnanie z karmieniem byłoby łatwiejsze. Jak mała miała półtora roku, została na cztery dni u babci. Gdy przyjechaliśmy po nią, była już „odstawiona”. Ale ja tak się za nią stęskniłam, że ledwo weszłam, od razu przytuliłam ją do piersi. Przez głowę przeleciała mi myśl, że jeśli teraz dam jej pierś, ona na nowo się przyzwyczai i to nasze czterodniowe rozstanie będzie sobie rekompensowała bardzo długo. I rzeczywiście tak było…

Zalety: Krótki okres odstawiania.
Wady: Trudna dla malca terapia szokowa.

Sposób nr 3: ograniczyłam dostęp do piersi

Wiktorek, choć miał już półtora roku, mógłby leżeć przy piersi na okrągło. Miał wielką potrzebę ssania, ale nie znosił smaku gumy i silikonu: od razu wypluwał butelkę. Nie wiedziałam, czym mu zastąpić tego ukochanego „cysia”. Postanowiłam więc na siłę przyzwyczaić go do smoczka.
- Luiza Mońka (25 lat)

Wspomnienia mamy: na jakimś forum internetowym poradzono mi, abym na noce przyklejała sobie na piersi nakładki laktacyjne. Zaspany maluch miał dać się oszukać, a po kilku dniach przyzwyczaić do smaku silikonu. Nie wierzcie temu. Mały, gdy tylko czuł nakładkę, od razu zaczynał płakać i szarpać mnie. Całkiem się rozbudzał i stanowczo domagał piersi. Potem próbowałam smarować sobie piersi kwaskiem cytrynowym. Ale gdy widziałam, jak mój Wiktorek z taką ochotą rzucał się na pierś, a po sekundzie odrywał, rozczarowany i ze łzami w oczach – było mi go po prostu żal.

Przez kilka dni męczyliśmy się oboje, aż w końcu znalazłam sposób. Powiedziałam Wiktorkowi, że „ne-ne” – co w jego słowniku oznacza pierś, ma kuku i nie można jej dotykać, bo to bardzo mamę boli. Aby przekonać synka, na brodawki piersiowe przykleiłam plastry. Uwierzył, ale i tak nie było łatwo.

Pierwsze noce były straszne. Wiktor wił się, płakał, nic nie pił. Dopiero czwartej nocy chyba zrozumiał, że już nie wygra, i zgodził się wypić trochę mleka z butelki. Po następnych trzech dniach przestawił się na czystą wodę. Teraz, kiedy złapie go tęsknota za dawnymi czasami, wkłada mi rękę pod bluzkę, ale gdy tylko się spostrzeże, od razu ją cofa i tłumaczy sobie szeptem: „Nene ma kuku, nene ma kuku”.

Kiedy udało mi się przekonać malucha, musiałam jeszcze przestawić swój organizm na tryb sprzed ciąży i porodu. Niestety, moja laktacja zamiast powoli wygasać, wciąż utrzymywała się na tym samym poziomie. Po kilku dniach nie mogłam nawet Wiktorka wziąć na ręce, tak bardzo bolały mnie piersi. Ginekolog zapisał mi Bromergon, tabletki na zmniejszenie laktacji, i poradził, abym na noc oplatała piersi elastycznym bandażem. To pomogło, a do tego, kiedy którejś nocy usnęłam z synkiem, bandaż powstrzymał jego nocne zapędy na mleczną przekąskę.

Zalety: Szybkie i dość łagodne zakończenie karmienia.
Wady: Przyzwyczajenie dwulatka do smoczka i butelki.

Dowiedz się więcej o karmieniu dziecka:


na podstawie tekstu autorstwa Sylwii Niemczyk
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)