Czy jesteś złą matką

Kochasz swoje dziecko, ale czasami masz wrażenie, że to wszystko ciebie przerasta? Koniecznie przeczytaj ten tekst.

Wszystkowiedząca, nieomylna, nieskończenie cierpliwa, uśmiechnięta i zawsze do dyspozycji malca – właśnie taka jest Matka Idealna. Matka z krwi i kości – taka jak ty, my - wszystkie mamy, jakie znamy (słowem: Matka Prawdziwa), jest inna. Inna, to znaczy jaka?

- Nie zawsze stosuje się do rad z „Mamo, to ja” i innych poradników.
Halo? Czy to pomyłka w druku? Nie. Dbamy o to, by nasze rady były sprawdzone i skuteczne. Cieszymy się, jeśli dzięki nim udaje się rozwiązać jakiś problem albo zrobić coś sprawniej i bez nerwów. I z waszych listów wiemy, że często tak jest. Jednak nie mamy ambicji tworzenia Listy Jedynie Słusznych Sposobów Postępowania z Dzieckiem ani Spisu Nakazów i Zakazów, Których Nie Wolno Łamać pod Żadnym Pozorem. Zachęcamy, by ufać intuicji, obserwować dziecko i szukać własnych rozwiązań (każdy maluch jest inny i to, co świetnie się sprawdza w przypadku Jasia, może nie pomóc Stasiowi). Chcemy pomagać, zwracać na coś uwagę, podpowiadać, inspirować, czasem także ostrzegać, a nie narzucać.

- Popełnia błędy.
Zapomniałaś, nie dopilnowałaś, nie sprawdziłaś? No cóż, co się stało, to się nie odstanie. Błędy popełniają wszyscy. Najważniejsze, by wyciągać z nich wnioski i nie popełniać tych samych. I – jeśli to tylko możliwe – naprawić, co się da. Jeśli na przykład w nerwach dałaś dziecku klapsa, nie ma sensu rozdzieranie szat. Lepiej zastanowić się, jak postępować, by więcej nie rozwiązywać problemów przy użyciu siły. Warto uczyć się nie tylko na własnych błędach, ale i na cudzych (np. wystarczająco dużo dzieci poparzyło się gorącą herbatą, którą
pili rodzice, trzymając smyka na kolanach).

- Ma czasem ochotę uciec na Księżyc.
Zdarza ci się myśleć „I po co mi to było?” Witaj w klubie! Takie momenty zdarzają się pewnie każdej mamie, choć nie każda mówi o nich otwarcie (a są i takie, które boją się tak pomyśleć). Spokojnie, kochasz swoje dziecko i nie jesteś złą matką. Ale chyba potrzebne ci są krótkie wagary.

- Nie potrafi czynić cudów.
Jeśli na przykład pracujesz osiem godzin dziennie, a dodatkowe dwie zajmują ci dojazdy, nie jesteś w stanie spędzać z dzieckiem połowy dnia na placu zabaw, a drugiej połowy na stymulujących rozwój zabawach. Trudno, nic na to nie poradzisz. Podobnie jest z mnóstwem innych rzeczy, np. z noszeniem płaczącego niemowlęcia, gdy ze zmęczenia mdleją ręce. Czasem po prostu nie da się czegoś zrobić, choćby się nawet stanęło na głowie. Pozostaje się z tym pogodzić i jak najlepiej robić to, co jest możliwe do zrobienia.
Jak powrócić do pracy po urlopie macierzyńskim?

- Bywa wściekła.
Bywa, że czujesz się jak szybkowar w akcji? No cóż: jęczący malec potrafiłby wyprowadzić z równowagi nawet głaz, więc – bądźmy szczerzy – zmęczona, niewyspana mama nie jest dla niego żadnym wyzwaniem. Masz prawo do złości, staraj się jednak jej nie ulegać.

- Robi coś tylko dla siebie.
Plotkujesz ze znajomymi na Facebooku? Oglądasz „Jak dobrze wyglądać nago”? Czytasz? Drzemiesz? Zapisałaś się na hiszpański. Super! Nie miej wyrzutów sumienia, ty także jesteś ważna. Poza tym, robiąc to, co ci sprawia przyjemność, działasz także na korzyść malca – będzie mieć zadowoloną, uśmiechniętą mamę.

- Nie zabawia dziecka bez ustanku.
Choć wiesz, że to właśnie ty (a nie miś ani karuzela) jesteś ukochaną zabawką dziecka i że wspólna zabawa jest ważna dla jego rozwoju, czasem zwyczajnie nie masz siły (albo ochoty), by robić koci, koci albo budować zamek z klocków? Zamiast robić dobrą minę do złej gry, daj sobie spokój i odpocznij. Maluch może bawić się w tym czasie z kimś innym (babcią, tatą, nianią) albo nawet trochę ponudzić – on również potrzebuje czasu dla siebie. Gdy podładujesz akumulatory, będziesz się z nim bawić z większym entuzjazmem.

- Idzie czasem na skróty…
Wiesz, że telewizor to nie niania i że dziecko nie powinno tkwić przed ekranem godzinami, a jednak czasem dla świętego spokoju włączasz „Teletubisie”? Spokojnie, one są w końcu dla dzieci, prawda? A ty musisz kiedyś umyć głowę, zadzwonić do siostry albo chwilę odsapnąć.

- …i łamie niektóre reguły.
Nie wykąpałaś dziecka, bo przyszli goście/ malec był wyjątkowo marudny/nie chciało ci się? OK, wymycie „strategicznych” miejsc na dziś musi wystarczyć, a potomek popluska się jutro. Najważniejsze jest to, by łamanie reguł nie stało się… nową regułą i by nie łamać zasad, od których zależy bezpieczeństwo i zdrowie dziecka (dlatego nigdy nie zostawiaj go samego w domu czy w samochodzie, nie przewoź bez fotelika itd.)

- Nie jest kwoką.
Pozwalasz dziecku raczkować po mieszkaniu, brudzić się na placu zabaw i nie biegniesz do niego na złamanie karku, gdy chce piłeczkę (lalkę, misia), tylko czekasz spokojnie, aż samo się po nią pofatyguje? I bardzo dobrze! Dzieci trzeba chronić przed niebezpieczeństwem, pilnować, wspierać, pomagać im, ale nie powinno się trzymać ich pod kloszem.

- Nadal jest sobą.
Dostajesz szczękościsku, słysząc „dzidzia, rąsia, nózia, brzunio”? Nadal uważasz, że kino argentyńskie jest bardziej interesujące od „Świnki Pepy” i że można rozmawiać nie tylko o dzieciach? I bardzo dobrze. Wychowywanie małego człowieka jest czymś niesamowitym – przygodą, wyzwaniem, możliwością wejścia w całkiem nowy świat, spojrzenia na wiele spraw inaczej. To wszystko jednak nie znaczy, że cała reszta przestała istnieć i że wymieniono ci mózg na „mamuśkowy”, opatrzony nalepką „Całkiem nowa Ja”. To normalne i dobre, że nie chcesz być tylko mamą, że nadal chcesz dobrze wyglądać, rozwijać się, uczyć nowych rzeczy, awansować czy spotykać z przyjaciółmi (także tymi bezdzietnymi).

Masz problem? Porozmawiaj z innymi na mamacafe.pl
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)