Ograniczone prawo do cesarki? Historie tych kobiet pokazują, jakie to niebezpieczne...

W ostatnich latach jest coraz większa nagonka na kobiety decydujące się na poród poprzez cesarskie cięcie. A przecież każda z nas powinna mieć prawo wyboru znając wcześniej wszystkie za i przeciw!

Katarzyna Krajewska / miesiąc temu
Ograniczone prawo do cesarki? Historie tych kobiet pokazują, jakie to niebezpieczne... fot. Fotolia

Jeżeli kobieta czuje paniczny strach przed porodem, ma złe doświadczenia albo boi się o zdrowie swojego dziecka, to dlaczego ma być na siłę zmuszana do naturalnego porodu?

Coraz więcej Polek rodzi poprzez cesarskie cięcie i nie ma się czemu dziwić. Kobiety boją się naturalnego porodu, bo jeszcze w wielu polskich szpitalach rodzi się podobnie jak 100 lat temu.

O czym świadczą białe plamki na paznokciach?

Ewelina – mama 2-letniego Bartka:

Nasze porody nazwałyśmy z dziewczynami z sali rzeźnią. Kiedy je wywoływali, czułyśmy się jak zwierzęta przy taśmie. Szczegóły sobie daruję. Później pamiętam, jak skręcałam się z bólu chyba dziesiątą godzinę z rzędu. Była noc i byłam praktycznie z tymi skurczami sama. Wyszłam na pusty korytarz w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy. Na horyzoncie pojawiła się pani ordynator. Powiedziałam, że już nie wytrzymam, że mi słabo i nie wiem, co robić. Ona na pyta, czy aż tak bardzo mnie boli. Mówię, że tak. A ona na to: „To pakować się i jechać do domu!” Odwróciła się i trzasnęła drzwiami.

To powinnaś wiedzieć o porodzie i opiece szpitalnej zanim zaczniesz rodzić!

Gdy przyszły nad ranem bóle parte, kazali mi przejść do sali obok i oczywiście zabrać ze sobą walizkę. Tak więc poszłam ciągnąc moje kilkunastokilogramowe pakunki. Na sali porodowej byłam jedną z czterech. Każda na swoim łóżku, za swoją kotarą. I teraz krzyku (a raczej niemiłosiernego darcia), który od kilku dni słyszałam z sali, w której czekałam na poród, mogłam posłuchać z bliska. Po chwili chcąc nie chcąc dołączyłam do zespołu.

Położna w ciągu kilku godzin podeszła do mnie tylko 3 razy. Pierwszy, kiedy mi podała środek przeciwbólowy, który nie działał (był to czopek – o zgrozo, czy faktycznie mamy XXI wiek?). Na nic innego nie mogłam liczyć. Był wprawdzie jeszcze gaz rozweselający, ale był zajęty przez jakąś dziewczynę. Innego znieczulenia w ofercie szpitala nie było. A muszę podkreślić, że rodziłam w cywilizowanym mieście.

Drugi raz położna podeszła, gdy zaproponowała mi skakanie na piłce, kiedy z bólu rozdrapywałam łóżko. Piłka? Jaka piłka? Ja z bólu nie wiem, jak się nazywam!

Trzeci raz, gdy powiedziała, że widać główkę. Wtedy odbyła się kolejna podróż. Tym razem na tzw. łóżko ginekologiczne, na którym położna miała przyjąć dziecko. To był ból nie do opisania. Dlatego nacięcie skalpelem na żywca i szycie, to było nic. Prawie nie poczułam.

Miałam ciążę zagrożoną. Dziecko się dusiło i teoretycznie powinnam mieć cesarkę. Ale po co? Przecież to koszty dla szpitala. Dlatego lepiej było wywoływać poród przez kilkanaście godzin, a później rodzić drugie tyle. Niech się dziecko dusi. Bartek urodził się sinozielony. Jeszcze godzina, dwie i mogłam mieć dziecko z niedotlenieniem mózgu. Na szczęście się udało, ale następnym razem poród może się przeciągnąć i będę wychowywać niepełnosprawne dziecko. Dlatego nie zdecyduję się na powtórkę mimo że zawsze marzyłam o dużej rodzinie.


Fot. Fotolia

Beata – mama 5-letniej Klaudii:

Nie wiem, skąd te opowieści, że poród jest piękny, że to cudowne przeżycie… Dla mnie to był koszmar. Dla dziecka na pewno też. Nawet nie chcę do tego wracać, bo mnie ciarki przechodzą. A po porodzie jeszcze łyżeczkowanie. Teoretycznie powinno być wykonane ze znieczuleniem, ale że anestezjolog był zajęty, zapadła decyzja, że dam radę. Dziś się zastanawiam, jak to przeżyłam. Mam tylko jedno dziecko i przez koszmar porodu, nie zdecyduję się na drugie.

Agnieszka – mama 4-letniego Antka:

Kiedy moje dziecko nie chciało wyjść, lekarz rzucał się na mój brzuch. Jak pokazywałam po powrocie do domu mamie i siostrze siniaki, to nie mogły uwierzyć. Przecież lekarz mógł uszkodzić Antka! Co to za średniowieczne metody?!

Jeśli kobiety mają rodzić w takich warunkach w XXI wieku i narażać zdrowie oraz życie swoich dzieci, to powinny mieć przynajmniej możliwość zadecydowania o tym, czy ma to być poród naturalny czy cesarskie cięcie. Niestety, takiej możliwości dziś nie ma (przynajmniej oficjalnie), a może być jeszcze gorzej. Minister zdrowia chce ograniczyć liczbę cesarek. Wszystko dlatego, że w Polsce około 40% porodów kończy się cesarskim cięciem, a Światowa Organizacja Zdrowia chciałaby, żeby to było tylko 15%. Prawdopodobnie, jeśli zmiany wejdą w życie, będzie jeszcze więcej przypadków oszczędzania cesarek na kobietach, dla których to jest jedyne bezpieczne wyjście.

Zastanawia też fakt, dlaczego wszyscy tak „tępią” cesarki. Oczywiście, jest to zabieg, ale czy tak niebezpieczny, jak się to pokazuje w mediach?

Staraliśmy się o dziecko prawie 8 lat. Gdy się udało, nasza pani doktor, powiedziała, że w grę wchodzi tylko cesarka. Bo po takich długich staraniach, nie można narażać dziecka na żadne niebezpieczeństwo. – mówi Monika. – Trochę mnie to zdziwiło, bo wszędzie czytałam, że to właśnie poród naturalny jest bezpieczniejszy.

Badania pokazują, że umieralność kobiet i dzieci przy porodzie spada od lat 90., a jednocześnie z roku na rok wykonuje się coraz więcej cesarek. Przypadek?

Jeśli rząd nie chce finansować cesarskich cięć wykonywanych z błahych powodów, do których zalicza paniczny strach przed porodem albo troskę o dziecko, powinien dać kobietom możliwość urodzenia przez cesarskie cięcie za opłatą. Wtedy wilk byłby syty i owca cała! Bo przy obecnym deficycie lekarzy i podejściu wielu z nich nikt raczej nie może ciężarnym zagwarantować ani profesjonalnej opieki podczas porodu ani znieczulenia, jakie jest dostępne na zachodzie dla każdej rodzącej.

Sprawdź, jak to możliwe, że 62-letnia Włoszka urodziła swoje pierwsze dziecko!

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/tydzień temu
nm, przy ciąży zagrożonej przedwczesnym porodem nie da się latać po mieszkaniu i sprzątać. Sama miałam cesarkę,nie ja o niej zadecydowałam tylko lekarz.Dziecko miało zbyt krótką pępowinę i było wypięte tyłkiem na świat. Teraz czeka mnie drugi poród i mam nadzieję że będzie naturalny.
/miesiąc temu
To co one w tej ciąży robiły, że rodzić normalnie nie umieją? Leżały i głaskały brzuszysko zamiast się dużo ruszać i robić wszystko przy domu? Wtedy mięśnie są silniejsze dziecko0 jest drobniejsze i nie tyje się aż tak strasznie! W dawnych czasach nikt się nad ciężarnymi nie rozczulał i ludzkość nie wyginęła!
/miesiąc temu
o ciekawe,że nie wszystkie komentarze są publikowane..