Weź mnie na ręce – o naturalnym odruchu rodzica

Dlaczego matki z plemion pierwotnych noszą swoje dzieci na rękach lub w chustach? Jak ważna w życiu dziecka jest potrzeba bliskości matki? Jakie mogą być relacje matki z dzieckiem? Skąd się bierze w dziecku poczucie lęku?

Dzięki etologicznym obserwacjom ssaków, a w szczególności biologicznie nam bliskich z rzędu naczelnych, a także przekazom wciąż żywych tradycji w społeczeństwach, które nie zerwały w sposób drastyczny kontaktu z instynktem, wiemy, że noszenie dziecka jest naturalnym gestem ludzkiego rodzica wobec swojego potomstwa.

Trzy rodzaje relacji matka-dziecko

W gromadzie ssaków występują trzy modele rozwoju relacji matka-dziecko i rozwoju potomka.

Pierwszy model prezentuje nam młode, które przez dłuższy czas po narodzinach pozostają w gniazdach, np. myszy czy koty. Małe rodzą się bez sierści, z zamkniętymi oczami, mają liczne rodzeństwo. W tym przypadku matka w poszukiwaniu jedzenia często i na długo opuszcza gniazdo, a potomstwo jest przystosowane do oczekiwania na nią.

Drugi model prezentuje młode, które niemalże tuż po urodzeniu są w stanie opuścić miejsce lęgu i iść za matką czy stadem, jak konie czy bawoły. Są one więc stosunkowo samodzielne zaraz po przyjściu na świat.

W gromadzie ssaków istnieje również rząd naczelnych, do których należą nasi bliscy kuzyni – małpy – i my, ludzie. W tej grupie to matka jest „gniazdem”. Dziecko po urodzeniu nie jest samodzielne, potrzebuje ciągłej obecności rodzicielki. Małe chwytają się rękami i nogami sierści matki i w ten sposób są nieustannie noszone przez pierwszy okres życia. Matka jest cały czas blisko i reaguje na najmniejszy alarm potomka.

Warto wiedzieć: Dlaczego dziecko potrzebuje dotyku i bliskości?

Jak rozwijać pasje dziecka?

Matki noszące i dzieci noszone

Tę grupę w 1970 roku po raz pierwszy wydzielił niemiecki profesor Bernhard Hassenstein i określił ją mianem „naczelnych noszących i noszonych”. Zanim to zrobił, nowo narodzony człowiek był zaliczany do pierwszej grupy, w której młode pozostają w gnieździe, czyli kołysce czy łóżeczku. Hassenstein po wielu latach badań nad zachowaniem się ludzkiego dziecka, doszedł jednak do innego wniosku.

Maleństwo człowieka nie jest przystosowane do długiego pozostawania samemu w gnieździe. Jego psychika, jak również pokarm dawany mu przez matkę, nie są przystosowane do długich godzin oczekiwania. Po narodzeniu mały człowiek chce być noszony, chce być blisko matki, bo tam czuje się bezpiecznie. Dodatkowo jej mleko syci go na krótko, stąd domaga się częstego karmienia.

„Zawsze nosiłam swoje dzieci. Tylko zanim odkryłam chusty, nosiłam je na rękach. Moją pierwszą chustą była własnoręcznie zrobiona długa chusta wiązana. Opis, jak ją zrobić, znalazłam gdzieś w internecie: 5 m długości i 70 cm szerokości, bawełna. Znalazłam tam również zdjęciowy instruktaż na wiązanie podwójnego X i kieszonki. Macierzyński instynkt podpowiedział mi, gdzie dociągnąć, a gdzie poluzować, jak wysoko dziecko umieścić i jak rozkładać materiał, aby było mu dobrze i by było bezpieczne. Z miejsca zachwyciłam się noszeniem, pomimo że miałam chustę z cieniutkiego materiału pościelowo-bawełnianego, czyli w opinii większości trudną w wiązaniu i niewygodną. Później z filmików zamieszczonych w internecie uczyłam się wiązania plecaczków. Nigdy nie sprawiało mi to większych trudności. Pierwszą papierową instrukcję miałam w rękach po roku noszenia, wtedy też byłam na swoich pierwszych w życiu warsztatach noszenia dzieci. Ważne jest pozytywne nastawienie".

Kulturowy gniazdownik czy mały torbacz?

Evelin Kirkilionis, niemiecka etolog i jeden z autorytetów w tematyce noszenia dzieci w chustach, przywołuje w swojej pracy doktorskiej opinie szwajcarskiego zoologa Adolfa Portmanna, który twierdzi, że zachowania niemowlaka nie są z natury podobne do „gniazdowników”, oraz niemieckiego pediatry Albrechta Peipera, według którego to społeczeństwo uczyniło z dziecka „kulturowego gniazdownika”. Z badań tych naukowców wynika, że zachowania niemowlaka z punktu widzenia biologii wskazują na jego przynależność do typu małego torbacza. Dowodzi tego nieustannie wyrażana potrzeba opiekowania się nim, czucia obecności innej osoby, a także zdolność, jaką posiada niemowlak, do spokojnego snu pomimo silnych wstrząsów, hałaśliwego otoczenia czy zmian pozycji noszącej osoby. Wszystko to bowiem sygnalizuje mu obecność osoby opiekującej się nim i ma na niego kojący wpływ.

Franz Renggli, szwajcarski psychoanalityk i psychoterapeuta, specjalista od psychoterapii prenatalnej, idzie w podobnym kierunku. Człowiek stracił futro mniej więcej 4-5 milionów lat temu, kiedy opuścił puszcze i zamieszkał na suchych sawannach i stepach Afryki, a w procesie ewolucji ku wędrownemu lub półwędrownemu trybowi życia przyjął model torbacza, czyli od urodzenia nosił dziecko przy sobie. Badacz zauważa, że w stylu osiadłym człowiek żyje mniej więcej od 10 tysięcy lat, co w zegarze ewolucji jest zbyt krótkim czasem, aby zmienić zakodowane biologiczne i genetyczne przystosowanie się do nowych warunków życia. Stąd ludzkie dziecko, pomimo tak odległego czasu, rodzi się z zaciśniętymi rękami i stopami, tak jakby miało uchwycić się futra matki.

Dowiedz się również: Zwiń mnie w kłębuszek, czyli anatomia niemowlaka

Kultury pierwotne – stały kontakt ze skórą matki

Niektóre kultury pierwotne pozostały wierne instynktowi i noszą nieustannie dzieci przez pierwsze miesiące lub lata życia, a w nocy trzymają je w bezpośrednim kontakcie ze skórą matki. Wielu podróżników i antropologów obserwujących takie społeczeństwa notuje w podróżnych dziennikach spokój tamtejszych dzieci, brak płaczu, kolek czy napadów agresji, sugerując, że najprawdopodobniej uspokaja je długotrwała fizyczna bliskość matki.

Szczegóły przekazała Jean Liedloff w książce "W głębi kontinuum", w której opisuje wyprawy do Ameryki Południowej. Przebywała tam głównie wśród Indian z plemienia Yequana z górnego dorzecza rzeki Caura w Wenezueli. Według niej niemowlę Yequana żyje chwilą obecną, która trwa wiecznie, gdyż jest ono ciągle w objęciach matki. Żyje więc w stanie błogości. Nie musi doświadczać tego, co przeżywa wiele dzieci z naszego kręgu kulturowego, gdzie często wyjmuje się je z matczynych ramion, poza nimi zaś znajdują się one „w stanie tęsknoty, w ponurym, pustym wszechświecie”. Dziecko Yequana natomiast od urodzenia wszędzie zabiera się ze sobą. Przyzwyczaja się ono do wielu odgłosów, poszturchiwania, wstrząsów, niespodziewanego zatrzymania się. Przyzwyczaja się też do poczucia bezpieczeństwa, a „żywotną potrzebę” bliskiego kontaktu z żywym ciałem „odczuwa tylko wtedy, kiedy zostanie od tego ciała odsunięte”. Inaczej nie ma potrzeby tego sygnalizować za pomocą płaczu. „Nie musi nic robić poza ssaniem piersi i wypróżnieniem się, gdy odczuje takie impulsy, i doznawaniem radości z zaspokajania tych potrzeb. Poza tym przez cały czas zajęte jest uczeniem się, co to znaczy być”.

Utrata bliskości matki = lęk dziecka

Franz Renggli mówi o archaicznej potrzebie fizycznego kontaktu lub, mówiąc inaczej, o archaicznym lęku małego człowieka, kiedy tę bliskość traci. Tak zwane cywilizacje rozwinięte charakteryzują się wczesną separacją dziecka od matki wzmagającą ten lęk i mającą duże znaczenie dla dalszego rozwoju niemowlaka i więzi matka-dziecko. Według Rity Messmer-Studer, matki trojga dzieci i autorki książek o tematyce dziecięcej, pierwotny lęk, z którym dziecko przychodzi na świat, wynika z faktu, że w kwestii przetrwania i rozwoju jest ono całkowicie zdane na swojego opiekuna. Poza płaczem i krzykiem nie ma żadnej możliwości, aby sygnalizować swoje potrzeby. Jak temu zaradzić? Otóż pierwotny lęk można zmniejszyć za pomocą wzbudzenia wczesnego poczucia zaufania, które buduje się samo, gdy dziecko czuje, że może w każdej chwili liczyć na rodziców.

Dziecko potrzebuje bliskości, ciepła, miłości i jedzenia. Jeśli w pierwszym okresie życia otrzymuje to wszystko przez 24 godziny na dobę, początkowy lęk mija i pojawia się zaufanie. Dzięki noszeniu w chuście dziecko ma możliwość częstego pozostawania w kontakcie ze światem, który je otacza. Żyjąc wciąż przy rodzicach, nabiera wiary w siebie i w dorosłych, którzy się nim opiekują. Jean Liedloff mówi o tym krótko: niemowlę trzymane na ręku „doznaje uczucia właściwego porządku świata lub zasadniczego błogostanu”.

Polecamy: Dlaczego trzeba nosić dziecko?

Fragment książki "Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym? O chustach i nosidłach miękkich" (Wydawnictwo Harmonia). Tytuł, lid i śródtytuły pochodzą od redakcji. 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)