Czy można rozpieścić niemowlaka?

Czy dziecko może się uzależnić od rodzica? Czy behawioryści mieli rację, twierdząc że tylko stosując zimny chów można wychować samodzielne dziecko? Jakie są konsekwencje zimnego chowu?

Zachodnia kultura, w szczególności ta bliska anglosaskiej tradycji, nacechowana jest potocznie nazywanym „zimnym chowem”. Jest to pozostałość po behawiorystycznych ideach z początku XX wieku. Zainspirowały one teorie ówczesnych pediatrów, którzy w każdym kontakcie fizycznym czy geście miłości widzieli ryzyko uzależnienia się dziecka od rodzica. Behawioryści twierdzili, że jedynym możliwym i dogłębnym podejściem do dziecka jest badanie jego zachowań.

Wszystko, co nie mogło być zaobserwowane, na przykład potrzeby, pragnienia, uczucia, zostawało wykluczone i nie było brane pod uwagę.

Dziecko według behawiorystów

Behawioryści traktowali dziecko jak mechanizm, który każdy może złożyć według swoich upodobań. Okazywanie uczuć należało odstawić na bok, gdyż dowody miłości i fizycznej czułości miały sprawiać, iż nie mogło stać się samodzielnie istniejącą jednostką. Branie dziecka na ręce i reagowanie na jego płacz oznaczało rozpieszczanie go.

Dziecko miało być karmione piersią o określonej godzinie, nie należało go kołysać. W tym okresie zaczęły zanikać kołyski, które zastępowano łóżeczkami ze szczebelkami. Kołyski uznawano za oznakę obskurantyzmu w edukacji dzieci.

Zobacz także: Mały kosmita – bajka o samodzielności

Z jakimi problemami dziecko spotyka się w szkole?

Zimny chów – wyprawka

Delikatność i ciepło ciała matki stopniowo w ciągu XX wieku zaczęły zastępować przedmioty, które miały wyręczyć matkę z części zabiegów pielęgnacyjnych przy dziecku.

Niektóre z nich stanowią nadal część nieodzownej wyprawki dla noworodka i niemowlaka: wózek, butelka, smoczek, oddzielne łóżeczko, leżaczek, chodzik. W większości przypadków część z nich jest zbędna. Każde zaś tworzy barierę między matką a dzieckiem.

Chustowanie w praktyce

„Kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć bliźnięta, wyobraziliśmy sobie, że ogromnym, podwójnym wózkiem bardzo trudno będzie poruszać się po plaży czy po górkach w okolicy naszego domu. Przyszło nam więc do głowy, że warto byłoby mieć chustę bądź nosidełko. Ze względu na cenę na początek kupiliśmy jedną chustę, aby sprawdzić jej przydatność. Okazało się, że nie wykorzystaliśmy jej do spacerów, lecz w zupełnie innym celu. Pierwsze tygodnie życia naszej córki Mai były dla niej bardzo trudne – dużo krzyczała, praktycznie nie chciała się z nami rozstawać. Położna, z którą się konsultowaliśmy, doradziła nam jak najczęściej przytulać i kangurować córkę. Spróbowaliśmy użyć do tego chusty i okazało się, że Maja ciasno przytulona uspokajała się i zasypiała, co było dla nas – i dla niej – wybawieniem.

Obecnie Maja jest bardzo pogodna i często bawi się sama na macie lub pod karuzelą, bez problemu zasypia w łóżeczku. Przypuszczamy, że bardzo pomogły jej nasze zabiegi, i bardzo cenimy przydatność chusty w tym zakresie.

Nasz syn Filip nie miał takich problemów jak córka, więc bardzo rzadko nosiliśmy go w chuście. Zwykle nie był zresztą zadowolony, wiercił się i starał wydostać. W najlepszym przypadku traktował pozycję w chuście jako dogodny punkt obserwacyjny i obserwował otoczenie.

Jednak zbliża się wiosna, planujemy częściej wyjeżdżać w teren i wypróbujemy chustę w celach spacerowych. Jeżeli spełni swoją rolę, rozważymy nabycie drugiej” – opowiadają Agnieszka i Sebastian, rodzice bliźniaków.

Warto wiedzieć: Dlaczego dziecko potrzebuje dotyku i bliskości?

"Kangurza torba" - produkt pierwszej potrzeby

Wiele matek nie odnajdywało się i nie odnajduje w tak zdefiniowanym modelu macierzyństwa. Wykluczam tutaj sytuacje, w których na przykład karmienie butelką jest koniecznością. Kobiety, które znalazły się w takiej sytuacji, nie powinny czuć się gorsze z tego powodu. Natomiast być może noszenie w chuście stanie się dla nich substytutem bliskiego kontaktu z maleństwem zapewnianym przy karmieniu. Psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger sugeruje, że „najważniejszym rodzinnym wydatkiem w pierwszym roku życia dziecka może się okazać nosidełko (...) przypominające kangurzą torbę”. Według psychologa ten okres to czas najsilniejszego kontaktu z matką. Pragnę zacytować tutaj dłuższy fragment z jego książki "Zatrzymaj się":

„Pomysły niektórych pedagogów, głoszących, że kontakt z matką w tym okresie uzależnia czy jest niehigieniczny, to horror. Właśnie dojrzewają pokolenia dzieci wychowane w osobnych łóżeczkach, karmione na godziny i w dodatku z butelki. Być może zbieramy owoce takiego wychowania w postaci frustracji i tendencji do przemocy.

W pierwszym roku potrzeba dziecku przede wszystkim jak najwięcej bliskości matki (...) bliskości fizycznej. Jakiś czas temu psychologowie prowadzili międzykulturowe badania na temat dojrzewania dzieci. Okazało się, że najszybciej dojrzewają dzieci w Indiach. Pomijając klimat i dietę, bardzo ważnym czynnikiem okazało się, że dziecko przez pierwsze dwa lata nie rozstaje się z matką – jest do niej »przyklejone«. W pierwszym roku żyje na jej brzuchu, jak mały kangur, w drugim – na plecach. Ma stale dostęp do piersi, czuje bicie jej serca. Jest cieplutko i przyjemnie – optymalne warunki do rozwoju”.

Polecamy: Zwiń mnie w kłębuszek, czyli anatomia niemowlaka

Fragment książki "Noś swoje dziecko. Dlaczego, jak i w czym? O chustach i nosidłach miękkich" (Wydawnictwo Harmonia). Tytuł, lid i śródtytuły pochodzą od redakcji.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)