Angielski dla niemowlaka

Kiedy zapisać malucha na lekcje języka obcego? Im wcześniej, tym lepiej? Tak właśnie myślała Ania, nasza bohaterka...

Mój synek ma rok i dwa miesiące. Jest wspaniałym małym mężczyzną, który zadziwia mnie każdego dnia. Ostatnio jednak bardziej zadziwiła mnie moja przyjaciółka. Zapisała swoje dziecko (rówieśnik Michasia!) na angielski. Hm, chyba powinnam o tym poważnie pomyśleć. Z każdym dniem maluch przecież dorasta, zaś umysł dziecka nigdy nie jest tak chłonny, jak w okresie pierwszych trzech lat. A angielski, wiadomo, bardzo ważna rzecz.

Sprawdzam oferty
Przeszukałam Internet i mam mętlik w głowie. Od czego by tu zacząć? Czuję się totalnie zagubiona. Postanawiam iść na łatwiznę – znajduję zajęcia „Musical Babies” (niedaleko od nas) dla dzieci od sześciu miesięcy do trzech lat, reklamowane jako nauka poprzez muzykę i śpiew. Chyba dla nas będą idealne – Michaś uwielbia, jak mu się puszcza płyty, od razu zaczyna tańczyć. Pierwsze zajęcia są bezpłatne. Idziemy!!!

Pierwsza... porażka
Lektorka śpiewa cienkim głosikiem piosenki, do których maluchy siedzące w kółku mają pokazywać różne scenki. Pani rozdaje zwierzątka: będziemy śpiewać o farmie. O, koń i owca – fajnie! Michaś obgryza głowę konia. Gdy w śpiewie dochodzi do „horse”, dzieci z konikami mają je podnieść do góry. Synek za nic nie rozumie, czemu taką fajną zabawkę chcę wyjąć mu z buzi, więc... nie wyjmuję jej. Ale piosenka się kończy i pani zabiera zwierzątka. „Mamo! Ja chcę tego konika!!!”.
Spoglądam na innych rodziców. Bardzo się starają, by dzieci się starały. „Nie, Kubusiu, teraz nie bawimy się samochodzikiem, tylko śpiewamy o literkach”. Przepraszające spojrzenia w kierunku pani... Skreślam „Musical Babies”. A szkoda, bo to było tak blisko nas. No cóż, szukam więc dalej.
Najpiękniejsze polskie miasta w świątecznej scenerii. My już czujemy magię świąt!

Lekcje na dvd
Trochę poszukiwań i nareszcie jest! „Baby Einstein”, absolutny hit edukacyjny z USA. Do kupienia na Allegro za jedyne... 280 zł. Wiem, wiem, strasznie drogo, no ale przecież to dla dobra mojego synka. Na początek czytam dokładnie opis: 20 DVD, wersje językowe (angielski, hiszpański, francuski, niemiecki), wszechstronna edukacja dla dzieci w wieku 0–4 lata (tylko czy miesięcznemu maluchowi rzeczywiście należy pokazywać DVD?!). Wchodzę jeszcze na forum dla mam: same zachwyty, jaki to udany zakup, dzieci uwielbiają te płyty! W końcu się decyduję. Przecież na edukacji nie można oszczędzać, prawda?

Znowu pomyłka

Obejrzałam dopiero dwie płyty, ale już jestem całkowicie załamana! „Baby Mozart” to muzyka klasyczna ilustrowana scenkami typu: jedzie pociąg, makiety planet, kolorowe plamy. Ta płyta obywa się zupełnie bez słów, więc o nauce angielskiego można zapomnieć! „Baby Shakespeare” – w końcu dzieci śpiewają angielski alfabet. Do tego dorzucono kilka słówek, a do nich ilustracje, pisownię, fragmenty wiersza. Pacynki pojawiają się okazjonalnie :-(.

Ostatnia próba
Może szkoła Helen Doron to jest jakiś pomysł? Wchodzę na jej stronę: małe, czteroosobowe grupy, świetnie wyszkoleni lektorzy, nagrania z native speakerami do słuchania w domu, program dostosowany do dzieci. Lektorzy uczą, bawiąc, dzięki czemu maluchy nawet nie wiedzą, jak wiele zapamiętują. Sprawdzam adresy, gdzie odbywają się zajęcia – ode mnie to prawie godzina jazdy w jedną stronę. Potem 45 minut zajęć i godzina na powrót do domu. Dwie godziny jazdy (gdy tymczasem możemy oglądać kałuże, grać w piłkę, zbudować zamek) przeważają na niekorzyść. Odpuszczam.

Poddaję się
Wygląda na to, że optymalnie byłoby zatrudnić anglojęzyczną nianię (zbankrutujemy!), być rodziną dwujęzyczną (ale nie zamieniłabym mojego męża nawet na stu native speakerów!) lub wyjechać do pracy za granicę. Kupujemy TV satelitarną z kanałami dla dzieci po angielsku. 15 minut dziennie Teletubisiów w oryginale pewnie wiele nie zmienią w poznaniu angielskiego, ale może? Wolę, żeby Michaś teraz był szczęśliwy i dobrze się bawił!

Tekst: Anna Olej-Kobus
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (7)
Gość/4 lata temu
Normalna żenada. Przerost formy nad treścią. Snobizm na wszystko w tym angielski. Po za tym gdzieś coś przeczytane, ale jak zwykle nie do końca i bez przemyśleń. Byle była kapusta na realizację bezmyślnych, drogich, zachcianek. This is Polska.
Izabela/9 lat temu
Angielski jest teraz bardzo w modzie. Jest wiele sposobów aby zapoznać dziecko z nowym językiem. Mówi się że im wcześniej tym lepiej dla dziecka. Wszyscy wymieniają same plusy, a co z negatywnymi skutkami. Wiem że takie istnieją i znam rodziny które borykają się z problemami mowy u dzieci które spowodowała równoległa nauka dwóch i więcej języków. Sama jestem mamą dziecka, które ma podwójne obywatelstwo i wiem że nauka angielskiego w moim przypadku jest konieczna. Jednak mam pewne wątpliwości co do tego kiedy zaczac na dobre i jak. Marek - synek 10 miesięcy- od urodzenia obcuje z angielskim w domu, śpiewamy mu dziecięce piosenki po angielsku, czytamy bajeczki po angielsku i bawimy się z użyciem angielskich rymowanek. Jednak zastanawiam się jak synek poradzi sobie z dwoma językami. Znam rodziny w których dzieci mieszają języki i tak naprawdę bardzo trudno je zrozumieć. Dotego słowa wypowiadane są z dziecinnym zniekształceniem a cześć słów ma tajemnicze pochodzenie znane tylko dziecku np bum bum to buty??, są też inne niuanse np. buttle to baba, co może być rozumiane jako babcia, jak dziecko powie tata baba (tata daj butelkę) mama na pewno go zrozumie bo sledzi rozwój mowy i uczestniczy w zajęciach angielskiego a jak zrozumieć ma to pozostała rodzina albo opiekunka ? "babcia, tata" Poza tym dziecko często wybiera ten język w którym łatwiej mu się komunikować. Polski w porównaniu z angielskim jest dużo łatwiejszy do nauki. Znam rodzinę, w której w pewnym momencie rozmawiano z dzieckiem tylko po angielsku, z czego bardzo byli dumni niestety po pewnym czasie okazało się że dzieciaczek nie chce mówić rodzimmym językiem, choć rozumiał co się do niego mówiło odpowiadał po angielsku. Nie twierdze że nie należy dzieci uczyć obcych języków, ale trzeba to robić bardzo rozsądnie i zwracać szczególną uwagę na to żeby dziecko choć w jednym języku potrafiło się prawidłowo wysławiać z dobrym akcentm. Trochę śmiesznie słucha się polskiego z angielskim akcentem i na odwrót. Nie mówiąc już o zastępowaniu niewygodnych w wymowie słów tymi łatwiejszymi co daje mętlik słowny i gramatyczny. Pozdrawiam Izabela
Hanutka 23/9 lat temu
moj syn ma dopiero miesiac ale zamiast czytac mu bajki w jezyku polskim robie to w jezyku angielskim. mysle, ze jemu w tej chwili i tak jest wszystko jedno co mu czytam wazne ze slyszy moj glos. w taki sposob jednak od narodzin oswaja sie z brzmieniem tego jezyka. pozdrawiam wszystkie mamusie :-)
POKAŻ KOMENTARZE (7)