Żarłoczny wyżeł - rozwiąż dyktando

Aby być dobrym z ortografii trzeba wiele ćwiczyć i przede wszystkim rozwiązywać dyktanda. Dzięki temu możesz uczyć się na błędach, aby więcej ich nie popełniać. Przed Tobą kolejne dyktando - sprawdź, jak dobrze znasz polską ortografię!

Pewnego wrześniowego popołudnia stróż Błażej udał się na zakupy do rzeźnika, gdzie zaopatrzył się w świeżą wędlinę. Wychodząc ze sklepu dostrzegł przewrócony kubeł śmieci, w których grzebał niebrzydki zwierz. Tak się na niego zapatrzył aż wdepnął w olbrzymią kałużę. Żal mu się zrobiło wygłodniałego psa, dlatego dał mu trochę tego, co zakupił w sklepie.

Zwierzak połknął w całości to, co otrzymał i wyraźnie chciał więcej. Robiło się coraz wietrzniej, na ulicy zaczęły unosić się tumany kurzu, które były zapowiedzią nadciągającej burzy. Mężczyzna zdecydował, że zabierze go ze sobą do domu, porządnie nakarmi i po deszczu wypuści go na zewnątrz, żeby mógł bezpiecznie wrócić do swoich właścicieli.

Jak pomóc piersiom wrócić do formy po ciąży i karmieniu piersią?

Minęło kilka godzin, podczas których stróż i pies zdążyli się do siebie przywiązać. I tak Błażej miał uroczego wyżła – żarłoka. Nazwał go Żak i myślał, ze zostaną najlepszymi przyjaciółmi, jednakże ów zwierzak wciąż wyszczerzał zęby i pożądliwym spojrzeniem obdarzał każde pożywienie. Bez przerwy głodny był. Zażartuj, pokaż mu jakąś rzecz, a on ją od razu AM! Rzadko spotykany był z niego egzemplarz! Pewnego razu, przebiegł przez długi korytarz i jak burza wpadł do spiżarni.

Zabrzęczał mosiężny moździerz, potężnie zagrzmiały poukładane równymi rzędami talerze, pospadały słoiki dżemu z jeżyn i porzeczek. Szukając przysmaków, pies narobił olbrzymiego nieporządku. Najgorsze było jednakowoż to, że zniszczył wysłużony, pamiątkowy lichtarz. Doprowadziło to do zażartej sprzeczki między stróżem a jego żoną – hożą Marzenną. Obrażony przez małżonkę Błażej ugrzązł pod brzemieniem, nie do końca, zasłużonej krzywdy. Próżno żalił się towarzyszom na rozbestwienie drapieżcy.

Siadł stróż przy warzywniku, pod rozłożystym modrzewiem i rozważał, czy powinien żonę przeprosić. Wyciągnął kieszonkowy nożyk i zaczął nadawać kształt kawałkowi drewna. Kiedy rzeźba była już prawie gotowa Żak przybiegł zza krzaków i pożarł w kilka minut dzieło Błażka. A miał to być prezent przeprosinowy dla Marzenki… Kożuch czy kołnierz, bandaż czy rzemień, pies rzecz każdą przerzynał swoimi zębami.

Zubożał zadłużony po uszy stróż i niewiele brakowało, a zostałby żebrakiem, ponieważ wyżeł wyrządzał ludziom mnóstwo przykrości. Rozbieżne przepowiednie sąsiadów wróżyły Błażkowi mroczną przyszłość. Podżegali go nawet do najbardziej odrażającego czynu. Mężczyzna nie wiedział, co ma zrobić, dużo czasu spędzał na przechodzeniu się po okolicy.

Wychodził z Żakiem na długie spacery wzdłuż rzeki i po polach pszenicy, gdyż naiwnie liczył, że tam żadnej szkody nie wyrządzi, ale ten pies zawsze znalazł coś do spożycia. Po kilku miesiącach udało mu się rozgryźć ten ciężki orzech. W związku tym, że korzyści z posiadania tego zwierza nie ma, postanowił go komuś odsprzedać i takie też przyrzeczenie złożył swojej żonie, by się dłużej nie złościła.

Dużo czasu poszukiwał zainteresowanego taką bestią. Rozejrzał się za chętnym, ale go nie było. Wszyscy w najbliższej, jak i trochę dalszej okolicy znali opowieści o żarłocznym psie. Jedni krzyczeli, iż jest wielki i kędzierzawy, drudzy słyszeli, że ma czarne zęby i podniebienie, a jeszcze inni mówili, że jego żołądek nie ma dna. W końcu po kilku miesiącach zgorzkniałemu mężczyźnie udało się sprzedać psa. Szczęśliwym nabywcą stał się zagorzały myśliwy, któremu nie przeszkadzała żarłoczność wyżła. Wręcz przeciwnie z racji zainteresowań uważał to za pożyteczną cechę.

Teraz stróż, widząc żarłocznego czworonoga chyżo bieżącego w sforze, uwierzył, że nawet marzenia i niedorzeczne mrzonki mogą się stać rzeczywistością.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)