Wiosenna przeprowadzka - rozwiąż dyktando

Jeśli chcesz przećwiczyć zasady ortografii powinieneś rozwiązać dyktando. Przed Tobą więc trudne wyzwanie! Ale cóż innego pomoże w zapamiętaniu trudnych zasad ortografii, jak nie ciągłe ich ćwiczenie?

U krasnoludków zaczęła się żmudna krzątanina. Korzenie drzew zapachniały żywicą. W spiżarni kończyły się już zapasy żywności. Zjedzono ostatnie orzechy, oraz resztki dżemu z porzeczek i jeżyn. Zima zbliżała się ku końcowi. Król Krzysztof zarządził, aby nadworny kronikarz Kazimierz sprawdził, czy rzeczywiście nadeszła już wiosna. Urzędnik wrócił i rzekł, iż śnieg kurzy na dworze, a ziemia skrzepła, jak żelazo. Pod srebrzystą pościelą nikło wszystko: przybrzeżna trzcina, krzaki i przydrożne drzewa. Olbrzymie połacie pól również zostały przywalone śnieżną pierzyną. Natura spokorniała w ciężkim jarzmie zimy, każdy krasnal znów włożył kożuch, ponieważ mróz srożył się duży.

Kilka dni później kronikarz znów wyszedł na powierzchnię. Po powrocie padł krzyżem u nóg władcy i oznajmił, że potężna władczyni lodowa powoli ustępuje. Przemawiał do wszystkich, co tam widział… Przyroda obudziła się ze snu zimowego. Wzdłuż zboczy wzgórz leżały jeszcze śnieżne płaty, lecz z każdym cieplejszym promieniem zamieniały się w duże kałuże. Odsłaniał się żółty piasek nadrzecznych plaż. Kroplami wody ociekały poruszane rześkim wietrzykiem gałęzie nadbrzeżnych brzózek.

Podejrzewał, że nocami trzymał jeszcze mróz i bielą szronu wyiskrzał korony strzelistych drzew, ale w dzień musiał ustępować. Słońce wznosiło się coraz wyżej. Ziemia zaczynała rozkoszować się ciepłem, wygrzewać leniwie, gotując się do życia. Na polach wychodziły ozime pszenica i żyto. Ożywiły się również znużone zimą zwierzęta. Widział przylatujące ptaki wędrowne. Przez korzenie jarzębiny przemykał rozbudzony po zimowej drzemce tchórz tu i ówdzie pojawiły się jeże. Krzykliwymi głosami odzywały się bażanty, przerażone widokiem pełzającego węża. Cała przyroda cieszyła się z nadejścia wiosny. Las tętnił życiem!

Po tym gaworzeniu wszyscy zdjęli ciepłą odzież i przygotowywali się do wyjścia z groty. Pakowali to, co trzeba było ze sobą zabrać. Najbardziej podekscytowani byli najmłodsi, którzy narodzili się w pieczarze i jeszcze nigdy nie wychodzili z zimowego schronienia na zewnątrz. Małe krasnoludki liczyły, że przeprowadzka przyniesie im wiele różnorodnych korzyści. Na przykład, marzyły, aby móc się prażyć w promieniach słońca, o których tyle słyszały. Chciały też przebiec się po świeżej, zielonej trawie. Żywiły również nadzieję na to, że będą mogły pobawić się w chowanego w nowszym, dużo ciekawszym otoczeniu. Jedną z upragnionych zabaw było przeliczenie igieł modrzewia. Czekały aż przeżyją nieopisaną przygodę.

W końcu po całym dniu wyczerpujących przygotowań zbliżali się do wielkiego wyjścia. Wyczyszczono już do cna spiżarnie, nie zostawiając tam ani jednego najmniejszego okruszka, dlatego tym bardziej każdy nie mógł się doczekać słońca i nadchodzących nowych zapasów żywności. Niektórzy jeszcze chwilę przed wyjściem powracali myślami do końca jesieni, kiedy to żegnali się na kilka miesięcy z powierzchnią. Jeden z krasnali przypominał sobie na głos ten pochmurny wrześniowy dzień, jak to pożółkłe liście spadały z szarzejących drzew. Ktoś inny przywracał sobie w pamięci przepiórki przygotowujące się do rozpoczęcia wędrówek. Zima przychodziła powoli i niepostrzeżenie.

Zwołano wszystkie straże, kiedy bożęta wyszły niewiele zdążyły zobaczyć, gdyż śnieżna wichura dmuchnęła im w same twarze. Król pocierając odmrożony nos, oburzył się. Nakazał odwrót, ułożył się do snu i zażądał, żeby zbudzić go dopiero w maju. Zrozumiał, ze marzec zażartował sobie z wszystkich żywych stworzeń. Zapomniał o przedwiośniu, które przypada na trzeci miesiąc roku. Zasypiał powtarzając znane przysłowie, które głosi: „W marcu, jak w garncu.”

Ikea poruszyła wrażliwą strunę. Przypomniała rodzicom, jak trudno jest wypuścić z gniazda dziecko
SKOMENTUJ (0)
KOMENTARZE (0)