Twój umysł stać na więcej

Twój umysł stać na więcej
Mam nieco mieszane uczucia po lekturze książki „Twój umysł stać na więcej”. Przy czym wcale nie twierdzę, że jest to słaba, czy wręcz kompletnie nie przydatna lektura. Ale zacznę może od początku.
/ 11.09.2009 12:23
Twój umysł stać na więcej

Pierwsze wrażenie jakie nasunęło mi się po tej lekturze jest takie, że jest to pozycja napisana przez pracownika jakiegoś dużego przedsiębiorstwa dla innych tam pracujących (co wcale nie wynika z bibliograficznej notki autora). Ciągle przewijają się nazwy jakichś firm brzmiących nieco egzotycznie, co chwila mowa o zebraniach, prezentacjach, itp. Na porządku dziennym jest uzupełnianie tekstu cytatami kierowników, pracowników, czy w końcu szefów dużych firm.

Nie do końca mi się spodobało takie podejście, z tego prostego powodu, że ono niejako wymusza stosowanie przez autora określonego stylu akceptowanego przez takich właśnie ludzi. Stąd brak luźnego podejścia do tematu. Lektura nie wywołała (przynajmniej u mnie) żadnych emocji. Brak zabawnych anegdotek z życia wziętych, zamiast tego co chwila mamy opis pewnej sytuacji w pewnej firmie itd. Taki sposób przekazywania wiedzy nie jest odpowiedni dla młodzieży, studentów, czy wreszcie ludzi nie pracujących w wielkich korporacjach. Spory minus za to.

Dla odmiany bardzo mi się podoba struktura książki. Na sam początek autor przekazuje nam garść wiedzy teoretycznej o naszym mózgu, następnie na tej podstawie formułuje zalecenia, rady i wskazówki, a na koniec pokazuje jak używać ich w prawdziwym (czytaj: korporacyjnym) życiu. Przy czym część teoretyczna jest ograniczona do minimum, więc nie ma zanudzania na ten temat. Duży plus za to.

Jeśli ktoś nastawia się na zdobycie konkretnej wiedzy, jak zapamiętać poszczególnych władców Polski, daty rozbiorów itp. to nie jest to lektura dla niego. Brak w książce jakichkolwiek informacji na ten temat. Powtórzę to co napisałem w poprzednim akapicie: autor opierając się na teoretycznych informacjach odnośnie funkcjonowania naszego mózgu, formułuje określone rady, wskazówki i następnie pokazuje jak ich używać w realnym świecie. Sprawia to, że lektura przypomina czytanie nieco pozycji motywacyjnej (te ciągle przekonywanie o potrzebie uczenia się, zdobywania nowych informacji, podejmowania ryzyka i nowych wyzwań), gdyż brak tam konkretnej instrukcji, która pozwoli nam nauczyć się tego, czego mamy się nauczyć.

Podsumowując: jeśli ktoś jest początkujący w zakresie technik i metod szybkiego uczenia się, to nie jest to absolutnie pozycja dla niego. Jeśli ktoś szuka konkretnych informacji , jak nauczyć się na jutrzejszy egzamin, też niech sobie ją lepiej odpuści. Osoby, które dobrze orientują się w podstawach mogą ją przeczytać, ale nie znajdą tutaj nic nowego. Eksperci, czy też osoby z branży – dla nich lektura może być ciekawa ze względu na inne podejście do tematu, niż to jest normalnie przyjęte. Najbardziej skorzystają jednak z tej lektury osoby, które pracują w jakiejś korporacji i szukają informacji jak przygotować się do kolejnego zebrania, prezentacji itp. Takich informacji tutaj pełno, ale co to ma wspólnego ze zdobywaniem prawdziwej wiedzy na własne potrzeby? Wydaje mi się, że nie wiele, dlatego też ogólnie nie polecam.

Redakcja poleca

REKLAMA