Najpierw ucz dziecko, a potem wymagaj

Najpierw ucz dziecko, a potem wymagaj
Pracując z dziećmi i ich rodzicami zauważam pewną prawidłowość, która ma miejsce bez względu na wiek dziecka i rodziców, a szczególnie widoczna jest w odniesieniu do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym oraz ich rodziców.  
/ 23.03.2009 12:24
Najpierw ucz dziecko, a potem wymagaj

Prawidłowość ta dotyczy sposobu reagowania rodziców na porażki edukacyjne dzieci i reakcji dzieci na „dogmaty” głoszone przez rodziców.

W czym tkwi problem? Otóż po raz pierwszy pojawia się on w czasie diagnozy. Często zdarza się tak, że rodzic, dla komfortu dziecka, przebywa w czasie diagnozy pedagogicznej w pokoju terapeuty razem z dzieckiem. Musi tylko sprostać jednemu zadaniu – nie wolno mu komunikować się z dzieckiem w zakresie wykonywanych zadań, nie wolno mu sugerować rozwiązania zadania, podpowiadać i wykonywać poleceń za dziecko. Choć brzmi niewinnie, dla rodziców jest to duże wyzwanie. Kieruje nimi najczęściej przekonanie, że jeśli zadanie jest wykonane inaczej niż zrobiliby oni sami (zadania diagnostyczne z punktu widzenia rodziców są niezwykle proste) to wynik badania będzie negatywny, a tym samym postawi w złym świetle dziecko i ich samych. Dzieje się tak dlatego, że w czasie badania pedagogicznego często padają pytania o sprawy tak oczywiste jak: pory roku, dni tygodnia, używanie liczebników porządkowych lub zbiorowych. Są to umiejętności i wiedza często tak proste, że rodzice przyznają później sami, że nie sądzili, iż ich dziecko nie zna odpowiedzi na te pytania –„to przecież takie proste” pada stwierdzenie – „jak mógł tego nie wiedzieć?”.

A jednak mógł syn lub córka mogła nie wiedzieć, bo niby skąd. Ma dopiero kilka lat, a otaczający ją świat jest wielce skomplikowany. Ledwo poznała kilka słów, nauczyła się jako tako budować zdania, ale nadal o świecie wie tyle ile przekażą jej/jemu najbliżsi.

Dziecko zauważy zmianę pór roku, bo jednego dnia zbierało kolorowe liście a następnego dnia, gdy się obudziło na ulicach był śnieg. Dostrzeże tę zmianę, ale jeśli nikt nie nazwie tego co było jesienią i tego co jest zimą, to dlaczego te słowa i ich znaczenie mają pojawić się w umyśle dziecka? Zjawisko to jest właśnie tak oczywiste, że o ile rodzice niemowlaka nie wymagają od niego wiedzy równej sobie, to w przypadku dziecka nawet sześcioletniego wymagania te już się pojawiają.

Dlatego tak ważne jest zrozumienie różnicy istniejącej pomiędzy postrzeganiem świata przez dorosłych i przez dzieci. Dziecko buduje swoją wiedzę o świecie na bazie zdobywanych doświadczeń, jeśli dorosły nie zachęci dziecka do nazywania otaczającej rzeczywistości i sam nie będzie tego czynił w sposób prawidłowy to dziecko też tego nie zrobi. A pamiętać trzeba, że dziecko, szczególnie małe, chłonie wiedzę niczym gąbka. Rodzic, który już wie, że 4 to jest 4 i nieważne czy są to 4 guziki, czy 4 słonie, musi zrozumieć, że dla jego pięcioletniego dziecka 4 słonie to więcej niż 4 guziki i nie ma się co sprzeczać, i rodzic i dziecko mają rację, tyle tylko, że jest to racja na miarę każdego z nich.

By lepiej zrozumieć tę sytuację, należałoby odnieść się do własnego doświadczenia, np. można wspomnieć zadanie, które było trudne kiedy było się w klasie piątej, ale to samo zadanie można było wytłumaczyć młodszemu koledze, gdy samemu było się w klasie szóstej czy siódmej.

Niestety ,dorośli najczęściej nie pamiętają własnych zmagań z nauką czytania, pisania czy liczenia, może tylko ci nieliczni pamiętają, którzy mieli z tym kłopoty. Uważamy, że są to czynności niezbędne i dla nas dorosłych automatyczne, natomiast dla dziecka są one jednak nowym doświadczeniem. Takim samym nowym doświadczeniem dla dziecka jest odkrywanie kolejnych prawd o świecie: to są pory roku, a to są dni tygodnia, ta woda była w butelce, a teraz jest w dwóch szklankach, ale to nadal jest ta sama woda, to była brudna bluzka, a teraz mama ją upierze i będzie czysta, co z tego, że słonie są większe od mrówek – 5 to znaczy 5, odjąć to znaczy zabrać, ująć, a dodać znaczy zwiększyć, dołożyć, to są pytania a to odpowiedzi, tu jest moja prawa strona, a to moja lewa strona. I tak krok po kroku dziecko każdego dnia dowiaduje się czegoś nowego. Dlatego trzeba pamiętać: by móc wymagać trzeba najpierw nauczyć, pokazać i nazwać, szczególnie to, co wydaje się oczywistym. Dziecko ze swej natury poznając i ucząc się smakuje, dotyka, manipuluje, wącha, próbuje. Dorosły postępuje inaczej, bo już zdobył to, co dopiera na dziecko czeka.

Redakcja poleca

REKLAMA