Jak poznać, że dziecko ma problemy z nauką?

Wielu matkom przytrafia się taka sytuacja: dziecko na początku szkoły podstawowej ma dobre wyniki w nauce i nagle – w piątej, szóstej klasie, czasem w gimnazjum, czasem w liceum, następuje tąpnięcie, nagle pojawiają się gorsze oceny, potem nieobecności, zdarza się, że potem dochodzą inne problemy. Co robić, gdy dziecko ma problemy z nauką?

Łańcuch, czyli jak powstają problemy z nauką

Łańcuch powstawiania wielu szkolnych problemów jest podobny, najpierw zaległości spowodowane trudniejszą partią materiału, nieobecnością w szkole, kilka słabo napisanych klasówek z jednego przedmiotu. Czyli mały w gruncie rzeczy problem, któremu mogłyby zaradzić krótkie korepetycje, więcej pracy poświęconej zagadnieniu, dodatkowe spotkanie z nauczycielem lub dokładna lektura podręcznika.

Algorytm powstawiania poważnych problemów jest zazwyczaj taki: w pewnej chwili pogarszają się oceny z jakiegoś przedmiotu. Dzieje się tak zazwyczaj w ostatnich klasach szkoły podstawowej lub na początku gimnazjum.

Jak pomagać dziecku w nauce?

Wynika z tego, że w tym czasie program szkolny staje się bardziej zagęszczony, uczniom stawia się wyższe niż wcześniej wymagania i – najważniejsze – do rozwiązywania zadań nie wystarczy już intuicja. Potrzebna jest wiedza.

Gorsze stopnie na początku problemów, jeśli nauczyciel zwróci na ucznia szczególną uwagę lub jeśli pomogą rodzice, można szybko wyeliminować i udowodnić dziecku, że dzięki pracy może poradzić sobie z trudnymi zagadnieniami. Jeśli nie zrobimy tego szybko – z każdym rokiem będzie coraz trudniej.

Złe oceny dziecka, którego nikt nie wspiera powodują frustrację, w konsekwencji, niższe oceny z innych przedmiotów, poczucie solidarności z innymi słabymi uczniami i zaakceptowanie swojej sytuacji. Uciekanie od problemów skutkuje opuszczaniem zajęć, rezygnowaniem z nauki, która „i tak nic nie daje”.

Dlatego tak ważne jest to, żeby reagować szybko i zdecydowanie, nie dopuścić do powstania patowej sytuacji np. groźby powtarzania roku lub relegowania ze szkoły. Jak to zrobić?

Zobacz też : Jak pomóc dziecku zaaklimatyzować się w nowej szkole?

Zapobiegać

Problemy dziecka z nauką w pierwszym etapie najłatwiej rozpoznać po prostu słuchając. Jeśli rodzic ma z dzieckiem dobry kontakt, usłyszy, że nie rozumie ono materiału, że sobie nie radzi, że potrzebuje pomocy. Nie reagujmy jednak wtedy paniką, słabo napisana klasówka z biologii czy historii to jeszcze nie koniec świata. Wystarczy szybko samodzielnie powtórzyć materiał, przeczytać teksty z podręcznika lub w razie potrzeby, wynająć korepetytora. Ważne, aby nie powstały zaległości.

Jeśli nie jesteśmy pewni swojego kontaktu dzieckiem, po pierwsze nie unikajmy „nudnych wywiadówek”. Spotkanie z nauczycielem może wskazać miejsce, gdzie powstaje problem. Często też wychowawca proponuje udział w bezpłatnych zajęciach dodatkowych.

Na co zwrócić uwagę, gdy dziecko ma problemy z nauką?

Czasem zdarza się też tak, że z różnych powodów ani dziecko, ani wychowawca nie sygnalizują problemu. Oceny pogarszają się nieznacznie (od czego są ściągi i pomoc kolegów), liczba nieusprawiedliwionych nieobecności jest większa, ale nie bardzo duża. Zawsze zwracajmy uwagę na to, czy dziecko:

  • nie skarży się na omawiany materiał (nie na nauczyciela, bo to zupełnie naturalny objaw buntu w szkole, ale właśnie na omawiane tematy, poziom skomplikowania, ilość materiału),
  • ma nieusprawiedliwione godziny w szkole, dowiedzmy się też co podczas nich robiło,
  • ma dużo usprawiedliwionych nieobecności (sprawdźmy, czy nie podrabia podpisów rodziców),
  • opowiada o szkole – jeśli nie mówi o lekcjach, nawet krytykując je czasem, to zły znak, być może nie potrafi lub nie chce się skupić).

Ważne jest to, że jeśli stwierdzimy, że nasze dziecko ma problemy w szkole, nie powinniśmy popadać w panikę. Kilka słabszych ocen, nawet nieusprawiedliwione wagary to przecież nie tragedia. Zamiast bezsensownie karać i wywoływać bunt, spróbujmy poznać przyczynę takiego zachowania.

Pamiętajmy też o tym, że wobec dzieci w różnym wieku musimy stosować inne metody. 12-13-latkowi wystarczy… pomoc rodzica, dopilnowanie, czy odrabia zadane lekcje, pomoc przy trudniejszych zadaniach, czasem korepetycje. Dajmy dziecku odczuć, że traktujemy je jak „dorosłego”, że wyciągamy pomocną dłoń, ale ono też musi pracować. W przypadku takich dzieci sprawdza się też rozsądnie stosowany system ograniczeń, np. dostępu do komputera, póki nie poprawią się oceny.

W przypadku starszych dzieci, gimnazjalistów, również niezbędna wydaje się być rozmowa i przedstawienie oczekiwań rodzica. Często potrzebna jest fachowa pomoc prywatnego nauczyciela lub szkolnych poradni. Sprawdza się również czasem system ograniczeń, jednak stosowany racjonalnie i co równie ważne – bezwyjątkowo i konsekwentnie.

To właśnie konsekwencja w działaniu i uczenie dzieci odpowiedzialności, również za własną edukację, powinny przyświecać rodzicom. Dzięki temu czas spędzony w szkole będzie nie tylko przysparzał wiedzy, ale stanie się również formą wychowania dorosłego człowieka.

Zobacz też : Jak zadbać o własne bezpieczeństwo w szkole?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
~ala/2 lata temu
kupa
~Marta/5 lat temu
Pamiętam jak mój Jaś nie miał ochoty chodzić do pierwszej klasy. Do zerówki biegał a do szkoły niestety nie miał już takiego zapału. Początkowo razem z mężem myśleliśmy, że może chodzić o kolegów, koleżanki, nowe otoczenie - to zawsze robi wrażenie na dziecku. Pomyliliśmy się, na pierwszej wywiadówce usłyszałam, że mój Jaś nie chce pisać, że ma z tym problemy. Byłam zaskoczona bo w zerówce dzieci przecież uczą się podstaw - pisanie, czytanie, liczenie. Okazało się, że syn czuje się gorszy bo nieładnie pisze, literki nie są tak kształtne jak u innych dzieci, które w dodatku śmieją się z niego, że jest leworęczny.Początkowo zrobiło mi się przykro, że ktoś mógł śmiać się z mojego dziecka, później byłam wściekła, że rodzice nie uczą dzieci tolerancji, nie tłumaczą, że ktoś może być leworęczny przez co przecież nie jest gorszy. Problem udało nam się rozwiązać, rozmowa z wychowawczynią i rodzicami, później mąż kupił Jaśkowi pisaki i pióra dla leworęcznych. Jaś pokazał dzieciom fajne, kolorowe długopisy a te chciały takie same, najważniejsze jednak, że w porę dowiedzieliśmy się o co chodzi i mogliśmy odpowiednio zareagować.