Dziecko

Dziecko - jest to jeszcze niedorosła osoba od dzieciństwa do wieku młodzieńczego. Pod tym hasłem umieszczam także wizerunki bohaterów literackich wspominających swe dzieciństwo lub relacje narratora o ich najmłodszych latach.

Dziecko

Mitologia

Mitologiczny heros Herakles, syn Dzeusa i królowej Alkmeny. Jak głosiło podanie, ojciec, by zapewnić mu nieśmiertelność, położył go przy swej boskiej żonie Herze, by niemowlę possało jej mleka. Bogini jednak obudziła się i cudze dziecko odtrąciła. Znienawidziła od tej pory bohatera i potem przez całe życie prześladowała.

Kiedy miał dziesięć miesięcy, nasłała na niego dwa olbrzymie węże, aby zadusiły Heraklesa. Chłopczyk chwycił je i zgniótł, dając dowód swej nadludzkiej siły. W dzieciństwie „rósł zdrowo jak drzewo w sadzie”. Od najmłodszych lat uczył się powożenia końmi, sztuki strzelania, zapasów. Sypiał na twardym łożu, a żywił mięsem i chlebem. Nie miał natomiast zamiłowania do książek. Porywczy z natury, zabił nauczyciela i za to ojczym wypędził go z domu.

Bóg kupców i złodziei, Hermes, wkrótce po narodzinach wyszedł z pieczary. Po drodze zabił żółwia i z jego skorupy zrobił cytrę. W porze południowej zakradł się do obory króla Admeta i wyprowadził z niej trzodę. Zmieniając wciąż kierunki, by zmylić pogoń, ukrył bydło w górach. Potem powrócił jak gdyby nigdy nic do swej pieczary i usnął. Apollo, który miał się stadem opiekować, przybiegł następnego dnia z krzykiem.

Matka Hermesa podprowadziła boga do kołyski i tłumaczyła, że tak małe dziecko nie mogło ukraść stada, nie wiedząc nawet, co to krowa. „Słysząc to chłopiec nie wytrzymał i zaśmiał się głośno”. Sprawa się wydała, więc żeby przebłagać rozgniewanego brata, Hermes podarował mu swój instrument.

Zobacz też : Mity - historie bogów i ludzi

Biblia

Małym chłopcem był Beniamin, kiedy na rozkaz Józefa pozostali bracia musieli sprowadzić go do Egiptu. Zezwolono im wszystkim powrócić potem do domu ojca. Józef jednak rozkazał, by do torby Beniamina włożono drogocenny puchar. Potem rozkazał, by słudzy dogonili wędrowców i oskarżyli o kradzież. Jak przewidywano, znaleziono przedmiot w torbie najmłodszego. Miał zostać niewolnikiem. Pozostali błagali możnowładcę faraona, by odwołał decyzje, ponieważ ich ojciec Izrael umrze z rozpaczy. Wtedy egipski wielmoża dał się braciom rozpoznać. Beniamin był szczęśliwy, że odzyskał brata, którego wszyscy mieli za zmarłego.

Dwanaście lat miała córeczka Jaira, kiedy śmiertelnie się rozchorowała. Jezus Chrystus przybył do domu jej ojca, a wszyscy twierdzili, że dziewczynka umarła. Chrystus zaś twierdził, że tylko zasnęła. Wziął potem dziewczynkę za rękę i nakazał jej wstać. Otworzyła oczy, wstała i zaczęła chodzić.

Literatura średniowieczna

W literaturze średniowiecznej o dzieciństwie bohatera mowa jest w Dziejach Tristana i Izoldy. Mały Roland nie pamiętał swoich rodziców. Jego ojciec Riwalen zginął na wojnie, a matka Blancheflor rozchorowała się na tę wiadomość z rozpaczy. Cztery dni później urodziła syna i zmarła. Niemowlę trafiło pod opiekę wiernego przyjaciela zabitego, Rohałta. Ten wychowywał go że swoimi dziećmi jako własnego syna. Kiedy chłopak miał siedem lat, wychowaniem jego zajął się giermek Gorwenal. On nauczył Tristana posługiwania się bronią i rycerskich zasad postępowania. Tristan wyrósł na pięknego młodzieńca.

Zobacz też : Dzieje Tristana i Izoldy

Literatura odrodzenia

Giovanni Boccaccio Sokół

W noweli Sokół mowa jest o nieszczęsnym synku Monny Giovanny. Chłopiec po śmierci ojca wyrastał pod opieką matki. Zaprzyjaźnił się z sąsiadem Federigiem, chodził razem z nim na polowania i bardzo polubił jego sokoła. Nie śmiał jednak poprosić o podarowanie mu ptaka na własność. Po pewnym czasie ciężko się rozchorował. Matka pielęgnowała go z całym oddaniem. Dziecko obiecało, że wyzdrowieje, jeżeli otrzyma sokoła. Monna Giovanna obiecała, że życzenie spełni. „Dziecko tak się tymi słowami uradowało, że tegoż jeszcze dnia znaczną ulgę poczuło”.

Matka nie mogła jednak dotrzymać słowa, ponieważ ptak został zabity na potrawkę. Jej synek „nie wiedzieć, czy wskutek strapienia z powodu nieotrzymania sokoła, czy też dlatego że choroba takie już przyrodzenie miała, że tylko śmiercią skończyć się mogła”, w kilka dni później zmarł.

Mikołaj Rej Żywot człowieka poczciwego

Rej w Żywocie człowieka poczciwego radził rodzicom jak mają wychowywać dzieci i jak obserwować ich charaktery, by je odpowiednio kształtować. Zależnie od „przyrodzenia” dziecko może się bowiem zapowiadać na „krewnika”, wtedy będzie „wszystko śmiał a igrał”, z kolei „flegmatyk spał a drzemał, choleryk się gniewał, melancholik się frasował”. Dlatego potrzeba, by matki same się dziećmi opiekowały i wychowywały, kształtując dobre cechy charakteru i eliminując złe. „Bo widzisz, i wosk, póki miękki, tedy się rychlej w pieczęć przyjmie, niźli kiedy stwardnieje”. 

Zobacz też : Jan Kochanowski - Treny

Jan Kochanowski Treny

Postać Urszuli przedstawił w Trenach Kochanowski. Dwuipółletnie dziecko podmiot liryczny nazywał „Safo słowieńską”, która „Nowe piosenki sobie tworząc, nie zamykając / Ustek nigdy, ale cały dzień prześpiewając” wnosiła do domu radość. Wspominał, że było to dziecko „Ochędożne, posłuszne, karne, niepieszczone”, umiejące grzecznie i układnie się zachowywać, „Roztropne, obyczajne, ludzkie, nierzewliwe, / Dobrowolne, układne, skromne i wstydliwe”.

Urszulka zawsze była też chętna do pomocy i pobożna. Twierdził po jej śmierci, iż „to w tak małym wieku sobie poczynała, / Że więcej nad trzydzieści miesięcy nie miała. / Tak wiele cnót jej młodość i takich dzielności” widocznie „Nie mogła znieść; upadła od swejże bujności”.

Magda Gessler i nauka gotowania dla najmłodszych. Niech twoje dziecko uczy się od najlepszych!

Literatura oświecenia

Ignacy Krasicki Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki

W Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach Krasickiego główny bohater opowiadał o swoim dzieciństwie. Urodził się w szlacheckim domu. „Pierwsze lata niemowlęstwa mojego przepędzone były w orszaku niewiast”. Z tamtego okresu zapamiętał bajki i straszne opowieści i zaczął wierzyć w zabobony. W otoczeniu kobiet wychowywał się przez siedem lat.

Pewnego dnia do ich domu przyjechał brat matki Mikołaja. Z rozmów wynikło, że chłopiec do tej pory nie umie czytać ani pisać. Postanowiono oddać Mikołaja do szkół. Potem „Pierwiastki szkolne szły trybem zwyczajnym. Pojętność miałem wielką, ale wstręt do nauk jeszcze większy”.

Literatura romantyzmu

Adam Mickiewicz Dziady

 W Dziadów części II Mickiewicza występują duchy Rózi i Józia. Przybyły w noc dziadów z prośbą o pomoc. Józio twierdził, że za życia „Nic gorzkiego nie doznałem. / Pieszczoty, łakotki, swawole, / A co zrobię, wszystko caca. / Śpiewać, skakać, wybiec w pole, / Urwać kwiatków dla Rozalki, / Oto była moja praca”. Rózia zaś zajmowała się tylko strojeniem lalek. Dlatego „Zbytkiem słodyczy na ziemi / Jesteśmy nieszczęśliwemi”. Po śmierci, ubrani w światełka jutrzenki, oboje mają wprawdzie lepiej niż u mamy, ponieważ „W raju wszystkiego dostatek, / Co dzień to inna zabawka: / Gdzie stąpim, wypływa trawka”, a mimo to „Dręczy nas nuda i trwoga”, ponieważ mają zamkniętą drogę do nieba. Rózia i Józio proszą więc o dwa ziarnka gorczycy, „A ta usługa tak marna / Stanie za wszystkie odpusty”.

Dzieci występują też w Dziadów części IV. Właśnie wraz z ojcem po kolacji zamierzały odmówić pacierze, kiedy do drzwi zapukał nieznajomy. Przestraszone, uznały go za trupa albo upiora. Potem, nieco ośmielone, zaczęły się śmiać z jego dziwacznego stroju. Kiedy Pustelnik przynosi gałąź, proszą, żeby nie zabijał im ojca. Kiedy jednak okazało się, że dziwny nieznajomy nie miał złych zamiarów, uspokoiły się i z zainteresowaniem wysłuchały jego opowieści o śmierci Maryli. Obiecały, że „Będziemy za nią co dzień mówili pacierze”. 

Zobacz też : Adam Mickiewicz - Dziady

Zygmunt Krasiński Nie-boska komedia

Dziecko było także jednym z bohaterów Nie-Boskiej komedii Krasińskiego. Mały Orcio, syn Marii i hrabiego Henryka, został ochrzczony imionami Jerzego Aleksandra. Przed śmiercią Maria wyznała mężowi, że dziecko przy chrzcie „błogosławiłam, dodałam przeklęstwo – on będzie poetą (...) Jam mu skrzydła przypięła, posłała między światy, by się napoił wszystkim, co piękne i straszne, i wyniosłe. – On wróci kiedyś i uraduje ciebie”.

Orcio był rzeczywiście dzieckiem wyjątkowym. Nie bawił się, jak jego rówieśnicy, był „czartem maleńkim, podobnym do aniołka”. Nikt nie mógł zrozumieć też „Co znaczą twoje błękitne oczy, pochylone, choć żywe, pełne wspomnień, choć ledwo kilka wiosen przeszło ci nad głową”. Kiedy zaś „wzroczkiem sięgasz nieba – powiedz, co słyszysz, co widzisz, z kim rozmawiasz wtedy?”, gdy „w twoich oczach jaśnieje iskra, której nikt nie rozumie”.

Wszyscy przepowiadali Orciowi wielką przyszłość, tylko cyganka nie chciała mu nic wywróżyć, a malarz namalował go między wyklętymi duchami na obrazie o Sądzie Ostatecznym. „Tymczasem wzrastasz i piękniejesz – nie ową świeżością dzieciństwa (...) ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie”. Każdy jednak uważał go za ślicznego chłopca. Orcio nad grobem matki odmieniał słowa modlitwy, ale tłumaczył ojcu, że „mi te słowa się nawijają i bolą w głowie tak, że (...) muszę je powiedzieć”. Przyznał też, że często widuje matkę we śnie. Czternastoletni chłopiec oślepł i twierdził, że „Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma (...) Pełno postaci mi się wije między źrenicą a powieką – widzę twarze widziane, znajome miejsca”. Potem zaczął się dziwnie zachowywać, wstawać o północy, lunatykować i mówić przez sen: „Precz ode mnie, ciemności – jam się urodził synem światła i pieśni (...) Nie poddam się wam”.

Prosił też zmarłą matkę, by nasłała mu „obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzył drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem”. Lekarz stwierdził, że Orcio dostał pomieszania zmysłów z powodu nadzwyczajnej drażliwości nerwowej i żyje na pograniczu jawy i snu. Kiedy toczyły się walki, przebywał wraz z ojcem w zamku Świętej Trójcy. Pewnego razu zaprowadził hrabiego do podziemnych lochów i tam wyjawił, że widzi sąd nad własnym ojcem i wieczne dla niego potępienie. Zwierzył się też, że matka wzywała go do siebie, więc tego dnia najpewniej umrze. Padł trafiony kulą.

Literatura pozytywizmu

Henryk Sienkiewicz Chwila obecna

Portrety dzieci zawierała też literatura pozytywizmu. Sienkiewicz w jednym z artykułów pt. Chwila obecna zajął się problemem wiejskich dzieci, pozostawianych najczęściej bez opieki. Twierdził, że kiedy ich rodzice wychodzą w pole, one „robią, co chcą. Przepalają sobie głowy, przewracają się po piasku, łapią ryby w kałużach (...) – ot, i czas schodzi”. Starsze skazane są zaś na pilnowanie i niańczenie młodszych. Nie ma im kto wpajać zasad moralnych, więc „Same rozglądają się po szerokim świecie. Same z wolna poznają, co jest złe, a co dobre”. Dzieci wiejskie najczęściej nie umieją czytać ani pisać, więc „będziesz głupi i zły całe życie”. Pisarz twierdził, że jedyną radą na uzdrowienie tego stanu rzeczy powinny być ochronki, w których podczas prac polowych rodziców będą mogły otrzymać nie tylko troskliwą opiekę, ale i przyswajać wartości tak duchowe jak intelektualne.

Bolesław Prus Lalka

W Lalce Prusa ukazana została mała Helunia Stawska. Kiedy Wokulski ujrzał ją po raz pierwszy w kościele, stwierdził: „Co to za miła dziecina! (...) Gdyby była moja, zdaje się, że odzyskałbym równowagę umysłu”. Mieszkała wraz matką i babką w kamienicy Wokulskiego. Urodą dziewczynki zachwycił się także Rzecki, który Stawskie odwiedził jako plenipotent właściciela. Helunia była rezolutna i posłuszna, choć trochę rozpuszczona przez babcię. Potrafiła jednak być szczerze wdzięczna i manifestować uczucia. Kiedy matka kazała jej podziękować panu Wokulskiemu za przyniesienie wiadomości o jej zaginionym ojcu, „Helunia zrobiła dyg przed Wokulskim, a następnie przypatrzywszy się mu wielkimi oczyma, nagle chwyciła go za szyję u ucałowała w same usta”.

Rzecki próbował któregoś dnia wytłumaczyć dziewczynce, że wielogodzinne wysiadywanie przy oknie nie jest zajęciem właściwym. Helunia bowiem wraz z babcią przesiadywały nieustannie przy odsłoniętych storach, widząc wszystko i same będąc widziane. Dziecko jednak tłumaczyło się, że odkryła, iż okna czasem tak są oświetlone, że układają się w abecadło. Heluni było wolno też chodzić wraz z matką do baronowej i przyglądać się tam lalkom jej zmarłej córeczki i jedna szczególnie się jej spodobała. Od tej pory nawet przez sen mówiła o tej lalce. Rzecki postanowił sprawić jej przyjemność i sprzedać taką samą. Kiedy z powodu zabawki odbył się proces, nie rozumiała przyczyn całego zamieszania. Wyjechała potem wraz z matką pod Częstochowę. 

Zobacz też : Bolesław Prus - Lalka

Eliza Orzeszkowa Nad Niemnem

W Nad Niemnem Orzeszkowej ukazana została m.in. rodzina Kirłów. Najmłodszym z pięciorga ich dzieci była czteroletnia Bronia Kirlanka. Różniła się od rodzeństwa ciemną cerą, czarnymi oczami i włosami, reszta zaliczała się do blondynów. Włosy dziewczynki były wciąż rozczochrane. Trzymała się też nieustannie spódnicy matki, drepcąc za nią w wiecznie rozwiązanych trzewikach. Bronia przez cały dzień „drepce i gada, tak samo nieustannie gada, jak drepce, choć nikt jej słuchać ani myśli”. Nawet kiedy przybywali goście, trzymała się w pobliżu matki, nie opuszczając jej na krok.

Zobacz też : Eliza Orzeszkowa - biografia

Literatura Młodej Polski

Stefan Żeromski Ludzie bezdomni

Najbardziej barwną postacią dziecięcą w Ludziach bezdomnych Żeromskiego był Dyzio. Kiedy Tomasz Judym ujrzał go po raz pierwszy, Dyzio jechał z matką pociągiem do Cisów. Był to chłopiec około dziesięcioletni. „Cała postać, a szczególnie oczy, włosy i ręce przypominały rysia czy żbika”. Miał wytarte ubranie i podziurawione pończochy. W ręce trzymał brudny patyk-bat. Chłopiec nie zwracał uwagi na prośby matki. Zaczął oglądać guziki przy mundurze podróżującego wojskowego. Potem sięgnął po wiszący pałasz, co już spotkało się ze sprzeciwem właściciela. Następnie postanowił dostać się do okna i ruszył w jego kierunku depcąc po nogach podróżnych. Nie zwracając uwagi na krzyki, „z miną tryumfatora obojętnego na wszystko przedarł się, dokąd zmierzał”.

Wychylił się przez nie, usiłując dosięgnąć wiszącej na zewnątrz tabliczki, wierzgając przy tym nogą do tyłu. Oficer wciągnął go do wagonu, co wywołało protest. Po raz drugi usiłował dostać się do okna i po raz drugi mu tego zabroniono.

Wtedy Dyzio zaprezentował, na co go stać. Zaczął szarpać się, kopać wszystko i wszystkich wkoło. Nie uznawał się za zwyciężonego, odepchnął oficera, w kierunku matki pokazał język. Na chwilę się uspokoiwszy, usiadł między matką a Judymem, potem zaczął atakować doktora.

„Zaglądał mu w oczy, wpierał się w niego ramieniem, łokciem, kolanem”, wreszcie zaczął mu do buta wpychać swój patyk. Następnie zajął się kapeluszem Judyma, podrzucał go do góry i chwytał na patyk. Wreszcie zmęczony usnął.

Wysiadłszy na stacji doktor zdenerwował się faktem, że dalszą podróż końmi będzie musiał odbyć w towarzystwie niesfornego Dyzia. Pan Tomasz w pewnej chwili poczuł, że chłopiec zaczął łaskotać go po łydkach długą, ostrą słomą, którą potem zamienił na badyl, zaczął także wydłubywać doktorowi nitki ze skarpetek i próbował zdjąć but. Nie pomagało odpychanie jego rąk. Dyzio nie reagował i wymyślił nową zabawę. Zebrał bryłę lepkiego błota i wrzucił za cholewkę buta doktora. Kiedy dwukrotnie to uczynił, zdenerwowany Judym zagroził, że go zbije. „Chłopak uśmiechnął się zjadliwie” i znowu wrzucił błoto do kamasza. Judym kazał woźnicy stanąć. Wyciągnął chłopca z powozu, przechylił na kolanie i wlepił kilka solidnych klapsów. Matka usiłowała bronić jedynaka i wrzeszczała jak obłąkana, ale lekarz nie zwracał na nią uwagi. Kiedy dłoń zabolała doktora od razów, wrzucił chłopca do powozu i kazał woźnicy jechać.

Zobacz też : Stefan Żeromski - biografia

Literatura XX-lecia międzywojennego

Zofia Nałkowska Granica

W literaturze XX-lecia międzywojennego postać dziecka ukazana została m.in. w Granicy Nałkowskiej. Był to siedmioletni (a wyglądający na pięcioletniego) Zbysio, naturalny syn Władziowej. „Był blady i wątły, ubrany czysto i miał wielkie, zbytkowne, jasne rzęsy na wąsko patrzących oczach”. Awantura, której powodem była matka, nie obchodziła go. Wpierw stał spokojnie i obojętnie, potem przysiadł na schodku. Matka służyła po obcych domach, więc nieustannie umieszczała go w sierocińcu, a po jakimś czasie zabierała. Po miesiącu czy dwóch przychodziła z krzykiem do zakładu i domagała się wydania dziecka, grożąc nawet podpaleniem. Zbysio „słuchał tego ze spokojem (...) Przyjmował wszystko pobłażliwie, z dyskretną, siedmioletnią ironią. Znał życie.

Z czystych ochron i przedszkoli, gdzie był myty, kąpany i żywiony, przechodził bez protestu do dusznych kuchen, skąd go natychmiast wraz z matką wyrzucano (...) w brud, ciemności, przekleństwa i nędzę. Znał to wszystko i niczemu się nie dziwił”. Miał po trepanacji czaszki odnawiający się co jakiś czas ropień, więc matka prowadzała go do lekarza na opatrunki. Chłopiec jednak nie bał się lekarzy, a i oni go lubili. W szpitalu znał go personel i pacjenci, ze wszystkimi witał się jak dorosły. „Był popularny, nikomu nie odmawiał siebie, szedł na wołanie pogodnie, ufnie i żartobliwie”. Poza tym Zbynio „Udawał bardziej naiwnego, niż był naprawdę”.

Bolesław Leśmian Urszula Kochanowska

Bohaterką i „ja” lirycznym w wierszu Leśmiana pt. Urszula Kochanowska jest zmarła córeczka poety. Kiedy po śmierci przybyła w „pustkowie”, Bóg przyjął dziewczynkę serdecznie. Obiecał spełnić każde jej życzenie, więc poprosiła o stworzenie jej takiego domu, jaki miała w Czarnolesiu. I przestraszona własną śmiałością, zamilkła. Stwórca dał jej jednak to, czego pragnęła, nawet sprzęty i kwiaty były podobne. Obiecał ją odwiedzić, kiedy poukłada gwiazdy do snu. Urszulka, w oczekiwaniu na rodziców, zakrzątnęła się żywo, nakryła do stołu, zamiotła podłogę i włożyła piękną sukienkę.

Potem „sen wieczny odpędzam – i czuwam – i czekam”. Kiedy nastał świt, rozległo się pukanie do drzwi. Z radością podbiegła do drzwi, by, rozczarowana, stwierdzić, że „To – Bóg, nie oni!”.

Literatura współczesna

Zofia Nałkowska Medaliony

Dramat dzieci ukazany został w Medalionach Nałkowskiej, w obrazku pt. Dorośli i dzieci w Oświęcimiu. Najmłodsi przeczuwali, wiedzieli, „że muszą umrzeć”. Do uduszenia w gazie wybierano najmniejsze, które nie nadawały się jeszcze do pracy. Selekcję przeprowadzano za pomocą pręta zawieszonego na wysokości metra i dwudziestu centymetrów, pod którym dzieci musiały kolejno przechodzić. „Świadome powagi chwili, te mniejsze, zbliżając się do pręta, prostowały się, stąpały wyprężone na palcach, by zaczepić głową o pręt i uzyskać życie”. Do zagazowania przeznaczono 600, ale była to liczba zbyt mała do zapełnienia komory, więc trzymano je w zamknięciu. Jeżeli udało im się uciec, rozbiegały się po obozie, szukając kryjówek, płacząc i wołając o ratunek: „My nie chcemy do gazu! My chcemy żyć!”. Jednemu z obozowych lekarzy udało się przechować dwóch chłopców przez dłuższy czas. Pewnego razu też pewien uwięziony profesor z Pragi, przechodząc obozową uliczką, zauważył dwóch chłopców przesuwających po ziemi patyczki. Na zapytanie, co robią, odpowiedzieli: „My się bawimy w palenie Żydów”.

Władysław Broniewski Ballady i Romanse

Bohaterką wiersza Broniewskiego pt. Ballady i romanse jest „naga, ruda” Ryfka, „trzynastoletnie dziecko”, błąkająca się po ruinach miasteczka. Była sierotą, „Mama pod gruzami, tata w Majdanku”. Litościwi ludzie dawali jej czasem coś do zjedzenia, ale „każdy się dziwił, że goła i ruda”. Dziewczynka nie zdawała sobie sprawy z grozy swego położenia. Żyła chwilą, zachowywała się jak niespełna rozumu albo jak dzikie zwierzątko. Złapana przez Niemców i skazana na śmierć „za te włosy rude”, została rozstrzelana.

Tadeusz Różewicz Chaskiel

Jej los podzielił bohater wiersza Różewicza pt. Chaskiel. Dopóki miał spokojne dzieciństwo, bawił się z innymi dziećmi w chowanego, dla niego „świat był jak kieszeń”, dobrze znany i bezpieczny. Kiedy jednak rozpoczęła się wojna, Chaskiel „z dnia na dzień starszy / kurczył się malał”, przestał być dzieckiem, a „zbliżał się do grobu”. Starał się gdzieś ukryć, zniknąć, ale „wszystkie schowanka / śmierci go wydały”. Podzielił los wielu innych żydowskich dzieci: „morze czerwone / schowało go”.

Andrzej Szczypiorski Początek

Tragedie dzieci w czasach wojny i okupacji przedstawił także Szczypiorski w Początku. Siostra Weronika swe zadanie ratowania żydowskich dzieci traktowała jak misję, chociaż miała świadomość, że pozbawiała je tożsamości i przeszłości, „Uczyła dzieci znaku krzyża, ale także nowych imion i nazwisk, całej ich krótkiej i skomplikowanej przeszłości, która była kłamstwem. Przez to kłamstwo miały się dzieci przebijać mozolnie do nowej prawdy życia”. Wśród nich był siedmioletni Arturek Hirszfeld, który początkowo z uporem nie chciał nauczyć się nowych danych, zapamiętać pacierza.

Kiedy siostra Weronika uczyła go, że nazywa się Władzio Gruszka, a jego ojciec był stolarzem, z uporem stwierdzał, że tata był żydowskim dentystą. Miał dobry, aryjski wygląd, ale o „niedobrym spojrzeniu, zdradzającym utajony głęboko sentyment wyklętej rasy”. Z uporem odrzucał nową osobowość. Kiedy wymawiał nowe dane osobowe, „Uśmiechał się szyderczo. Wzruszał ramionami. Spojrzenie miał wyzywające”. Potem jednak stał się zatwardziałym „polonusem”. Mała Joasia Fichtelbaum, przeprowadzona przez Wiktora Suchowiaka na aryjską stronę, bez zastrzeżeń nauczyła się nowej biografii i chrześcijańskich pacierzy. „Była to ładna, czteroletnia dziewczynka o kręconych włoskach i dużych, ciemnych oczach”. Przeżyła wojnę i wyjechała do Izraela.

Wisława Szymborska Chwila w Troi

W wierszu Szymborskiej pt. Chwila w Troi bohaterkami są małe dziewczynki, „chude i bez wiary, / że piegi znikną z policzków”. Nikt nie zwraca na nie uwagi, nie interesuje się ich problemami. Chodzą więc „po powiekach świata” przerażone, że są podobne do tatusia lub mamusi. Pozostawione same sobie, nieustannie marzą, że „znad talerza, / znad książki, / sprzed lustra” zostają porwane do Troi i przeobrażą w piękne Heleny. Wyobrażają, że wstępują po schodach pałacu „w szumie podziwu i długiego trenu”. Ich twarzyczki wtedy, „warte odprawy posłów / dumnie sterczą na szyjach / godnych oblężenia”. Wszyscy polegną porażeni ich widokiem: „Bruneci z filmów, / bracia koleżanek, nauczyciel rysunków”.

One obojętnie będą obserwowały tę zagładę i załamywały ręce „w upajającym obrzędzie obłudy”. Syte triumfu nad tymi, którzy ich na co dzień nie dostrzegali, są nareszcie dowartościowane. „Zasmucone tym tylko, / że trzeba powrócić” do rzeczywistości.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)