Biedota

Biedota – grupa ludzi niezamożnych, ubogich, nie posiadających środków do życia, godnych politowania i współczucia.

Biedota

Starożytność

Mity greckie wspominały o Filemonie i Baucis, małżeństwie ubogich staruszków, których odwiedził Dzeus. Ci biedni ludzie, nie domyślając się, że przyjmują pod swym dachem boga, ugościli go gotowanymi warzywami, bo tylko to mieli. Widząc jednak, że potraw i napojów przybywa, padli na kolana. Filemon chciał zabić na ofiarę jedyną gęś, ale Dzeus go powstrzymał. Wkrótce potem na miejscu ich lepianki stanęła wspaniała świątynia, w której staruszkowie do śmierci pełnili funkcje kapłańskie.

W Biblii ukazana została m.in. uboga wdowa, u której zamieszkał prorok Eliasz. Mieszkała wraz z synem w Sarepcie. Właśnie zbierała pod bramą miasta drewno na podpałkę, kiedy poprosił ją o kromkę chleba. Kobiecina wyznała, że nie ma pieczywa, jedynie trochę mąki i oliwy, z których ma zamiar przyrządzić sobie i synowi strawę. „Zjemy to, a potem pomrzemy”. Eliasz pocieszał ją i zaproponował, by upiekła mu podpłomyk, a potem zrobiła jedzenie sobie i synowi. Bóg sprawi bowiem, że odtąd nie zabraknie jej ani mąki, ani oliwy.

Średniowiecze

Francoise Villon "Wielki Testament"

Człowiekiem ubogim był Villon, autor Wielkiego Testamentu. „Biedakiem jestem już od młodu (...) Ojciec mój był z biednego rodu” – pisał o sobie. Podsumowując swoją nędzną egzystencję stwierdził, że „Nie masz zarośli ani krzaka, / Których by łachów swoich szmatem / Nie przysposobił... (...) Tyleż i zebrał w świecie plonu: / Na grzbiecie łachman ten ubogi”. Podmiot liryczny, żegnając się ze światem, zapisał swoje „bogactwa”: „ciało grzeszne zdaję / Ziemi”, krewnemu, opiekunowi – swoje książki, matce – modlitwę, przyjacielowi Marszanowi – piosenkę, mistrzowi Janowi – ogródek z rozwalającym się płotem, panu Dionizemu – czternaście wiader wody, mistrzowi Wilhelmowi – kozik, prokuratorowi – trzy garście groszaków itd.

Nędzarzem z wyboru był święty Aleksy, bohater Legendy o świętym Aleksym. Pochodzący z bogatej rodziny młodzieniec opuścił dom rodzinny i świeżo poślubioną żonę, by „służyć temu, cóż-ci w niebie”. Ruszył w świat, swe bogactwa rozdał biedakom, a „sam pod kościołem siedział, / a o księstwie nikt nie wiedział”, cierpiąc z chłodu i głodu. Kiedy po latach powrócił do Rzymu, zamieszkał pod domem ojca, przez nikogo nie rozpoznany. „Tu pode wschodem leżał, / każdy nań pomyje lał. / A leżał tu szesnaście lat, / wszystko cierpiał prze Bóg rad”. Dopiero po jego śmierci, dzięki listowi, dowiedziano się, kim był zmarły żebrak.

Zobacz też : Biblia - wprowadzenie

Renesans

Mikołaj Rej "Krótka rozprawa między trzema osobami: Panem, Wójtem a Plebanem"

Położenie chłopów pańszczyźnianych w okresie odrodzenia opisał Rej w Krótkiej rozprawie między trzema osobami: Panem, Wójtem a Plebanem. Przedstawicielem kmieci był Wójt, który spór Pana i Plebana kwituje słowami: „Ksiądz pana wini, pan księdza, / A nam prostym zewsząd nędza”. Skarży się, że chłopi są wykorzystywani tak przez szlachtę, jak i przez duchowieństwo. Obciążeniem dla chłopa są daniny – dziesięciny, kolęda, żywność, plony. „Urzędnik, wójt, sołtys, pleban, / z tych każdy chce być nad nim pan. / Temu daj gęś, temu kokosz, / zać więc z nimi mała rozkosz? / A przedsię na tłokę robić, / czasem proszą, czasem chcą bić. / Sprawnie ją nazwali tłoką, / bo tam czasem i grzbiet stłuką”. Prosty człowiek ma nad sobą wielu panów, których musi słuchać i im płacić. Pogrąża to lud w coraz większej nędzy.

Andrzej Frycz Modrzewski "O poprawie Rzeczpospolitej"

Modrzewski w traktacie O poprawie Rzeczypospolitej udowadniał, że w praworządnym państwie powinno istnieć harmonijne współżycie wszystkich warstw społecznych. Zapytywał: „A któż będzie dodawał żywności nam i bydłu, jeśli żadnego oracza nie będzie? Któż nam dodawać będzie odzienia i ubioru, jeśli nie będzie rzemieślników?”. Postulował, by nie zmuszać chłopów do pracy na pańskim polu, jeżeli nie posiadają oni własnej ziemi. Proponował też w rozdziale pt. Dozorca ludzi ubogich, by ludzie odpowiedzialni za sprawy najbiedniejszych poznali „każdego ubóstwa sposób albo przyczynę” i „dać ratunek, żeby z niedostatku rzeczy potrzebnych nie pomarli”.

Szymon Szymonowic "Żeńcy"

Sielanka Szymonowica pt. Żeńcy ukazywała ciężką sytuację pańszczyźnianych chłopek, pracujących na pańskim polu pod nadzorem okrutnego ekonoma: Oluchna skarżyła się, że „Już południe przychodzi, a my jeszcze żniemy. / Czy tego chce starosta, że tu pomdlejemy?”. Pietrucha postanawia rozweselić nadzorcę piosenką o słoneczku. Ma ona jednak smutną treść. Słońce „czasem pieczesz, czasem wionąć wietrzykowi / Pozwolisz i naszemu dogadzasz znojowi: / On zawsze: pożynaj! nie postawaj!- woła / Nie pomnąc, że przy sierpie trój pot idzie z czoła”. Narzekała, że „U nas post do wieczora zawsze od zarania”. Oluchna wspomniała nieszczęśliwą Maruszkę, którą mimo choroby wypędzono do żniw i za słabą pracę została ciężko pobita przez ekonoma: „Patrz, jako ją katuje: za głowę się jęła / Nieboga; przez łeb ją ciął, krwią się oblinęła”. Żeńcy ukazywały realia życia polskiej wsi.

Barok

Wacław Potocki "Czuj!stary pies szczeka"

W epoce baroku dolę biedaków opisywał Potocki. W utworze Czuj! stary pies szczeka za przyczynę tragicznego położenia ludu uznawał egoizm panów i niesprawiedliwe prawa: „Z pijawkami krwie, którą na ciężkie podatki / Kmiotek da, wysysając bezbożne ostatki. / Chłop z głodu, ci na zbytki; chłop wisi za wołu”. O losie chłopa pisał też w wierszu pt. Wolne kozy od pługu. „Kmieć nieszczęsny i robi, i płaci za pana”. Musi pracować na pańskim, a potem „żebrze chleba póty, / Póki chodzi, aż zdechnie pod cudzymi płoty”. A przecież, jak twierdził w utworze Natura wszystkim jednaka, ludzie są równi w oczach Boga. Pan od chłopa różni się tylko tym, że „Prócz że bardziej pan niż chłop śmierdzi: ta przyczyna, / Gdyż rychlej mięso zgnije, niż zwiędnie jarzyna”. Współczuje chłopom, ponieważ „Wszyscy go ze skóry łupią, począwszy od pana. / Niejeden też się wiesi, woli na powrozie / Niż umrzeć od bicia albo w gąsiorze na mrozie” – twierdził w wierszu Wiele niewolników, tyle nieprzyjaciół.

O losach biedoty wiejskiej mówiła też anonimowa literatura plebejska. Anonim w Lamencie chłopskim na pany skarżył się na nadmierne obciążenie podatkami i obowiązkową pańszczyzną: „Przyjdzie dzień powszedni – robić do dwora, / Przyjdzie dzień święty – siedzieć do gąsiora. (...) Wszystko wywleczesz, co masz, na pobory, / Musisz co przedać z gumna i obory”. Podmiot liryczny narzekał, że „Pan sobie pije naprosiwszy gości, / Kmiotek ubogi co dzień zgoła pości”.

Oświecenie

Stanisław Staszic "Przestrogi dla Polski"

W czasach oświecenia problemem niedoli chłopskiej zajmowało się głównie piśmiennictwo Sejmu Wielkiego. Staszic w Przestrogach dla Polski„Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpółnago chodzą, drugie skórą albo ostrą siermięgą okryte, wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe. (...) Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą: to ich największą szczęśliwością. (...) Tych pomieszkaniem są lochy, czyli trochę nad ziemię wyniesione szałasy: słońce tam nie ma przystępu – są tylko zapchane smrodem i tym dobrotliwym dymem, który (...) zbawia ich światła; aby mniej cierpieli, i w dzień, i w nocy dusząc, ukraca ich życie mizerne – a najwięcej w niemowlęcym wieku zabija”. Postulował, by wprowadzić dla chłopów ulgi i łagodniej ich traktować. opisywał wstrząsające warunki egzystencji rolników:

Hugo Kołłątaj "Do Prześwietnej Deputacji"

Także Kołłątaj w piśmie Do Prześwietnej Deputacji zwracał się do prawodawców, aby zastanowili się nad położeniem tych, którzy „od niepamiętnych czasów ponoszą ucisk i nędzę! Łzy ich nie znają ani końca, ani odpoczynku; niepewność losu odstręcza ich od dbałości na własne zarobki, od przywiązania do swego potomstwa, na które spoglądają jako na ofiarę niesprawiedliwości i przemocy; pijaństwo jest dla nich zasłoną z nieba prawie użyczoną, aby nie widzieli przestraszającej nędzy, w której ich niesprawiedliwość rządu pogrążyła”. Proponował, by zwrócić chłopom wolność, ponieważ „Rolnik, stawszy się w tej ziemi człowiekiem wolnym, nazwałby ją dopiero ojczyzną”.

Romantyzm

Adam Mickiewicz "Dziady"

W literaturze romantycznej tragedię ludu opisał Mickiewicz w Dziadów części II. Sowa, jeden z ptaków nękających po śmierci złego pana, wspominała swą nędzną egzystencję. W wieczór wigilijny, na mrozie, „Stałam z dziecięciem pod bramą. / Panie! wołałam ze łzami, / Zlituj się nad sierotami! / Mąż mój już na tamtym świecie, / Córkę zabrałeś do dwora, / Matka w chacie leży chora, / Przy piersiach maleńkie dziecię. / Panie, daj nam zapomogę, / Bo dalej wyżyć nie mogę!”. Nie otrzymała żadnego wsparcia. Wywleczona za włosy przez służącego spod bramy, skonała wraz z niemowlęciem na śniegu.

Zygmunt Krasiński "Nie-Boska komedia"

Obraz zbuntowanego, poniżanego przez wieki ludu przedstawił też Zygmunt Krasiński w Nie-Boskiej komedii. Rewolucjoniści to tłum nędzarzy, biedaków i dawnych służących arystokratów. A „wszyscy nędzni, ze znojem na czole, z rozczochranymi włosami, w łachmanach, że spiekłymi twarzami, z dłońmi pomarszczonymi od trudu (...) Kobiety przybyły także, ich matki, ich żony, głodne i biedne jak oni, zwiędłe przed czasem, bez śladów piękności”. Na ich czele stanął Pankracy, którego bolał „Jęk przez rozpacz i boleść wydarty tysiącom tysiąców – głód rzemieślników – nędza włościan – hańba ich żon i córek – poniżenie ludzkości ujarzmionej przesądem, wahaniem się i bydlęcym przyzwyczajeniem”. Zbuntowanymi kierowała żądza krwi i zemsty na arystokracji: „Panom tyranom śmierć – nam biednym, nam głodnym, nam strudzonym jeść, spać i pić”. Biedni jedynie w rewolucji widzieli szansę na odzyskanie wolności osobistej i zapewnienie sobie godziwych warunków życia.

Honoriusz Balzac "Ojciec Goriot"

Symbolem nędzy był też paryski pensjonat pani Vauquer przedstawiony w Ojcu Goriot Balzac. Dzielnica Łacińska, w której się znajdował sprawiała przygnębiające wrażenie: „najobojętniejszy człowiek ulega smutkowi ogarniającego tu każdego; turkot pojazdu staje się istnym wydarzeniem, domy są martwe, mury trącą kaźnią. Zbłąkany paryżanin ujrzy tu jedynie tanie pensjonaty lub zakłady publiczne, nędzę i nudę, starość chylącą się ku śmierci”. Wewnątrz kamienicy panowała „nędza bez poezji, nędza oszczędna, zaciekła, wytarta”. Mieszkali w nim ludzie o niejasnej przeszłości, ubodzy i bez perspektyw na przyszłość. „Wysadzeni z siodła” nie znali uczucia litości. „Wszyscy żywili względem siebie wzajemną obojętność z domieszką zrozumiałej nieufności. (...) Każda z tych osób zdolna była minąć obojętnie na ulicy ślepego, bez wzruszenia wysłuchać opowieści o czyjejś niedoli i patrzeć na śmierć jako na rozwiązanie problemu nędzy, która pozwalała chłodno oglądać najstraszliwsze agonie ”. Ludzie ci gotowi byli zadenuncjować bliźniego, „utopić go w łyżce wody” z okrutnej satysfakcji, że komuś zdarzyło się nieszczęście.

Pozytywizm

Maria Konopnicka "Wolny"

Literatura pozytywistyczna także ukazywała obrazy niedoli najbiedniejszych warstw społeczeństwa polskiego. Konopnicka w wierszu Wolny najmita ukazywała sytuację chłopa, do niedawna pańszczyźnianego. Wędrował po świecie „nędzną odziany siermiegą”. Za zaległe podatki wygnano go z chaty, niezegnany przez nikogo, ponieważ „jego ostatni sierota / Co z głodu opuchł na wiosnę, nie żyje”. Los wolnego najmity nie obchodził nikogo, „Chce, niechaj żyje, a chce – niech umiera! / Czy się utopi, czy chwyci się pracy, / Nikt się nie spiera...”. Z kolei w wierszu Memu miastu podmiot liryczny skarżył się na nieludzką egzystencję biedoty miejskiej, pozbawionej jakichkolwiek perspektyw na przyszłość: „Wychowałeś ty mnie, grodzie, / Na swym chlebie, na swej wodzie, / Na tym chlebie z piołunami, / Na tej wodzie z mymi łzami”.

Bolesław Prus "Lalka"

Prus w Lalce ukazał nędzę warszawskiego Powiśla. Wokulski powędrował przez ulicę Karową w stronę Wisły. Po drodze mijał obdartych tragarzy, brudnych ludzi plączących się między śmietnikami. Oglądając tę nędzę i upodlenie rozmyślał: „Oto miniatura kraju, w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty”. Podczas spaceru spotkał też Wysockiego, który kiedyś u niego pracował. Człowiek ten żył bardzo biednie, w nędznej lepiance, obarczony liczną rodziną. Stracił zarobek, ponieważ koń mu padł. Jego żona najmowała się do prania. „Marniejemy, panie... nie pierwsi i nie ostatni”. Nie płacili komornego, więc groziło im wyrzucenie na bruk. Wokulski udzielił mu finansowej pomocy i nakazał zgłosić się do sklepu po zlecenia. Potem pomyślał, że pomoc udzielona kilku osobom niewiele zmieni, bo dalej za nimi nadal stał „olbrzymi tłum borykający się z wszelkiego rodzaju nędzą i wreszcie – cały ocean cierpień powszechnych”. Na granicy ubóstwa żyli też warszawscy studenci, wynajmujący poddasza i utrzymujący się z korepetycji.

Zobacz też : Bolesław Prus - "Lalka"

O czym świadczą białe plamki na paznokciach?

Młoda Polska

Jan Kasprowicz "W chałupie"

Obrazy nędzy biedoty miejskiej i wiejskiej przedstawiała też literatura Młodej Polski. Kasprowicz w wierszu pt. W chałupie opisał wiejską chatę i jej mieszkanki. W ciemnej izbie walają się resztki jedzenia, wyszczerbione i pokryte sadzą statki, które „Tworzą z łyżnikiem i knotkiem, / Z garnkiem i miską dysonans / Nędzy”. Przy piecu drzemie stara kobieta, której twarz „Paląc się jeszcze pięknością, / Tworząc z tołubem wybladłym / I z lic bruzdami dysonans / Nędzy”. W kącie, na słomie, pod brudną płachtą śpi dziewczyna i śni o bogatym paniczu, a „ten uśmiech i sen jej, / I pierś namiętnie wydęta / Łączą się w smutny dysonans / Nędzy”. Cykl sonetów Z chałupy otwiera opis wsi z walącymi się płotami i nędznymi chłopskimi chatami. W sonecie XV podmiot liryczny przedstawił nieszczęśliwą dolę samotnej wdowy, która straciła ziemię, a potem córki z biedy musiała oddać na służbę do dworu. Kobiecina wędrowała od wioski do wioski, żebrząc „I dziś zmarzłą znaleźli – na gruncie”. Sonet XIX opisywał ostatnie chwile umierającego na „piersi” chłopa. Kiedyś był on silnym mężczyzną, teraz „Śmierć zagląda z każdego otwora”. Ksiądz radził, by wezwać lekarza, ale „doktór dla bogaczy”.

Stefan Żeromski

Nędzę biedoty wiejskiej przedstawił też Żeromski. W opowiadaniu Zmierzch opisał egzystencję rodziny Walka Gibały. Mężczyzna był bezrolnym wyrobnikiem, bez szans na znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia, ponieważ kiedyś został posądzony o kradzież. Kiedy rządca ogłosił, że można zarobić przy kopaniu torfu, natychmiast z żoną zgłosił się do pracy. Planowali, że dzięki temu spłacą długi, zakupią odzież na zimę i żywność. Pracowali od świtu do zmierzchu, godząc się nawet na obniżenie zarobku. W domu pozostało bez opieki maleńkie dziecko, ale strach przed głodem okazał się silniejszy niż jakiekolwiek uczucia. Opowiadanie Zapomnienie przedstawiało los biednego Wicka Obali, zmuszonego z powodu nędzy do kradzieży desek na trumnę dla syna. Nie miał pieniędzy na najskromniejszy nawet pochówek. Pobity przez gajowego, nie usprawiedliwiał się, tylko pokornie czekał na rozwój wypadków. Wprawdzie dziedzic zapowiadał, że nie ustąpi i każe chłopa aresztować albo zapłacić cztery ruble grzywny, ale gajowy obiecał Obali po cichu, że nie tylko pomoże zbić trumienkę, ale także porozmawia z panem Alfredem.

Zobacz tez : Stefan Żeromski - biografia

W powieści Ludzie bezdomni przedstawił warunki życia biedoty w Warszawie, Cisach i Zagłębiu. Tomasz Judym po powrocie do kraju szedł przez dzielnicę żydowską, z obrzydzeniem obserwując mijanych nędzarzy. Na Krochmalnej „wydzielał się fetor jak z cmentarza. Po dawnemu roiło się tam mrowisko żydowskie”. Pod murem stara kobieta sprzedawała gotowany bób. Stojąca niedaleko roznosicielka wody była prawie do naga obdarta. Przez otwarte drzwi widać było wnętrza nędznych sklepików z błotnistą podłogą, po której pełzały okryte łachmanami, brudne dzieci. Na Ciepłej Judym skręcił ku suterynie, w której mieszkała jego rodzina. Ściany kamienicy były okopcone i pełne pleśni. W jednym z mieszkań ujrzał związaną starą wariatkę. Nie zastawszy brata ani bratowej w domu, postanowił pójść do Judymowej do pracy.

W fabryce cygar, gdzie była zatrudniona, ujrzał tłum kobiet. Zabrudzone okna prawie nie przepuszczały światła. Bratowa zajęta była naklejaniem etykietek na gotowe cygara. W fabryce panowały złe warunki higieniczne, a mechaniczna praca była mało płatna. Wiktor Judym wprawdzie więcej zarabiał, ale pracował w warunkach szkodliwych dla zdrowia. Kiedy Judym znalazł się w Cisach, szybko zauważył, że powodem dużej zachorowalności robotników folwarcznych na febrę było położenie czworaków – za dużym i wilgotnym parkiem. Tuż obok znajdowały się owczarnie i obory. Mieszkańcy wioski, osiadli tu od dawna, łatwiej znosili malaryczne powietrze. Ludność przybyła z innych okolic szybciej ulegała chorobie, ponieważ była mniej odporna. Najczęściej zapadały na febrę dzieci, ale kiedy zabierano je do szpitalika, wkrótce potem ojcowie zabierali je z powrotem do czworaków, bo do pracy niezbędne były każde ręce. Także w Zagłębiu warunki egzystencji warstw najbiedniejszych były skandaliczne. Rodziny mieszkały w długich, przypominających owczarnię, budynkach. Zewnętrzne mury były brudne, świeciły brudem i zaciekami. Dokoła nie rosło ani jedno drzewo, przed drzwiami leżały kupy śmieci i gniły kałuże pomyj. W takich domach mieszkały rodziny robotnicze i górnicze.

Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Opisy biedoty zawierają także Chłopi Reymonta. Wędrująca jesienią w świat na żebry Agata kiedyś była szanowaną gospodynią, dopóki rodzina nie wypędziła jej z chałupy. Do biedoty zaliczali się także Kuba i Witek służący u Macieja Boryny za parobków. Ojciec Kuby był kiedyś furmanem, a on sam za młodu pasał pańskie prosiaki. Potem wziął udział w powstaniu styczniowym, w wyniku którego stracił wszystko. Witek pochodził z sierocińca i nic nie wiedział o swym pochodzeniu.

Także rodzina Antków, wypędzona przez Borynę, musiała zamieszkać w izbie starego Bylicy, w rozwalającej się chałupie. Nie mając żadnych środków do życia, Borynowie musieli sprzedać krowę, a Hanka chodzić w mróz po susz do lasu, żeby choć trochę ogrzać oszronione ściany: „w chałupie ziąb nie do wytrzymania, dzieci skwierczą z zimna, warzy już nie było na czym zrobić, że jeno suchego chleba pojedli”.

Najgorzej jednak mieli komornicy, których w Lipcach było około dwudziestu. Nie mieli żadnego zarobku. „Nim wiosna przyjdzie, to zrobi się taki przednówek, że strach pomyśleć! A i teraz już bieda taka, że niejeden raz na dzień gorącą warzę pojada i z głodnym brzuchem spać chodzi!”. Wraz z wiosną przyszedł jeszcze gorszy głód, „sól za jedyna okrasę mieli – to i coraz częściej ciągnęli do młynarza brać ten jaki korczyk na krwawy odrobek (...) drudzy zasię to i do Żyda do karczmy szli skamląc, bych ino na borg dał tę szczyptę soli, jaką kwartę kaszy albo i ten chleba bochenek!”.

Zobacz też : Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Fiodor Dostojewski "Zbrodnia i kara"

Warunki życia biedoty miejskiej opisał także DostojewskiI w Zbrodni i karze. Główny bohater, Rodion Raskolnikow, biedny były student, swym wyglądem wzbudzał litość. „Odziany był tak licho, że niejeden, nawet otrzaskany z biedą, w dzień krępowałby się wyjść na ulicę w takich łachmanach”. Wynajmował izdebkę przy ulicy S-ej, ale nawet nie miał czym za nią zapłacić. „Była to malutka klitka, (...) żałośnie wyglądająca że swoją żółtawą, zakurzoną, poodlepianą tapetą”. Była tak niska, że student często zawadzał głową o sufit.

Najczęściej nie miał co jeść. Kiedy jednak pewnego dnia poznał Marmieładowa, zrozumiał, że ludzie żyją w jeszcze większym upodleniu niż on. Marmieładow, zdegenerowany pijak, dawny urzędnik carski, miał świadomość, że stoczył się na samo dno ludzkiej nędzy i pogrążył w niej całą rodzinę. Twierdził, że „ubóstwo nie jest występkiem – to fakt. (...) Ale nędza (...) nędza – to występek.

W biedzie człowiek zachowuje szlachetność wrodzonych uczuć, natomiast w nędzy – nikt i nigdy”. Jego żona zwariowała z biedy, dzieci były chorowite i niedożywione, a Sonia musiała zarabiać na chleb jako prostytutka. Kiedy przypadkowo usłyszał w traktierni rozmowę na temat lichwiarki Alony Iwanowny, postanowił starą zamordować. Zaakceptował dotyczące staruchy stwierdzenia, że ta „szkodliwa baba” nie wiadomo po co żyje. Z drugiej przecież strony istnieją „młode, świeże siły, ginące bez wsparcia, i to na każdym kroku! Sto, tysiąc dobrych poczynań można poprzeć i zrealizować za pieniądze tej staruchy (...) dziesiątki rodzin ocalić od nędzy, rozkładu, zguby, od rozpusty, od wenerycznych szpitali – i to wszystko za jej pieniądze”. Zabił Alonę, ale ten jednostkowy akt buntu położenia biedoty nie mógł przecież zmienić. Pijany Marmieładow zginął pod kołami rozpędzonego powozu, jego żona Katarzyna zwariowała i zmarła na ulicy. Raskolnikow i Sonia znaleźli się na zesłaniu.

XX-lecie międzywojenne

Stefan Żeromski "Przedwiośnie"

Proza XX-lecia międzywojennego także przytaczała przykłady tragicznej egzystencji biedoty miejskiej i wiejskiej. Autor w Przedwiośniu ukazał środowisko biedoty poprzez pryzmat doświadczeń i obserwacji głównego bohatera, Cezarego Baryki oraz relacji uczestników zebrania komunistów. Za młodu żył w dostatku. Kiedy jednak zwyciężyła rewolucja, on, nędzarz bez domu i rodziny, wraz z innymi jeńcami został zapędzony do kopania rowów i grzebania trupów. „Prawie nagi, bez koszuli, obgryziony dobrze przez robactwo, obrośnięty i brudny, bosy i bez nakrycia głowy – zapomniał z wolna o dawniejszym życiu”.

Po przekroczeniu granicy Polski ujrzał nędzne polsko-żydowskie miasteczko. „Mijał ohydne budynki, stawiane, jak to mówią, psim swędem, z najtańszego materiału, kryte papą, którą wiatr poobdzierał. (...) Cezary patrzył posępnymi oczyma na grząskie uliczki, pełne niezgruntowanego bajora, na domy rozmaitej wysokości, formy, maści i stopnia zapaprania wewnętrznego, na chlewy i kałuże, na zabudowania i spalone rumowiska”. Podczas pobytu w Chłodku miał okazję przyjrzeć się z bliska życiu tamtejszych chłopów. Bogatszych nie interesowało, co się na świecie dzieje. „Wszystko, cokolwiek mówili i czym się interesowali, zahaczało się o jadło i napitek, obracało się dookoła opału i odzienia, przeżycia zimy i przednówka, a doczekania drugiego lata”.

Zobacz też : Stefan Żeromski "Przedwiośnie"

W najgorszej sytuacji byli komornicy – chłopi z rodzinami, nie posiadający ziemi i zamieszkujący „kątem” u nieco bogatszych. Chodzili do dworów na zarobek lub najmowali się do bogatych gospodarzy jako najemnicy i parobcy, „ojczyzna (...) nie zdołała nic jeszcze dla nich uczynić”. Egzystowali więc, „nie mając nic zgoła, co by swoim nazwać mogli (...) Słaniali się po drogach jako dziady, tłukli po dziedzińcach zabudowań, plącząc się i nie wiedząc, o co ręce zaczepić”. Śmiertelność komorników była bardzo wysoka, szczególnie wśród dzieci. Cezary „przypatrywał się starcom i staruchom wywleczonym z ogrzanych chałup przez dzieci i wnuki zdrowe na umarcie w mróz, (...) aby prędzej doszli i nie zadręczali żywych, spracowanych i głodnych (...) Podziwiał tę pierwotną, barbarzyńską bezlitość, która jest nieuniknioną ekonomią życia, życia takiego, jakie jest na wsi”. W Warszawie zamieszkał na obrzeżu dzielnicy żydowskiej. Wśród odrapanych murów, w zatęchłych piwnicach bawiły się „tłumy dzieci żydowskich – brudne, schorowane, mizerne, wybladłe, zzieleniałe”.

Po ulicach getta „Włóczyły się w tłumie typy nieopisane, nie znane nigdzie na kuli ziemskiej, w łachmanach tak wyświechtanych, iż składały się jakby z zaskorupiałej pozłoty tłuszczu – łazili na wpół nadzy przekupnie, a na wpół nadzy żebracy w tej rzece ludzkiej stali na uboczu”. Cezary wiedział, że niektórzy z Żydów pracowali – jako tragarze czy woźnice. „Przeciętny jednak typ – to była karykatura ludzkiej postaci. Zgarbieni, pokrzywieni, obrośli, brodaci, niechlujni, (...) wałęsali się i zalewali ulice, brodzili, wchodzili i wychodzili, gadali, kłócili się, nic właściwie nie robiąc”. Baryka doszedl do wniosku, że Żydzi „są zbiorowiskiem ruchliwych i gadatliwych próżniaków”. Na zebraniu komunistów usłyszał przemówienie jednej z działaczek rewolucyjnych. Towarzyszka Karyla twierdziła, że „Klasa robotnicza zwyradnia się w nędzy i ciemnocie (...) przeżarta jest nędzą i chorobami. Życie, jakie na tej ziemi pędzi robotnik, ginący z nędzy, powoduje zwyrodnienie”. Większość dzieci w wieku szkolnym ma początki gruźlicy, a przeciętna długość życia robotnika wynosi trzydzieści dziewięć lat. A jednak, jej zdaniem, to właśnie klasa robotnicza miała stać się odrodzicielką państwa polskiego.

Zobacz też : Stefan Żeromski - biografia

Zofia Nałkowska "Granica"

Nałkowska w Granicy scharakteryzowała biedotę miejską na przykładzie mieszkańców kamienicy pani Kolichowskiej. Ubodzy zamieszkiwali strych i piwnice przemienione w suteryny. „Zamieszkały tam niesforny żywioł miejskiej nędzy stanowił źródło nieustannego udręczenia”. Dwa pomieszczenia na strychu zajmowali Gołąbscy. Ona zajmowała się szyciem dla sklepów, on był kancelistą, ale nieustannie zalegali z komornym. W wilgotnych suterenach gnieździli się najbiedniejsi. Wydawali się jacyś „mniejsi od ludzi nawierzchni, inaczej się trzymali i ruszali, innych używali słów, mieli inny głos, inną barwę twarzy, inne stopy i palce, inny zapach. Nawet starość inaczej u nich wyglądała”. Ludzi starych było jednak mało, za to dzieci dużo. Wspomniani wcześniej Głąbscy zostali eksmitowani do piwnicy. „Od reszty piwnicy oddzielone jest przepierzeniem z desek”. Początkowo zajmowała pomieszczenie Jasia z czwórką dzieci, potem że wsi przyjechała do niej matka i zaczął nocować brat, robotnik fabryczny.

W chwili obecnej mieszkała tam Jasia Gołąbska z ociemniałą córeczką i schorowaną matką. Mąż, straciwszy pracę, odszedł od rodziny i przystał do grupy przestępczej. Jasia, po śmierci matki i córeczki, wkrótce sama zmarła na gruźlicę. W nędzy żyła też przyjaciółka pani Kolichowskiej, Łucja Posztarska, ale nigdy się nie skarżyła z tego powodu. Jej mąż tracił po kolei posady, ale nie miała mu tego za złe. Nieustannie przychodziła coś pożyczyć, zawsze schludnie i czysto ubrana. Nie płaciła czynszu, wykorzystując dobroć właścicielki kamienicy.

Zobacz też : Zofia Nałkowska - biografia

Julian Tuwim "Nędza"

Tuwim w wierszu Nędza opisuje tragiczne położenie biedoty miejskiej. Biedacy mieszkają z „żonami, sukami wyschłemi”, mają dzieci „jak zmory”, zajmują „poddasza, / Sutereny i nory”. Trudno nazwać mieszkaniami pomieszczenia, gdzie jest „wilgoć zielona w komorze, / Brud, smród i kwaśna kapusta”. Za posłanie służy im twarda deska. Jedzą „Zmarzłe kartofle surowe”, „kość chuda w wodzie / I razowiec z piaskiem, i mdła kicha”. Nocami biedacy nie mogą słuchać krzyku skarżących się, głodnych dzieci, bo to „krzyk święty, przeklęty”.

Literatura współczesna

Georg Orwell "Rok 1984"

W zakresie literatury współczesnej warto wymienić utwór George'a Orwella pt. Rok 1984 (w literaturze polskiej – do czasów III Rzeczypospolitej „biedota” nie istniała). Najuboższą warstwą społeczną i najbardziej ciemiężoną w Oceanii byli prole. Mieścili się oni na samym dole drabiny społecznej, choć była to najliczniejsza grupa mieszkańców Państwa. „Partia nauczała, że prole są gatunkiem z natury podlejszym, i należy – niczym zwierzęta – przymuszać ich do posłuszeństwa za pomocą pewnych nieskomplikowanych metod”. Żyli niemal tak prymitywnie, jak ich przodkowie. „Rodzili się, wyrastali w rynsztokach, w wieku dwunastu lat szli do pracy, następnie przeżywali krótki okres rozkwitu urody i zmysłowości, w wieku dwudziestu lat żenili się, około trzydziestki wkraczali w wiek średni, a umierali na ogół koło sześćdziesiątki. Ciężka praca fizyczna, prowadzenie domu i wychowywanie dzieci, sprzeczki z sąsiadami, filmy, piłka nożna, piwo, a przede wszystkim hazard zamykały ich horyzont myślowy”. Partia wymagała od nich jedynie „prymitywnego patriotyzmu” i nawet policja rzadko się w ich życie wtrącała. Oni mieli tylko pracować nad pomnażaniem bogactwa Oceanii.

Tadeusz Konwicki "Mała apokalipsa"

Biedota jako warstwa społeczna w socjalistycznej Polsce oficjalnie nie istniała. W Małej apokalipsie Konwicki stwierdza, że „W moim kraju nie ma nędzy. Mało kto żebrze na rogach ulic (...) Nikt nie dzieli zapałek na cztery części (...) Nasza nędza współczesna jest przezroczysta jak szkło i niewidzialna jak powietrze. Nasza nędza to kilometrowe ogonki, to nieustanny tłok łokci, to złośliwy urzędnik, to spóźniony bez powodu pociąg (...) to przymus należenia do partii (...) to monotonia życia bez żadnej nadziei (...) Nasza nędza to łaska totalnego państwa, łaska, z której żyjemy”.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)