Bezdomność

Bezdomność – pojęcie to, w sensie dosłownym, oznacza brak domu, dachu nad głową. W sensie egzystencjalnym oznacza to brak swego miejsca na ziemi, nieustanne poszukiwanie sensu życia. Można być bezdomnym z wyboru, albo z konieczności.

Starożytność

W mitach greckich można znaleźć przykłady bezdomności. Przez wiele lat bezdomny był Dedal. Wygnany z Aten, schronienie znalazł na Krecie, u króla Minosa. Tęsknił jednak za utraconą ojczyzną, więc skonstruował skrzydła, dzięki którym udało mu się uciec z wyspy. Mity jednak nie są zgodne co do dalszych jego losów. Jedne przekazy twierdziły, że powrócił do rodzinnego miasta i założył ród Dedalów, inne, że udał się do Italii i tam osiadł.

Przez dwadzieścia lat tułał się po świecie także Odyseusz. Kiedy wyruszał pod Troję, był przekonany, że rozłąka z rodziną nie potrwa długo. Jego statek burza jednak zniosła ku nieznanym wybrzeżom, do kraju Lotofagów. Potem, jedynie dzięki własnej przemyślności, zdołał uratować siebie i towarzyszy przed pożarciem przez Polifema. Gościł także na wyspie króla wiatrów. Następnie zawinął do kraju Lajstrygonów. Podczas walk z tymi ludożercami zniszczone zostały wszystkie statki, ocalał tylko korab Odysa i na nim ci, którzy ocaleli, wyruszyli w dalszą drogę. Wędrowcy przybyli do wyspy czarodziejki Kirke i u niej Odys przemieszkał rok.

Wyrokiem bogów musiał jednak udać się do gaju Persefony, znajdującego się na krańcu świata, by od Tejrezjasza dowiedzieć się, co go dalej czeka. Miał nadzieję na powrót do ojczyzny, ale wiatry zniosły go aż do wyspy boga Słońca. Żeglarze nierozważnie zabili kilka sztuk bydła ze stada należącego do Heliosa. Rozgniewany niebianin wywołał burzę morską. Ocalał z nawałnicy tylko Odyseusz. Fale wyrzuciły nieprzytomnego rozbitka u brzegów kraju Feaków. Król Alkinoos pomógł tułaczowi. Podarował mu statek i Odys szczęśliwie dopłynął wreszcie do Itaki.

Biblia

Jak podaje Biblia, przez czterdzieści lat bezdomni byli również Izraelici, których Mojżesz prowadził ku Ziemi Obiecanej. Z woli Jahwe wyprowadził ich z egipskiej niewoli. Ścigani przez faraona i jego wojsko, zdołali przejść po dnie Morza Czerwonego. Potem wędrowali przez piaski pustyni Szur przez trzy dni cierpiąc pragnienie i głód. Jahwe jednak opiekował się wybranym narodem i zesłał Izraelitom mannę z nieba.

W dalszej drodze przyszło im walczyć z Amalekitami. Kiedy dotarli do pustyni Synaj, otrzymali za pośrednictwem Mojżesza kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań, które mieli przestrzegać. Z woli Boga sporządzili też Arkę Przymierza i powołali stan kapłański. Kiedy jednak Mojżesz opóźnił kiedyś swój powrót z gór, zbuntowali się, z posiadanego złota sporządzili posąg cielca i zaczęli oddawać mu boską cześć. Tylko wstawiennictwo Mojżesza uchroniło naród izraelski przed gniewem Boga. Po wielu latach tułacze dotarli do Kanaanu.

Izraelici jednak bali się potężnego ludu zamieszkującego tę krainę i zaczęli głośno narzekać, wspominając, jak dobrze im było pod panowaniem Egipcjan. Mojżesz ponownie poprosił o przebaczenie dla współrodaków. Bóg odpuścił im niewiarę, ale zapowiedział, że ześle na nich karę. Kiedy w końcu Izraelici dotarli do Ziemi Obiecanej, Mojżesz miał już sto dwadzieścia lat. Umarł jednak na brzegu Jordanu i został pochowany w dolinie Moabu.

Średniowiecze

W literaturze średniowiecza bezdomnym z wyboru był święty Aleksy, bohater anonimowej Legendy o świętym Aleksym. W noc poślubną opuścił dom rodzinny, by powędrować w świat i „Służyć temu, cóż ci jest w niebie”. Dotarł do jakiejś obcej ziemi, rozdał swe bogactwa ubogim, „sam pod kościołem siedział, / A o jego księstwie nikt nie wiedział”. Pewnej mroźnej nocy z ołtarza zszedł obraz matki Boskiej i nakazał odźwiernemu, by nieznajomego wpuścił do środka. Wieść o tym cudzie szybko się rozeszła.

Aleksy był z popularności bardzo niezadowolony, więc „Wsiadł na morze w kogę” i zamierzał dopłynąć do Syrii. Wiatry jednak przygnały go z powrotem do rodzinnego Rzymu. Postanowił nie zmieniać trybu życia, nadal służyć Bogu.

Zamieszkał przez nikogo nie rozpoznany pod schodami domu ojca, „Każdy nań pomyje lał”. Wegetował tak przez szesnaście lat, ale „Wszystko cirpiał prze Bóg rad”. Kiedy poczuł, ze śmierć się zbliża, spisał dzieje swego życia, aby ludzie dowiedzieli się, czym sobie zasłużył na świętość.

Romantyzm

George Byron "Giaur"

W literaturze romantycznej bohaterowie to najczęściej „niespokojne duchy”. Bohater Giaura Byrona to postać tajemnicza. Nie wiadomo skąd pochodził (podobno z Wenecji), dlaczego przybył do Grecji i w jakich okolicznościach poznał Leilę. Nic nie wiadomo o jego przeszłości, ponieważ nawet na łożu śmierci, w klasztorze, nie wyjawił prawdy o sobie. Wiadomo tylko, że na jakiś czas Giaur przystał do rozbójników i wraz z nimi napadł na Hassana. Kiedy śmiertelnie ranił wroga, stwierdził, że „teraz dalej – w świat – jadę sam z sobą”.

Nie można za dom uznać jego schronienia wśród zakonników. Stronił od nich, a oni się go bali. Przed śmiercią wyznał na spowiedzi, że przeszedł przez życie „nie zaznawszy nudy”, a jego przeżycia były „obfite w rozkosz, lecz płodniejsze w bóle”, ale mimo to „szczęśliwy byłem”. Został pochowany bezimiennie, pod prostym krzyżem bez żadnego napisu.

Johann Wolfgang Goethe "Cierpienia młodego Wertera"

Nigdzie też nie mógł „zagrzać miejsca” bohater Cierpień młodego Wertera Goethego. Młody Werter przyjechał do małego miasteczka, by załatwić sprawy majątkowe swej matki. Wynajął sobie mały domek i był bardzo zadowolony z samotności. Kiedy jednak poznał Lottę, jego życie diametralnie się zmieniło. Odtąd nie mógł znaleźć sobie miejsca. Kiedy jednak przyjechał jej narzeczony, Albert, nie mógł znieść widoku szczęśliwej pary, więc wyjechał w góry. Po sześciu tygodniach wrócił – nie na długo jednak.

Znalazł sobie pracę w poselstwie w innym mieście, próbując zapomnieć o ukochanej. Kiedy po kilku miesiącach dowiedział się o ślubie Lotty, zrozumiał, że nadal ją kocha i cierpiał coraz bardziej. Doznawszy afrontu w środowisku arystokracji, podał się do dymisji. Jakiś czas spędził na wsi, zaproszony przez przyjaznego mu księcia, ale i tam źle się czuł. Po dziesięciu miesiącach nie wytrzymał i przyjechał do miejscowości, w której mieszkała Lotta z mężem.

Bywał częstym gościem w domu małżonków, ale coraz bardziej czując się intruzem, postanawia popełnić samobójstwo. Pisze pożegnalny list do ukochanej i strzela sobie w głowę. Werter nie mógł sobie znaleźć miejsca w społeczeństwie, ponieważ był zbyt wielkim marzycielem, a rzeczywistość kłóciła się z jego wyobrażeniami o świecie.

Zobacz też : Johann Wolfgang Goethe - biografia, utwory wybrane

Honoriusz Balzac "Ojciec Goriot"

Bezdomnym na starość stał się także tytułowy bohater powieści Balzaca pt. Ojciec Goriot. Kiedy zdobył majątek i spełniło się jego największe marzenie – jego córki osiągnęły dzięki małżeństwom wysokie pozycje społeczne – stał się nędzarzem. Dawny szczęśliwy i bogaty człowiek zamienił się w biednego starca, ogarniętego obsesyjną miłością do Anastazji i Delfiny.

Poświęcił im wszystko, a nawet nie mógł bywać w ich domach. One przypominały sobie o nim, gdy potrzebowały pieniędzy. Zamieszkał w pensjonacie pani Vauquer, stopniowo zajmując w nim coraz bardziej nędzne pokoiki. Stopniowo sprzedał wszystkie wartościowe rzeczy, nawet rentę, byle tylko zaspokoić ich nienasycone apetyty. Rozchorował się ze zmartwienia, kiedy okazało się, że nie ma już im czego ofiarować. Kiedy umierał jako nędzarz, żadnej z córek przy nim nie było.

Pozytywizm

Bolesław Prus "Lalka"

W literaturze okresu pozytywizmu „napomyka” o problemie bezdomności w sensie dosłownym Lalka Prusa. Bezdomni byli mieszkańcy Powiśla, między innymi Magdalenka. Trudno bowiem w przypadku nędzarzy, złodziei i prostytutek uznać ich koczowanie po różnego rodzaju ruderach za stabilizację. Za ludzi bez dachu nad głową należy uznać także studentów, eksmitowanych przez baronową Krzeszowską z kamienicy. W pewnym sensie bezdomny był także Stanisław Wokulski, ponieważ nie mógł znaleźć swego miejsca w społeczeństwie.

W sensie dosłownym prawdziwego domu nie miał nigdy. Od młodości musiał się sam troszczyć o siebie i kształcić się własnymi siłami. Udział w powstaniu przypłacił pobytem na Syberii, potem jakiś czas spędził na Bałkanach, gdzie dorobił się znacznego majątku. Gdy jednak wrócił do Warszawy i zaczął starać się o Izabelę Łęcką, ani środowisko kupieckie, ani arystokracja nie chciały go zaakceptować. Kupcy uważali, że ich zdradził, arystokracja – za parweniusza. Uciekł do Paryża, ale i tam długo nie zagrzał miejsca. W końcu podobno wyjechał gdzieś w świat, albo popełnił samobójstwo, nie wiadomo.

Zobacz też : Bolesław Prus - "Lalka"

Jak pomóc piersiom wrócić do formy po ciąży i karmieniu piersią?

Młoda Polska

Stefan Żeromski "Ludzie bezdomni"

W literaturze Młodej Polski o różnych kategoriach bezdomności pisał Żeromski w Ludziach bezdomnych. W jednym z listów do narzeczonej Żeromski wyznał, że „Dom jest dla człowieka częścią jego istoty; toteż najbardziej brak tej części odczuwają tacy jak ja, co nie mieli prawie rodzinnego domu”. W odniesieniu do powieści można rozpatrywać wielorako. W sensie dosłownym to ci, którzy z takich czy innych przyczyn nie mieli własnego dachu nad głową. Kiedy Tomasz Judym wędrował przez eleganckie ulice Paryża, spomiędzy zaś ogrodów spostrzegał „sczerniałe mury i kominy fabryk” oraz „domy przedmieścia biedne, ordynarne i małe”.

Symbolem nędzy był także obraz biednego rybaka, który bohater oglądał w Luwrze. Mężczyzna na dziele sztuki to „Chudy człowiek, a właściwie nie człowiek, lecz antropoid z przedmieścia wielkiej stolicy, obrosły kłakami, w koszuli, która ze starości się na nim rozlazła”. Także w Warszawie, kiedy odwiedził ulicę Krochmalną i Ciepłą, zamieszkałe przez biedotę żydowską.

„Z dziedzińców, drzwi, nawet ze starych dachów krytych blachą lub cegłą, gdzie szeregiem tkwiły okna facjatek, wychylały się twarze chore, chude, długonose, zielone, moręgowate i patrzały oczy krwawe, ciekące albo zobojętniałe na wszystko z niedoli, oczy, które w smutku wiecznym śnią o śmierci”.

Bezdomni w sensie społeczno-ekonomicznym to także chłopi zamieszkujący czworaki w Cisach. Napływowa ludność folwarczna źle znosiła tutejszy klimat, toteż dzieci (a i dorośli) masowo chorowali na febrę. Także na Śląsku widział zniszczone domy robotniczego osiedla, dookoła których nie rosło żadne drzewo, zamieszkałe przez „Wynaturzone okazy gatunku ludzkiego”.

Tomasz Judym był z kolei bezdomnym z wyboru. Wychowywany w nieustannym poniżeniu przez ciotkę, uciekł z jej domu i odtąd mógł liczyć tylko na siebie. Po powrocie ze studiów w Paryżu, próbował związać się z warszawskim środowiskiem lekarskim. Jego poglądy jednak uznano za dziwactwo. Bogaci lekarze zbojkotowali młodego kolegę do tego stopnia, że z powodu braku pacjentów musiał zamknąć prywatną praktykę i zarabiać jako lekarz sanatoryjny w Cisach.

Tam też nie przebywał długo. Kiedy rozpoczął z dyrekcją walkę o osuszenie stawów i wepchnął Chobrzańskiego do stawu, zmuszony był opuścić kurort. Trafił na Śląsk i wszystko wskazywało na to, że tu zamieszka na dłużej i założy rodzinę. Kiedy jednak przyjechała do niego Joasia, przestraszył się, że stanie się „dorobkiewiczem”. Czuł się odpowiedzialny za panującą wokół nędzę, z której sam się wywodził, uważał, że „jestem z motłochu, z ostatniej hołoty”.

Dlatego za cel swego życia i drogowskaz na przyszłość uznał pomoc najbiedniejszym: „Muszę to oddać, com wziął. Ten dług przeklęty... Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te podłe zmory. Muszę wyrzec się szczęścia. Muszę być sam jeden. Żeby obok mnie nikt nie był, nikt mię nie trzymał”. Rozstał się więc z Joasią, by samotnie wypełniać swą życiową misję.

Bezdomność Joasi Podborskiej natomiast była niezawiniona, to wynik tragicznego splotu okoliczności. Wspominała, że „ja już tak dawno straciłam gniazdo rodzinne! Prawie nigdy go nie miałam. W piątej klasie byłam zaledwie, gdy mię ojciec odumarł! Mamy prawie nie pamiętam... Każda istota ma swe ognisko, swój dach”. Miała nadzieję, że skończy się wreszcie jej tułaczka po sublokatorskich pokojach, praca guwernantki czy damy do towarzystwa. Marzyła o skromnym, wspólnym domu, szczęściu małżeńskim z Tomaszem.

Kiedy ten postanowił iść swoją drogą, znowu została skazana na zamieszkiwanie u obcych. W sensie egzystencjalnym bezdomny był inżynier Korzecki. Twierdził, że nie może żyć „jak miliony ludzi. Przecie nieraz uciekam (...) Rzucam gazety, książki, nie odpieczętowuję listów... I cóż mi z tego? Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej”. Uciekał nie tylko od świata, ale i od siebie, bojąc się samotności i śmierci. Ten intelektualista-dekadent znalazł ucieczkę w samobójstwie. Brak domu, czyli w przypadku Wiktora Judyma – ojczyzny, to kolejny aspekt bezdomności. Poza własnym krajem musiał szukać dla swej rodziny lepszych warunków egzystencji.

Do opuszczenia Warszawy zmusiły go nie tylko warunki materialne, ale i działalność konspiracyjna. W poszukiwaniu lepszego miejsca na ziemi gotów był wyjechać nawet do Ameryki: „Bessemer jest wszędzie na świecie. Ja idę za nim. Gdzie mi lepiej płacą, tam idę”. Do bezdomnych emigrantów należał także Les-Leszczykowski, którego „burza wyrzuciła na brzeg Bosforu” i potem „Bywał tragarzem okrętowym, zamiataczem ulic, roznosicielem dzienników europejskich, ajentem w pewnym sklepie francuskim, subiektem, komiwojażerem”, aż w końcu bogatym kupcem w Konstantynopolu. Emigrantem bez nadziei na powrót był także Wacław Podborski, zmarły na obczyźnie (prawdopodobnie na zesłaniu, na Syberii) brat Joasi.

Zobacz też : Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni

Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Z problemem bezdomności borykali się także niektórzy bohaterowie Chłopów Reymonta. Kiedy przychodziła jesień, stara Agata„Trza było... roboty już la mnie nie miały... na zimę idzie, to jakże – darmo mi to dadzą warzę abo i ten kąt do spania?”. Kiedy wracała wiosną z uciułanym groszem i podarunkami dla rodziny, była przyjmowana serdecznie. Staruszka marzyła tylko o jednym: umrzeć w łóżku, jak prawdziwa gospodyni. Kłębowie jednak zabrali jej nawet pierzynę, która miała jej służyć w ostatnich chwilach życia. W wyniku tragicznego splotu wydarzeń bezdomny stał się także Jakub Socha (Kuba), trudno bowiem nazwać domem mieszkanie w stajni u Boryny.

Rodzice parobka służyli kiedyś w pobliskim dworze. Wraz z młodym dziedzicem wziął udział w powstaniu i uratował go od śmierci. Potem młody pan wyjechał za granicę. Kuba, po powrocie do dworu, ujrzał już tylko zwłoki dziedziców i matki. Od tej pory tułał się po świecie, by w końcu zostać parobkiem u Boryny. Bezdomny był także Witek, wzięty jako dziecko z ochronki przez Kozłową. Chłopiec nie znał nawet swego pochodzenia, nie wiedział, kim byli jego rodzice. Przygarnięty przez Borynów, pasał krowy i wypełniał inne posługi. Wyruszała w świat na żebry. Swą tułaczkę tłumaczyła trudną sytuacją materialną rodziny i świadomością własnej zbędności.

Zobacz też : Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Joseph Conrad "Lord Jim"

O bezdomności można także mówić w przypadku głównego bohatera powieści Conrada pt. Lord Jim. Kiedy na morzu zdarzył się wypadek i Jim stchórzył, uciekając wraz z innymi marynarzami z tonącej „Patny”, jego dotychczasowe życie i marzenia legły w gruzach. Po stracie marynarskich uprawnień tułał się po świecie i imał różnych zajęć. Był akwizytorem, pracował jako goniec, rozpoczął egzystencję włóczęgi i stał się znanym obieżyświatem. Potrafił niespodziewanie, bez słowa wyjaśnienia, porzucać zajęcie i znikać.

Najczęściej zdarzało się to, kiedy ktoś niespodziewanie przypominał o dawnym wypadku. Jim był przekonany, że wszyscy wiedzieli o jego tchórzostwie, stał się bardzo drażliwy na tym punkcie. Kiedy trafił na Patusan, wydawało mu się, że w końcu znalazł swe miejsce na ziemi, że już nie musi uciekać przed samym sobą. Tu, na wyspie, mógł udowodnić własną wielkość i wreszcie żyć szczęśliwie. Niepoprawny marzyciel popełnił jednak kolejny błąd – uwierzył Brownowi i wstawił się za piratem. Stało się to przyczyną śmierci Warisa Daina i jego, Jima, klęski. Zginął zastrzelony przez Doramina, przed którym stawił się, by ponieść zasłużoną karę.

XX-lecie międzywojenne

Zofia Nałkowska "Granica"

Kwestia bezdomności poruszana była także w literaturze XX-lecia międzywojennego. W utworze Zofii Nałkowskiej pt. Granica za istotę bezdomną uznać można Justynę Bogutównę. Nieślubna córka kucharki, od urodzenia tułała się po różnych dworach. Kiedy Bogutową zatrudniło hrabiostwo Tczewscy, Justyna bawiła się z hrabiankami, przez co nabyła nieco ogłady.

Po śmierci matki, uwikłana na dodatek w romans z Zenonem Ziembiewiczem, nie przygotowana do życia w mieście, zatrudniała się jako pomoc domowa, potem sprzedawczyni, ale nigdy na długo. W końcu w ogóle przestała pracować i stopniowo, po nieudanej próbie samobójczej, zaczęła popadać w obłęd. Zamach na dawnego kochanka spowodował w konsekwencji jej uwięzienie. Justyna, dziewczyna zbyt łatwowierna i wrażliwa, nie potrafiła znaleźć swego miejsca w społeczeństwie ani nawiązać kontaktów z ludźmi. 

Stefan Żeromski "Przedwiośnie"

Bezdomny był także Cezary Baryka, główny bohater powieści Żerosmskiego pt. Przedwiośnie. Miał szczęśliwy dom, dopóki nie wybuchła rewolucja w Rosji. Zdecydował się na powrót do nigdy nie widzianej ojczyzny – i granicę przekroczył sam. Odtąd stał się „igraszką losu”. Dzięki pomocy dawnego znajomego matki, Szymona Gajowca, zamieszkał w Warszawie i rozpoczął studia medyczne. Wybuchła jednak wojna polsko-sowiecka i Cezary, by nie być posądzonym o tchórzostwo, wziął w niej udział.

Uratowawszy życie Hipolitowi Wielosławskiemu, został przez niego w dowód wdzięczności, zaproszony do Nawłoci. „Pierwszy to pewnie raz od śmierci rodziców miał w sercu radość, rozkosz bytu, szczęście. Było mu dobrze z tymi obcymi ludźmi, jakby ich znał i kochał od niepamiętnych lat. Wszystko w tym domu było dobre dla uczuć, przychylne i przytulne, jak niegdyś objęcia rodziców”.

Śmierć Karoliny Szarłatowiczówny i obarczenie go moralną odpowiedzialnością za zgon dziewczyny spowodowały, że musiał posiadłość opuścić. Przez jakiś czas przebywał w Chłodu, potem powrócił do stolicy. Nie chciał być zależny od Gajowca, więc zamieszkał w ubogiej dzielnicy. Szukał dla siebie jakiejś idei, ale w każdym środowisku czuł się obco.

Chodził ulicami miasta bez celu i „wodził się za bary ze swoja duszą. (...) Kołysał się tu i tam, nie wiedząc, gdzie jest droga. Zaprzeczał jednym, zaprzeczał drugim, a swojej własnej drogi nie miał pod stopami”. Wyrazem jego bezdomności i samotności w społeczeństwie była ostatnia scena utworu. Podczas demonstracji robotniczej maszerującej na Belweder Cezary „wyszedł z szeregu robotników i parł oddzielnie, wprost na ten szary mur żołnierzy – na czele zbiedzonego tłumu”.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)