Apokalipsa / Zagłada

Apokalipsa - w Nowym Testamencie jest to ostatnia z ksiąg kanonicznych, której treścią są wizje dziejów i końca świata inaczej: objawienie, wizja, zjawisko tajemnicze i przerażające. W sensie przenośnym oznacza zwycięstwo dobra nad złem. Najczęściej kojarzy się z ogromną katastrofą, zniszczeniem, zagładą ludzkości.

Apokalipsa / Zagłada

Mitologia grecka

W mitologii greckiej apokaliptyczny obraz zagłady ludzkości związany był z potopem. Kiedy Dzeus przekonał się, że ludzie są źli, ponieważ pewnego dnia został poczęstowany przez króla Lykaona potrawą z człowieka, postanowił wytępić ludzkość potopem. „Wysłano wiatry, aby zewsząd pospędzały chmury. Z pierwszym gromem spadły wielkie deszcze. Morza i rzeki wystąpiły z brzegów. (...) Wszystko ratowało się bezładną ucieczką. Z białych fal wychylały się płowe grzywy lwów, a wilk prowadził trzodę owiec do nie istniejącej przystani.

Ptaki znużone lotem, nie widząc nigdzie oparcia, spadały w głębinę”. Deszcze padały dziewięć dni i nocy. Na wielkiej wodzie kołysała się tylko mała łódka z dwojgiem staruszków – Deukalionem i Pyrrą. Kiedy wody zaczęły opadać, przerażonemu małżeństwu ukazały się ziemie zasłane trupami ludzi i zwierząt. Wyrocznia poradziła obojgu, by rzucali poza siebie kości matki-ziemi i w ten sposób ludzkość ponownie się odrodziła. Dzeus wprawdzie wiedział, że ludzie wcale nie stali się lepsi, ale już nie zsyłał więcej potopu.

Biblia

Biblia mówi o trzech wielkich kataklizmach. Gdy Bóg przekonał się, że ludzie postępują niegodziwie uprzedził Noego, że „zniszczy ich wraz z ziemią”. Nakazał, by Noe zbudował arkę, zabrał na nią swą rodzinę oraz po parze zwierząt z każdego gatunku, ponieważ ześle na ziemię potop. Kiedy rozkaz został ściśle wypełniony, zaczął się kataklizm.

Deszcz padał przez czterdzieści dni i nocy. „Wody podniosły się na piętnaście łokci ponad góry i zakryły je. Wszystkie istoty poruszające się na ziemi z ptactwa, bydła i innych zwierząt i z wszelkich jestestw, których było wielkie mnóstwo na ziemi, wyginęły wraz ze wszystkimi ludźmi”. Wody podnosiły się przez sto pięćdziesiąt dni, potem zaczęły opadać.

Arka osiadła na górze Ararat. Kiedy ziemia wyschła, Noe wraz z rodziną wyszedł z korabu. Bóg zawarł z nim przymierze i obiecał, że potopu nigdy już więcej nie ześle. Po jakimś czasie Bóg postanowił zniszczyć Sodomę i Gomorę, ponieważ „występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie”. Z zagłady ocalał tylko Lot z rodziną. Kiedy opuścił miasto, „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami, a także roślinność”.

Apokalipsa św. Jana

Apokalipsa św. Jana ukazywała całkowitą zagładę świata i wizję Sądu Ostatecznego. Święty opisywał baranka otwierającego kolejno sześć pieczęci. Jedno z czterech zwierząt (lew, wół, orzeł i zwierzę z ludzka twarzą) wypowiedziało rozkaz: „Przyjdź”. Pojawił się jeździec na białym koniu, uzbrojony w łuk. Obdarowany wieńcem wyruszył, by zwyciężać w imię dobra. Drugi jeździec – na koniu barwy ognia – został wysłany, aby „odebrać ziemi pokój, by się wzajemnie ludzie zabijali”. Otrzymuje miecz jako symbol wojny. Trzeci jeździec, na czarnym koniu, z wagą w ręku, symbolizował głód.

Po otwarciu czwartej pieczęci ukazał się koń ze Śmiercią na grzbiecie, a towarzyszyła jej „Otchłań” i „dano im władzę nad czwartą częścią ziemi, / by zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez dzikie zwierzęta”. Po otwarciu szóstej pieczęci nastąpił dzień gniewu Baranka i straszliwe kataklizmy, „stało się wielkie trzęsienie ziemi i słońce stało się czarne jak włosienny wór, a cały księżyc stał się jak krew. I gwiazdy spadły z nieba na ziemię”.

Młoda Polska

Jan Kasprowicz "Dies Irae"

W literaturze przełomu wieków, czyli Młodej Polski motywy katastroficzne wystąpiły w hymnie Kasprowicza pt. Dies irae (dzień gniewu, sądu). Zdaniem podmiotu lirycznego świat zmierza ku zagładzie, ponieważ „dół swój grzebie / od pierwszych dni”. Przepowiadał, iż „Trąba dziwny dźwięk rozsieje, / ogień skrzepnie, blask ściemnieje, w proch powrócą światów dzieje”. Nad grzesznymi ludźmi nikt i nic się nie ulituje. Nastąpi zagłada wszystkiego: „Olbrzymy świerków padają strzaskane, (...) rzeką i morzem płynie ciemna krew”, potem „ścięła się w ciemny lód” a „świat pochłania nieprzebyty muł”. Ludzkość zmierza na Sąd Ostateczny: „Z wyciem hyjen, z rykiem lwów, / łkając, jęcząc, grożąc, klnąc, / pędzi tuman ludzkich żądz”. 

Zobacz też : Jan Kasprowicz - liryka modernistyczna

Zostają jednak one odrzucone sprzed niebieskich bram i skazane na zagładę. Z kolei w hymnie Święty Boże ukazywał katastroficzną wizję samotnego grobu i zmierzającego do niego pochodu ludzi, którzy „jak cienie / do wielkiej się wloką mogiły”. W tej fantastycznej wędrówce bierze udział cała przyroda: „dziewanny / z piaszczystych wydm się ruszyły, / z miedz się ruszyły krwawniki (...) Całe rżyskami zaścielone łany / oderwały się w tej dobie / od macierzystej ziemi”. Podmiot liryczny ukazuje całą grozę sytuacji, w jakiej znalazł się ginący świat.

Dwudziestolecie międzywojenne

Stefan Żeromski "Przedwiośnie"

W okresie XX-lecia międzywojennego apokaliptyczną wizję zagłady „starego” świata ukazał Stefan Żeromski w Przedwiośniu, w części pierwszej pt. Szklane domy. Obraz rewolucji w Baku i wstrząsające sceny, których świadkiem był Cezary Baryka dowodziły, że przewrót społeczny wymaga wielu krwawych ofiar i kojarzy się wręcz z zagładą ludzkości.

Bohater „przypatrywał się nieopisanym szaleństwom ludzkim, gdy zabijano powolnie, wśród błagań skazańców o rychlejszą śmierć”. Widział, jak Tatarzy i Ormianie ścierali się nieustannie, „zagryzając się nawzajem na śmierć i mordując, gdzie się tylko zdarzyło”. Zapędzony do zakopywania trupów, pewnego dnia ujrzał ciało jakiejś młodej, niezwykłej urody Ormianki. To skłoniło go do smutnych refleksji: „Byłoż kiedy pokolenie podlejsze niż moje i twoje męczennico? Wytraconoż kiedykolwiek siedemdziesiąt tysięcy ludu w ciągu dni czterech? Widzianoż kiedy na ziemi takie stosy pobitych?”. Także liryka tego okresu zawierała motywy Apokalipsy, obrazy pełne ognia i czerwieni.

Zobacz też : "Przedwiośnie"

Władysław Broniewski "Krzyk ostateczny"

Broniewski w Krzyku ostatecznym twierdził, że „Dzień głodu, ognia, powietrza i wojny / z dziejowej rodzi się nocy”, co on, jako poeta, potrafi przewidzieć. Podkreślał, że „Głos mój – glos wiela wód”, zapowiedź, że „Pędzą Czterej na zachód i wschód” i „Dzień straszny rodzi się z nocy. / Będzie głód, pożoga i mór”. Podmiot liryczny przestrzegał, że na ziemi powstanie piekło, którego uosobieniem będzie „Niewiasta przybrana w szkarłat”. Jest jednak jeszcze dla ludzkości czas na ratunek, bo do niej należy wybór „i słów, i czynów, i dróg”. Jeżeli jednak nie uda się uciec przed zagładą, wtedy „rzucę krzyk mój ostateczny: wolność!”.

Józef Czechowicz "Sam"

 Czechowicz w wierszu Sam odzwierciedlał niepokoje oczekującego na zagładę człowieka: „wszędzie czerwienie kołem / płomienie wisząc / w mętnym strumieniu sekund / grożą / powodzią wieków / straszniej niż noc / straszniej niż burza”.

Czesław Miłosz "Roki"

Autor w liryku Roki ukazywał ostateczną zagładę świata: „góry, miasta i wody się spiętrzą, / i to, co przygniecione trwało – naprzód runie, / co naprzód szło – upadnie wstecz. / Tak, tylko ten, co krew od innych miał gorętszą, / na cwałującym stanie złotych głów tabunie / i z krzykiem w dół obróci ostry miecz”. Apokaliptyczny obraz dziejów ludzkości przedstawił również

Aleksander Rymkiewicz "Tropiciel"

Rymkiewicz w poemacie Tropiciel. Zdaniem podmiotu lirycznego „Ziemia jest zimnym zlewiskiem / ludzi, zwierząt i roślin. Teraz przez noc obaleni / w szybkich obrotach kuli pod lunatycznym błyskiem / spalają płuca i soki, skazani na rozkład i płód”. Z zagłady ocaleją jedynie „polarni drapieżcy: rak, koziorożec, plejady”. Całkiem odmienną, satyryczną wizję zagłady świata ukazał natomiast

Konstanty Ildefons Gałczyński "Koniec świata"

Gałczyński w satyrze Koniec świata. Pewnego dnia w bolońskiej akademii astronom Pandafilanda oznajmił słuchaczom, że zbliża się koniec Ziemi i według jego obliczeń „świat potrwa jeszcze godzinę”. Nie chciano mu wierzyć, ale on spokojnie doczekał godziny szóstej wieczorem. Wtedy zaczęła się apokalipsa: w mieście popękały wszystkie lustra, „Więc widząc, co się święci, / z kościołów uciekli święci (...) Koty, motyle i drzewa / tańczyły że zgrozy w kółko, / skrzydła siwiały jaskółkom, / widziano krew na kamieniach”.

Przerażeni ludzie rozbiegali się we wszystkie strony, niektórzy zaczęli się umartwiać i biczować. Powiadano, że nawet papież uciekł. Nie bali się jedynie studenci zabawiający się w kawiarniach i przekupki dyskutujące, czy rzeczywiście koniec świata stał się faktem. Już jednak „biją dzwony na alarm. / I Król, i lud nie pomoże, / bo robi się coraz gorzej, / strach się podnosi jak morze. / Chmury po niebie – chmury / ociężałe cwałują; / idący gniew Natury / leniwie zwiastują”. Apokalipsa się dokonała.

Julian Tuwim "Apokalipsa"

Co innego pod pojęciem zagłady rozumiał Tuwim. W wierszu Apokalipsa opisał „Amerykańską apokalipsę”. Nowym Bogiem w tej rzeczywistości był bokser, mający „W kułakach – ołów” i „Zęby na wierzchu”. Jemu to, bożyszczu tłumów, składa hołd „wrzask apostołów / Z krwawo rozdartych szczęk kwadratowych”. Bokser, posiadający siłę równą boskiej, jawi się w blasku jupiterów i już „Ciosami świateł ciemności rozciął”, ukazując się w groźnej postaci, głosząc zagładę swym wrogom.

Ciasto Rafaello bez pieczenia - Kasia gotuje z Polki.pl

Literatura współczesna

Krzysztof Kamil Baczyński "Ten czas"

W literaturze współczesnej czasy II wojny światowej nazwano Apokalipsą spełnioną. Katastroficzną wizję pochodu świata ku śmierci zawiera wiersz baczyńskiego pt. Ten czas. Podmiot liryczny ukazuje „mroczny czas. Ciemna noc, tak już dawno ciemna noc bez gwiazd, / po której drzew upiory wydarte ziemi – drżą” Umarła natura, a ludzie „w świat grobami odchodzą”.

Życie nic już nie jest warte, a człowiek okazuje się niczym: „My sami – tacy mali, krok jeszcze – przejdziem w mit. / My sami – takie chmurki u skrzyżowania dróg”. Poeta przeczuwa totalną zagładę i rozpacza, że następne pokolenia nie będą chciały zrozumieć tej tragedii tego czasu, kiedy słychać było jedynie „Łamanych czaszek trzask; / i wiatr zahuczy czasem, i wiek przywali głazem. / Nie stanie naszych serc. Taki to mroczny czas”. W wierszu Pokolenie z kolei ukazał Baczyński apokaliptyczną wizję upadku wszelkich wartości.

Arkadyjski obraz bujnie rozkwitłej przyrody zakłóca makabryczny widok, ponieważ „ze świerków na polu zwisa / głowa obcięta strasząc jak krzyk”. Kwiaty pachną miodem, ponieważ „ciągną korzenie krew, z liści pada / rosa czerwona. I przestrzeń wzdycha”. Ludzie zachowują się jak zwierzęta, nad nimi „Ogromne nieba suną z warkotem”, a oni chowają się po jamach „strachem zaryci”. Wojna to nie tylko śmierć, ale i zagłada człowieczeństwa. Stracone pokolenie już nauczyło się, że „Nie ma litości (...) Nie ma sumienia (...) Nie ma miłości”. „Kolumbowie” zostali skazani na śmierć nie tylko fizyczną, ale i wcześniej – duchową. Katastroficzną wizję zawarł też w wierszu Polacy.

Podmiot liryczny widzi „morza głuche, / ziemię z niebem złączoną, a jak step w posuchę, / i tętent burz pod ziemią, i tłumy wśród ogni / wijące się jak węże pocięte w kawały (...) To znów nagle wały, / mury, miecze się wznoszą, krzyk rozcina ziemię; / a potem cisza”. Wierzy jednak głęboko, że jego tragiczne pokolenie będzie żyło „tysiąc lat po śmierci w gałęziach szubienic”, aby nie dać spokoju tym, „co nas zabili”.

Tadeusz Gajc "Widma"

Manifestacją wojennego katastrofizmu były także Widma Gajcego. Zagłada przedstawiona w utworze obejmowała nie tylko ludzkość, ale i całą przyrodę, ma wymiar niemalże kosmiczny: „Ryby na rzekach z fioletu wypływają brzuchami do góry, / jawią się niebom obcym geometryczne stygmaty, / a to zapowiedź złowieszcza, / bo u serca dzwonów wiszą już nietoperze / i znaki morowego powietrza / jak obłoki wędrują nad światem”. WŁADYSŁAW BRONIEWSKI do motywu Apokalipsy nawiązał w wierszu Krzyk ostateczny.

Jak sam tytuł sugeruje, to głos rozpaczy ginącego świata, ponieważ „Dzień straszny rodzi się z nocy, / Będzie głód, pożoga i mór”. Symbolem zagłady jest „Niewiasta przybrana w szkarłat”. Podmiot liryczny obserwuje, sam „w mękę wplątany (...) spełniającą się Apokalipsę”. Buntuje się jednak przeciw niesprawiedliwości losu i nie chce wewnętrznie zgodzić się na nieuchronne przeznaczenie.

Czesław Miłosz "Piosenka o końcu świata"

Miłosz w Piosence o końcu świata ukazuje sytuację w ostatnim dniu egzystencji świata: „Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji, / Rybak naprawia błyszczącą sieć”, kobiety idą pod parasolkami, na trawniku śpi pijak. Podmiot liryczny zauważa, że ci, „którzy czekali błyskawic i gromów, / Są zawiedzeni”. Nie dostrzegli ani nie usłyszeli trąb archanielskich, więc „Nie wierzą, że staje się już”.

Wszystko jest takie samo: świeci słońce, rodzą się dzieci. Tylko pewien staruszek z całym przekonaniem stwierdza, że „Innego końca świata nie będzie”. On jeden, chociaż nie jest prorokiem, wie, że człowiekowi dane jest tylko jedno życie, a koniec świata polega na tym, że w każdej chwili ktoś umiera, dla kogoś Apokalipsa właśnie się spełnia.

Janusz Kobierski "Tren"

Kobierski w Trenie inaczej sobie apokalipsę wyobrażał. „Przodem pójdą bezgrzeszne zwierzęta”: myszy, kraby, żółwie, węże, dalej największe – z ptakami nad głową, z przyrodą. Ludzie pójdą na Sąd Ostateczny dopiero na końcu.

Są bowiem „obciążeni winą / wobec tego co żywe / martwe / i ledwie poczęte”. Przeciw nim świadczyć będzie „rzecz każda zraniona” i domagać się kary. Podmiot liryczny zastanawia się, co się stanie, jeżeli łaska niebios ogarnie wszystkie istoty żywe, „prócz człowieka / pana”. Okaże się wtedy, że ludzie wcale nie byli panami świata, bo to tylko samotne, „śmieszne wątłe cienie”.

Zobacz też : Testament

Tadeusz Konwicki "Mała apokalipsa"

Mała apokalipsa Tadeusza Konwickiego także pokazuje rozpad świata. Powieść rozpoczyna się stwierdzeniem, że „Oto nadchodzi koniec świata”. Bohater odbywa ostatnią wędrówkę ze świadomością, że jego kres zbliża się nieuchronnie, „Ale zanim mój wszechświat rozpadnie się w gruzy, rozsypie się na atomy (...) czeka mnie jeszcze ostatni kilometr mojej Golgoty”.

Następuje indywidualny koniec świata bohatera, który poprzez samospalenie ma wstrząsnąć ludźmi „w kraju i wszędzie za granicą”. Idąc przez rozsypującą się Warszawę odnosi wrażenie „jakby ten kraj naprawdę umierał”.

Po wojnie, która zniszczyła wszelkie wartości, świat „zwichrował się. I tak umieramy z wolna minuta po minucie. Świat z nami też umiera”. Pani Gosia też była zdania, że „podobno koniec świata bliski. Dlaczego wszystko się wali? I Wschód i Zachód. Początek końca świata. Ale ten koniec może trwać długo. Całe wieki”.

Ona cieszy się jednak, że zdążyła użyć życia. Na zakończenie wszystko czeka katastrofa kosmiczna, ponieważ „cała galaktyka leci w otchłań nicości”. Ma ona jednak także swe konkretne przyczyny, ponieważ „Wszystko się kończy. Woda, węgiel, cały świat”. Będzie to jednak „mała apokalipsa”, bo nie nadejdzie, jak w objawieniu św. Jana, ogromna bestia, ale „Miniantychryst”.

Zobacz też : Motywy literackie - Życie

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)