POLECAMY

8 błędów, które popełnia naprawdę każda matka. I to przez nie wciąż czujemy się winne...

Jasne, będziesz zawsze wsparciem, opoką, kobietą zen. Tak sobie postanowiłaś. To jest oczywiste. I nagle widzisz, jak wrzeszczysz w markecie, bo trójka nieboraków chce biegać między półkami. Albo biadolisz nad pobazgranym zeszytem. Serio, to ty? Matka święta?! Tak oto ideał sięga bruku. Witaj w prawdziwym świecie!

8 błędów, które popełnia naprawdę każda matka. I to przez nie wciąż czujemy się winne... fot. Fotolia

Ustalmy od razu. Jeśli myślisz, że kwilące niemowlę, pieluszki, raczkowanie i totalne niewyspanie jest już Mont Everestem macierzyństwa, to śpieszę wyprowadzić cię z błędu. Jesteś dopiero na początku tej wspinaczki i tak naprawdę nie przeszłaś nawet kilometra tej uroczej ścieżki.

Wszystkie jesteśmy złymi matkami. Dlaczego sobie to robimy?

Nie jest trudno być matką śpiącego noworodka, słodkiego roczniaka, czy wtulonego i bezbronnego przedszkolaka. Ale zostań matką idealną dziecka z fochem, z potrzebami inne niż twoje, pretensjami, żalami i wiecznym: "zaraz", "potem", "no i"? Zostań matką idealną, gdy ktoś trzaska ci drzwiami przed nosem i krzyczy: "jesteś podłaaaaaa".

Nikt tak nie wystawi cię na próbę, nie przeczołga, nie da takiej lekcji pokory, cierpliwości, miłości i każdej innej cnoty. Ale może od razu przejrzyj na oczy, nie oszukuj się...

Oto rzeczy (błędy?), które czasem robią wszystkie matki. 

1. Podnosimy głos. Drzemy się - mówiąc wprost 

„Nigdy nie będę krzyczeć” - mawiała M., córka matki nerwowej. „Nie podniosę nawet głosu” - mawiałam ja. Potem spotkałam się z M. w galerii handlowej. Była z trójką swoich dzieci. Każde z nich podążało w swoją stronę mimo licznych upomnień matki. M. darła się na nich, a ja myślałam: „Doprawdy, ta M. to powinna skorzystać z pomocy psychologa”.

20 zdań, które powinien usłyszeć każdy nastolatek

Minęło kilka lat, próbowałam zrobić zakupy w markecie. Ja, mój syn, dwóch jego kumpli i młodsza siostra jednego. W panice latałam między półkami próbując zebrać towarzystwo. Darli się, turlali, co chwila wkładali mi do kosza nowe rzeczy mimo licznych upomnień, że już dość. Młodsza siostra jednego chowała się za półką, przez pół godziny nie mogłam jej znaleźć. I nagle usłyszałam wrzeszczącą siebie: "Konieeeeec, zaraz wszyscy rozchodzicie się do domu. Basta. Maaaaamm dość".

Krzyczałam tak strasznie, że mój 9-letni syn patrzył na mnie, jak na kosmitkę, bo, słowo, nigdy nie słyszał, żebym krzyczała. Ale od tego czasu wiem na pewno: prawie każda z nas podniesie kiedyś głos.

2. Wierzymy, że NIGDY nie będziemy miały dość

Zawsze mieć siłę na dzieci i wspólny czas. To częste marzenie dorosłych dzieci, które kiedyś słyszały tylko: „zaraz, zaraz”. Owszem, nasi rodzice ciężko pracowali, a my wyobrażałyśmy sobie, że z nami będzie inaczej. Bo nawet, jak się ciężko pracuje to dla dzieci ma się siłę ZAWSZE. Jasneeee.

14 zdań, które potrafią wyprowadzić z równowagi każdą mamę

Koleżanka kiedyś pisała tekst, co wyrabiają zmęczone matki, żeby tylko nie zajmować się dziećmi. Czekanie na parkingu, aż światło w pokoju zgaśnie, żeby nie musiały po 12 godzinach czytać bajki, włączanie filmu dla momentu spokoju. „Wyrodne” - myślałam. Dopóki sama nie spędziłam godziny w samochodzie.

No nie, miłość nie wyklucza potrzeby wolności. Chociaż dziś, chociaż w kryzysie. Bo ileż można ZAWSZE być do dyspozycji.

3. Powtarzamy koszmarne „a nie mówiłam?”

Zakładamy na początku, że nigdy nie powiemy: „a nie mówiłam". To zdanie ZŁO. I każda z nas wie, że nic nie wnosi, nic nie daje. A potem nasz język nagle sam mówi: „A nie mówiłam, że się poparzysz?”, „A nie mówiłam, że się potkniesz?”, „A nie mówiłam, że pani powie, że ta praca jest niechlujna”.

I jasne, milion razy się powstrzymasz, może nawet nie powiesz tego głośno, ale coś w środku będzie ci i tak krzyczeć: „A nie mówiłaaaaaam! Dlaczego nie słuchasz?”.

4. Rozliczamy ze stopni przyniesionych ze szkoły 

Chcemy przekazać dziecku, że nauka jest ważna, że od tego naprawdę wiele zależy. Halo, ale naprawdę zależy? Matury nie ma chociażby Agnieszka Chylińska, Robert de Niro, Nicolas Cage porzucił szkołę, gdy miał 15 lat, a przeboski Ryan Gosling wyleciał z niej w wieku lat 17. Racjonalnie to wiemy, a jednak i tak chcemy te nasze dzieci "wrzucić" do jednej szuflady. Zupełnie, jak nasi rodzice, prawda?

5. Bolą nas przynoszone pały i zatroskany wzrok wychowawczyni

Pytanie czy bolą złe oceny dzieci, czy nasze ambicje? U rodziców widziałyśmy to często. „Mama kazała mi tańczyć, bo sama była baletnicą, która nie zrobiła kariery” - wspomina moja koleżanka.

Kiedyś fajna psycholog powiedziała mi: niech bolą nas porażki edukacyjne naszych dzieci, bo to wskazówka dla nas. Co zawaliłyśmy, za czym tęsknimy, jakie nasze marzenia nie zostały spełnione. Ale to tyle. Nic poza tym. Dziecko da radę, jak my dałyśmy. I zawsze pewnie coś nas zaboli - chyba, że mamy dziecko ideał, albo same jesteśmy ideałem.

6. Jesteśmy egoistkami

I dobrze! Choć nie zawsze jesteśmy na to gotowe. A szkoda.
Gdy nastolatek wpada do domu i mówi: jeeeeeeest jabłko? Niejedna z nas mówi: "nie ma, trzeba kupić", bo miała na to jabłko straszliwą ochotę. Przepraszam, jednak bez jabłka (albo innego drobiazgu) dziecko nie umrze.

7. Wtrącamy się!

Obiecujemy sobie: nie będziemy się wtrącać! W jego relacje z innymi, w to jak się odzywa do babci. Jasne, nigdy. A potem słyszymy siebie mruczące: „czy serio w szkole nie ma innych kolegów? Tylko ten Maciek?!” Nie, nie głośno. Większość z nas powie to cichutko, do siebie. Ale jednak powie. I to nieznośne: „proszę, zadzwoń do babci”. Proszę, proszę.

Tak właśnie idealna matka W OGÓLE się nie wtrąca. Ale pracuje nad sobą. Naprawdę pracuje. Ja ostatnio, tylko do siebie, powiedziałam: „Powiedz Kamilowi, żeby wreszcie spadał”. Bo Kamil ma humory, jednego dnia jest miły, drugiego chamski, a mój syn to przeżywa. Więc tak chciałabym powiedzieć: „kopnij go w dupęęęęęę”. Ale mówię tylko do siebie. I do siebie mówi wiele moich przyjaciółek. 

8. Myślimy, że nigdy nie rozczarujemy dzieci

Rozczarujemy milion razy. I to jest właśnie najtrudniejsze. Bo przecież miałyśmy być idealnymi matkami. Zawsze wspierającymi.

To był jednak wstrząs, gdy pewnego dnia usłyszałam od swojego syna: „pamiętam, że z przedszkola odbierałaś mnie tylko w piątku. Tęskniłem”. What?! A inne rzeczy?! A zabawy godzinami w dinozaury, a czułość? A wspólne gotowanie?! Przecież ja to robiłam dla niego. A on pamięta cholerny tydzień, gdy pracowałam i odbierała go cudowna niania?! 

Tak się właśnie któregoś dnia poddajemy. No cóż, nie jesteśmy idealne. Nigdy nie będziemy.

Ale potem usiądziemy w gabinecie u psychologa i usłyszymy, że to dobrze. Że bez stresu. Każdy człowiek potrzebuje frustracji. Nasze dzieci też. Zrozumiemy też, że bycie nieidealną to siła. Dzięki temu lepiej zrozumiemy rodziców. I możemy wciąż stawać się lepsze. Chcemy, myślimy, pracujemy nad sobą. Nawet, gdy zwiniemy im jabłko sprzed nosa. No proszę, jaka ulga. :)

Polecamy: Świetny wywiad z Agnieszką Stein o tym, jak zapracować na prawdziwe zaufanie u dziecka

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)