Zespół Aspergera oczami małego Misia

Zespół Aspergera jest często występującą chorobą genetyczną. Aby zrozumieć dziecko chore na Zespół Aspergera, trzeba nauczyć się języka jego zachowań. Zapis życia codziennego Misia (odpowiednik chorego dziecka) i jego całej rodziny pokazuje trudny proces rozwoju osoby chorej.

Zespół Aspergera oczami małego Misia

Kim jest Miś?

Miś ma trzynaście lat. Jest wysokim (jak na swój wiek), bardzo szczupłym, ładnym chłopcem, o dużych, pięknych oczach. Jest dzieckiem autystycznym, z zespołem Aspergera.

Urodził się w piękny majowy poranek przez cesarskie cięcie. Mama Misia bardzo się bała narkozy, dlatego też z wielką radością przyjęła propozycję znieczulenia przez kręgosłup, ponieważ chciała widzieć, co będzie się działo z Misiem podczas porodu. Poród przebiegł prawidłowo, szybko i sprawnie. Po urodzeniu pielęgniarka pokazała Mamie uśmiechniętego Misia. Wszyscy byli zdziwieni, bo po raz pierwszy widzieli dziecko, które nie płacze, ale się uśmiecha (ten uśmiech Mama uwieczniła na fotografii). Przez okres ciąży Mama miała bardzo dobrą opiekę lekarską ze strony znakomitego lekarza, pana Piotra, który otrzymał w akcji „Rodzić po ludzku” tytuł ANIOŁA. Ponieważ Mama wymagała opieki, spędziła z Misiem dziesięć dni w szpitalu. Pielęgniarki opowiadały Mamie, że Miś jest bardzo wrażliwy. Trzeba go było bardzo delikatnie przewijać, bo jeden nieostrożny ruch mógł wywołać długotrwały, żałosny płacz (potrafił chlipać przez sen nawet kilka godzin).

Pierwsze miesiące

Po powrocie do domu Mama zauważyła, że Miś bardzo lubi spokój i ciszę oraz delikatne dźwięki i delikatny dotyk. Mama musiała, przez wiele miesięcy, bardzo delikatnie go przewijać i myć. Na szczęście płakał rzadko, ale chlipanie przez sen utrzymywało się jeszcze przez kilka lat. Spał bardzo niespokojnie – przeżywał to, co się wydarzyło w ciągu dnia. Gdy Miś pojawił się w domu, czekał tam na niego pies (mądry, wrażliwy, opiekuńczy), co zapewne pozytywnie wpłynęło na jego rozwój. Ponieważ Mama miała poważne kłopoty ze zdrowiem, gdy musiała wychodzić, Misiem opiekowała się pani Ewa (miła, mądra, mająca duży talent pedagogiczny). Miś bardzo lubił panią Ewę i bez oporów szedł z nią nawet do fryzjera czy dentysty.

Początkowy rozwój Misia

Miś początkowo rozwijał się tak, jak każde inne dziecko. Mama miała wrażenie, że nawet szybciej. Ma zdjęcie Misia, na którym śledzi on oczami lot muchy (dwudziesty czwarty dzień). Bardzo ładnie gaworzył, wyraźnie nawiązywał kontakt z osobą, która się nim opiekowała. Mama skrupulatnie zapisywała i nagrywała rozwój synka.

Gdy miał pół roku, Mama zapisała: „pogodny, grzeczny, cichy, uśmiechnięty, prawie nie płacze (ale gdy się rozpłacze, chlipie przez sen kilka godzin), ładnie gaworzy, dobrze śpi (od 22.00 do 7.00)”.

Na przełomie pierwszego i drugiego roku życia widać już było wyraźną zmianę w charakterze Misia. Mama zanotowała: „jest zdrowy (ma jedynie kłopoty jelitowe), ma mocny charakter, robi się głośny, stanowczo domaga się uwagi, zabawek, słabo reaguje na bodźce, nie odczuwa bólu”.

Zobacz też: Jak zdiagnozować zespół Aspergera?

Mama na rynku pracy

Opiekuńczy chłopiec

Gdy Miś miał półtora roku, trudno było go upilnować. Był wszędzie, w ciągłym ruchu, biegał bardzo szybko. Błyskawicznie potrafił się wdrapać na krzesło, coś złapać, ściągnąć, otworzyć. Mama cały dzień biegała za Misiem, ciągle musiała mieć go na oku. Wstawała razem z synkiem o 5.00, szli spać o 19.00, chociaż już o 17.00 Mama padała ze zmęczenia. Czasem próbowała się położyć, ale wtedy Miś zaczynał strasznie wrzeszczeć, krzyczał Mamie do ucha, podnosił jej powieki, szarpał ją, nie pozwalał spać. Mama jeszcze wtedy nie wiedziała, dlaczego to robił. Dopiero, gdy dorósł i nauczył się mówić, powiedział, że gdy Mama zamykała oczy, był przerażony, myślał, że umarła i chciał ją za wszelką cenę obudzić. Zresztą bardzo długo bał się śmierci i starości. Mama rozmawiała z nim na ten temat przy każdej okazji, aż zaakceptował ich istnienie.

Ciekawość Misia

Ponieważ Mały Miś nie wyczuwał niebezpieczeństwa (pędził przed siebie, nie zważając na nic), Mama musiała wszystko zabezpieczać. Przed telewizorem stał mały stolik owinięty grubym kocem. Kaloryfery były zabezpieczone kołdrą, gniazdka elektryczne wkładką, okna i drzwi specjalnym przyrządem, a kanty i rogi spiłowane na okrągło. Do kuchni nie wolno było Misiowi wchodzić samemu. Kuchenka gazowa na szczęście mieściła się w rogu pomieszczenia, a dojście do niej było zabezpieczone wysokim koszem, w którym znajdowało się dziesięć kilo ziemniaków. Mama nigdy nie stawiała garnków na przednich palnikach, a do patelni natychmiast po użyciu nalewała zimnej wody, ponieważ zdarzało się, że Miś wbiegał do kuchni, łapiąc, co mu wpadło w ręce. Na szczęście udawało się szybko mu to odebrać. Tata narzekał, że nie może się napić gorącej herbaty, bo Mama dolewa mu do szklanki zimnej wody, ale gdy zobaczył, jak Miś, wbiegłszy do kuchni, błyskawicznie włożył rękę do filiżanki z kawą, którą Tata właśnie podnosił do ust – od razu zmienił zdanie.

Nadruchliwość

Nie można też było iść z Misiem spokojnie ulicami miasta. Uliczki starego Gdańska na szczęście są wąskie i nie ma tam zbyt dużego ruchu. Ale Mama i tak cały czas biegła, goniąc uciekającego Misia, który potrafił nagle zerwać się do galopu. Były miejsca, których się bał, i wtedy trzymał się Mamy. Ale gdy już minęli Kościół Mariacki i zmierzali w kierunku Ratusza, Miś puszczał się biegiem. Przy Studni Neptuna skręcał w prawo, wbiegając po ratuszowych schodach, zatrzymywał się na chwilę na górze, oglądał się na Mamę i szybko zbiegał z drugiej strony. Zatrzymywał się dopiero przy sklepie cepelii i wtedy już biegł ulicą od wystawy do wystawy. Mamę i Misia znało zapewne z widzenia parę osób, ponieważ czasem ktoś pomagał jej złapać synka. Najczęściej był to Gdański Pirat, który widząc uciekającego Misia, kucał, rozkładał ręce, a nieświadomy niczego Miś wpadał w tę niezwykłą pułapkę. Nie płakał, tylko przyglądał się tej dziwnej postaci. Mama zaś miała czas, żeby spokojnie dojść i odebrać Bardzo Zdziwionego Misia, który po takiej przygodzie zawsze szedł grzecznie z Mamą za rączkę do domu.

Zobacz też: Typowe zachowania dziecka z zespołem Aspergera

Chęć zrozumienia

Dwuletni Miś był nadal bardzo szybki i uciekał Mamie. Lubił też biegać po pokoju, mocno uderzając stopami o podłogę. Uwielbiał skakać po tapczanie, słuchać głośnej muzyki. Najczęściej wtedy szedł do brata – Niedźwiadka, który był prawie dorosły i słuchał młodzieżowych piosenek. Wtedy Miś gasił światło, kazał włączyć sobie głośną muzykę, skakał po tapczanie, świecił sobie latarką w oczy i krzyczał ile sił w płucach. Mamie się to nie podobało, ale Miś był bardzo szczęśliwy (i jak tu krzyczeć na Bardzo Szczęśliwego Misia...?).

Miś nadal nie mówił, ciągle się złościł, że się go nie rozumie. Kiedy chciał jakiś przedmiot, Mama zgadywała, o który chodzi, i nazywała te, które pokazywał palcem.

Ulubiona zabawka

W tym czasie Miś był zafascynowany samochodami. Każde auto stojące na ulicy musiał obejść i dotknąć. Domagał się też, aby kupować mu samochody. Potrafił godzinami siedzieć na parapecie okna, obserwując poruszające sie pojazdy. Jeżeli przemieszczał się po mieszkaniu, to zawsze ze wszystkimi swoimi autami.

Nadal trzeba go było pilnować, ponieważ potrafił zrobić coś nagłego i niespodziewanego, np. w sklepie wejść za ladę i wziąć z półki zabawkę, której nie pozwalał sobie później odebrać (niesamowicie wrzeszczał, tupał, szarpał, nie reagował na słowa). Robił wokół siebie zamieszanie. Mama bardzo rzadko brała go na zakupy.

Poza tym ciągle posługiwał się smakiem i dotykiem, np. brał do buzi różne przedmioty lub kłuł się ołówkiem po twarzy, wkładał go do uszu, oczu, nosa.

Kontakt z rówieśnikami

Miś miał niewielki kontakt z innymi dziećmi, ponieważ nie było ich ani w budynku, w którym mieszkał, ani na sąsiednich podwórkach. Ale nawet, gdy dzieci przychodziły do niego do domu, nie interesował się nimi, wolał zabawki. Nie pozwalał nikomu ich dotykać ani przestawiać. Sam sprzątał zabawki, dlatego Mama musiała pilnować, żeby nie miał ich za dużo, bo wpadał w rozpacz, jeśli nie mógł wszystkiego sam sprzątnąć. Wtedy z pomocą przychodził Tata lub starszy brat. Gdy niedaleko domu powstał plac zabaw, Miś zainteresował się nim dopiero wówczas, gdy miał osiem lat.

Zobacz też: Zespół Aspergera częstszy niż autyzm

Mowa Misia

Około trzeciego roku życia Miś zaczął mówić, ale mową własną, którą trudno było zrozumieć. Jeśli nie rozumiało się tego, co mówił, wpadał w złość, szarpał, bił, kopał, uparcie powtarzając wymyślone przez siebie słowo. Mama, cierpliwie przeczekawszy pierwszy atak złości, próbowała wypytać, o co mu chodziło (często pomagał jej Niedźwiadek, który miał duży talent do odgadywania Misiowych wyrazów). Kiedy zrozumiano, co Miś miał na myśli, oddychał z ulgą i był bardzo szczęśliwy. Biegał, skakał i śmiał się głośno, klaszcząc w ręce.

Metody na przezwyciężenie uporu chłopca

Z takim samym uporem i agresją potrafił się domagać innych rzeczy, ale wtedy Mama reagowała stanowczo. Gdy jednak Miś bił i szarpał Mamę, wtedy wzywała na pomoc Tatę albo Brata, którzy zabierali go w Inne Miejsce. Tata mówił: „Bijesz Mamę, nie możesz tu być” i prowadził go do kuchni. Tam zastawiał drzwi krzesłem i siadał na nim. Miś początkowo „wisiał na klamce” i wrzeszczał, ale Tata nie zwracał na to uwagi, śpiewając lub opowiadając mu rymowanki o Kubusiu Puchatku (ulubionym bohaterze) i jednocześnie robiąc jakieś zabawki z gazety (łódki, czapki, miecze, ludziki). W ten sposób Miś powoli zapominał o awanturze, a skupiał się na tym, co proponował mu Tata. Po upływie pół godziny Miś wychodził z kuchni uśmiechnięty i zadowolony, z nową papierową zabawką. Niedźwiadek miał inną metodę. Gdy Miś dokuczał Mamie, zanosił Małe Wrzeszczące Coś do swojego pokoju, siadał przed komputerem i nie zwracał na niego uwagi. Miś początkowo „wisiał na klamce”, ale kiedy się zmęczył, siadał na tapczanie i zaczynał się bawić. Po chwili było słychać, jak coś sobie opowiada i śmieje się. (Miś bardzo lubił się śmiać, ale również wyśmiewać się z czegoś lub z kogoś. Bawiło go wszystko. Często też nie wykonywał od razu polecenia, tylko się przekomarzał.)

Spokój i akceptacja

Mama cierpliwie znosiła humorki Małego Misia, ale nie pozwalała na agresję. Początkowo próbowała zastosować metody, które działały na Niedźwiadka, ale w przypadku Misia okazały się one nieskuteczne. Miś bardzo nie lubił, gdy ktoś go obejmował i przytulał, jeśli to nie wynikało z jego inicjatywy. Więc gdy domagał się czegoś, pomagając sobie agresją, lub gdy wpadał w złość, Mama obejmowała go mocno, trzymając za łokcie, i tłumaczyła mu, że zawsze będzie tak robiła, gdy Miś będzie jej dokuczał. Trochę to trwało, zanim Miś zrozumiał, że awantury mu się nie opłacają – więc gdy był niegrzeczny i został odizolowany od Mamy, już nie płakał, tylko od razu zaczynał się bawić. Wszyscy wtedy chwalili go, mówiąc: „Jaki to grzeczny i mądry ten nasz Mały Miś!” (był wtedy bardzo z siebie zadowolony). A później wystarczyło tylko powiedzieć: „Misiu, będziesz grzeczny, czy pójdziesz do drugiego pokoju?”. I Miś sam oceniał sytuację – albo czymś się zajmował i przestawał dokuczać Mamie, albo brał zabawki i szedł do drugiego pokoju. Mały Miś, chociaż bardzo lubił być z Tatą lub bratem, to jednak nie lubił przebywać tam za karę.

Zobacz też: Nauka o zespole Aspergera

Nauczanie

Mama uważała, że należy wysyłać mu jasne, proste i konkretne sygnały dotyczące akceptacji lub negacji jego zachowania, w taki sam, niezmienny sposób. Informować, za co może go spotkać kara, a za co nagroda. Mama uważała, że bardzo ważne było nauczenie Misia samodyscypliny i kontroli. Właśnie dlatego pracowała z nim systematycznie, codziennie, nawet w dni wolne i wakacje. Początkowo były to bardzo krótkie okresy, np. do siódmego roku życia Miś skupiał uwagę na dziesięć minut, więc miał w ciągu dnia kilka dziesięciominutowych lekcji. A gdy w klasie I odmówił wykonania zadania domowego, bo wolał się cały dzień bawić, Mama nie pozwoliła na włączenie telewizora w czasie dobranocki. Zamiast tego Miś musiał odrabiać lekcje (oczywiście towarzyszyła mu przy tym Mama). Próbował uciekać, ale Tata mu to uniemożliwiał. Od tej pory po przyjściu ze szkoły sam zasiadał do lekcji i pilnował, żeby je odrobić przed dobranocką.

Radość, strach i poczucie miłości

Do trzeciego roku życia – jeśli w ciągu dnia wydarzyło się coś negatywnego – Miś przez sen wzdychał i chlipał aż do rana. Od trzeciego do szóstego roku życia często śmiał się przez sen, a szczególnie tuż przed przebudzeniem. Zaśmiewał się, aż trząsł mu się brzuszek (było tak prawie codziennie). Nie znosił napiętej atmosfery, lubił, gdy wszyscy się uśmiechali i byli dla siebie uprzejmi. Kiedy Mama była smutna, chora czy zmęczona, przychodził, patrzył jej w oczy i podnosił kąciki jej ust paluszkami do uśmiechu. Nie znosił krytyki, krzyczał wówczas rozkazującym, wymuszającym tonem: „Nie krzycz na Misia, bądź dla Misia miła!”.

Do III klasy na każde zwrócenie mu uwagi reagował silnym lękiem: uciekał, trzaskał drzwiami, krzyczał lub wszczynał awanturę. Wołał do Mamy: „To nieprawda! Miś grzeczny! Miś nie chciał! Miś nie wie, jak to się stało!”. Innym razem cały się trząsł, patrzył w oczy, kazał się obejmować i głaskać po głowie i mówił: „Uśmiechnij się do Misia. Kochaj Misia, jak psoci. Kochaj Misia, takim jakim jest! Bądź dobra dla Misia!!!”. Uspokajał się dopiero wtedy, kiedy Mama wykonywała te wszystkie czynności, których sobie zażyczył, i zapewniała go o swojej miłości. Dla Misia było bardzo ważne, aby ktoś z nim był, żeby się nim zajmował, bawił, żeby mówił mu miłe rzeczy, np. że jest piękny, mądry, wspaniały (był wówczas bardzo szczęśliwy).

Zachwycał innych tą swoją radością, szczerością, naiwnością, ufnością. Jeśli się cieszył – to całym sobą, jeśli złościł – było to widoczne w całej jego postawie, mimice. Wyglądał jak groźny zwierz gotowy do skoku (sztywny, pochylony do przodu, z wygiętymi rękami, ściągniętą twarzą, groźnie zmarszczonymi brwiami, wydętymi ustami, wydający groźne pomruki i szczerzący zęby, ze wzrokiem wlepionym w „ofiarę”).

Niecierpliwy Miś

Był bardzo niecierpliwy. Jeśli coś chciał, musiało to być natychmiast spełnione. Potrafił zadręczać marudzeniem i mówieniem o tej sprawie na różne sposoby, aby tylko osiągnąć cel. Był bardzo uparty – jeśli nie spełniało się jego życzenia, próbował wymusić to agresją. Jednak nawet gdy robił coś negatywnego, Mama stosowała metodę pozytywnego mówienia o Misiu. Na przykład, gdy Miś był zły i obrażony na Mamę, izolowała się ona od niego i szła do kuchni. Ale Miś szedł za nią i dalej dręczył ją żalami, pretensjami czy wymuszaniem. Wtedy Mama przytulała niezadowolonego Misia i całowała włoski, ale on bardzo tego nie lubił, więc się bronił. Mama próbowała z nim porozmawiać o jego zachowaniu, lecz Miś tylko użalał się nad sobą, jęcząc: „Kto tak skrzywdził Małego Misia? Oj, oj, ojojoj”. Wtedy Mama i tak mówiła do Nic Niesłuchającego Misia o tym, co jej się nie podobało w jego zachowaniu, i jak powinien się zachować w danej sytuacji. Te rozmowy początkowo nie odnosiły skutku, ale Mama nie rezygnowała, bo uważała, że z dzieckiem trzeba rozmawiać.

Zobacz też: Jak rozpoznać zespół Aspergera?

Sposoby na humorki

Czasem Miś biegł na skargę do Niedźwiadka, ale ten mówił, że Mamy trzeba słuchać. Wtedy obrażony na cały świat Miś uciekał i chował się w kąt albo kładł się na tapczanie z ulubioną poduszeczką i się miotał. Gdy trwało to zbyt długo, Mama odwracała jego uwagę od użalania się nad sobą i np. wołała: „Czas na drugie śniadanie!!! Czy ktoś jest głodny?!”. Wtedy Miś zawsze przybiegał, bo bardzo lubił jeść „coś dobrego”, i wołał od progu: „Czy ktoś wołał Małego Misia? Miś jest grzeczny. Kochasz Małego Misia? Dasz Misiowi coś dobrego? Dasz?”.

Mały Miś nie zaczyna rozmowy wprost, tylko albo staje sztywno przed Mamą i patrzy, albo zagląda w oczy, albo całuje, albo wzdycha i biadoli, albo woła: „To straszne, to straszne!”. Dopiero kiedy Mama zwróci na niego uwagę i zapyta: „Co jest straszne, Misiu?”, to wtedy, z ogromnym trudem, powoli cedząc słowa, Miś próbuje opowiedzieć swój problem. Zazwyczaj Mama musi wyciągać z niego każde kolejne słowo (jest to bardzo męczące).

Poznanie pisma – sposobem na problemy

Od II klasy, gdy Miś nie chciał powiedzieć, co go gnębi, Mama zachęcała go, żeby to napisał. Od tej pory dostawała liściki, np.: „Miś musi się przyznać do strasznej winy. Miś złamał obietnicę, czyli czytał po ciemku!”, „UWAGA! Nie wolno wchodzić. Teraz jest wielki Misiowy bałagan!”, „Miś musi się przyznać do czegoś strasznego Mamie Misiowej. Gdy Mamy Misiowej nie było, zadzwonił telefon, więc Miś odebrał i powiedział: »HALO?«. To dzwonił jakiś Adam. Miś nie wiedział, co powiedzieć. Znowu zadzwonił telefon i Miś słyszał tylko nipanie. Zadzwonił następny telefon. Miś nie odebrał, tylko pokładał się na łóżku i jęczał: »Misie nie lubią odbierać telefonu«”.

Codzienne dialogi

Gdy tylko nauczył się dobrze mówić, prawie codziennie wygłaszał „litanie”, które w zależności od nastroju brzmiały mniej więcej tak: „Czy kochasz Małego Misia? Czy jesteś dla Misia dobra? Czy jesteś dla Misia miła? Czy jesteś dla Misia kochana? Czy dbasz o Małego Misia? Czy kupujesz mu zabaweczki? Czy Miś jest ważny dla Mamy Misiowej? Czy zawsze będziesz z Małym Misiem?”. Gdy miał dobry nastrój, mówił: „Czy Miś jest wspaniały? Czy Miś jest mądry? Czy Miś jest piękny? Czy Miś jest pracowity? Czy Miś jest odważny? Czy Miś jest grzeczny? Czy Miś jest miły? Czy Miś jest silny? Czy Miś jest szybki? Czy Miś jest bohaterski?...”. Natomiast, gdy miał zły nastrój, mówił: „Czy Miś jest głupi? Czy Miś jest niezdarny? Czy Miś jest nieważny? Czy Miś jest nieciekawy? Czy Miś jest niepotrzebny? Czy Miś jest marudny? Czy Miś jest tchórzliwy?...”. Trzeba było z nim rozmawiać i w zależności od tego, co mówił: potwierdzać, zaprzeczać, wyjaśniać, uspokajać.

Zobacz też: Wczesna interwencja i wspomaganie rozwoju u dzieci z chorobami genetycznymi

Zmiany w zachowaniu

Wyraźne zmiany w zachowaniu następowały wraz z rozwojem mowy, ponieważ wiele rzeczy można już było nazwać i wyjaśnić. Miś mógł się już komunikować z otoczeniem i w czwartym roku życia, mimo że miał jeszcze bardzo ubogi słownik, można było się z nim porozumieć, używając prostych zestawów zwrotów. Robił się też coraz delikatniejszy i wrażliwszy. Tak jak dawniej nie reagował na bodźce i dźwięki, tak od piątego roku życia zaczął reagować nadmiernie.

Mając cztery lata, poszedł do przedszkola – bardzo dobrze się tam czuł przez dziewięć miesięcy. Uwielbiał wychowawczynię – panią Basię, zabawki, śniadania i obiady oraz różne niespodzianki. Chociaż wybierał sobie zabawki na początku i bawił się nimi przez cały dzień, miał przyjaciela Antka, umiał się obronić przed agresją innych dzieci, lubił się też bawić samotnie. Codziennie budził się wcześnie i pytał Mamę, czy idzie do przedszkola. Był bardzo nieszczęśliwy, gdy okazywało się, że jest sobota lub niedziela i przedszkole jest zamknięte. Wtedy szedł z Mamą i sprawdzał, czy rzeczywiście brama jest zamknięta.

Trudności związane z rozwojem

Ale już wiosną zachowywał się inaczej. Nauczycielki mówiły, że nie reaguje na polecenia, zamyśla się, czasem jest wystraszony, unika kontaktu z dziećmi, bardzo szybko się męczy, nie umie rysować ani wycinać. To najbardziej zdziwiło Mamę, bo w domu bardzo dużo rysował i wycinał.

Zaczął chorować, pojawiły się również problemy z trawieniem. Wracał bardzo zmęczony. Zrobił się bardzo delikatny i wrażliwy. Nie wolno było na niego krzyknąć ani zwrócić mu uwagi. Żałośnie płakał, wtulał się, domagał się całusków, głaskania, mówienia mu miłych rzeczy. Mama musiała być zawsze uśmiechnięta. Kilka razy dziennie przybiegał, żeby się przytulić.

W wieku sześciu lat stał się jeszcze cichszy, mógł się godzinami bawić sam w kąciku pod stołem lub w namiocie (lubił ciasną, ograniczoną przestrzeń i ciszę), opowiadając sobie zasłyszane historie na zasadzie echolalii (powtarzał to, co usłyszał w radiu, telewizorze czy rozmowach między domownikami, często słowo w słowo) – miał znakomitą pamięć. Zadawał bardzo dużo pytań: „Gdzie jest Bóg? Co to jest niebo? Co jest w mózgu? Co mam w paluszku, w brzuszku? Co to za młotek w moim brzuszku wali w mięsko?” (gdy słyszał bicie serca).

Fragment pochodzi z książkiCzy kochasz Małego Misia?” autorstwa Barbary Pióro (Impuls, Kraków 2012). Publikacja za zgodą wydawcy.

Książka do nabycia w księgarni internetowej IMPULS.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)