Zdrowa dieta kontra żywieniowe pokusy

Podczas wspólnych posiłków możemy możemy dbać o dietę naszych najmłodszych. Gdy, jednak znajdą się w gronie rówieśników, domowe zasady żywieniowe przestają obowiązywać. Zobacz, jak, nie popadając w rygoryzm, radzić sobie ze złymi nawykami żywieniowymi naszych dzieci.

Zdrowa dieta kontra żywieniowe pokusy fot. www.sxc.hu

Urok zakazanego owocu

Im dziecko starsze, tym bardziej zależy mu na tym, aby wszystko robić dokładnie tak, jak rówieśnicy, a więc również jeść to samo co oni. W przedszkolu, w szkole ma ono każdego dnia bardzo wiele okazji do łasowania tego, czego nie dostaje w domu. Być może przygotowane w domu z wielką pieczołowitością kanapki znajdą się od razu na pierwszej przerwie w koszu na śmiecie, aby ustąpić miejsca kilku batonikom czy porcji czipsów. Owoc zakazany ma zawsze największy urok i smakuje wyśmienicie.

Uwaga na rygoryzm!

Zbyt pedantyczne przestrzeganie zasady zdrowego żywienia grozi izolacją społeczną, a to może być dla dzieci w wieku szkolnym bardzo bolesne. Kilka lat później, w wieku dojrzewania (w ramach bardzo naturalnego w tej fazie życia protestu przeciw wszystkim wzorom przekazanym przez rodziców!), młodzi ludzie mogą nawet całkowicie przestawić się na fast-food.

Jak odnieśc sukces w życiu? Ewa Chodakowska motywuje do działania!

Praktyka pokazuje jednak, że rodzice i wychowawcy mogą bardzo wiele zrobić, aby temu zapobiec. Jeżeli rodzice będą się rzeczywiście troszczyć o właściwy rozwój zmysłu smaku już u maluchów, to mają wszystkie podstawy, aby zakładać, że w późniejszym wieku młodzi ludzie (często po przejściu okresu „burzy i naporu”) będą potrafili odzyskać i zachować równowagę w sposobie żywienia.

Zobacz też: Kupki niemowlaka – co mówią o zdrowiu dziecka?

Trening czyni… smakosza

Dla niemowlęcia pierwsze porcje najzwyklejszej marchewki czy tartego jabłka to wielkie podróże odkrywcze po krainie smaku. W drugim roku życia dziecka potrawy zaczynają się różnić nie tylko smakiem, lecz także w konsystencji i strukturze: pokarm może być miękki lub twardy, soczysty, grudkowaty bądź włóknisty.

Jeśli bardzo powoli i stopniowo wprowadzamy nowe potrawy, gdy wybieramy produkty dobrej jakości, możliwie nieprzetworzone oraz „czyste”, niezmieszane ze sobą smaki, wówczas dziecko ma wszelkie szanse stać się smakoszem w najlepszym tego słowa znaczeniu, to znaczy kimś, kto instynktownie rozpoznaje jakość pokarmu i wie, czy służy on zachowaniu zdrowia, czy też nie.

„Czyste” smaki kontra zakazane owoce

Im dłużej i konsekwentniej podsuwaliśmy dziecku „czyste” smaki, tym wrażliwszy i bardziej precyzyjny stał się u niego zmysł smaku.

Najlepszą zaś metodą w postępowaniu z dziećmi w wieku szkolnym jest – moim zdaniem – konsekwentne przestrzeganie obranych zasad żywienia na co dzień i akceptacja wyjątków i odstępstw od zasad w dni świąteczne. Gdy na przykład podczas wizyty u dziadków czy z okazji jakiegoś święta w gronie rówieśników pojawią się słodycze czy potrawy odmienne od tych, które zwykliśmy przyrządzać w domu, to najlepiej nie robić z tego problemu i pozwolić dzieciom spałaszować owoc zakazany ze smakiem – nie obarczając ich przy tym poczuciem winy.

Najważniejsze pozostaje to, by w świadomości dzieci tego rodzaju odstępstwa były związane ze specjalnymi okazjami i by nauczyły się, że nie każde „kulinarne pożądanie” musi być natychmiast zaspokojone. Warto jest czasem poczekać, choćby nawet z tego względu, że posiłek będzie potem o wiele lepiej smakować.

Z życia wzięte

Powyższy sposób postępowania sprawdził się bardzo dobrze w mojej własnej rodzinie. Obie córki żywiłam zgodnie ze wskazaniami przedstawionej wyżej linii dietetycznej. Starałam się jednak stosować te zasady swobodnie i przede wszystkim uwzględniać „okoliczności specjalne”. Nie miałam nigdy problemów z niejadkami przy stole, dziewczyny chowały się zdrowo i niemal wszystkie potrawy zjadały bez marudzenia.

Zobacz też:Jadłospis pierwszoklasisty

Na specjalne okazje

Miałam natomiast problemy, i to znaczne, z przyjęciami urodzinowymi organizowanymi u nas w domu. Dzieci są pod względem przyzwyczajeń kulinarnych bardzo konserwatywne. To, czego nie znają, nie budzi zaufania, i bynajmniej nie starają się być oględne w wyrażaniu swej opinii. A przecież w dniu urodzin dobrem najwyższym jest szczęście solenizanta!Ostatecznie wybrałam zasadę, że w szczególnie świąteczne dni, gdy organizujemy przyjęcia dla dzieci, wychodzimy naprzeciw przyzwyczajeniom gości.

Największym sukcesem w taki właśnie dzień był wzniesiony wspólnie z dziećmi ogromny okręt z lodów śmietankowych, pływający w miednicy, przybrany bakaliami, z załogą z owoców i olinowaniem z sosu czekoladowego. W świetle urodzinowych światełek, pływających po wzburzonym morzu wokół okrętu spożyliśmy go w całości – mimo że był kolosalny. Szczęście było absolutne. Brzuchy okrutnie bolały, to jasne, ale wspominamy ten okręt do dzisiaj.

Moje córki są już dorosłe, same mają małe dzieci. Mogę z satysfakcją powiedzieć, że obie kontynuują w swoich rodzinach poznany w dzieciństwie sposób żywienia, ale że każda z nich czyni to na swój sposób. Produkty ekologiczne, takie jak: zboża, warzywa i nabiał, pozostają bazą. Słodycze i potrawy zawierające rafinowany cukier jedzą obie od czasu do czasu, najczęściej w „kontekście społecznym”, to znaczy gdy ktoś częstuje. Starsza córka je kilka razy w tygodniu mięso lub rybę, młodsza pozostała wegetarianką.

Fragment pochodzi z książki: "Mam czas dla dziecka. Pedagogika waldorfska dla najmłodszych. Propozycja alternatywnej kultury wychowania w domu, przedszkolu i w żłobku", Barbara Kowalewska (Wydawnictwo Impuls). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)