Zapomnij o nudzie

Gdy twój maluch – w domu lub w poczekalni u lekarza – ziewa z nudów, sięgnij do naszego banku pomysłów na zabawę bez zabawek.

Bawić się można bez zabawek. I ma to mnóstwo zalet. Rozwija wyobraźnię i uczy, że przyjemność nie musi kosztować. Pomaga radzić sobie w sytuacji, gdy pod ręką nie ma lalek, klocków czy misiów. A także wówczas, gdy zabawki są, ale dziecko na ich widok ziewa z nudów.

W domu
Do zabawy może służyć niemal wszystko: nogawki rajstopek założonych na głowę świetnie udają uszy króliczka, a bucik łódkę dla maskotki albo jej łóżeczko. Co jeszcze się przydaje?
- Skarpetki. Naciągnięte na dłoń szybko zmieniają się w stworzonka kłapiące paszczą (kciuk umieszczamy w miejscu na piętę, pozostałą część dłoni tam, gdzie powinny być palce), a zwinięte w ciasną kulkę – w piłeczkę.
- Plastikowe okładki od kaset wideo. Można je otwierać i zamykać, chować w środku drobne zabawki, układać jedne na drugich, zrzucać ze stołu, wykorzystać do budowy, zrobić z nich komplet neseserów (tekturowe „rączki” łatwo przykleić taśmą).
- Książki w twardych oprawach. Łatwo zrobisz z nich pochylnie, po których zjeżdżają autka, ślizgawki dla pluszaków, a także domki (otwartą książkę ustawiamy na krawędziach okładek, grzbietem do góry) albo nawet całe wielopiętrowe konstrukcje (z książek powstaną sufity, a ściany np. z klocków albo z pudełek na kasety itd.), które maluch będzie z upodobaniem burzył.
- Plastikowa miska. Może być statkiem, wyścigówką, basenem dla lalek, a nawet (po wrzuceniu do środka piłeczek lub małych zabawek) bębnem do losowania. Po odwróceniu do góry dnem – kryjówką, krzesełkiem, minisceną albo bezludną wyspą.
- Kartonowe pudła. Z dużego, płytkiego pudła można zrobić karetę albo wygodny kabriolet: siedzenia powstaną z kilku ustawionych w stos książek, a koła i światła możecie domalować, przykleić (świetne w tej roli są tekturowe talerzyki) albo po prostu sobie wyobrazić. Dwa pudełka obok siebie to niemal gotowy pociąg, a ogromny karton np. po telewizorze może przeobrazić się w dom, stajnię lub zamczysko. Z nieco mniejszego zrobicie skrzynkę na listy, telewizor, walizkę, albo głowę robota, a z zupełnie małych, np. po kosmetykach, można budować, co się chce, sklejać je ze sobą, malować, oklejać.
- Kocyk (a jeszcze lepiej obrus albo plażowe paero, cienki materiał łatwiej wiązać). Szybko powstanie z niego domek między krzesłami, hamak lub huśtawka dla misia, a także wspaniale udrapowana szata, skrzydła Batmana, czarodziejski dywan, czapka-niewidka albo „ubranie” ducha.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?

- Jaśki. Można urządzić z nich tor przeszkód (przyda się też zrolowana kołderka, wałki pod głowę, pufy), który dziecko ma pokonać na czworakach. Łatwo zbudować z maluchem chwiejną wieżę albo urządzić tymczasowe łóżeczko w dużym pokoju. Poduszka zastąpi krzesełko, stolik, pojazd czy zwierzątko, które przytula się do dziecka albo obwąchuje je noskiem-narożnikiem. Ze starszym szkrabem można urządzić pełną śmiechu poduszkową wojnę.
- Gadżety kuchenne. Przyda się niemal wszystko: garnki z pokrywkami, drewniane łyżki, sitka, plastikowe kubeczki, talerzyki i miseczki, kartonowe pudełka-tuby po herbatkach dla dzieci, zakrętki od słoików, puszki po mleku w proszku (bez ostrych krawędzi), plastikowe butelki po napojach... Można nimi hałasować, wkładać coś do nich, a potem wyciągać, gotować zupę dla lalek.

Na dworze lub... poczcie
Umiejętność zabawy bez zabawek procentuje poza domem, np. w kolejce na poczcie czy do lekarza można zrobić dziecku samolocik z ulotki reklamowej, urządzić wraz z nim przedstawienie z długopisem i szminką w roli głównej albo zorganizować mecz piłki dmuchanej (piłeczkę robimy ze zgniecionej kartki albo serwetki, a po boisku-stole przesuwamy ją, dmuchając). Możesz też pozwolić dziecku na spenetrowanie twojej torebki albo wręczyć notes i poprosić o „wypisanie” recepty lub mandatu. Świetnymi i zawsze dostępnymi zabawkami są dłonie. Twój palec może „porozmawiać” z paluszkiem dziecka (łatwo domalujecie sobie na opuszkach uśmiechnięte buźki), siłować się z nim itd.

Lekarstwo na kłopoty
Dobrze mieć w zanadrzu jakąś sprawdzoną, świetnie znaną dziecku zabawę, którą można wykorzystać w tzw. krytycznej sytuacji. To znaczy wtedy, gdy maluch jest znudzony albo trzeba jak najszybciej odwrócić jego uwagę. Jeśli na przykład często bawicie się w foki (czyli po prostu się czule przytulacie) albo pościgi (na nogach lub na czworakach), jest szansa, że maluch zareaguje na hasło: „Chodź tu, mała foczko”, a gdy usłyszy: „Uciekamy tacie”, przyspieszy i da się zaprowadzić tam, gdzie trzeba. Albo nawet na chwilę zapomni o tym, że boli go ucho...

Beata Turska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)