Wygraj z dysleksją

Nie lubi rysować, bawić się klockami i mało mówi? Zwróć na to uwagę, a... uchronisz je przed kłopotami w szkole!

fot. Panthermedia
Jak twierdzą specjaliści, w każdej klasie trzech lub czterech uczniów ma trudności z czytaniem albo pisaniem spowodowane dysleksją.

Skąd te kłopoty

Zaczynają się już w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Maluchowi trudno nauczyć się czytać i pisać. Rodzice myślą, że z tego wyrośnie, tymczasem w starszych klasach problemy jeszcze się pogłębiają. Dziecko bazgrze tak, że nawet samo nie potrafi się rozczytać, wciąż myli litery, robi błędy. Pisanie je męczy, a czytanie sprawia kłopoty. Chociaż stara się i naprawdę pracuje nad swoim pismem, ortografią i czytaniem, niestety nie zawsze to pomaga... Prof. Marta Bogdanowicz, która od lat zajmuje się dysleksją i napisała wiele książek na ten temat, twierdzi, że większości kłopotów można uniknąć, ale trzeba na nie zwrócić uwagę wcześniej, gdy np. pociecha chodzi do przedszkola.

Dzieci ryzyka

Maluchy po tzw. ciąży trudnej, powikłanej, po skomplikowanym, długim porodzie to dzieci tzw. ryzyka dysleksji. Na nie trzeba szczególnie zwrócić uwagę. Mogło u nich dojść do niewielkich urazów układu nerwowego. W rezultacie maluszek rozwija się prawidłowo, jednak nieco wolniej niż koledzy lub nieharmonijnie.

Na przykład w wieku niemowlęcym nie raczkuje, mało gaworzy, a pod koniec pierwszego roku nie wypowiada jeszcze pierwszych słów. A gdy zaczyna wstawać i chodzić, długo ma kłopoty z utrzymaniem równowagi. W wieku przedszkolnym zaś nie lubi rysować, malować, lepić z plasteliny, bawić się klockami, układać puzzli, zapinać guzików, mówi mało i niewyraźnie. Nadal może być też mniej sprawny fizycznie niż rówieśnicy.

Niestety niewielu rodziców na tak wczesnym etapie zwraca uwagę na tego typu sprawy. Zachowanie malucha zwykle tłumaczą charakterem: „Jest taki ruchliwy, biega przez cały dzień, nie ma czasu układać puzzli i rysować”. Albo: „Nie ma cierpliwości, by męczyć się z zapinaniem guzików czy sznurowaniem butów”. Często zresztą nawet pediatrzy uspokajają, że dziecko z tego wyrośnie. Tymczasem takie zachowania mogą właśnie świadczyć o nieharmonijnym rozwoju.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?
Trzeba pomóc!

Co możesz zrobić? Sporo, i to wcale nie jest trudne.
Przede wszystkim nie myśl, że to wszystko „samo przejdzie”. Przeciwnie, kłopoty raczej się nasilą. Dlatego zacznij działać jak najszybciej.
Układ nerwowy dziecka cały czas się rozwija, jest bardzo plastyczny. Dlatego teraz stosunkowo najłatwiej maluchowi pomóc, i to w prosty sposób: przez masaże, ćwiczenia, zabawy.

Jeśli widzisz, że malec jest mało sprawny fizycznie, zachęć go do ruchu. W domu bawcie się np. w berka na czworakach, przechodzenie przez tor przeszkód (możesz go ustawić z krzeseł, materacy). Na dworze staraj się, by maluszek biegał, chodził po murkach, krawężnikach, wspinał się na drabinki.

Warto też pójść do neurologa, który sprawdzi, czy dziecko ma dobre napięcie mięśniowe. Jeśli stwierdzi, że coś jest nie w porządku, zaleci rehabilitację. Przedszkolakom bardzo polecane są też ćwiczenia z tzw. metody Ruchu Rozwijającego Weroniki Sherborne. Można je wykonywać w domu, razem z dzieckiem – zapytaj o nie rehabilitanta.

Jeżeli widzisz, że maluszek niewiele mówi, ty jak najwięcej mów do niego, czytaj książeczki, opowiadaj. Idź też z nim do logopedy. Nie czekaj, aż dziecko skończy trzy lata!

Gdy zaś zauważasz, że szkrab ma mało sprawne paluszki, nie lubi rysować i kolorować, zaproponuj, by malował na dużych kartonach lub całymi rękami (maluchy to uwielbiają!). Zachęcaj do zabawy plasteliną, gliną, ciastoliną lub... prawdziwym ciastem – może z niego np. tworzyć figurki i potem je piec.

Znajdź czas

Nie wyręczaj malca w takich czynnościach jak ubieranie, mycie się, jedzenie. Nie kupuj mu wszystkich ubrań bez guzików i suwaków, a butów tylko na rzepy, bo nie będzie miał szans ćwiczyć sprawności swoich rączek!

Mama lub tata codziennie powinni spędzać co najmniej pół godziny na zabawie z dzieckiem. Ten czas trzeba poświęcić na czytanie książeczek, opowiadanie maluchowi, rysowanie, układanie puzzli, budowanie z klocków... Naprawdę wiele możesz zrobić, by uchronić swoje dziecko przed kłopotami w szkole. Tej szansy nie można zmarnować!

Tekst: Katarzyna Pinkosz
Konsultacja: prof. dr hab. Marta Bogdanowicz, dziecięcy psycholog kliniczny, założycielka Polskiego Towarzystwa Dysleksji
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)