Wierszyki dla maluchów – wydrukuj i przeczytaj dziecku!

Wybrane przez nas wierszyki w błyskotliwy i ironiczny sposób pokazują współczesną rzeczywistość. Polecamy je wydrukować i poczytać dziecku!

wiersze dla dzieci

fot. Fotolia

Osa i Świerszcz

Rzekła Osa do Świerszczyka

– czemu Pan mnie tak unika?

Świerszcz jej odparł cichym głosem

– wiem, mam Cię za piękną Osę

i od lat się w Pani durzę,

ale tak nie mogę dłużej.

Każde Pani słowo kłuje.

Ja już wprost nie wytrzymuję.

Osa trochę zaskoczona

wykrzyczała mu wzburzona

– taki osi mam charakter

i być inna nie potrafię!

– Cóż, ja jestem taki Świerszczyk,

co poczyta kilka wierszy

i zaćwierka pospolicie,

lecz spokojne chce wieść życie.

– Proszę bardzo – rzekła Osa,

spoglądając nań z ukosa. –

Ja dla Pana się nie zmienię,

prędzej wezmę ślub z Szerszeniem.

– A ja żegnam się z kominem,

bo od wspomnień z Panią ginę.

Wolę za kaloryferem

zostać starym kawalerem.

Chodzi Lis

Chodzi Lis wzdłuż leśnej drogi,

ma ochotę na pierogi.

Właśnie znalazł bar za skwerem.

– Porcja z mięsem?

– Raczej z serem.

– Co się stało, Lisie miły,

czyżby Panu się znudziły

Kury, Kaczki, mięsne danie,

małe ptaszki na śniadanie,

lub chrupiące gęsie udźce? –

spytał kelner, kładąc sztućce.

– Ależ skądże!

– Albo może Pan jest chory?

– Ja? Broń Boże!

Świetnie się ostatnio czuję.

A mięs nawet nie próbuję.

Owszem kluski, z kasz pasztecik,

na myśl samą...

ślinka leci.

– No, odmłodniał Pan, jak widać.

– Sprawność może mi się przydać –

Lis w uśmiechu wąsem rusza. –

Sytuacja mnie tu zmusza.

Kiedyś wiele polowałem,

póki się nie zakochałem

w Przepióreczce, z którą boso

nieraz biec musiałem w proso.

Powiem więcej: chcę coś zmienić

i z nią nawet się ożenić.

Oj, pragnę ją co wieczora

jeść, lecz to już metafora...

Bo w mym jadłospisie diety

teraz z soi są kotlety.

I to wybór mój jedynie.

Jestem WEGETARIANINEM.

Jak to pies zapowiadał pogodę

W telewizji „DOBRA SPRAWA”

Pies pogodę zapowiadał.

A był dobrze wychowany,

dość przystojny, wyszczekany.

Stał pod kolorową mapą.

To i tamto wskazał łapą.

Wyż, niż i temperaturę,

lecz wciąż wieści miał ponure:

tu powodzie, tam zawieje...

Każdy wzdycha – co się dzieje.

Na północy mgły jesienne,

tam znów pyłki alergenne.

Choć przypadków to przyczyna,

każdy mówił – to Psa wina.

Wszędzie był rozpoznawalny.

Celebryta, Pies medialny.

Choć zarabiał znakomicie,

miał dosłownie pieskie życie,

w złym znaczeniu oczywiście.

Każdy patrzył nienawistnie.

Tu ktoś w niego, kipiąc złością,

rzucił nagle dużą kością.

Ktoś samochód mu podrapał,

na ulicy za sierść złapał.

– Za co wszystko!? – nasz Pies wrzaśnie. –

Za pogodę POD PSEM właśnie!

Polecamy: Karolek ma braciszka – bajka terapeutyczna

Bajka Tulisie. Przygoda w Słonecznej Krainie

Łamigłówka na słówka

Gdyby Gady mogły gadać,

czy by chciały opowiadać?

– Jak to Sowy osowiały

i sny bardzo smutne miały.

– Jak zajęczał Zając czasem,

potykając się pod lasem.

– Jak Kruk krakał, aż wykrakał

grad, co spadł pośrodku lata.

– Jak to Słonie zasłoniły

niebo i cień zapewniły

Gadom, które teraz głoszą,

że najlepiej upał znoszą.

– Ale Słoniom nie dziękują,

choć się osłonięte czują.

Łamigłówka na słówka 

Gdyby Gady gadać miały,

czy by dalej plotkowały?

– Jak to ważna niesłychanie

Zebra w biurze ma zebranie,

zniszczy każdą opozycję,

bo wysoką ma pozycję.

– Jak Kos skosił źdźbła dokoła,

gdzie się skryje Żuk i Pszczoła?

– Taki mały, a tak kosi...

i nikogo nie przeprosi.

– Mówi – niech przeprasza Prosię,

ja stąd znikam – mam was w nosie!

I Kos na kosodrzewinie

już ze śpiewu nie zasłynie.

Patrzy z góry wciąż z ukosa.

– Czy zmądrzeje? – myśli Osa.

– O tym, Puchacz, siedząc w puchu,

śpiewa też, choć nie ma słuchu.

– Może Gady by gadały,

ale czy by śpiewać chciały?

Sowa internetowa

Gdzieś pod Wysową żyła sobie

Sowa, co miała pewien problem.

Zamiast po lesie spacerować,

wolała cały czas surfować

po swoim sowim internecie,

ponoć najlepszym w całym świecie.

Ciągle gra w jakieś gry przedziwne.

Łapy ma wiotkie, skrzydła sztywne,

bo prawie wcale się nie rusza.

I tylko oczy wybałusza

na ekran, co jest całym światem:

mamą i tatą, siostrą, bratem.

Na czacie dziwnych ma znajomych.

Już nie wie: żywych czy zmyślonych.

Goni wciąż Gacki wirtualne

i sny ma sowie, wręcz fatalne.

Jak las wygląda, nie pamięta,

bo się po ciepłych plażach pęta.

A nie wie, jak tych miejsc unikać –

Niech ktoś mi powie w co mam klikać!?

Choć woła, nikt nie odpowiada.

I tylko echo dalej gada.

Teraz nie gada, tylko plecie,

że w wirtualnym sowim świecie

dobrze jej tutaj bez latania

z myszą służącą do klikania.

Wreszcie jej mama, mądra Sowa,

przed nią komputer dobrze schowa.

Jak się ptaszysko nasze męczy,

kiedy znów nad książkami ślęczy!

W głowie ma zamęt, natręctw morze,

A przy tym widzi dużo gorzej.

Więc okulary niewesoła

zakłada, jak te młyńskie koła,

co przy lataniu przeszkadzają

i w polowaniu zawadzają.

– Muszę wytrzymać – dziób zaciska,

a przy tym chuda jest jak glista.

I wrócił do niej świat realny.

Widzi znów jodły, a nie palmy.

Choć z przyjaciółmi w dyskotece

czasem od rzeczy jeszcze plecie.

Bo teraz zrozumiała Sowa,

tak to ujmując w krótkich słowach:

Dobrze się w coś zaangażować,

byleby nie dać się zwariować!

Niech innych karcą pod Wysową:

NIE BĄDŹ INTERNETOWĄ SOWĄ

Sprawdź: Nieśmiały Kuba - bajka terapeutyczna

Muzykalny jeż

Była w lesie poczta mała,

co przesyłki przyjmowała:

listy, kartki albo paczki,

polecone druki, znaczki.

Przy okienku, tam, gdzie wpłaty,

wypłat kilka oraz raty,

Jeż pracował wciąż zawzięcie,

wbijał stemple i pieczęcie.

Chociaż w pracy był chwalony,

biegł myślami w inne strony.

Wzdychał – tylko czas marnuję,

gdyż artystę w sobie czuję.

By zajęcia nudne skrócić,

wciąż pod nosem lubił nucić.

W rytm melodii pieczętował

jakieś cyfry, jakieś słowa.

Inni z poczty urzędnicy:

dwa Dzięcioły, cztery Lisy,

jedną łapą coś pisali,

drugą w czoło mu stukali.

– To choroba zawodowa –

rzekł naczelnik, cedząc słowa.

– Tutaj nie ma na co czekać

i z leczeniem dłużej zwlekać.

– To choroba zawodowa –

rzekł naczelnik, cedząc słowa.

– Tutaj nie ma na co czekać

i z leczeniem dłużej zwlekać.

Lecz niestety w domu także

Jeż wciąż stukał gdzie popadnie:

w stół i w szklankę, łyżeczkami,

nosem, tu i tam łapami.

Żona rzekła raz – kochanie,

ja przy moim nerwów stanie,

nie wytrzymam ni sekundy,

jak tak będziesz ciągle dudnił.

A on na jej prośby głuchy,

to ósemki, to ćwierćnuty

wystukiwał wciąż zawzięcie

w dni powszednie i przy święcie.

Oby, choć sens jakiś miały

te stukania przez dzień cały

lub by jakiś cud się zdarzył –

o tym żona Jeża marzy.

I już za dni kilka rano

jest w gazecie ważny anons:

„Big-band pilnie poszukuje

perkusisty, co rytm czuje”.

Tak Jeż związał się z big-bandem,

wszystkich przyćmił swym talentem.

Sławę ma i fanklub duży,

za patrona poczcie służy.

Kiedy zima się zjawiła,

żona córkę urodziła:

cały tatuś, w jotę jota,

dano imię jej Synkopa.

Bo to imię sens zawiera,

rytmu, który Jeż gra teraz –

tej muzyki jazzem zwanej,

tak przez Jeża uwielbianej.

I gdy już od urodzenia

słucha córka jazzu brzmienia,

może kiedyś będzie znaną

tej muzyki pierwszą damą.

Sen niedźwiedzia

Stary Niedźwiedź mocno śpi,

co też mu się teraz śni?

Czy kosz malin, jagód w bród

i złocisty w ulach miód?

To nie wszystko, wierzcie mi,

bo rajd właśnie mu się śni.

Już swym autem rusza w świat

z wiatrem w uszach za pan brat.

Potem jeszcze dalej tak,

gdzie niedźwiedzi wiedzie szlak,

mistrz formuły to on sam!

Popularny jest wśród dam.

Łapy ściska, schyla łeb,

jakby zmieniał nagle bieg.

Zakręt wije się jak wąż,

a on stęka, sapie wciąż.

Jeszcze trochę, kilka chwil,

cztery góry, polny pył.

Musi złoty medal mieć –

pędź, mój samochodzie, pędź!

Przez sen wzdycha raz po raz,

aż przeminął zimy czas.

Przyszła wiosna właśnie dziś,

musi zbudzić się nasz Miś.

Zaraz malin będzie w bród

i złocisty w ulach miód.

– Wiosna woła – obudź się,

pięknie jest, aż żyć się chce!

– A samochód jest, no gdzie?

Nie chcę wstawać, dalej śpię.

Miś przewraca się na bok. –

Zbudźcie lepiej mnie za rok.

Przecież mogło lepiej być,

tyle wrażeń, a tu nic.

Nie spełniły mu się sny,

jak się zbudzi, będzie zły.

Polecamy: Strach wcale nie ma wielkich oczu - bajka terapeutyczna

Fragment pochodzi z książki "Wierszyki dla Weroniki" autorstwa B. Szczepańskiej "Judyty" (Impuls 2014). Publikacja za zgodą wydawcy.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)