"Utalentowana" fragm. 4

Krzesło pomiędzy Rumi a Bridgemanem było puste, ponieważ Palmer wyjechał z rodzicami na tygodniowy pobyt do nadmorskiego Torquay...




4.
(...)
Następnego dnia na dużej przerwie Rumi stanęła na skraju boiska i jedząc kanapkę, przyglądała się chłopakom grającym w piłkę. John Kemble, który był napastnikiem, biegł właśnie w kierunku bramki po drugiej stronie, a za nim pędzili pozostali. Bridgeman usiłował dotrzymać im kroku i sadził w milczeniu wielkimi susami, jakby chciał wymusić podanie samą tylko siłą woli. Jego nieduża, okrągła twarz była blada i pełna skupienia; pod ciemną grzywką lśniły ogromne oczy. To, że w ogóle znalazł się na boisku, już było sporym wyczynem, i najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że jeżeli nie popisze się swoją sprawnością, znajdzie się w opłakanej sytuacji.
Jak wychować córkę na kobietę spełnioną?
Po południu siedzieli oboje w tej samej ławce, co zwykle i odrabiali lekcje z gramatyki. Z przodu klasy drzemała za biurkiem pani Pemberton, a jej twarz i tablicę za jej plecami oświetlał czworokąt słonecznego światła. Krzesło pomiędzy Rumi a Bridgemanem było puste, ponieważ Palmer wyjechał z rodzicami na tygodniowy pobyt do nadmorskiego Torquay. Bez swojego najlepszego przyjaciela Bridgeman czuł się wyraźnie nieswojo.
— Podobał ci się wczorajszy breakdance na dziedzińcu? — zapytała Rumi i zaczęła ostrzyć ołówek nową temperówką, którą wybłagała u Maheśa przy okazji ostatniej wizyty w papierniczym; przyrząd wyglądał jak kostka Rubika i zatrzymywał wiórki w środku.
Bridgeman spojrzał na nią, ściągając lekko brwi.
— Nie za bardzo. Nie rozumiem, czemu wszyscy tak się tym podniecali?
Rumi poczuła ulgę.
— Nie wiem. Myślałam, że to ze mną coś nie tak — odpowiedziała. Wyjęła ołówek i z zadowoleniem popatrzyła na świeżo naostrzony szpic. Był idealnie ostry. Aż żal było pisać.
— A tak w ogóle to co się z tobą działo? — zapytał Bridgeman ponurym tonem.
— Zakuwałam matmę.
— Nic nowego... — zawiesił głos, jakby w oczekiwaniu, że Rumi powie coś więcej.
— No... raczej nie mam wyjścia. — Skrzywiła się; to nie była dobra odpowiedź. Spróbowała jeszcze raz. — To znaczy chcę niedługo zdawać do liceum — powiedziała, siląc się na niedbały ton.
Bridgeman popatrzył na nią z niedowierzaniem i zazdrością, a jego twarz skojarzyła się Rumi z papierkiem lakmusowym, o którym niedawno gdzieś czytała. Oczy płonęły mu wręcz ze zdumienia.
— Do liceum? Serio? — wyszeptał z podziwem. — Pani Pemberton wie?
Rumi spojrzała na drzemiącą nauczycielkę. Kasztanowe włosy, rozdzielone na czubku głowy idealnym przedziałkiem, opadały ciężko długimi, prostymi pas¬mami po obu stronach twarzy. Wyglądała, jakby myśli wyrzynały jej się na czole wąskimi, ząbkowanymi zmarszczkami.
— Tak — odpowiedziała cicho. — Ale jakby co, to nic nie wiesz. Nikomu o tym nie mówiłam. Chcę zdawać w przyszłym roku, kiedy nasza klasa będzie szła do gimnazjum.

Fragment książki Nikity Lalwani "Utalentowana" w przekładzie Olgi Masoń (Wydawnictwo Literackie 2008; premiera: 21 lutego).

Czytaj także: fragm. 1 "Utalentowanej", 2. fragm. "Utalentowanej", 3. fragm. "Utalentowanej".
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)